RSS
piątek, 15 sierpnia 2014
Preludium do Apokalipsy

 

Pani Ela, ta z „Górnika”, wyjechała już stąd, ale na szczęście maile nadal nadsyła – w przerwach między robieniem kiszonych ogórków na zimę chyba tysiąclecia. 

Sześć pierwszych linijek wiersza, który zaprezentuję na końcu, wyjąłem prawie w całości z dwóch jej ostatnich maili, a ponieważ pisałem go w nocy, podczas iście piekielnej burzy z błyskawicami i grzmotami, które rozsadzały mi głowę, to wywołane przez nią preludium do Apokalipsy musiało znaleźć ujście w potoku obrazów rozświetlających mój mózg – ten wysublimowany, kulturowy, i ten gadzi, pod tamtym ukryty.



 

http://jbr.blox.pl/resource/reptilebrain2.jpg

 

Świeżo napisany utwór przesłałem oczywiście najpierw tej, która ponownie dała impuls-puls do jego powstania. Odpowiedź pani Eli początkowo trochę mnie zaskoczyła: „Mniejszy czy większy, to nie ma dla mnie znaczenia... cieszy mnie po prostu udział w tworzeniu, tym bardziej że kunsztownie wplatasz moje słowa w swoje... W sensie duchowym jest to bardzo piękne współtworzenie, ale jeśli zdecydujesz się na opublikowanie tego wiersza na swoim blogu, zaznacz od razu: nie do mnie jest on adresowany… Mogę się jedynie domyślać, o kogo chodzi, ale jedno jest pewne: tę kobietę bardzo kochałeś i nadal kochasz… potwierdza to każde Twoje słowo o niej... byłbyś szczęśliwy, gdyby to ona powiedziała: Czuję się z tobą związana na co najmniej tysiąc lat...”.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/walka_o_dusze.jpg

 

A oto moja odpowiedź: „Zaskoczyłaś mnie ponownie swoją niezwykłą przenikliwością, ale jedno jest pewne: bez Ciebie ten wiersz by też nie powstał! Tyle razy pisałem, że najpiękniejsze wiersze miłosne rodzą się z niedosytu, z braku. I tak już pozostanie, niemożliwe jest dwukrotne wejście do tej samej rzeki, bo napłynęły do niej już inne wody. Ale rzeka będzie płynąć nadal, związana ze mną na co najmniej tysiąc lat”… 


 

http://jbr.blox.pl/resource/panta_aqua2.jpg

 

Później nadszedł esemes z Kempen od pani Ireny: „Ten wiersz ma uwięzioną w sobie dziwną moc (piekielną? diabelską?). Zaraz po przeczytaniu dziwnie się poczułam, ale początkowo nie powiązałam tego stanu z niedawno przeczytanym wierszem. Po jakimś czasie, gdy jechałam polami, pojawił się z przodu głowy potworny ból  (po raz ostatni miałam coś takiego sto lat temu). Musiałam zażyć tabletkę chyba z tyloma krzyżykami, ile mam na karku. Jeśli do wieczora rozejdzie się to po kościach, spróbuję napisać więcej”.

Wieczorem były dwa znaki zapytania i jeden wykrzyknik: „Zastanawiam się, dlaczego nie potrafię przeczytać tego wiersza do końca? Dlaczego mnie przeraża? Apokalipsa św. Jana powinna budzić grozę jedynie w ludziach mających w sobie więcej zła, niż dobra; ja do nich nie należę. A dzień zaczął się dla mnie tak pięknie – spójrz na wschód słońca w Kempen!”.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Dzisiaj_w_Kempen_o_wschodzie_slonca.jpg

 

 

Przed północą nadeszła wreszcie wyczekiwana przeze mnie wiadomość od pani Eli z Poznania. Niestety z zastrzeżeniem, że jej opinia na temat utworu ma pozostać wyłącznie do mojej wiadomości, co musiałem uszanować z żalem, gdyż była to analiza przeprowadzona z niezwykłym znawstwem przedmiotu. Chodzi o Apokalipsę św. Jana, nazwaną przez nią Objawieniem, której niewielkie fragmenty zostały przeze mnie wplecione do trzech części tego wiersza, stanowiąc jakby uzasadnienie ostatniego, niejako refrenowego wersu, będącego zarazem tytułem utworu. Powiem tylko, że miała ona diametralnie odmienne odczucie w trakcie lektury – jeśli ten wiersz „czyta się lekko, radośnie”, to żadnego uczucia grozy być nie może. Poniższa ilustracja jest jakby kwintesencją jej wywodów, wielka szkoda, że przeznaczonych tylko dla mnie.  Tę ilustrację, na swój też prywatny użytek, opatrzyłem podpisem W złotym blasku wiary. 



 

http://jbr.blox.pl/resource/w_zlotym_blasku.jpg

 

 

 

 

JA TEŻ CZUJĘ SIĘ ZWIĄZANA Z TOBĄ CO NAJMNIEJ NA TYSIĄC LAT

 

 

Nocy prawie nie przespałam,

bo była taka piękna, kapiąca gwiazdami,

że pragnęłam powietrza i przestrzeni…

A teraz szaro, nie ma słońca, nie pada deszcz, nie wieje.

Niebo pomalowane niechlujnie popłuczynami po pędzlach

przybrało raptem kolor stali jak w preludium do Apokalipsy:

„Potem ujrzałem anioła, zstępującego z nieba,

który miał klucz od Czeluści

i wielki łańcuch w ręce.

I pochwycił Smoka,

Węża starodawnego,

którym jest diabeł i szatan,

i związał go na tysiąc lat”...

Ja też czuję się związana z tobą co najmniej na tysiąc lat.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/smok.jpg

 

 

Wiatru nie ma, więc ptaki unoszą się same,

a czasami są jak małe kwoczki wysiadujące powietrze.

Przeczesując oczami moją przestrzeń

szukam jednak w bezmiarze zieleni

uszu młodej sarny, która na początku lipca zajadała się

czerwonymi różami z krzewu rosnącego przed „Zofiówką”.

Z daleka i tak nie mogłabym ich dojrzeć,

a zresztą już od dawna wędrujesz sam.

Pozostały mi na pocieszenie: herbatka z listków mięty,

którą teraz piję, i pachnąca gałązka jaśminu,

która jeszcze dzielnie się trzyma,

choć już widać, że bez krzewu jej życie będzie krótsze:

„Ożyli oni, którzy pokłonu nie oddali Bestii ani jej obrazowi

i nie wzięli sobie znamienia na czoło ani na rękę,  

i tysiąc lat królowali z Chrystusem.

A nie ożyli inni ze zmarłych, aż tysiąc lat się skończyło”....

Ja też czuję się związana z tobą co najmniej na tysiąc lat.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/jasminowiec.jpg

 

 

Ten jaśminowiec miał wszystkie płatki wycięte

jakby z jednego ogromnego arkusza brystolu.

Albo stał niedawno w rajskiej kolejce i szeptał:

proszę mi przygotować tyle materiału kremowego z beli,

żeby starczyło na miliony płatków i proszę dodać młodego złota,

tego, co dopiero się rodzi, i umieścić ten złoty piasek

na maleńkich niteczkach, będzie scalał po cztery płatki,

a potem proszę dodać kilkaset metrów zieleni na zielone okulary

zwane przez ludzi liśćmi, które drżą na wietrze,

nawet jeśli jest prawie niewyczuwalny,

a początek ich powstawania mógłby brzmieć tak:

„Błogosławiony i święty, kto ma udział w pierwszym zmartwychwstaniu:

nad tymi nie ma władzy śmierć druga,

lecz będą kapłanami Boga i Chrystusa

i będą z Nim królować tysiąc lat”.

Ja też czuję się związana z tobą co najmniej na tysiąc lat.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Krolowanie.jpg



02:25, jbroszkowski
Link Komentarze (4) »
czwartek, 07 sierpnia 2014
Kołysanka

 

Ta kołysanka powstała przed dwoma dniami z najzupełniejszego przypadku. „Do jej powstania niezbędny był jednak impuls-puls”, stwierdziła pani Ela z sanatorium „Górnik", którą wraz z koleżanką i towarzyszącym im panem spotkałem poprzedniego dnia na Gościńcach Pańskich, a w tamtym dniu zostałem zaproszony przez nich na degustację ogórków kwaszonych, które pani Ela kwasiła na balkonie w nadciętej u góry dużej plastikowej butli po wodzie mineralnej. Z tego balkonu roztaczał się zachwycający widok – i to był pierwszy impuls, który dopiero zaczynał we mnie pulsować A później nadszedł od pani Eli mail na dobranoc, zaczynający się od słów: „Na nocnym niebie dojrzewa burza błyskawicami i odległymi pomrukami". I to był ten decydujący impuls-puls do realizacji nieuświadomionego jeszcze zamysłu twórczego. 

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Ilustracja_poczatkowa.jpg

 

 

Po powrocie do domu patrzyłem przez okno na błyskawice i nasłuchiwałem coraz głośniejszych pomruków burzy. I tak jak jeden ze szwedzkich poetów zapragnął kiedyś kobiety, patrząc na topolę uginającą się pod naporem wichury, tak i ja nagle zapragnąłem napisać wiersz. Pisałem go wśród błyskawic i grzmotów, w narastającej ulewie. Czułem, jak coś pulsuje w głębi mnie, dobiegały do mnie jakieś urywane słowa, wyłaniały się strzępy mgławicowych obrazów. To były głosy wyraźnie kobiece, które zdawały się powoływać na zdarzenia bardzo już mgliste i od dawna wyparte z pamięci. Nie ja pisałem ten wiersz, coś go pisało we mnie, a raczej ktoś. Na pewno kobieta, może jedna, jakoś tam zapamiętana, a może sto kobiet, pozornie już zapomnianych? 

Zazwyczaj nazajutrz poprawiam napisany wiersz, a w tym nie przestawiłem nawet przecinka. To dlatego, że byłem tylko medium, któremu kazano wystukiwać na klawiaturze komputera kolejne linijki. Oczywiście najpierw przesłałem ten wiersz pani Eli z „Górnika”. Było jej niezmiernie miło, że miała swój maleńki udział w jego powstaniu. Natomiast jej imienniczka z Poznania, z którą przed miesiącem szedłem na dziko na Cergową, przechodząc z nią tego dnia trzydzieści kilometrów, była tym wierszem ogromnie poruszona. Okazało się, że mieszkała wtedy w pokoju na tym samym piętrze i podobne chmury burzowe nie tylko z sąsiedniego balkonu widziała, ale je fotografowała (to jej zdjęciami ilustruję ten post). Okazało się też, że dzień przed napisaniem tego wiersza przesłała mi na dobranoc kołysankę z Kabaretu Starszych Panów – sam tego faktu nie zapamiętałem, bo słuchając tej kołysanki załatwiałem przez Internet pilną sprawę urzędową, ale mój mózg zapamiętał. 

Pani Irenie, która na godzinę przed otrzymaniem tego wiersza, jadąc na rowerze, zderzyła się w dalekim Kempen z betonowym murkiem, w związku z czym kierownica wbiła jej się w żebra, co sprawiało jej nieznośny ból i nie pozwalało oddychać, udało się wystukać obandażowaną ręką prawie trzy akapity:

„Jestem wzruszona, bo tyle pięknego uczucia w tym wierszu. Każda wrażliwa kobieta mogłaby się pod nim podpisać. Jesteś poetą od zawsze, w każdej chwili swego życia, ale ja staram się też poetycko przeżywać każdy dzień. Jadąc dziś do Veosch polami o wschodzie słońca zastanawiałam się, co się zmieniło od ostatniej jazdy tą samą drogą 7 tygodni temu? Po lewej pole z kukurydzą, która wtedy miała zaledwie parę centymetrów, a teraz rozciągał się tam dwumetrowej wysokości las z dojrzewającymi kolbami przybranymi w soczyste zielone łuski,  z tryskającymi u góry fontannami czerwono-brunatno-rdzawego włosia. Dalej – ziemniaki, które wtedy kwitły białym ziemniaczanym kwieciem, a teraz ślad po nich zaginął, w tym miejscu rosną malutkie sadzonki sałaty, ledwo trzymające się podłoża. Po prawej – całe  łany falującej wtedy na wietrze pszenicy, jeszcze niedojrzałej o zielonych zdrowych łodygach, a obecnie skoszonej, chyba wczoraj, bo pachniało świeżą słomą. Nagle zobaczyłam w oddali fruwające na tle wschodzącego słońca piłki. To były główki kapusty, która miała wtedy zaledwie dwa lub trzy listki wtulone w siebie, tworzące zalążki główek, a dziś do ustawionych przyczep wrzucali niewidoczni na tle pola robotnicy rolni ścięte głowy kapusty i pewnie mieli dużo radości, bo główki z różnych odległości i różnych wysokości wpadały do przyczepy, jak latające piłki na tle żółto-pomarańczowego nieba.

 

  

http://jbr.blox.pl/resource/pole_kapusty.jpg

 

 

A jeszcze ciekawiej było potem, kiedy wjechałam na drogę dla rowerów wijącą się wśród traw. Po lewej trawa niekoszona od dłuższego czasu, gdzie wszystko, co rosło, wydało już nasiona, przekwitnięta pokrzywa, wysuszona czerwona koniczyna, resztki przekwitniętej białej koniczyny, dumnie stojąca babka lancetowata z nasionkami zebranymi w podłużne kolbki, resztki zbrązowiałego dziurawca, górujący nad wszystkimi trawami wzniosły podagrycznik ze swoimi baldachami złożonymi z drobnych białych kwiatków, polna dzika róża zdążyła już zabarwić swoje owoce na czerwono, kozibród bardzo stracił na uroku, bo swoje przekwitnięte kwiaty (kiedyś żółte jak słoneczka) wtulił w zielone jeszcze łodyżki, wrotycz swoje zbrązowiałe poduszeczki, ułożone w baldachy, jeszcze dumnie wystawiał do słońca, a przekwitnięty wyczyniec na swych kolbkach z nasionami pozostawił dla ozdoby delikatne, białawe piórka...

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Wyczyniec.jpg

 

 

Wydawałoby się, że po prawej ręce nie ma na co patrzeć, bo tam trawę skoszono chyba przed tygodniem, ale ponieważ ostatnio było dużo ciepła i deszczu, to tam się dopiero działo, oj działo. Wszystkie skoszone roślinki koniecznie chciały jeszcze ożyć i na nowo zaczęły wypuszczać pędy… (napiszę o tym, gdy wyzdrowieję, bo bardzo boli mnie stłuczona ręka)…………………….”. 

Czysta poezja, która pasowałaby idealnie do kołysanki śpiewanej przez wiatr, deszcz lub słońce na przykład tej młodziutkiej prześlicznej  sarence, która z takim wdziękiem pałaszowała na początku lipca czerwone róże z krzewu rosnącego przed „Zofiówką”. A jeśli chodzi o tę moją kołysankę, to z prawdziwą radością odebrałem fakt, że obie moje córki zachwyciły się tym utworem – i młodsza Bogna, która studiuje w Szkole Wyższej Mody i Wzornictwa w Warszawie, i starsza Joanna, autorka znanych książek dla dzieci i młodzieży, ale przede wszystkim świetna poetka, prowadząca nawet warsztaty literackie z tego zakresu, obeznana z całą poezją polską i światową jak mało kto: „Tato, wiersz jest cudowny, nie czytałam tak pięknego”.





 

 

 

MOJE TY ŚWIATŁO, MOJA MUZYKO, MOJA KOŁYSANKO

 

 

Opowiem ci, miły, co widać u mnie z balkonu:

teraz na niebie wielkie niebieskie ryby

w biało-szarej sieci zachmurzonego słońca,

a wczoraj na nocnym niebie dojrzewała burza

błyskawicami i odległymi pomrukami.

I zapragnęłam powędrować z tobą w nasze wspólne sny,

moje ty światło, moja muzyko, moja kołysanko.

 

http://jbr.blox.pl/resource/Ilustr._1a.jpg

 

Chciałabym, żeby noc miała kolor twoich oczu,

żeby była drzewem z liśćmi żywych gwiazd w ogrodzie lata,

żebyś z ciepła moich rąk wziął ogień i pomalował mrok na biało.

Gdybym umiała utrzymać w dłoni gwiazdę,

ulepiłabym z niej złotą plażę na samym szczycie góry

i czekałabym na ciebie, głodna twojej obecności,

moje ty światło, moja muzyko, moja kołysanko.

 

http://jbr.blox.pl/resource/Ilustr._2a.jpg

 

Oddycham tobą, bo jesteś całym światem.

Drzewa w deszczu czekają cierpliwie na słońce.

Ile musi upłynąć wody i w ilu rzekach,

żebyś czuł, że zaspokoiłam twoje pragnienie?

Chcę cię zobaczyć, miły, objąć,

chcę, by sierpień pachniał inaczej,

moje ty światło, moja muzyko, moja kołysanko.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/ilustr._3a.jpg



18:35, jbroszkowski
Link Komentarze (2) »