RSS
wtorek, 27 sierpnia 2013
Zeszyty dawnych lektur (odc. 31)

Stanisław Ignacy Witkiewicz Dramaty. PIW 1962

 

[Ach, ten Witkacy! Mieszkając przez prawie dwa lata na Antałówce, podchodziłem w porze nocnej pod wielkie domostwo na Kozińcu i kilka razy wydawało mi się, że Jego duch nad nim polatuje. Miał jednak naturę zbyt przewrotną, żeby w porze duchów bawić się w duchy, więc musiało to być złudzenie optycznie, spowodowane wiatrem halnym i bladą poświatą księżycowego światła, podświetlającą chmury przeganiane z Nosala w stronę Giewontu, który w wyniku luminescencji rysował się wyraźnie na tle granatowoczarnego nieba.

Ponadto duchy unikają luster, a on uwielbiał się w nich przeglądać, czego dowodem jest choćby Autoportret wielokrotny w lustrach, który powstał prawdopodobnie w roku 1916 w jednym z salonów fotograficznych Sankt Petersburga – Witkacy służył wtedy na ochotnika w carskiej armii i jako dowódca kompanii został ranny pod wsią Witoneż na Ukrainie w trakcie ataku na pozycje wojsk niemieckich i austro-węgierskich, w których skład wchodziły także oddziały… Legionów Polskich Józefa Piłsudskiego!

 

 

              http://jbr.blox.pl/resource/Autoportret_wielokrotny.jpg

 

 

A kiedy po wylizaniu się z ran i zwolnieniu z wojska znalazł się w Moskwie, nastąpił wybuch rewolucji październikowej. Czy był tylko jej świadkiem? A może jako były oficer brał w niej bezpośredni udział i został wybrany przez żołnierzy na… komisarza politycznego? Niektórzy mówią, że jest to mało prawdopodobne, dlaczegoż więc, tak skądinąd skłonny do publicznego manifestowania swoich poglądów, których celem było wywołanie głośnego skandalu, zabrał wszystkie przeżycia z tamtych lat do grobu, nie wyjawiając z nich nic nikomu? Z powieści i dramatów można się tylko domyślać, jak bardzo były one traumatyczne. I jak złowieszczo zaciążyły nad jego losem, gdy do wsi Jeziory na Polesiu, gdzie schronił się we wrześniu 1939 roku, dotarła informacja o wkroczeniu wojsk sowieckich w granice dawnej Rzeczpospolitej.

Gdyby jednak z jakichś powodów postanowił objawić mi się w postaci ducha, to zapewne byłby to duch młodej ukraińskiej kobiety, której doczesne szczątki zamiast Witkacowskich pochowano w roku 1988 w grobie na zakopiańskim cmentarzyku na Pęksowym Brzysku, hej! Jacek Kaczmarski opiewał aż w trzech piosenkach perypetie związane z pośmiertnym powrotem Witkacego do kraju, ale żadnej z nich nie wykonał na moją prośbę zespół Mimochodem podczas swoich sierpniowych koncertów w Iwoniczu-Zdroju, bo jeszcze wtedy nie wiedziałem, że już wkrótce będę o tym pisał.

Witkacy, czyli Stanisław Ignacy Witkiewicz (syn Stanisława, malarza, pisarza i teoretyka sztuki oraz architekta, twórcy i popularyzatora stylu zakopiańskiego, według którego willę „Witkiewiczówkę” na Kozińcu postawiono), był nie tylko właścicielem Firmy Portretowej, działającej właśnie tam oraz w domu przy ul. Brackiej w Warszawie. Najciekawsze z zachowanych portretów należą do typu C (patrz: http://www.witkacy.hg.pl/firma/regul.htm), gdyż zostały wykonane nie tylko z uwzględnieniem „wskaźników napięć kierunkowych mas kompozycyjnych” będących składnikiem Czystej Formy, ale także przy użyciu C2H5OH oraz Co (kokainy), Et (eteru) czy Eu (eukodalu), mniej więcej takie, jak te poniżej, do których pozowała mu Nena Stachurska.

 

 

 

              http://jbr.blox.pl/resource/Portret_Neny_Stachurskiej_2_2.jpg   http://jbr.blox.pl/resource/Portret_Nena_Stachurska_3.jpg

 

 

 

 W oparciu o stworzoną przez siebie Teorię Czystej Formy produkował również sztuki sceniczne. Za życia wystawiano niektóre z nich, ale zawodowych krytyków, z natury głuchych i ślepych na wszystko, czego nie można zaszufladkować, wprawiały „te wygłupy” w irytację. Natomiast cieszyły się one uznaniem widzów, których nie przerażał „mózg wariata na scenie”, gdyż czuli, że jedynie skondensowana dawka absurdu może być antidotum na absurdalną rzeczywistość. Dopiero w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia zainteresowały się nimi nie tylko teatry studyjne – zdobyły one rozgłos także zagranicą, w Europie i na świecie (przede wszystkim we Włoszech i w USA).

Ukoronowaniem tego pośmiertnego triumfu twórcy bardzo mi duchowo bliskiego było ogłoszenie roku 1985 przez UNESCO rokiem Witkiewicza. Stanisława-ojca też, bo to on przecież ukształtował artystycznie swego syna, Stanisława Ignacego, organizując mu w dzieciństwie domowe korepetycje, prowadzone często przez wybitnych twórców i wykładowców uniwersyteckich, gdyż jako człowiek o szerokich horyzontach intelektualnych uważał, i słusznie, że szkoła niszczy indywidualność młodego człowieka. A że później ubolewał, że syn mu się zmarnował? Oby każdy ojciec mógł się tak mylić w ocenie własnego dziecka!


 

                 http://jbr.blox.pl/resource/Ojciec_i_syn.jpg

 

                                                       Ojciec i syn, zdjęcie z ok. 1893

 

 

Twórczość dramatopisarska Witkacego nie zainspirowała wprawdzie Adama Hanuszkiewicza, o czym będą świadczyć przeprowadzone z moim udziałem rozmowy dźwirzyńskie, zawarte w książce Reszta jest monologiem, właśnie przygotowanej przeze mnie do druku, ale w myśl zasad tej teorii Tadeusz Kantor wraz z grupą plastyków, krytyków i teoretyków sztuki stworzył teatr Cricot 2 z prapremierowym wystawieniem Mątwy według Witkacego (1956). Działający od roku 1985 Teatr im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Zakopanem kontynuuje te tradycje.

Pisząc o absurdalnej rzeczywistości pomyślałem sobie, rzecz jasna, o tej, w której jesteśmy zanurzeni po uszy od czasu rozbicia się samolotu prezydenckiego TU-154M pod Smoleńskiem. Niemal w trzecią rocznicę tej katastrofy Jan Englert postanowił wystawić na scenie Teatru Narodowego Bezimienne dzieło Witkacego (premiera odbyła się 2 marca 2013): „Żyjemy w witkacowskim świecie, w którym porządek został całkowicie wywrócony do góry nogami. To katastroficzne dzieło jest opowieścią o kryzysie wartości. Starcie odmiennych ideologii prowadzi do samozniszczenia człowieka i rozkładu społeczeństwa”].

  

 

 

„Maciej Korbowa i Bellatrix”:

 

Nie jestem i jestem. […] Nie być i być! […] My wszyscy jako wszyscy. […] Wszystko jest jednością zupełną. […] Wszystko jednak zmienia się w formę…

[Nie mam zamiaru tego komentować, bo musiałbym przemienić się w egzystencjalistę lub w strukturalistę i napisać sążnisty traktat filozoficzny, a to zrobili już przede mną inni, choćby Martin Heidegger czy Michel Foucault].

 

Muszę się sam kusić, żeby nie zapomnieć, że byłem kuszony.

[Od razu ujrzałem Kuszenie św. Antoniego, ze scenami wymalowanymi przez Hieronima Boscha na sławnym tryptyku, bo pustelnik odwiedzany na pustyni przez demony w postaci nagich kobiet i potworów, to przecież wypisz wymaluj Witkacowski żywioł, a raczej, tak jak tam, aż cztery żywioły! Nic więc dziwnego, że Witkacy pokusił się o namalowanie tej samej sceny według założeń formistycznych, z tytułem identycznym, ale z dopiskiem II].

 

 

            http://jbr.blox.pl/resource/Witkacy_Kuszenie_sw_A_2.jpg

 

 

Chcemy wzniecić wiarę, która by nie była wiarą.

[Więc czym? Na pewno nie zwątpieniem, bo to byłoby za proste!].

 

Sztuka jest tylko potwierdzeniem wieczności w przypadku poszczególnym istnienia, w jego bezsensie.

[Wieczność sztuki została już potwierdzona przez artystów wykonujących malowidła naskalne, a jej bezsens uwieczniło na swoich dziełach wielu artystów współczesnych, ale Witkacy mówił o bezsensie istnienia, a to może potwierdzić tylko ktoś, to ma tego świadomość. Osobiście jestem zdania, że życie jest głęboko sensowne, nawet jeśli nie w skali jednostkowej].

 

Musimy przeczyć każdym chwilowym stanem, a nie słowami wypowiadanymi w chwili ułudy.

[Słowa wypowiadane w chwili ułudy są przecież spowodowane stanem chwilowym umysłu].

 

Przeżywam siebie w strachu najistotniej.

[Można jedynie współczuć tym, którzy tak czują, a jest ich niemało].

 

Kocham w tobie to, czego nie rozumiem.

[Potem nie będzie mógł zrozumieć, dlaczego kochał].

 

Męczy mnie względność naszych przeżyć. Musimy je zawsze do czegoś odnosić.

[Rzeczywiście często się tak dzieje, ale jest to przejawem ogromnej niepewności siebie. Ptak nie zastanawia się nad tym, dlaczego śpiewa].

 

Ty kochasz ból fizyczny, ale boisz się śmierci. Ja kocham śmierć, ale drżę przed bólem. Oto różnica.

[Śmierć bezbolesna jest stanem pośrednim i w teorii wymarzonym. W praktyce różnie z tym bywa].

 

Nie ma absolutu poza myśleniem.

[A absolutna bezmyślność?].

 

Chcę się oddać temu, co bez bólu przejdzie ze mną w nicość.

[Witkacy popełniając samobójstwo przez podcięcie sobie tętnicy szyjnej zażył dużą dawkę weronalu, środka nasennego. Jak w Hamlecie, w trzecim akcie: Umrzeć – zasnąć / I na tym koniec… lub w dalszej części tego monologu: Umrzeć – zasnąć. Zasnąć! / Może śnić?].

 

Tajemnica naszych przeżyć jest głębsza niż jakiekolwiek słowo i nic jej rozjaśnić nie zdoła. Jedyną tajemnicą jest konieczność.

[Pierwsze zdanie jest klarowne, natomiast drugie jest niejasne, przynajmniej dla nas, bo, jak śpiewał Bułat Okudżawa,  „każda epoka ma własny porządek i ład” (pojęciowy). Nie chodzi chyba o konieczność segregacji śmieci. Więc o co? O wyższą konieczność, która ma usprawiedliwić łamanie podstawowych praw ludzkich? Kazimierz Przerwa-Tetmajer nie miał takich dylematów, głosząc po prostu: Konieczność jest wszystkim, wola ludzka niczym…].

 

Jedno jest tylko zło, nad którym panuje kobieta, jest to zło jej ciała…

[Najmniejsze zło jest wtedy, gdy kobieta nie panuje nad swoim ciałem, a największe, gdy nie panuje nad swoim umysłem].

 

Szczytem siły jest tworzyć siłę i nie zużywać jej.

[Zmieniłem w tym zdaniu szyk – nawyk redaktorski. A jeśli chodzi o jego sens? Siła dla siły, tak jak sztuka dla sztuki?].

 

Nieskończoność jest między nami i tylko dlatego jesteśmy nieskończenie bliscy.

[Ach, tak bywa, ale euforia przemija i nagle odkrywamy, że jesteśmy sobie nieskończenie obcy].

 

Między tobą a całym istnieniem nie ma tej przepaści, która dzieli całość od części.

[Dłuższe obcowanie z Witkacym jest chyba  zaraźliwe, bo przyszła mi na myśl Carmina Burana, oparta na średniowiecznym zbiorze pieśni kantata sceniczna Karla Orffa, przyjęta entuzjastycznie przez nazistów w całości, a przez heavymetalowców w tym, co tę całość (dzielącą się na trzy części) otwiera i zamyka: chór „O Fortuna”. I jednych, i drugich uważam za osobników wyjątkowo hałaśliwych!].

 

Możemy być dalecy od rzeczywistości, umierając lub żyjąc.

[Dzieje się tak dlatego, że poza rzeczywistością będziemy dopiero po śmierci. Oczywiście poza rzeczywistością, bo jest ponoć jeszcze tamta.


         

                      http://jbr.blox.pl/resource/Zycie_po_zyciu.jpg

 

 

Niestety neurologowie chcą nam popsuć zabawę i udowodnić, że te wszystkie halucynacyjne wizje podczas śmierci klinicznej to tylko efekt nadaktywności mózgu po nagłym zatrzymaniu akcji serca. Ponadto „doświadczenie śmierci” może być udziałem ludzi, którzy jeszcze nie żegnają się z życiem. Są to osoby cierpiące na zespół Cotarda, będący następstwem ciężkiej depresji lub zaawansowanego stadium stwardnienia rozsianego. Sam miałem takie wizje podczas poważnego wypadku samochodowego, gdy wydawało mi się, że jestem martwy].

 

 

 

„Pragmatyści”:

 

Nic nie panuje nad niczym.

[Czyli Chaos bezosobowy].

 

Mówimy w ogóle o różnych rzeczach, używając słów tych samych. Na tym polega nędza i bogactwo języka.

[W pracach przekładowych ciągle się z tym stykałem, ale Witkacy myślał zapewne o niemożności porozumienia się między ludźmi używającymi nie tylko tego samego języka, ale i pozornie tych samych słów. Nie one jednak same w sobie, lecz nasze odczucia, nie zawsze świadome i sensowne, nadają im znaczenie. Dlatego przy każdym słowie powinniśmy się upewnić, czy rozumiemy przez nie to samo, ale czy jest to możliwe w toku ożywionej rozmowy, a tym bardziej w czasie burzliwej sprzeczki?].

 

 


„Tumor Mózgowicz”:

 

Po prostu za dużo mam woli i dlatego nie mogę mieć żadnej decyzji.

[Nadmiar woli być może paraliżuje, ale jej brak nie pobudza raczej do działania, bo bezwolne (mimowolne) bywają jedynie odruchy].

 

Perwersja jest dziś po prostu synonimem wielkości.

[O jakiej perwersji Witkacy myślał – seksualnej czy słownej? Bo w tej drugiej był prawdziwym mistrzem, co raczej wykluczało mistrzostwo w tej pierwszej, bo żona by od niego nie uciekła. Ciągłe kłótnie, które zapewne wszczynała, winiąc go za nie, bo w tym kobiety się specjalizują, na pewno nie były związane z brakiem więzi duchowej, czego dowodem jest ożywiona korespondencja między nimi, która trwała do końca jego życia].

 

On chce zdemaskować to, czego nie pojął.

[Oto klasyczny przykład Witkacowskiej perwersji słownej].

 

 

                        http://jbr.blox.pl/resource/Tumor_Mozgowicz.jpg



12:01, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
Zeszyty dawnych lektur (odc. 31 dokończenie)

„Oni”:

 

Jestem jak duch, który unosił się nad wodami w czasach chaosu.

[Dla uściślenia dodam, że w Księdze Rodzaju mówi się o Duchu Bożym].

 

Tysiąc razy ci to mówiłem, tylko w innej formie.

[„Tysiąc razy ci to mówiłem” jest zapewne hiperbolą, środkiem stylistycznym stosowanym dla spotęgowania ekspresji, o czym świadczy pojedyncza „inna forma”. Jeśli jednak rzeczywiście takie zdarzenie miało miejsce, to ten ktoś powinien już za drugim razem ugryźć się w język, zamiast go sobie niepotrzebnie strzępić].

 

 

„Niepodległość trójkątów”:

 

Niebezpiecznie jest umieszczać rezerwę władzy nad sobą w rzeczach zewnętrznych. Tak postępują kobiety i ludzie słabi.

[Skoro jest mowa o rezerwie, to utrata władzy nad sobą w rzeczach zewnętrznych musiała nastąpić u nich wcześniej. Gdyby chodziło tylko o kobiety, sprawa byłaby prosta. Wiadomo, jak ważne są dla nich rzeczy zewnętrzne. Ale w tym przypadku musi chodzić o coś innego. Może o ezoterykę? Platon używał w swoich dialogach wyrażeń ta esô. oznaczającego „rzeczy wewnętrzne”, oraz ta eksô, co oznaczało „rzeczy zewnętrzne”. Z tego ukuto pojęcie ezoteryzm, spokrewnione z okultyzmem, czyli czarną magią. Ale kobiety wolą uchodzić za istoty ezoteryczne, niż być posądzane o konszachty z diabłem (do dzisiaj skazuje się na śmierć za czary w Arabii Saudyjskiej). A jeśli chodzi o ludzi słabych? Skoro znaleźli się w towarzystwie kobiet, to widocznie muszą być z nimi jakoś związani, na przykład małżeństwem].

 

Nauczyłem się zastępować niedosiężną jedność wielością chwilowych ułud.

[Wszystko w tym zdaniu byłoby jasne, gdybyśmy wiedzieli, o jaką jedność chodzi?  Zapewne nie o jedność poglądów, chociaż bez niej nie może być jedności w niczym – poza seksem, jeśli jest na tyle satysfakcjonujący dla obojga (obu) partnerów, że wyłącza u nich na chwilę funkcję myślenia o tym, co ich dzieli. I właściwie tylko to nie jest ułudą].

 

Każdy wytwarza taką siłę, na jaką go stać. Stworzyłem moją władzę nad sobą przy pomocy mojej słabości.

[Czy jest to coś w rodzaju władzy ustawodawczej bez władzy wykonawczej, czy na odwrót?].

 

Będę z tobą nawet w nieskończoności dalszych wcieleń.

[Czyli „hau-hau” w odpowiedzi na „miau-miau”?].

 

 

„Metafizyka dwugłowego cielęcia”:

 

Siła charakteru polega na przezwyciężeniu chwilowej słabości.

[Od czasu do czasu Witkacy przemawia jak szkolny psycholog.     Prowokacja, na którą nie dam się nabrać!].

 

Nienawiść do siebie daje daleko większą siłę niż zwykły egoizm.

[Psychologowie alarmują, że w dzisiejszych czasach coraz więcej młodych ludzi darzy siebie i swoje życie uczuciem nienawiści. W wydanej u nas książce Paula Coelho Weronika postanawia umrzeć, pada następujące pytanie:

– Co sprawia, że człowiek zaczyna nienawidzić sam siebie?

– Może tchórzostwo. Albo nieodłączny strach przed popełnianiem błędów, przed robieniem nie tego, czego inni oczekują].

 

Cóż może zrobić więcej matka dla syna, jak przestać istnieć dla niego jako matka!

[Jest to niesłychanie trudne dla kogoś, kto z różnych przyczyn przyjął postawę „wiecznej matki”. W opowiadaniu Augusta Strindberga To nie wystarczy!, zawartym w Historiach małżeńskich, które miałem przyjemność przełożyć, pointa brzmi tak: „Ale jakże niemądrze jest żyć dla innych, to nie wystarczy, to nie wystarczy!”].

 

 

„Gyubal Wahazar”:

 

Każda sekunda jest nieskończonością.

[Nie każda. Ale w życiu każdego człowieka jest przynajmniej jedna sekunda, która ociera się o wieczność].

 

Musimy wyjść poza osobowość – inaczej nie stworzymy nic.

[Witkacy cierpiał na dwubiegunowe zaburzenia afektywne, ale jego myślenie bywało schizofreniczne jak u typowych genialnych schizofreników: Johna Forbesa Nasha, badacza teorii gier, czy Vincenta van Gogha, malarza, który fascynował nie tylko mnie].

 

 

 

                       http://jbr.blox.pl/resource/Gwiazdzista_noc.jpg

 

 

 

Bez pojęć sprzecznych i granicznych nic sformułować nie można.

[Nic nowego, odkrywczego, śmiesznego lub absurdalnego].

 

Prawda musi owinąć się w płaszcz fałszu, aby być powabniejszą.

[Naga prawda nie zawsze jest powabna. To samo można powiedzieć o nagiej kobiecie: „Dopóki mogła w sercach rozniecać płomienie, / Korzystała ze swych wdzięków dość nieustraszenie; / Gardzi światem, co sam się już od niej odwraca, / I płaszczem cnoty, wszelkim uciechom okrutnej, / Osłania zwiędłych wdzięków upadek zbyt smutny…” (Molier, Świętoszek].

 

Odpocząć można tylko w całkowitym bezsensie.

[Najbardziej sensowny – w obliczu całkowitego bezsensu działania – byłby odpoczynek wieczny].

 

Na nic nigdy nie jest za późno, jeśli się nic już przed sobą nie ma.

[Pierwszy człon tego zdania wymaga, żeby mieć przed sobą możliwie jak najdłuższe życie].

 

 

„Kurka Wodna”:

 

Jestem wielki jak marionetka.

[Witkacy mógł tak pomyśleć o Mussolinim, który cierpiał na manię wielkości, będąc marionetką w rękach Hitlera].

 

 

„Bezimienne dzieło”:

 

Nie wierzę, żeby metafizyczne uczucie wyrażać się mogło w czystych konstrukcjach.

[„Czyste konstrukcje”, czyli prawdopodobnie stworzone w oparciu o jego teorię Czystej Formy, a jeśli tak, to sam sobie przeczy, bo co według niego nadaje sens ludzkiemu życiu? Właśnie uczucie metafizyczne!].

 

Są artyści, którzy tworząc stwarzają pozytywne wartości w życiu, i są ci, którzy najistotniej tworzą, niszcząc życie własne, a nawet innych.

[Jeśli chodzi o tych drugich, to historia literatury i sztuki zna wiele takich przypadków. Oczywiście Witkacy się do nich zalicza].

 

Jesteś jak Kleopatra: nie można się tobą znudzić, ani nasycić.

[Hm, jeśli 38-letnia Kleopatra, będąca matką trojga dzieci, nawet w chwili samobójstwa wyglądała tak jak na poniższym obrazie Guida Cagnacciego, to trudno się dziwić, że ani Juliusz Cezar, ani Marek Antoniusz nie potrafili oprzeć się jej wdziękom. Tego drugiego omotała jednak nie tylko sztuczkami miłosnymi, o czym zaświadcza Plutarch z Cheronei w Żywocie Antoniusza: „Kleopatra umiała pochlebstwa dzielić nie na czworo, jak mówi Platon, lecz na wielokroć: czy Antoniusz chciał poważnego działania, czy żartów, stale dawała mu jakąś nową i pochlebną przyjemność i wychowała go sobie niczym dziecko, nie opuszczając go ni dniem, ni nocą. Razem z nim grała w kości, razem piła, chodziła na polowania, przyglądała mu się w czasie ćwiczeń z bronią”].

 

 

                    http://jbr.blox.pl/resource/Guido_Cagnacci_003.jpg

 

 

 

 

„Mątwa”:

 

Ja cię kocham wtedy, gdy widzę, jak schodzisz w przepaść.

[Gdyby w przepaść spadła, odkochałby się od razu?].

 

Jak poznasz wszystko, to się wściekniesz z rozkoszy i poczucia siły.

[Raczej z poczucia bezsilności, bo wszystkiego poznać nie można].

 

Wolę jednak tajemniczość stawania się niż tajemniczość stałości.

[Dlatego stałość bywa niestała].

 

 

„Nadobnisie i koczkodany”:

 

Wszystko wisi na jednym włosku, który ma wytrzymałość stalowej liny.

[W takich sytuacjach używamy zwrotu: „wszystko mi wisi”].

 

Nie w pojęciach, nie w ich systemach ani w intuicyjnym uniknięciu rzeczywistości leży rozwiązanie. I nie w wyrzeczeniu się życia. Ono jest w samym życiu, w podwójnym zrozumieniu jedyności i tożsamości każdej chwili trwania samego dla siebie.

[Witkacy potrafił, gdy chciał, niesłychanie precyzyjnie wyrażać swoje myśli].

 

Wyższa świadomość zwierzęcości jest najwyższą formą życia.

[Na pozór wydaje się, że to absurd, a przecież absurdem nie jest, bo nawet gdybyśmy ukryli się pod stoma maskami „człowieczeństwa”, to i tak wylezie z nas nasza zwierzęcość, nie zawsze przybrana w wyższą świadomość].

 

 

„Jan Maciej Karol Wścieklica”:

 

Jest pan przypadkową pestką w owocu wyższych przeznaczeń.

[Przeciwieństwo obecnie używanego zwrotu frazeologicznego „przeznaczony do wyższych celów”; ani tym kimś, ani tymi celami nie powinien jednak rządzić przypadek].

 

 

„Wariat i zakonnica”:

 

W kłamstwie musi też być ukryta prawda.

[Niekiedy jest ukryta w prawdzie. I oby nie był to fałsz logiczny!].

 

 

„Janulka córka Fizdejki”:

 

Za cenę deformacji i dysonansu – nowe formy.

[Po zawładnięciu różnych dziedzin sztuki, nowe formy wtargnęły do niemal wszystkich dziedzin życia codziennego. Mamy „nowe formy rekreacji ruchowej”, „nowe formy opieki nad dziećmi do lat 3” czy „nowe formy walki z bezrobociem”].

 

Chciałbym żyć własnymi trzewiami i pożreć się do ostatniej kości, a potem rozbłysnąć duchem we wszystkich mgławicach i słońcach nieskończonej, amorficznej przestrzeni.

[Sztuki Witkacego były programowo „szaleństwami rozpasanej wyobraźni”, a zaczynało się to od języka, który miał być na tyle giętki, by powiedział wszystko, co pomyślała jego głowa. Niekiedy było to zadanie karkołomne!].

 

Wszystko, co robimy, jest czystą dekoracją na tle naszej własnej nicości.

[Przed takim dylematem stanie także Ziemia, gdy zacznie wygasać Słońce. Póki co nie dajmy się zwariować!].

 

Za wiele wiemy, żeby wiedzieć naprawdę.

[Bo za mało rozumiemy. O tym, czym jest prawdziwe rozumienie, pisałem w Rozmowach z  Krishnamurtim. Sięgnięcie po nie niczego jednak nie gwarantuje, może jedynie wskazać drogę, ale każdy musi ją przebyć sam].

 

Jest to maksimum zbytku: stworzyć tło dla samego tła i nie ukazać na nim niczego.

[Cierpliwości! Może przybiegnie bezpański pies i podniesie nogę, żeby na to tło nasikać?].

 

 

„Matka”:

 

Od sprzeczności uczuć gorszy jest tylko ich ciężar.

[Wszyscy doświadczamy ambiwalentnych uczuć, ale przytłaczają one tylko tych, którzy im się poddają].

 

Judasz musiał się poświęcić, aby sprzedać Chrystusa – inaczej nie byłoby zbawienia.

[O tym niedawno pisałem, a przede mną pisali inni. Przed Witkacym zapewne też, ale z obrazoburczą tezą, że Judasz był postacią fikcyjną, wystąpił chyba po raz pierwszy Bryan Bruce, wydając w roku 2010 książkę, która u nas ukazała się rok później pod tytułem Jezus. Dowody zbrodni. Nie zdziwię się, jeśli okrzykną go Judaszem!].

 

 

„Sonata Belzebuba”:

 

Honor jest przeżytkiem – nikt nie potrafi dzisiaj podać definicji tego pojęcia.

[Za czasów Witkacego można było o zachowaniach honorowych przeczytać w książkach, których obecnie nikt nie wznawia, bo wszechwładnie panuje u nas kundlizm (termin ukuty przy Melchiora Wańkowicza), przed którym dodaje się często przymiotnik polski, co stanowi obrazę dla polskiego charta, psa o bardzo szlachetnej naturze].

 

Diabeł zawsze poszukuje sposobności, aby maksimum zła wyrządzić w danym punkcie wszechświata, w którym natrafia na najmniejszy opór. Dziś punktem takim – raczej ich wielością – jest sztuka. Tam, gdzie powstają nowe formy, tam na pewno jest on.

[Diabeł tkwi w szczegółach, bo formy formom nierówne, ale z pewnością nie tkwi w bezformiu, bo tam nikt by nie mógł nim straszyć].

 

 

 

„Szewcy”:

 

Społeczeństwo jest kobietą – musi mieć samca, który je gwałci.

[Przy założeniu, że to samiec jest gwałcicielem, bo w dzisiejszych czasach różnie z tym bywa].

 

Nawet altruizm jest egoizmem.

[Było to dla mnie zawsze oczywiste. To samo dotyczy dobroczynności, o której Anthony de Mello najsłuszniej powiedział, że jest ona „prawdziwą maskaradą interesowności przebranej za altruizm”].

 

 

 

„Straszliwy wychowawca”:

 

Poza maską samotności wewnętrznej ukrywam straszną pustkę uczuć.

[To zdanie jest niemal wyjęte z Uwag o życiu Jiddu Krishnamurtiego,  z rozdziału Lęk wewnętrznej samotności, z tym że tam mówi o tym kobieta, ale Witkacy tej książki znać nie mógł, bo ukazała się ona dopiero w 1956 roku].

 

 

 

„Szalona lokomotywa”:

 

Wszystkie tereny zbrodni są wyeksploatowane.

[Potencjalni zbrodniarze muszą w tej sytuacji przejść w stan spoczynku].

 

Tylko najwięksi tchórze są odważni ze strachu, średnich nie stać na to nigdy.

[Ta prawda też jest znana, ale można być odważnym również z wielu innych powodów, a jeśli ze strachu, to o kogoś lub o coś].

 

 

 

              http://jbr.blox.pl/resource/Witkacy_po_prostu.jpg http://jbr.blox.pl/resource/Dramaty.jpg

 

 


                                                                  Cdn.

 

 

Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/.



11:48, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 sierpnia 2013
Zeszyty dawnych lektur (odc. 30)

 

Henry James Ambasadorowie. Czytelnik 1960

 

[Chyba przed dwoma laty natknąłem się przypadkowo w pr. II Polskiego Radia na audycję o tym pisarzu zatytułowaną: Henry James – nie znosił kobiet, ale kochał książki. No cóż, takich pisarzy było bardzo wielu, ale jednojęzycznym i dwunarodowym był chyba tylko on. W Nowym Jorku się urodził, a w Londynie zmarł. Przez prawie całe życie był Amerykaninem, a na rok przed śmiercią zdecydował się na zostanie Anglikiem. Ale i Amerykanie, i Anglicy uważają, że był ich pisarzem i mogą wskazać na wiele książek, które to potwierdzają. Jest jeszcze trzeci nurt jego twórczości, ponadnarodowy. Henry James dużo podróżował i znakomicie odnajdywał się w różnych kulturach. W sensie osobowościowym jest to postać bardzo złożona, ale zalicza się go przecież do czołowych przedstawicieli powieści psychologicznej, więc wszystko gra].

 

 

             http://jbr.blox.pl/resource/Henry_James_by_John_Singer_Sargent_cleaned.jpg    http://jbr.blox.pl/resource/Ambasadorowie.jpg

    

 

 

Wyjątki to dowód słabości.

[Czyżby reguła była dowodem siły? Znana jest „reguła prawej dłoni”, zbyt jednak skomplikowane są jej zasady dla takiego laika, jak ja. Dowodem siły mogłaby być jedynie wtedy, gdyby była regułą prawej dłoni boksera obdarzonego nokautującym ciosem].

 

Jestem znakomicie wyposażonym bankrutem.

[Zapewne w weksle bez pokrycia, bo ton tego stwierdzenia jest raczej optymistyczny. Jedynie wystawienie czeku bez pokrycia zagrożone jest karą więzienia do lat dwóch].

 

Wszystko, co posiadam, to obojętność znużenia.

[Chyba chodzi o obojętność na skutek znużenia, czyli o apatię. Niedawno jeden z dużych portali internetowych przeprowadził ankietę, z której wynika, że Polacy są znużeni informacjami o tematyce homoseksualnej].

 

Trzeba uczestniczyć w grzechu, aby wziąć udział w ekspiacji.

[Już chciałem z tym polemizować, mówiąc, że najciężej za grzechy czołowych polityków pokutuje ciemna masa wyborcza, ale przecież w spisie dwunastu grzechów ciężkich, podanych przez C. Vogla na podstawie pism nowotestamentalnych i ojców apostolskich, wymieniona jest także głupota].

 

Tyle chybionych prób dawało miarę brzemienia, które dźwigał, i trudów drogi, którą przebył.

[Nasi przodkowie mieli lepiej: przy pierwszej chybionej próbie wbicia oszczepu w pysk rozwścieczonego niedźwiedzia przenosili się do krainy wiecznych łowów, gdzie nie było trudów, cierpień, a nawet pragnień, bo duszom nieustannie ucztującym i świętującym nie były one potrzebne].

 

Może jestem tego samego zdania, ale jeszcze tak nie twierdzę.

[A ja na wszelki wypadek twierdzę, że jestem zdania odmiennego, bo pełna wspólnota poglądów jest nudna jak flaki z olejem].

 

Uczucia, które go wówczas ogarnęły, wydały owoce tak szybko, że niemal nie zdążył poznać ich smaku.

[Mowa zapewne o uczuciach efemerycznych, które kuszą raczej smakiem pożądania niż miłości, bo ta nie jest efemeryczna, mimo iż jak wszystko w życiu też ma swój kres].

 

Było mu obojętne, czy zginie od wody, czy od ognia.

[Chciałoby się rzec: zabójcza obojętność, czyli obojętność, która zabija, ale odnosi się ona raczej do osób trzecich].

 

Uprzejmością można ogłuszyć przeciwnika równie dobrze, jak każdą inną bronią.

[Niektórzy utrzymują, że uprzejmością można nawet zabić. Chodzi o sytuacje w ruchu drogowym, gdy przepuszcza się kierowcę jakiegoś pojazdu, który z drogi podporządkowanej wjeżdża wprost pod inny pojazd – jego kierowca też chciał skorzystać z naszej uprzejmości i gwałtownie przyśpieszył, żeby znaleźć się przed nami. Na szczęście w Dolinie Muminków nie ma samochodów, ale uprzejmości raczej tam nie brakuje. Zgadzam się jednak z Włóczykijem, pokrewną mi duszą: „Nie można przecież wciąż być uprzejmym i towarzyskim. Po prostu nie można nadążyć”.

 

                  http://jbr.blox.pl/resource/wloczykij.jpg

 

Korzyść, jaką można odnieść z uprzejmości, jest dla mnie sprawą podrzędną, bo nie mam oślizgłej duszy Talleyranda, który głosił: „Uprzejmość tak mało kosztuje, a tak wiele można nią kupić”].

 

Wzajemne porozumienie istniało tylko wówczas, gdy ludzie rozumieli się bez wyjaśnień, albo nie przejmowali się tym, że nie rozumieją.

[Wszelkie zadrażnienia w stosunkach wzajemnych między ludźmi biorą się z tego, że starają się zrozumieć nawet to, co powinno być zrozumiałe samo z siebie].

 

Oskarżenie kompromitowało nie jego, lecz jego oskarżycieli.

[Gorzka to satysfakcja. Oskarżyciele nie działają jednak w próżni społecznej, o czym mogliśmy przekonać się niejednokrotnie – i w przeszłości, i obecnie. Tadeusz Różewicz w Rehabilitacji pośmiertnej pisał tak:

 

          winni są ci którzy uciekli

          i ci którzy zostali

          ci którzy mówili tak

          i ci którzy mówili nie

          a także ci którzy nie mówili nic].

 

Jakże mogę stwierdzić stan faktyczny, nie znając faktów?

[Inni nie mają takich obiekcji, działając w myśl heglowskiej zasady: „Jeśli fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów!”].

 

Gubiło go, że grzeszył tylko myślą.

[No tak, lepiej jest grzeszyć uczynkiem].

 

Siła przekonania połączona z nieznajomością faktów. Cóż może być gorszego?

[Przytoczę coś ze śmiesznych zagadek o zwierzątkach dużych i małych: „Co może być gorszego od żyrafy chorującej na gardło? Stonoga z odmrożonymi nogami!”].

 

Niezwykła siła jej namiętności była zarazem siłą jej strachu.

[Siła strachu osłabia każdą namiętność, a w końcu ją zabija. Ale psychologowie twierdzą, że nadmierna bliskość też zabija namiętność. Otchłanie namiętności otwierają się w brazylijskim serialu, tak właśnie zatytułowanym, ale nie wiem, czy towarzyszy im strach, bo seriali nie oglądam. Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby te gwałtowne procesy erupcyjne kończyły się tam płaskim happy endem].

 

Nie chciał tego, co stracił, włączać do rachunku.

[Poza rachunkiem zysków i strat jest jeszcze rachunek sumienia. Ten najtrudniej jest przeprowadzić].


 

 

 

                             Madonna przyszłości i inne opowiadania. PIW 1962

 

 

Siałem fałsz tylko po to, aby zbierać prawdę.

[„Siała baba mak, nie wiedziała jak, / a dziad wiedział, nie powiedział, a to było tak": 2 x, a najlepiej 1 000 000 x].

 

Artysta wie, ile wartości tkwi w faktach.

[Mowa zapewne o filmowcu-dokumentaliście względnie o kimś, kto uprawia literaturę faktu. Większość artystów bazuje na fikcji (zmyśleniach) – może się jednak okazać, że niektórzy z nich nieświadomie opierają się na materiale ściśle dokumentalnym. Mam w pamięci kilka wręcz niewiarygodnych przykładów na temat zbiegu okoliczności w literaturze – przytoczę je przy innej okazji].

 

Kto urodził się w cieniu świątyni, ten zwykle mniej lęka się o swoje zbawienie.

[Najlepiej urodzić się w cieniu banku – ich pracownicy myślą wyłącznie o tym, jak nas zbawić ode złego, czyli stanu bezkredytowego, amen].

 

Naiwność w sztuce spełnia taką funkcję jak zero w systemie liczb; jej wartość zależy od walorów, którym towarzyszy.

[Od razu przyszedł mi na myśl Henri „Celnik” Rousseau, dobry, naiwny człowiek – i taki sam artysta. Ileż razy zaczynał wszystko od zera – i w sztuce, i w życiu osobistym. I ciągle ta sama niezmienna pogoda ducha. Kiedy wiodło mu się kiepsko, dorabiał jako grajek uliczny, ale krótkie koncerty na skrzypcach dawał także swoim przyjaciołom artystom na urządzanych przez siebie przyjęciach. Oto lista jego stałych gości: Robert Delaunay, Max Jacob, André Salmon, Georges Braque, Pablo Picasso, Guillaume Apollinaire i jego przyjaciółka Marie Laurencin, Max Weber!

Obraz, który poniżej prezentuję, nosił tytuł Głodny lew i został przez niego, w katalogu wystawowym Salonu Jesiennego w Paryżu (rok 1905), osobiście opatrzony następującą notą: Lew, wygłodniały rzuca się na antylopę i pożera ją. Pantera z niepokojem wyczekuje na moment, kiedy i jej przypadnie w udziale część łupu. Sokoły wyrwały kawałek z tylnej części ciała nieszczęsnego zwierzęcia, roniącego łzy. Zachód słońca].

 

 

              http://jbr.blox.pl/resource/RousseauHungryLion.jpg

 

 

Jakaż to fałszywa pozycja, jaki wyrok dla artysty, skazujący go na to, by żył wydziedziczony jak mnich i mógł osiągnąć swój cel jedynie za cenę osobistego szczęścia. Jakiż to akt oskarżenia przeciw sztuce!

[A kto mu każe to robić? Firmy opróżniające szamba ciągle poszukują nowych pracowników!].

 

                                                     Cdn.

 

 

Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/.



10:13, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 sierpnia 2013
Zeszyty dawnych lektur (odc. 29)

 

Charles Baudelaire Paryski spleen; poematy prozą. PIW 1959

 

[Pisałem niedawno we wstępie do Śladów, nowego tomiku poetyckiego mojej córki, Joanny Jagiełło: …przebywając przez wiele lat w Warszawie i dłużej bądź krócej w kilku innych metropoliach czułem się tam jednak nieswojo i myślałem tylko o tym, jak stamtąd uciec. I nie zmieniał tego nastawienia fakt, że wysoko ceniłem takich „mieszczuchów” jak Baudelaire czy Eliot – „Paryski spleen” czy „Ziemia jałowa” to nie były jednak moje klimaty.

Baudelaire żył nieco wcześniej niż Oskar Wilde, ale dokładnie tyle samo lat, co tamten, czyli czterdzieści sześć, a zatem stosunkowo długo, jak na kogoś, kogo zalicza się do grona „poetów przeklętych”. Takiego przekleństwa losu mogłoby mu zresztą wielu jego kolegów po piórze pozazdrościć, bo po odziedziczeniu sporego majątku po znienawidzonym ojczymie rozpoczął w Paryżu życie bogatego dandysa. Po swoim ojcu, byłym księdzu rzymskokatolickim, który osierocił go w wieku sześciu lat, odziedziczył nie tylko bunt przeciwko religii. Za utwory, epatujące obrazami zła i profanacji, wielokrotnie oskarżano go o obrazę moralności publicznej. Wreszcie miarka cierpliwości oskarżycieli się przebrała i wytoczono mu proces, skazując go na karę grzywny oraz konfiskatę kilkunastu utworów z Kwiatów zła.

 

 

                    http://jbr.blox.pl/resource/Baudelaire.jpghttp://jbr.blox.pl/resource/Kwiaty_zla.jpg

 

 

Padlina, z której dwie pierwsze strofy w przekładzie Mieczysława Jastruna pozwolę sobie przytoczyć, nikogo by dzisiaj szczególnie nie zbulwersowała:

 

 

     Przypomnij sobie, cośmy widzieli, jedyna,
             W ten letni, tak piękny poranek:
      U zakrętu leżała plugawa padlina
            Na ścieżce żwirem zasianej.

      Z nogami zadartymi lubieżnej kobiety,
            Parując i siejąc trucizny,
      Niedbała i cyniczna otwarła sekrety
            Brzucha pełnego zgnilizny.  

 

 

W pierwszej dekadzie drugiej połowy XIX wieku królował jednak we francuskiej poezji łzawy liryzm Lamartine’owski, zwany przez niego panteizmem, oraz zapoczątkowany przez Leconte’a de Lisle’a parnasizm, głoszący hasła „sztuki czystej” lub „sztuki dla sztuki”. Parnasiści nie mieliby nic przeciwko tytułowi, którego Baudelaire użył w innym wierszu, ale dwie cytowane przeze mnie linijki z Hymnu do piękna (w przekładzie Zbigniewa Bieńkowskiego) raczej nie są nawiązaniem do jakiegoś mitologicznego obrazu:

 

 

     Kochanek, gdy pochyla się drżąc nad kochanką,
     Jest jak umierający, co pieści swą trumnę.

 

 

Tak czy siak jest w tym zbiorze wiele wierszy świetnych, niekiedy przełożonych znakomicie, chociażby przez Wisławę Szymborską. A Paryski spleen, zawierający poematy prozą, nad którymi pracował, dopóki nie został porażony apopleksją, został wydany już pośmiertnie].

 

 

                     http://jbr.blox.pl/resource/Paryski_spleen.jpg http://jbr.blox.pl/resource/Paryski_spleen_II.jpg

 

 

 

Są bowiem takie wrażenia cudowne, których niejasność nie pozbawia natężenia; a żadne ostrze nie przeszywa z większą siłą niż ostrze Nieskończoności.

[Charles Baudelaire nie mógł mieć pojęcia, że tytułem Ostrze nieskończoności zostanie opatrzona gra komputerowa „działająca na wyrafinowanym silniku 3D zwącym się Unreal” i przeszywająca współczesnych widzów na pewno z większą siłą niż owo metafizyczne ostrze, o którym myślał poeta].

 

Trzebaż cierpieć wiecznie, czy wiecznie uciekać przed pięknem?

[Zdumiewająca dla nas, żyjących półtora wieku po napisaniu tych słów, opozycja. Musimy raczej uciekać przed wszechogarniającą brzydotą, atakującą nas zewsząd i wszędzie. Nawet w tak szacownym przybytku sztuki klasycznej, jak krakowskie Muzeum Narodowe, gdzie w marcu tego roku urządzono retrospektywną wystawę płócien i prac na papierze Edwarda Dwurnika, zatytułowaną Obłęd.  W takim obłędzie żyją przecież na co dzień mieszkańcy wielu dużych miast, szczególnie tych na Śląsku. Przejeżdżając niedawno tamtędy w drodze do Jeleniej Góry byłem przerażony widokami, które atakowały mnie przez szyby pociągu. W Katowicach były to świeżo wstawione okna mijanych kamienic – białe krzyże cmentarne!].

 

Szli z rezygnacją ludzi skazanych na wieczną nadzieję.

[Są jeszcze ludzie skazani na wieczną beznadzieję].

 

Czym są wieki potępienia dla tego, kto w sekundzie znalazł nieskończoność rozkoszy?

[Nieskończoność rozkoszy można odczuć w jednej sekundzie, to prawda; piekło też, ale ono trwa znacznie dłużej, bo w fazie euforycznej mogą go doświadczać wyłącznie chyba tylko sataniści. Zapewne nie wszyscy, o czym świadczy tytuł książki niejakiego Lukasa Ucieczka z piekła – pamiętnik satanisty].

 

I po cóż urzeczywistniać projekty, skoro projekt sam w sobie jest wystarczającą radością?

[Sam przekonałem się na własnej skórze, że po zrealizowaniu stały się udręką dla tych, których chciałem uszczęśliwić na siłę. Przyzwyczajenie do dawnego stanu rzeczy, do własnych słabości jest przemożne. Siła inercji to jednak straszna rzecz]. 

 

Kto nie potrafi zaludnić samotności, nie potrafi też być sam pośród rojnego tłumu.

[Najgorsza jest nie samotność w tłumie, lecz samotność we dwoje].

 

Chińczycy odczytują czas z oczu kota.

[Mimo upływu tylu lat zapamiętałem tę niezwykłą przypowieść, ale klucz do niej ma Chłopiec z Niebiańskiego Cesarstwa, który na zapytanie misjonarza o godzinę, powrócił po chwili z wielkim kotem w ramionach i spojrzawszy w jego oczy oświadczył bez wahania: „Nie ma jeszcze południa”, co było zgodne z prawdą].



 

 

                                            Cdn.

 

 

Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/.

Promocja niedawno wydanej przeze mnie książki, Śladów Joanny Jagiełło, odbyła się zgodnie z moją zapowiedzią w sanatorium „Sanvit” w Iwoniczu-Zdroju. Cała sala odśpiewała chórem Sto lat, co najwyraźniej wzruszyło Poetkę-solenizantkę. A potem odbył się koncert piosenek Jacka Kaczmarskiego. Wśród widzów były dwie staruszeczki, które po wysłuchaniu w dniu 2 sierpnia pierwszego koncertu na placu Dietla specjalnie pofatygowały się i tutaj, żeby raz jeszcze podziwiać „cudny liryczny głos” Solenizantki.

 

 http://jbr.blox.pl/resource/PLAKAT_DOLZYK.JPGhttp://jbr.blox.pl/resource/koncert.jpg



10:42, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »