RSS
niedziela, 21 września 2014
Zeszyty dawnych lektur (odc. 52)

 

John Steinbeck Na wschód od Edenu. PIW 1963

 

[Pisałem o nim już w odcinku 5, wspominając o kontrowersjach, które wzbudziło przyznanie mu literackiej nagrody Nobla, i o tym, że liczni krytycy swoje negatywne opinie opierali w znacznej mierze na powojennej twórczości autora, rzeczywiście znacznie słabszej od tej z wcześniejszego okresu. Mowa o Myszach i ludziach (1937) czy Gronach gniewu (1938). Późniejsza od tamtych powieść Na wschód od Edenu (1952) nie mogła być chyba aż tak zła, skoro wynotowałem z niej znacznie więcej niż z Gron gniewu, ale przecież z Myszy i ludzi (Książka i Wiedza 1948) nie wynotowałem nic! Oczywiście nie zawsze jest to właściwa miara dobrego czy złego pisarstwa, ale o tym już mówiłem i jeszcze raz powiem przy wymienianiu tytułów książek często wybitnych, z których nie zrobiłem żadnych wypisów].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/steinbeckproszynskiwznowienia.jpg

 

 Chełpić się można każdą rzeczą, jeśli jest ona wszystkim, co mamy. Możliwe, że im mniej mamy, tym więcej musimy się chełpić.

[Mowa jest o tych, którzy mają słonia w karafce i pchłę na łańcuchu].

 

Nie odkrywał świata i ludzi; sam ich tworzył.

[Fikcyjny świat zaludniony fikcyjnymi ludźmi?].

 

Bezzdarzeniowość nie posiada słupów, na których można by rozpiąć trwanie. Między niczym a niczym nie ma odstępu czasu.

[Trwać można w bezzdarzeniowości i wierzyć, że między niczym a niczym znajduje się wszystko].

 

Człowiek przestraszony jest niebezpiecznym zwierzęciem.

[No, nie każdy. Czy widział ktoś myszkę rzucającą się z pazurami na kota?].

 

Nie należy zapominać, że potwór to tylko odchylenie od normy oraz że dla potwora norma jest właśnie czymś potwornym.

[Nasunęła mi się na myśl sentencja Friedricha Nietzschego: „Ten, kto wal­czy z pot­wo­rami, po­winien zad­bać o to, by sam nie stał się pot­wo­rem. Gdy długo spogląda­my w ot­chłań, ot­chłań spogląda również na nas”].

 

Jeżeli kogoś oskarżą o kłamstwo, które okaże się prawdą, wówczas zyskuje on pewien kredyt, który trwa długo i może pokryć znaczną ilość nieprawd.

[Tym razem aż prosi się o wywołanie upiornego ducha Goebbelsa: „Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Z jego ducha wyrósł także Antoni Macierewicz].

 

Pan widzi to, co jest, podczas gdy większość ludzi widzi to, co chce widzieć.

[Mimo iż jest to oczywiste, Robert Rosenthal, amerykański psycholog urodzony w r. 1933 w Niemczech, postanowił sprawdzić to w praktyce. Eksperymenty przeprowadzone na grupie studentów i szczurów, a następnie nauczycieli i dzieci, wykazały niezbicie, że widzimy to, co chcemy widzieć. Wystarczyło wmówić studentom względnie nauczycielom, że szczury bądź dzieci wybierane losowo są rzekomo bardziej lub mnie inteligentne, i ci absolutnie w to uwierzyli. Mniejsza o szczury, bo te miały zapamiętać jedynie drogę w labiryncie podczas trwania eksperymentu. Znacznie większą krzywdę wyrządzili nauczyciele dzieciom objętym eksperymentem: po roku te uznane za bardziej inteligentne uczyniły znacznie większe postępy w rozwoju intelektualnym, niż te rzekomo mniej inteligentne. Bo tym pierwszym nauczyciele poświęcali znacznie więcej uwagi, a te drugie zaniedbywali w myśl porzekadła „szkoda czasu i atlasu”. Nazwano to „efektem Rosenthala”. Utożsamiany jest często z „efektem Pigmaliona”, zidentyfikowanym po raz pierwszy przez socjologa Roberta Mertona. Chodzi o odmianę samospełniającego się proroctwa, które polega na spełnianiu się pozytywnego oczekiwania wobec kogoś, dlatego że to pozytywne oczekiwanie sobie wytworzyliśmy (wobec szczurów czy dzieci określonych mianem bardziej inteligentnych). Odwrotnością tego jest „efekt Golema”, polegający na tym, że w określonych sytuacjach, pod wpływem czyichś negatywnych oczekiwań, zaczynamy się zachowywać zgodnie z tymi oczekiwaniami. Jeśli chodzi o pedagogikę, to wszyscy wiemy z własnych doświadczeń, jak wielki pozytywny bądź negatywny wpływ mają nauczyciele na rozwój osobowościowy uczniów. Moja niezwykle utalentowana córka (poetka, powieściopisarka, pieśniarka, malarka, autorka książek do nauki języka angielskiego) wspomina w autobiograficznej książce o swojej nauczycielce geografii, która „chodziła w relaksach i wciąż powtarzała, że studia to ja skończę po jej trupie”].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/widzisz_to_co_chcesz_widziec.jpg

 

Trudno jest rozłamać człowieka na dwoje i stale sięgać po tę samą połowę.

[I tak będziemy sięgać po połówkę znajdującą się najbliżej tej ręki, która tego rozcięcia, rozłamania, rozłupania na dwie części dokonała, chyba że będziemy chcieli utrudnić sobie zadanie].

 

Czasem najwymowniejsze bywa milczenie.

[Milczenie jest najwymowniejsze wtedy, gdy zaczynamy krzyczeć].

 

Prawda, której nie dano wiary, może człowieka boleć o wiele bardziej niż kłamstwo.

[Kłamstwo, któremu nie dano wiary, boli jeszcze bardziej, chyba że jesteśmy tak zakłamani, że nie odróżniamy prawdy od kłamstwa].

 

Jeżeli coś nas zaniepokoi, będzie to znakiem, że znajdujemy niepokój w nas samych.

[Niepokój niszczy nas tylko wtedy, gdy poświęcamy mu więcej uwagi, niż na to zasługuje, gdy się go boimy, zamiast wykorzystać go do zidentyfikowania źródeł lęku i usunięcia jego przyczyn. Atak niepokoju zostałby zresztą samorzutnie zneutralizowany, bo taka jest rola przywspółczulnego układu nerwowego, ale najczęściej wpadamy w panikę. I koło się zamyka].

 

Zgarniamy winę pełnymi rękami, jakby była czymś cennym.

[O poczucie winy jest łatwiej, niż o poczucie własnej wartości. Jeśli powstaje ono w sytuacji uświadomienia sobie popełnienia czynu moralnie niedozwolonego, trudno się temu dziwić, gorzej jest, jeśli nie wiąże się to z winą faktyczną. Wtedy chęć zadośćuczynienia za niepopełniony występek prowadzi do poddania się najgroźniejszej karze, jaką jest głęboka depresja].

 

Kain nosił piętno, które nie miało go zniszczyć, ale ocalić.

[Prawie wszyscy znamy choćby ze słyszenia historię Kaina i Abla w relacji biblijnej, więc stwierdzenie Johna Steinbecka nie jest dla nas żadnym zaskoczeniem. W Księdze Rodzaju Kain poskarżył się Bogu Jahwe, że kara, którą mu wyznaczył za zabicie brata (został zmuszony do ukrywania się przed Nim i tułania się po świecie), jest zbyt dotkliwa, gdyż będzie mógł go zabić każdy człowiek, którego napotka na swojej drodze. Właśnie dlatego Bóg naznaczył go znamieniem („piętno kainowe”), żeby każdy mógł go od razy rozpoznać i nie narazić się na siedmiokrotną pomstę za podniesienie na niego  ręki. Po odejściu od Jahwe nie działo się zresztą Kainowi najgorzej – miał aż dwie żony, dwóch synów i jedną córkę, a rozpowszechnione w mitologii hebrajskiej informacje o szczególnym zepsuciu moralnym jego potomków zostały wyssane z palca. To przecież im Pismo Święte przypisuje wynalezienie pasterstwa, gry na cytrze i flecie oraz kowalstwa, co trudno nazwać występnością].

 

 http://jbr.blox.pl/resource/Titian__Cain_and_Abel.jpg

Tycjan Kain i Abel

 

 

Myślę, że gdyby było można odjąć człowiekowi lęk przed odtrąceniem, nie byłby tym, czym jest. Może mielibyśmy mniej szaleńców.

[Najłatwiej o szaleństwo jest wtedy, gdy lęk przed odrzuceniem wynika z lęku przed bliskością].

 

Człowiek jest jedynym stworzeniem obciążonym winą.

[Jakże nieludzkie są te oto słowa z psalmu 51, przypisywanego królowi Dawidowi: „Oto urodziłem się obciążony winą / i jako grzesznika poczęła mnie matka”. Z tego wynika, że powinna ona śpiewać swemu dziecku psalm pokutny, zamiast kołysanki].

 

Czasem tryskał strumieniem odwagi, który jednakże ujęty był w ramy tchórzostwa.

[O tym wiadomo od dawna; nic w tym odkrywczego].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/odwaga__tchorzostwo.jpg

 

Czasami człowiek chce być głupi, jeżeli to pozwala zrobić coś, czego mu wzbrania mądrość.

[Tylko bezdennemu głupcowi nie zdarzają się żadne wygłupy].

 

Wydaje mi się, że aż za wielu z nas widzi życie jako coś, co kończy się klęską.

[Zauważyłem, że w 99 przypadkach na 100 małżeństwo określa się mianem „klęski życiowej” i mówi się, że jest ona stokroć bardziej niszcząca od klęski naturalnej, nawet od tsunami, oczywiście dlatego, że tamtej doświadczamy zawsze osobiście, a o tej dowiadujemy się zazwyczaj z tak zwanych środków masowego przekazu].

 

 

  Cdn.

 

Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/



00:43, jbroszkowski
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 01 września 2014
Zeszyty dawnych lektur (odc. 51)

 

Roger Martin du Gard Jan Barois. Czytelnik 1959

 

[W odcinku 2, patrz sierpień 2012, omawiałem inną książkę tego autora. O nim samym nie powiedziałem nic, poza informacją, za co otrzymał w roku 1937 literacką nagrodę Nobla. Czyżbym chciał pójść w zawody z wikipedią.pl, która temu wybitnemu pisarzowi francuskiemu poświęciła zaledwie dwa zdania? Z nich możemy jeszcze wyczytać, że „z wykształcenia był archiwistą-paleografem, zainteresowanym wieloma dziedzinami wiedzy”.

Paleografia z pisarstwem ma bardzo wiele wspólnego, zajmuje się bowiem badaniem rozwoju pisma w procesie historycznym, a także badaniem środowiska, w którym żył i tworzył dany pisarz. Mówi się, że „bez znajomości tej nauki badanie źródeł pisanych jest praktycznie niemożliwe”. U nas paleografią nie zajmował się żaden pisarz uprawiający literaturę piękną, ale nie jest to widocznie nauka zupełnie oderwana od życia, skoro autorem podręcznika z tego zakresu był prof. Aleksander Gieysztor, ten od Mitologii Słowian, a zarazem jeden z uczestników obrad Okrągłego Stołu. Szkoda, że o sobie samym książki nie napisał, bo sztukę lawirowania od lewa do prawa i od prawa do lewa w środowisku, w którym żył i tworzył, posiadł w stopniu dla mnie zdumiewającym. Jego biografię łatwo jest prześledzić, ponieważ wikipedia nie pożałowała mu linijek, jednakże nie o nim mowa w kolejnym odcinku zeszytów dawnych lektur. A zatem skupmy się na tym, jak żył i tworzył Roger Martin du Gard (1881-1958). Przedstawiam go poniżej w malarskim ujęciu Theo van Rysselberghe – belgijskiego malarza postimpresjonisty.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/RogerMartinDuGard.jpg

 

Urodził się w 1881 r. w rodzinie prawniczej. Naukę w katolickiej Ecole Fenelon rozpoczął w wieku 11 lat. Jednym z wykładowców był tam Marcel Eber, duchowny i neotomista. Jego wpływ na dorastającego chłopca był tak wielki, że ten utrzymywał z nim później przyjazne stosunki aż do roku 1916, gdy jego mentor zmarł. Nie wiadomo, czy to ojciec Marcel ukształtował „inność seksualną” młodego Martina, pewne jest jednak, że za jego namową sięgnął,  mając 17 lat, po Wojnę i pokój Tołstoja. Lektura wywarła na nim tak wielkie wrażenie, że postanowił zostać pisarzem.

Po nieudanych egzaminach na Sorbonie rozpoczął naukę w szkole archiwistów i bibliotekarzy Ecole des Chartes, gdzie po napisaniu studium na temat ruin opactwa Jumieres uzyskał w 1905 r. dyplom archiwisty-paleografa. Studia te rozbudziły w nim zamiłowanie erudycyjne oraz skłonność do pedantycznych badań naukowych, co pozostaje w niejakiej sprzeczności z istotą rasowego pisarstwa (myślę o literaturze pięknej). Tak jak poślubienie przez niego, samotnika o skłonnościach homoseksualnych, Heleny Foucault. O takich przypadkach na naszym rodzimym gruncie wspominałem już jednak przy omawianiu innych lektur (Andrzejewski czy Iwaszkiewicz), więc pozostańmy nadal w sferze przytaczania faktów, a nie rozważań psychologicznych.

Faktem jest, że ślub odbył się w r. 1906 i że Martin du Gard przeniósł się wraz ze świeżo poślubioną małżonką do Paryża. Jako samotnik nie czuł się tam na pewno szczęśliwy, ale zapewne jeszcze mniej uszczęśliwiła go konieczność odbycia służby w armii francuskiej na froncie zachodnim podczas I wojny światowej. Po zdemobilizowaniu w 1919 r. pracował przez jakiś czas w teatrze, gdzie za namową Jacquesa Copeau napisał farsę sceniczną Testament ojca Leleu (1920) – wnikliwe studium psychologiczne chłopskiej chciwości. Sławy teatralnej mu to jednak nie przyniosło. Punktem zwrotnym w jego karierze pisarskiej był wyjazd w r. 1920 z Paryża do majątku rodzinnego w środkowej Francji, gdzie rozpoczął pracę nad swoim największym dziełem: sagą powieściową Rodzina Thibault.

Składała się z sześciu części:  Szary zeszyt (1922), Pokuta (1922), Piękny czas (1923), Dzień przyjęć doktora Thibault (1929), Lato 1914 (1936) oraz Epilog (1940). Podczas pracy nad tą sagą pisał także inne utwory: opowiadanie Zwierzenie afrykańskie (1931) czy sztukę psychologiczną Milczek (1932), poświęconą wyraźnie nękającemu go problemowi homoseksualizmu, opisywał także złośliwie i cynicznie francuski katolicyzm w powieści obyczajowej Stara Francja (1933), ale nie ulega wątpliwości, że literacką Nagrodą Nobla został w r. 1937 wyróżniony przede wszystkim za sagę, choć w swej mowie noblowskiej   wystąpił przeciw dogmatyzmowi, który według niego był cechą charakterystyczną życia i myślenia w XX w.

Później pracował jeszcze przez wiele lat nad powieścią Wspomnienia pułkownika Maumorta, której główny bohater jest homoseksualistą. Ukazała się ona dopiero 25 lat po jego śmierci (zmarł na zawał serca w r. 1958), bo takie było jego surowe przykazanie, dotyczące również dziennika z lat 1919-49 czy korespondencji prywatnej. Biblioteka Narodowa w Paryżu uszanowała oczywiście jego wolę].

 

 

Jakże bezpłodny jest rozum, kiedy mu nie towarzyszą czyny! To światło, które płonie obok pochodni i spala się bez celu.

[Jaki rozum, takie czyny. (Po napisaniu tego byłem usatysfakcjonowany tylko przez chwilę, ponieważ okazało się, że ktoś wymyślił to już przede mną. I nie podważa tego nawet fakt, że nie dał w tym zdaniu przecinka)].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Jaki_rozum_takie_czyny.jpg

 

 

Wierzenia ludzkie jak wszystko inne podlegają ewolucji; zmierzają w swym rozwoju do coraz większej perfekcji.

[Od kiedy ewolucja opiera się na dogmatach wiary?].

 

„Małżeństwo jest niebezpieczne tylko dla tych mężczyzn, którzy się zastanawiają nad życiem” (Herzog).

[Widocznie zastanawiałem się nad życiem znacznie częściej niż ci, którzy trwają w jednym związku małżeńskim przez całe życie i niekiedy zdają się być nawet szczęśliwi z tego powodu].

 

Człowiek uczciwy nie może przystać na to, aby przez całe życie mówić coś wręcz przeciwnego niż myśli, nawet jeśli w grę wchodzi uczucie.

[Czy z tego ma wynikać, że kiedy w grę wchodzi uczucie, powinniśmy być zakłamani?].

 

Rzeczą artysty jest dążyć do piękna, uczonego – dążyć do prawdy; a to są dwie postacie jednego i tego samego ideału.

[Ideały sięgnęły bruku już w czasach Cypriana Kamila Norwida. W dzisiejszych czasach można to między bajki włożyć. Programowy antyestetyzm i kult brzydoty uprawiali artyści już przed półwieczem (sam nie brałem udziału w poetyckiej zabawie, turpizmem zwanej, naprawdę niewinnej w porównaniu z tym, co dzisiaj wylewa się nie tylko z estrad czy ekranów, ale także z ludzi). A niedawno, przy okazji tragedii smoleńskiej, mogliśmy przekonać się, do jakich absurdów może doprowadzić gorące umiłowanie jedynej prawdy].

 

Rzeczywistość, zwłaszcza w tej chwili, jest ohydna, okrutna, niesprawiedliwa, nielogiczna; ale cóż z tego! Wszakże to właśnie z niej tryśnie pewnego dnia piękno!

[Ono wciąż tryska, o ślepcy, ale jedynie dla tych, którzy na naszą rzecz wyrzekają się wiecznych szczęśliwości niebieskich, żeby zapewnić sobie błogość na tym świecie].

 

Nie wierzę w duszę ludzką samoistną i nieśmiertelną. Nie wierzę, że materia jest przeciwieństwem ducha. Dusza jest sumą zjawisk psychicznych, podobnie jak ciało jest sumą zjawisk organicznych.

[Dusza jest w mózgu, a mózg jest w ciele. Reszta to spekulacje. Nie te intuicyjne prawej półkuli (choć chciałoby się wierzyć, że tak jest), lecz te wywodzące się z półkuli lewej, która odpowiada za myślenie, nie zawsze logiczne. Poniżej: dusza opuszczająca ciało; hm, dusza całkiem ponętna, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że ukazana została w ujęciu teologii katolickiej!].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/dusza_opuszczajaca_cialo.jpg

 

 

 

Życie było zawsze i wiecznie będzie rodzić życie. Ale wiem, że ja sam jestem jedynie zbiorem materialnych cząsteczek, których rozpadanie się pociągnie za sobą moją całkowitą śmierć. Wierzę w powszechny determinizm i w to, że zależność nasza jest absolutna.

[Nie wszyscy mają odwagę zmierzyć się z oczywistością. Na ludzkich lękach żerowali i żerują szarlatani wszelkiej maści, wiedząc, że nadzieja umiera ostatnia. Nadzieja na życie wieczne – w sensie jednostkowym, bo w sensie ogólnym na razie tak jest. Nawet tutaj, na Ziemi. Niedawno donoszono: „Wielka eksplozja na Słońcu, katastrofa była o krok!”. Czy ktokolwiek w kosmosie będzie o tym wiedział,  gdy ona nastąpi? Jest to wyłącznie kwestią czasu. Być może bardziej teraźniejszego, niż nam się wydaje].

 

Dla mnie życie i śmierć zawsze się z sobą mieszają. To dalszy ciąg tego samego misterium.

[O tym wie nawet pies. Z tym że on nie widzi konieczności werbalizowania rzeczy tak oczywistej].

 

„Wiara jest sprawą Pana Boga. Nas, ludzi, obowiązuje szczerość” (Björnstjerne Björnson). Wszędzie widzę, jak życie rodzi się ze śmierci, siła z bólu, nauka z błędu, harmonia z zamętu.

[Björnstjerne Björnson myślał zapewne o szczerości wobec własnych przekonań, o ile takowe posiadamy. Nawet w okresie niemowlęctwa nie jest o to łatwo, bo matka każe nam postępować zgodnie z jej własnymi przekonaniami. A później krąg najróżnorodniejszych zależności i współzależności jeszcze bardziej się zacieśnia. Jeżeli chcemy się od tego uwolnić, powinniśmy stać się asertywni. Asertywności, czyli szczerości wobec własnych myśli, pragnień czy przeżyć emocjonalnych, próbują nas nauczyć nawet księża http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/ID/empatia_asertywnosc.html#. Mimo iż z racji bezwzględnego obowiązku podporządkowania się swojemu zwierzchnikowi, ksiądz nie może być asertywny, bo z góry stoi na straconej pozycji, nawet gdyby miał po stokroć rację. Wystarczy przypomnieć głośną ostatnio sprawę ks. Lemańskiego. Z kolei z powodu konieczności przestrzegania celibatu – udzielanie przez księży nauk z zakresu naturalnego planowania rodziny wydaje się również co najmniej dziwne. Jestem wprawdzie daleki od stwierdzenia jakiegoś złośliwca, który powiada, że równie dobrze porad kulinarnych mógłby nam udzielać kanibal, ale uważam, że nie można znać się na wszystkim.

Natomiast jeśli chodzi o empatię  w ujęciu franciszkańskim, to księża mają prawo udzielać nam porad w tym zakresie, jeśli żyją w podobnej jak św. Franciszek ascezie, co obecnie zdarza się niesłychanie rzadko. Pamiętajmy jednak, że poza empatią emocjonalną jest jeszcze empatia poznawcza, która polega na umiejętności przyjęcia CZYJEGOŚ sposobu myślenia oraz spojrzenia na rzeczywistość z CZYJEJŚ perspektywy].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/empatia.jpg

 

 

Życie byłoby niemożliwe, gdybyśmy pamiętali. Wszystko polega jednak na tym, by wiedzieć, co zapomnieć.

[Daremny trud, bo i tak nie zapomnimy o tym, co chcielibyśmy wyprzeć z pamięci. Nasze świadome działania to kropla w morzu podświadomości. Zgłębianiem jej zajmowały się nie tylko teorie jungowskie. Jan Dobraczyński, działacz katolicki o pięknej karcie okupacyjnej, też próbował wyczerpać morze (tytuł książki). Wizje, jakie snuje w tej książce, są zadziwiające. Eksperyment z nowym rodzajem broni termojądrowej przeprowadzony na terenie północnej Sahary zniszczył nie tylko część Europy, ale także Watykan. Papież umarł na skutek odniesionych ran, na szczęście kilku dostojnikom kościoła udało się cudem przeżyć w podziemiach watykańskich, dzięki czemu po ewakuowaniu się do obozu objętego kwarantanną, założonego też w Afryce, co może trochę dziwić, zaczęli myśleć o stworzeniu tam nowego Kościoła i rozpoczęciu misji ewangelizacyjnej, jak gdyby z powodu napromieniowania mózgu izotopami, charakteryzującymi się wyjątkowo odmóżdżającym działaniem, zapomnieli o tym, że już pierwsze wieki chrześcijaństwa były czasem ewangelizacji Egiptu i właśnie Afryki Północnej, kontynuowanej w XV i XVI stuleciu, a niezwykle nasilonej w wieku XIX.

Jeśli treści zawarte w tej książce są wyrazem głębokich przemyśleń zarówno religijnych, jak i filozoficznych, to tego fenomenu nie objaśnią nawet głębinowe teorie Junga. Nazwijmy zatem rzecz po imieniu: autor, po ewakuowaniu się do rzeczywistości powojennej, myślał jedynie o tym, jak urządzić się w niej wygodnie, wspierając usilnie władze komunistyczne. Między innymi był w latach 1970-1983 członkiem prezydium FJN (Frontu Jedności Narodu), a w 1982-1989  Przewodniczącym Rady Krajowej PRON (Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego). W 1983 roku wszedł w skład Krajowej Rady Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, a w roku 1988 został awansowany przez Wojciecha Jaruzelskiego do stopnia generała brygady w stanie spoczynku.

O matko, przez całe moje pracowite życie nie otrzymałem nawet dyplomu honorowego, a ten marny pisarz i równie marny człowiek został obwieszony tyloma medalami, krzyżami zasług i orderami, że załamałby się pod ich ciężarem, gdyby się nimi naraz obwiesił, a nagród różnych, w tym literackich, dostał tyle, że chociaż jedną z nich mógł się ze mną podzielić, gdy przysiadł się pewnego razu do mego stolika w kawiarni Domu Literatury w Warszawie].

 

 

  Cdn.

 

Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/, gdzie anonsuję niedawno przeze mnie wydane Limeryki frywolne Jacka Bąkowskiego.



01:38, jbroszkowski
Link Komentarze (2) »