RSS
czwartek, 26 lipca 2012
Zeszyty dawnych lektur (odc. 1)

     Z lat 1963-68. Nie miałem jeszcze wtedy swojej biblioteki. Ani własnego biurka. Przez pierwsze trzy lata mogłem korzystać wyłącznie z „księgozbioru pod specjalnym nadzorem”, który znajdował się w gmachu pocarskiego więzienia w Siedlcach (na dwu grubych zeszytach stustronicowych w kratkę znajdują się stosowne pieczątki). Później była to Biblioteka Publiczna m. st. Warszawy przy ulicy Koszykowej.   

     Dlaczego sięgam po te zeszyty? 1) Dzięki nim młodzi ludzie dowiedzą się, że w okresie stalinizmu ukazywały się w Polsce nie tylko dzieła sławiące komunizm, którego nigdy u nas nie było. 2) Ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że nikomu nie będzie się chciało rozszyfrowywać tych zapisków czytelnych jedynie dla mnie.

     Co w nich ujrzę po tylu latach? Kogo poza mną może to jeszcze zainteresować? Gdy Gombrowicz pisał: poniedziałek – ja, wtorek – ja, środa – ja, czwartek – ja, piątek – ja, sobota – ja, niedziela – ja, miał pewność, że przeczyta to co najmniej kilka tysięcy czytelników paryskiej „Kultury”. Komfort nieosiągalny dla dzisiejszego pisarza niekoniunkturalnego w Polsce. A zatem ja, ja, ja, ja, ja, ja, ja przez wszystkie dni tygodnia – i być może jeszcze ktoś.



 

                          

                                Gombrowicz nienawidził, gdy ktoś znienacka podglądał jego twarz

 

     Po otwarciu pierwszego zeszytu – na czystej stronie data: poł. września 1963 r., a pod nią kilkanaście złotych myśli, nie wiadomo skąd zaczerpniętych. Przedstawiam siedem z nich – po jednej dla każdego „ja” z końcówki poprzedniego akapitu.

  • Wszystko można sprowadzić do absurdu, największe prawdy i pewniki mogą być podważane przez kretynów. St. I. Witkiewicz
  • Muszę istnieć, aby usprawiedliwić twoje istnienie. St. I. Witkiewicz

[Pierwsza myśl oczywista, ale czy on istniał po to, by usprawiedliwić na przykład moje istnienie? Nie miał przecież zielonego pojęcia o tym, że będę istniał! Znacznie bardziej logicznie zabrzmiałyby takie słowa w moich ustach w odniesieniu do niego, sprowadziłbym jednak tę myśl do absurdu i zasłużyłbym na miano kretyna].

  • Kiedy fałsz zajmie miejsce prawdy, prawda musi się ukrywać. André Gide

[Biedna prawda! Może należałoby wpierw ustalić mechanizmy powstawania sądów o prawdzie i fałszu, a następnie objaśnić, dlaczego kłamią nawet bardzo małe dzieci? Ich obrońcy twierdzą, że one fantazjują, jakby jedynie usta dorosłych mogły być skalane fałszem!  Ponadto: czy kiedy prawda zajmie miejsce fałszu, fałsz nie musi się ukrywać? Biedny fałsz!].

  • Sztuka pisania jest nieświadoma. Edward Albee

[Nawet pensjonarki wiedziały, co wpisują do swoich sztambuchów, a on sam był w pełni świadom tego, że w swoich sztukach czerpie pełnymi garściami z teatru absurdu, więc skąd ta myśl? Czy działania bohaterów jego surrealistycznych jednoaktówek pozbawione były motywacji psychologicznych, bo pełniej wyrażały się w grotesce i parodii?].

 

                                

                                                   Edward Albee Seascape

 

  • Nie zawsze mów, co wiesz,  lecz zawsze wiedz, co mówisz. Denis Diderot

[Tego nie powiedział przecież Diderot, ani George Bernard Shaw, nieco to modyfikując, natomiast bez wątpienia mógł to powiedzieć Tiberius Claudius Drusus Nero, cesarz rzymski w latach 41–51 n.e., znany nam przede wszystkim dzięki dwunastoodcinkowemu serialowi historycznemu Ja, Klaudiusz, opartemu na pseudoautobiografii napisanej przez Roberta Gravesa].

  • Dyplomaci zdradzają wszystko, z wyjątkiem swoich uczuć. Wiktor Hugo
  • Pisarz, pisząc książkę, zdradza własną rozpacz. Simone de Beauvoir

[Te dwie ostatnie myśli opatrzę jednym komentarzem, bo i tu, i tu jest mowa o zdradzie. Dyplomatą nie byłem nigdy, natomiast pisarzem bywałem, ale nawet gdybym napisał jeszcze tysiąc książek, w żadnej z nich nie zdradzę swojej rozpaczy. Być może ktoś zarzuci mi, że zdradziłem swoje dawne uczucia, ale co mogę poradzić na to, że ani mnie to ziębi, ani grzeje?].

 

 

Granice mojego języka są granicami mojego świata. Ludwik Wittgenstein

 

[Jeśli tamten mój świat o powierzchni zaledwie kilku metrów kwadratowych miał wyznaczać granice mojego języka, to musiałby się on ograniczyć do paru wyrazów dźwiękonaśladowczych, zwanych onomatopejami. Np. miauczenie kota w różnych językach mogłoby być inspiracją do napisania świetnego poematu:

 

Miaau, mjau, meow, meu-meu,

 

miao, mijau, mjav, näu,

 

kurnau, miaou, niaou

 

ngeong, nya-ong, miyauv… etc.].

 

 

 

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Ludwig_Wittgenstein.jpg




                                                                                  Cdn.

15:15, jbroszkowski
Link Komentarze (2) »
piątek, 06 lipca 2012
Zaczął się sezon ogórkowy

      Przez pół roku zajmowałem się pisaniem książek, względnie redagowaniem kiedyś napisanych. Co i kiedy się z tego ukaże? Nie wiadomo. Każdy kolejny dzień jest niewiadomą. Trzeba jednak dać znak życia na blogu, bo ktoś może pomyśleć, że albo kompletnie zidiociałem i nie jestem w stanie napisać nic sensownego, albo przeniosłem się na tamten świat, ponoć lepszy od tego, co można potwierdzić jedynie doświadczalnie.

 

              

 

     Jak widać na powyższym zdjęciu – żyję i mam się dobrze. Ogórków nie uprawiam, ale zioła zbieram i suszę. Liście pokrzywy, mięty, kwiat lipy. Dla mnie trwa więc sezon ziołowy, który zakończy się na jesieni. Pisanie postów wymaga czasu i namysłu – kiedyś przyjdzie na to pora. A teraz wygrzebałem z szuflady biurka garść zapisków i po pobieżnym przeglądnięciu puszczam w obieg. Zamierzałem je kiedyś rozwinąć, ale może szkicowe ujęcie jakiegoś tematu pozwala wycisnąć z niego esencję sensu?

 

    Jak sobie poradzić z bezmiarem wszechświata?

    Do najbliższej gwiazdy aż cztery i pół roku, gdybyśmy pędzili z szybkością światła. Odwiedzenie wszystkich gwiazd zajęłoby nam miliardy lat. Potrzebne są zatem tunele czasoprzestrzenne i pojazdy mniejsze od ziarenka piasku z maszynami obliczeniowymi znacznie przewyższającymi te, które obecnie są w posiadaniu wiodących instytutów wojskowych; muszą mieć nie tylko wieczne ciała z krzemu, ale i radzić sobie same w bezmiarze wszechświata.

 

     Zrozumieć jaskinie

    Zrozumieć jaskinie to zrozumieć, jak powstało życie na ziemi. Zaskakujące? Nie dla egzobiologów. I pomyśleć, że do niedawno uważano, że w jaskiniach, szczególnie jaskiniach podwodnych nie ma życia! A tam aż kipi od życia, w dodatku życia granicznego, ponieważ występują tam organizmy, które żywią się wyłącznie minerałami, a łańcuch pokarmowy zapoczątkowują tam bakterie żywiące się siarkowodorem. Takie jaskinie powstały w wyniku erupcji wulkanicznych. I występują nie tylko na Ziemi, na Marsie też, z tym że tam już nie ma wody. Występują na pewno w nieskończonej ilości w nieskończonym wszechświecie.

 

    Podróże

    Zawsze interesowały mnie podróże, ale jedynie odkrywcze – nigdy nie byłem na żadnych wycieczkach zagranicznych. W latach mej młodości były chyba jakieś wycieczki organizowane przez „Orbis”, ale nie zabierano na nie na pewno takich włóczykijów jak ja, którzy wcześniej podróżowali na statkach transportowych. A teraz wycieczek jest od jasnej cholery i do najdalszych zakątków świata. Zgadzam się jednak ze Słowackim, który powiedział, że „czasem najwięcej o świecie wie ten, kto nie odszedł dalej niż sto metrów od wieży kościoła w swoim miasteczku” (cytuję za Hanuszkiewiczem, z rozmów przeprowadzonych z nim przed laty).

 

    Dzieła sztuki

    Zazwyczaj myślimy, że trzeba iść do muzeów, żeby je oglądać. Dzieła Milleta. Świątynie. Ogrody. Budowle świeckie projektowane przez Gaudiego. Z okresu pobytu w Indiach zapamiętałem także samochody ciężarowe, które były jeżdżącymi dziełami sztuki. Mówiono mi wtedy, żebym pojechał do Pakistanu, bo tamte samochody ciężarowe biją pod względem kolorystycznym wszystkie samochody ciężarowe świata. Światem była oczywiście Azja, bo te samochody ciężarowe, które jeżdżą po drogach państw najbogatszych, to smutna sztuka unifikacji.

 

          

   

     Ile lat życia nam pozostało?

     Albert Einstein: „Jeśli z powierzchni ziemi zniknie pszczoła, człowiekowi pozostaną cztery lata życia”. Może była to prognoza zbyt katastroficzna, ale po pięćdziesięciu latach od śmierci wybitnego uczonego-wizjonera wystąpiło w latach 2004-2006 zjawisko masowego wymierania pszczół, zwane w skrócie CCD (Colony Collapse Disorder, czyli destrukcyjne załamanie kolonii z powodu nagłego opuszczania uli przez chore robotnice, które wkrótce potem giną). W kolejnych kilku latach CCD opanowało USA, a następnie zaatakowało Europę – wyginęło od 50-70% populacji pszczół. Polscy pszczelarze też biją na alarm,

    Do mistrza pszczelarskiego z Iwonickiej Pasieki „Pszczeli Zdrój”, założonej w roku 1957, dwa lata po śmierci Einsteina, ostatnio przestałem zachodzić, bo na moje pytanie o miód rozkłada bezradnie ręce. Nie chodzi jedynie o CCD, albowiem zagrożeń jest znacznie więcej (na przykład GMO, uprawy genetycznie modyfikowane, czy stosowane od wielu lat zaprawy nasienne). Ale panu Tadeuszowi Ryszowi chodzi także o elementarną przyzwoitość wobec pszczół w latach dla nich chudych, gdy „pożytków” jest zbyt mało. Jako znany na Podkarpaciu hodowca pszczelich matek wie, że codziennie przeprowadzają one inspekcję ula i jeśli dostrzegą w nim brak jakiegoś składnika, miodu, pyłku czy wosku, niezbędnego dla prawidłowego rozwoju potomstwa, to ich los jest przesądzony.

 

        

            Z innej pasieki w pobliżu Iwonicza-Zdroju (na Turkówce)

 

     Z dawnych notatek

     Pięć metrów od ścieżki i sto metrów od baraku stolarni w Iwoniczu-Zdroju leżą pod ptasią czereśnią dwie maleńkie sarny, mniej więcej tygodniowe, o czym świadczy plamista sierść. Czekają na matkę, która wieczorem po nie przyjdzie. Wojtek S. je zauważył, zauważyłem i ja, ale one nas też zauważyły. Ogromne oczy w maleńkich łebkach obserwują trwożnie każde nasze poruszenie. Wojtek odchodzi dalej z psem, który w ogóle ich nie wyczuł, dzięki temu, że w tej chwili są one bezzapachowe. Lis też ich nie wyczuje. Może je tylko zobaczyć wśród wybujałego zielska istota dwunożna idąca w pozycji wyprostowanej. Ale ta ścieżka jest niezwykle rzadko uczęszczana, chodził nią w dawnych czasach ojciec Wojtka S. i tylko dlatego na nią wstąpiliśmy, czego matka-sarna przewidzieć nie mogła…

 

     Z zapisków drobnych

 

     Wymarły gatunek ptaka, który chińscy paleontolodzy znaleźli w brzuchu dinozaura, miał zęby i szpony na końcach skrzydeł.

 

     Jeśli instrumenty są rozstrojone, można z nich uzyskać jedynie fałszywe tony – bez względu na pamięć dawnych brzmień.

 

     Rekiny zabijają rocznie przeciętnie czworo ludzi. Ludzie zabijają rocznie przeciętnie siedemdziesiąt milionów rekinów.

 

     Zakrzywione szable pewnego gatunku świń są wabikiem dla samic, pod warunkiem, że są nieuszkodzone, ale wówczas stopniowo wrastają w czaszkę, powodując śmierć.

 

     Orson Welles: „Rodzimy się samotni, żyjemy samotni i umieramy w samotności. Jedynie dzięki miłości i przyjaźni możemy stworzyć złudzenie, że nie jesteśmy sami”.

 

 

16:43, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »