RSS
piątek, 30 lipca 2010
Rozmowy z Krishnamurtim (cz. 79)

     Dawanie. „Dlaczego chcecie dawać? Bo coś posiadacie, bo czujecie się wyżsi, bogatsi, bo macie coś do dania. Jakże można dawać, jeśli tego wpierw nie zdobyliśmy? Jeśli posiadacie coś do ofiarowania – czy to będzie myśl, czy serdeczność, czy materialna pomoc – podkreślacie tym niejako, że ten, którego obdarowujecie, jest słabszy i uboższy, a to jest według mnie odmianą wyzysku. To, co mówię, nie znaczy bynajmniej, że nie trzeba dawać czy dzielić się. Ale cała idea obdarzania innych, bo mam więcej, jest fałszywa, można ją porównać do stanowiska: Najpierw cię wyzyskam zdobywając pieniądze, a potem się z tobą podzielę. Kryje się w tym przekonanie o własnej wyższości, a zdobywanie, aby się dzielić, nie jest wcale cnotą”.

 

     Prostota życia. „Prostota życia nie jest odwrotnością posiadania wielu dóbr, nigdy nie miałem tego na myśli. Gdy umysł jest wolny od idei i wyobrażeń, od samej pamięci pożądań, przekonacie się sami, jak proste staje się życie, jak nieliczne są nasze potrzeby. Nie ma wówczas pojęć o dawaniu, dzieleniu się; jest doskonała prostota kwiatu, którego życie jest tak cudownie skoncentrowane, iż jest nieświadome siebie”. Czy prostota człowieka powinna również polegać na tym, by być nieświadomym siebie, a zatem nawet swej prostoty?

 

     Ekstaza. „Każdy szuka trwałego, nieprzemijającego szczęścia; w ogromnym wysiłku stara się pochwycić i zatrzymać wizję jakiejś wielkiej, niezwykłej radości. Twierdzę, że istnieje takie urzeczywistnienie, taka dynamiczna – a nie statyczna – ekstaza, nie będąca jednak ani celem, ani kresem; łączy się w niej niebywała zwartość, nienaruszalna trwałość, gorąca intensywność, całkowite zestrzelenie w jednię myśli i uczuć. Ale tego nieprzemijającego, rzeczywistego szczęścia nie może uchwycić myśl, ani też nie może zatrzymać pamięć, gdyż ograniczony intelekt nigdy nie może schwytać tego, co jest wieczne. Owej nieustającej ekstazy, która jest wibrującą ciszą i wiecznie bijącym żywym źródłem, nie można urzeczywistnić żadnym intelektualnym wysiłkiem, żadną spekulacją. Ekstaza, o której mówię, jest treścią i rdzeniem zarówno myśli, jak i miłości. Umysł traci w niej swe odgraniczenia jako twórca wyobrażeń i ich zwierciadło, nie działa pod wpływem bodźców z zewnątrz, przestaje być niewolnikiem pojęć i idei. Nie jest więc świadomy swej odgraniczonej odrębności, lecz wibruje tylko tą żywą ciszą”. Odgraniczenie – linia graniczna czego? Naszych nieograniczoności czy ograniczeń?

 

     Istnieje wiele dróg. „Istnieje wiele dróg wiodących do przyjemności, do różnych pociech, pokrzepień, fantazji i bogów, ale drogi, która by prowadziła do zrozumienia życia, nie ma żadnej; nie istnieją przepisy ani reguły, jak należy to zrozumienie zdobywać, a przecież każdy z nas usiłuje urabiać swe życie według pewnego wzoru oraz określonych pojęć i wyobrażeń. Owego rozumienia nikt nie może nam przekazać; nie można go też zdobyć przy pomocy tradycji czy nauki. Wiedza jest rzeczą cenną, ale nie daje nam rozumienia. Tylko umysł wolny od wszelkich przesądów i uprzedzeń, od intencji i pobudek, może poznać Prawdę”.

 

                                                               Cdn.

09:15, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 lipca 2010
Rozmowy z Krishnamurtim (cz. 78)

     Gdy czuję się samotny. „Gdy czuję się samotny, staram się ciągle o jakieś towarzystwo, usiłuję zapchać umysł różnymi myślami i ideami, rzucam się w rozrywki, albo zagłuszam się i zatracam w jakiejkolwiek pracy, ale rana samotności – choć staram się ją zasłonić i przykryć wrażeniami – pozostaje nieuleczona. Ale jeśli zdamy sobie jasno z niej sprawę i odważnie spojrzymy jej w twarz, nie starając się uchylić ani zmrużyć oczu, zbudzi się w nas czujność, zaczniemy widzieć, jakich używamy sposobów, by od tej samotności uciec, będziemy dostrzegać subtelne oszustwa i wybiegi naszego intelektu, i staniemy się dzięki tej świadomości bogatsi  w mądrość”. No i wejdziemy w stan samotności pożądanej, co nie oznacza, że opartej na pożądaniu tego stanu przez tych, dla których kojarzy się on z udręką.

 

     Głosy. „Mówisz, mój słuchaczu, że słyszysz wiele głosów w sobie i nie wiesz, jak rozpoznać wśród nich głos Życia. Dlaczego? Bo tyle istnieje w tobie pragnień, marzeń, wstrętów czy wyobrażeń; są to więc głosy twoich własnych chęci. Życie nie posiada głosu, po prostu jest, a to skupienie i zwartość energii, która jest samą treścią Życia, można poznać tylko wyplątując się i uwalniając od wszystkich tych głosów”.

 

     Poczucie odpowiedzialności. „Poczucie odpowiedzialności jest egocentryzmem. Czujemy się odpowiedzialni za swoich bliskich, uważamy, że mamy obowiązki wobec nich, nieprawdaż? Czujecie się obowiązkowi i odpowiedzialni, gdy żywicie silne poczucie moje. Nie czujecie się na przykład odpowiedzialni za mnie, nieprawdaż? Ale gdybym był waszym najbliższym przyjacielem, towarzyszem, mężem, żoną czy dzieckiem, od razu pojawiłoby się to poczucie odpowiedzialności, innymi słowy chęć opiekowania się, kierowania, przewodzenia i pomocy. Więc to, co nazywacie odpowiedzialnością, jest tylko bardzo subtelną formą posiadania i nieco rozszerzonego egoizmu; a ja mówię o wolności od wszelkiego egoizmu”.

 

     Samoanaliza. „Podstawą jej jest pożądanie; gdy nic nie chcemy, nie staramy się siebie analizować. Zaś skupienie w sobie, w jego prawdziwym znaczeniu, to czujność i jasne zdawanie sobie ze wszystkiego sprawy, a co za tym idzie – poznanie przyczyny walki w nas, którą jest prawie zawsze pożądanie”. Samoanaliza, czyli introspekcja, wglądanie do wnętrza. Analiza własnych stanów psychicznych, uczuć, myśli i motywów działań, które wykluwają się wewnątrz nas, ale zazwyczaj jakby poza nami, w początkowo łagodnych falowaniach idących od zewnątrz i dopiero na samym końcu bijących w nas z całą niszczycielską siłą.

 

                                                                              Cdn.

08:35, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 lipca 2010
Rozmowy z Krishnamurtim (cz. 77)

     Gdy medytujecie. „Gdy medytujecie, skupiacie myśl na jakimś przedmiocie, czy wyobrażeniu, zamiast uwolnić umysł od wszystkich pojęć, od wszelkiego oporu, aby stał się naturalnie giętki, subtelny, wspaniale delikatny i przenikliwy; kierujecie go na pewien obrany przedmiot wyznaczony przez wasze pragnienie, poprzez to, co się wam podoba lub nie podoba. Jeśli uda się wam skupić myśl na tym samym przedmiocie przez godzinę, jesteście zachwyceni, uważacie, żeście zwyciężyli, żeście świetnie opanowali umysł. A mówiłem wam przed paru dniami, że zwyciężyć coś, to stać się tejże rzeczy niewolnikiem. Aby przekonać się, czyśmy w niewoli, trzeba być w ruchu, a nie trwać w spokojnym rozmyślaniu. W nieustannym ruchu życia, w jego intensywności i napięciu poczynamy samorzutnie uświadamiać sobie swoje ograniczenia i ta świadomość nas wyzwala”.

 

     Od ułudy do ułudy. „I tak tworzycie ułudy i przechodzicie od jednej do drugiej, pozostając wciąż niewolnikami subtelnych bodźców pożądania. Dlatego wyobrażacie sobie, że właśnie tak nieskończenie długo ma trwać wewnętrzny proces ewolucyjny, a myśl wasza znajduje zadowolenie w przeświadczeniu, iż wciąż wznosicie się z niższego szczebla na wyższy, z bardziej ograniczonego w mniej ograniczony stan świadomości; i w ten sposób tworzycie tylko wciąż nowe różnice i odrębności, wciąż nowe podziały i opory. Jednak dopóki istnieją opory, znaczy to, że istnieje egocentryzm, pożądanie czy pragnienie, choćby ułuda wznoszenia się i rozszerzania świadomości indywidualnej była najbardziej wzniosła i chwalebna, choćby krąg utożsamiania się był najszerszy. A ja wam mówię: istnieje tylko jedna Prawda – wolność od wszystkich, choćby najsubtelniejszych pożądań, a więc od naszego ja. Wszystko inne jest ułudą, choć może występować w nieskończonych odmianach wzniosłości czy chwały. Święty, grzesznik, niewolnik, zwycięzca, człowiek cnotliwy, czy o wielkich duchowych osiągnięciach – wszyscy są sobie równi, jeśli w ich głębi tai się pożądanie. Długie wieki mogą oddzielać jednego od drugiego, ale święty, który oddalił się i oddzielił – przez ewolucję – od grzesznika, przeszedł tylko od ułudy w niższej dziedzinie do ułudy w wyższej”.

 

     Pamięć psychologiczna. „Oczywiście nie mam na myśli pamięci samych faktów, które zaszły, czy też zewnętrznych czynników, mówię o pamięci psychologicznej, ta rodzi się z pożądania. Sami to dostrzeżecie, jeśli się nieco zastanowicie. Pragnąc czegoś myśl wasza zajmuje się przyszłością, czyli żyjecie kontrastem: jesteście smutni, bo pragniecie być szczęśliwi; wyobrażacie sobie, czym jest radość i szczęście, i w przeciwieństwie do tego marzenia czujecie się nieszczęśliwi. Analizy i introspekcje przychodzą, jeśli się nie zrozumiało bezpośrednio jakiegoś doznania, wtedy gdy miało ono miejsce, natomiast rozumienie skupia się zawsze w teraz. Co właściwie zapamiętujemy? Przeważnie różne przyjemne lub nieprzyjemne rzeczy, które dotąd wywołują w nas pewien opór; ale jeśli coś przeżyjemy w teraźniejszości do dna, całkowicie, żywo, choć pamięć samego faktu może pozostać, jednak umysł nie jest obciążony jego wspomnieniem, gdyż to pamiętanie jest wolne od emocjonalnej reakcji. To, czego doznamy do głębi, w całej jednolitej pełni i z jasnym rozumieniem, nie obciąża umysłu, ale gdy ten jest jakby podzielony, a silna emocjonalna reakcja zwraca się ku minionemu zdarzeniu, wówczas rozumienie teraźniejszości nie jest możliwe”. Ogólny proces przetwarzania i odtwarzania bodźców stanowi istotę pamięci – by zmieniła się ona w pamięć psychologiczną, musi zachodzić w nas proces szczególny, ale najogólniej rzecz ujmując, to właśnie ten proces stanowi dominantę naszego myślenia i naszych działań, naszego życia. Proces szczególny, skupiony na szczegółach, zawsze błahych, nawet gdyby nam się wydawało, że istotnych i dla nas, i w ogóle.

 

     Jasna świadomość. „Jasna świadomość nie jest ciągłym powtarzaniem sobie muszę być świadomy, to byłoby tylko pamięcią. Jest pełnią ogarnięcia i poznania jakiegoś zjawiska, co jest możliwe wyłącznie wtedy, gdy umysł nasz nie jest zamknięty przez ciasne opłotki przesądów, ani spaczony przez różne pożądaniem stworzone wyobrażenia. Według mnie nie ma wyższej i niższej świadomości; wszelka świadomość jest uświadamianiem sobie odrębności swego ja, więc jest ograniczeniem”.

 

      Egocentryzm. „Egocentryzm jest dysharmonią, zaplątaniem, pogonią za fikcyjnymi wartościami. Właśnie egocentryzm opiera się na pamięci; najwięcej myślimy o sobie, gdyśmy zahamowani, gdy coś nam przeszkadza, staje na drodze, uwiera, a zdając sobie sprawę z przyczyny tej przeszkody, zaczynamy zmagać się z nią i walczyć; stąd zespoły wspomnień, oporów, przeszkód i tarć, które nazywamy sobą, naszą osobowością. Spróbujcie poobserwować, jak myśl idzie za jakimś wyobrażeniem lub wspomnieniem, jak przypomina sobie ze wszystkimi szczegółami jakieś zdarzenie, którego nie przeżyła do końca, nie zrozumiała w całej pełni, a tym samym, jak stwarza przeszłość. Gdy nie ogarniamy i nie pojmujemy jakiegoś doświadczenia, ono trzyma się nas niejako i wciąż staje nam w pamięci, póki go nie zrozumiemy, a to stwarza więzy czasu”. Więzy czasu, naszego czasu, który aż prosi się o slogan reklamowy: CZAS NA WIĘZY!

 

                                                                 Cdn.

08:09, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 lipca 2010
Droga czereśniowa

     Dzisiaj w samo południe, w Zdyni koło Gorlic, nastąpi uroczyste rozpalenie Łemkowskiej Watry, już XXVIII, która będzie płonęła aż do godziny 19 w niedzielę, kiedy równie uroczyście zostanie zgaszona, powinienem więc jakoś ten fakt uczcić. Nie beznadziejną próbą rozwikłania jednej z dawnych łemkowskich zagadek, serwowanych przez organizatorów Watry, choćby tej: Iszła baba z hir, nesła na sobi sto skir, ponieważ nie mając słownika łemkowsko-polskiego mogę jedynie się domyślać, że chodzi o babę, która zeszła z gór mając na sobie sto skór, ale co to oznacza, nie wiem, mimo iż z mego życiowego doświadczenia wynika, że każda baba ma na sobie co najmniej sto skór! Mogę jednak zrobić wyłom w rozmowach z Krishnamurtim – i kolejny odcinek zamieścić dopiero po wygaszeniu Watry, czyli w poniedziałek, i tak uczynię. Oczywiście już dawno przekwitły drzewa przy Drodze Czereśniowej, które w tym roku obrodziły znacznie gorzej niż przed rokiem – w dodatku ptasie rabusie chyba się zmówiły, żebym nie pokosztował żadnego dojrzałego owocu, bo gdym tam dotarł przedwczoraj, to nie zastałem nic, znikły nawet te czerwonawo-poczerniałe. Nic to, poczekam do następnego roku, tym bardziej że w tym poście nie o zjadanie garściami pysznych połemkowskich czereśni przecież chodzi!

 

     Droga czereśniowa powstała przy drodze, którą jeździli kiedyś deszneńscy (doszneńscy) Łemkowie. Przed ich wypędzeniem rosły tam wprawdzie czereśnie, co widać po niektórych pniach, ale z pestek owoców, które zjadały tylko ptaki, wyrosło po obu stronach potoku mnóstwo młodych czereśni. Gdy one wszystkie zakwitają jednocześnie, to odnosi się wrażenie, że cały potok kwitnie! A gdy ich owoce zaczynają dojrzewać – to tylko chodzić tamtędy, zrywać, jeść i śpiewać łemkowskie pieśni, które na pewno są w nich zaklęte. Mimo iż Łemkowie zabrali je ze sobą, odchodząc stąd na zawsze. Ale dużo, dużo wcześniej, gdy wyjeżdżali za chlebem do Hameryki, też je ze sobą zabierali, a ci, którzy pozostali tam na stałe, starali się utrwalić je nie tylko w swoim sercu...

     Najbardziej wzruszającym przykładem tego, o czym teraz mówię, był pewien Łemek wprawdzie nie z Deszna (Doszna), lecz z Wołowca (Volovca) koło Gorlic,  mieszkający po roku 1912 właśnie tam, za Wielką Wodą. Zwał się Stefan Szkymba. Jeżdżąc jako motorniczy tramwajami po Brooklynie nie nucił jednak pod nosem nawet bluesowych kawałków, które w przeciwieństwie do cukierkowatych amerykańskich szlagierów na pewno musiały być mu jakoś bliskie, lecz łemkowskie pieśni, a stojąc na końcowych przystankach wybijał nogami rytmy jedynej muzyki, która mu w duszy grała aż do śmierci, tam, pośród szumiących traw na Magurze Małastowskiej i kołyszących się jodeł zbiegających ku potokom, których nic nie mogło przesłonić nawet w sensie dosłownym, gdyż zabudowa Brooklynu była wtedy niska, a prowadzone przez niego tramwaje nie przekraczały Brooklyńskiego Mostu, za którym widniały manhattańskie drapacze chmur.

 

                        

                                Wołowiec (dawniej Volovec)

 

     Jakie piosenki nucił? Zapewne Naszy hory duże posmutnyły i być może Jakem iszoł z Ameryki do domu, ale tej ostatniej, nawet jeśli ją znał, na pewno nie lubił, ponieważ takich marzeń wolał w sobie nie wywoływać. Ale jakieś marzenia musiał przecież w sobie pieścić, bo inaczej by w tym mieście, rozległym jak beskidzkie połoniny, zwariował już po kilku latach, kręcąc korbkami do upadłego i nie mogąc do nikogo zagadać, gdyż duży napis dużymi literami (taki jak u nas na tramwajach Lilpopa z tej samej epoki), umieszczony tuż nad przednią szybą, głosił:  NIE ROZMAWIAJ Z MOTOROWYM, GDYŻ MOŻESZ SPOWODOWAĆ WYPADEK!, ten w Hameryce oczywiście w języku hamerykańskim.  Można by rzec, że właściwie miał jedno marzenie, które zrealizował dopiero w maju 1928 roku, gdy wydawnictwo OKehElectric, gdzie nagrywali między innymi Duke Ellington czy Luis Armstrong,  wydało płytę zatytułowaną Łemkowskie wesele.

     Dzięki Walterowi Maksymowiczowi, który od połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia propaguje kulturę łemkowską na wszelkie możliwe sposoby, dowiedzieliśmy się o istnieniu Stefana Szkymby, prostego chłopa z Wołowca, który musiał doskonale wiedzieć, że płyty z muzyką łemkowską mogą pomóc jego rodakom zagubionym w tym wielonarodowym i przepastnym mieście zachować tożsamość narodową, skoro temu zadaniu poświecił wszystkie siły, myśli i uczucia. Nie był jednak szowinistą, bo na kilkudziesięciu krążkach nagranych przez jego kapelę w latach 1928-1930 dla OKehElectric, znalazła się również ludowa muzyka polska oraz melodie cygańskie, z udziałem kilkunastu muzyków ludowych polskiego pochodzenia oraz dziesięciu Cyganów. I gdyby nie Wielki Kryzys lat trzydziestych tych krążków byłoby zapewne co niemiara, a jego niewielkie mieszkanko nadal trzęsłoby się w posadach od prób przed kolejnymi nagraniami.

     Ten pierwszy krążek, skromny singiel z trzema minutami muzyki po obu stronach, kosztował pięćdziesiąt dolarów, które z własnej kieszeni musiał wyłożyć Szkymba, a zarabiał wtedy zaledwie dolara dziennie, tak jak i ci, którzy ten krążek później nabyli za kilkadziesiąt centów, a przecież dla wysłuchania tego krążka musieli dodatkowo zakupić gramofon na korbkę. Mimo to rozszedł się on w nakładzie aż tysiąca egzemplarzy. Zapamiętajmy jeszcze, że w składzie tej historycznej kapeli znalazły się również dwie Łemkinie, Jewdokia Dolyna z Królowej Ruskiej i Rozalia Bybel z Banicy. I pomyślcie – żaden Kolberg, żaden inteligent-chłopoman nie wspierał tych ludowych grajków, przeto rozumiem doskonale satysfakcję Stefana Szkymby, z konieczności także etnografa, który wieczorami, po całym dniu wyczerpującej pracy, spisywał pieśni Łemków, Polaków, Cyganów, narodów od dziada-pradziada  żyjących obok siebie zgodnie na Łemkowszczyźnie, gdy pisał: „Ot, co jest wielkie!” Działalność swoją zakończył nakręceniem czarno-białego filmu dokumentalnego z zapisem łemkowskiego wesela… [Już po opublikowaniu tego postu otrzymałem od pana Waltera Maksymowicza kopię oryginalnych nagrań przyśpiewek weselnych w wykonaniu kapeli Stefana Szkymby z owego pierwszego krążka – ich jakość, dzięki współczesnej inżynierii dźwięku, jest zdumiewająco dobra!]

      Rozmyślając nad tym wszystkim, z duszą przepełnioną tym weselem, szedłem pewnego dnia drogą czereśniową w śpiewie skowronków, bo szpaki nawiedzają to miejsce dopiero po zaczerwienieniu się owoców, i ujrzałem Stefana Szkymbę, bardzo zafrasowanego, jakby był świątkiem przydrożnym, zadumanym nad losem innych Szkymbów pozostałych w kraju, choćby tego Łukasza z Banicy, który w czasie okupacji hitlerowskiej utworzył duży oddział partyzancki działający w okolicach Przełęczy Małastowskiej. W latach 1942-1943 dał się on mocno we znaki nie tylko Niemcom, ale także ukraińskim siczowcom, póki nie zginął w zasadzce między Świeżową Ruską a Bartnem. Usłyszałem w liściach podwójne westchnienie, bo Ewka Szkymba wróciła z obozu w Oświęcimiu ze zniszczonym zdrowiem. Eh, przydałby się Epitafiusz Drobniak, czyli Nikifor Krynicki, żeby tę tragedię wymalować, bo ten Andryj Worhoła, czyli sławny Andy Warhol, syn łemkowskich emigrantów z Preszowszczyzny, trochę za trudny w odbiorze, no ale pozostaje łemkowska muzyka, która potrafi wyrazić wszystko i zawsze! Właśnie tę muzykę usłyszałem tamtego dnia na Drodze Czereśniowej, w której dominowały najważniejsze dla łemkowskiego muzykowania huśli (gęśle) i basy…  

 

                

                              Kapela Drewutnia

10:58, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 lipca 2010
Rozmowy z Krishnamurtim (cz. 76)

     Myśl a czyn. „Przez podleganie autorytetom zamknęliście drogę dla myśli indywidualnej i niezależnej, a jednocześnie w czynie pozostajecie bezwzględnie indywidualistyczni; w świecie duchowym myśl wasza jest jako jagnię bierna, ale jest strasznym krwiożerczym zwierzęciem w zakresie czynu. A ja mówię, że trzeba ten proces odwrócić – wspólnie pracować dla ogólnego dobra, ale myślowo pozostawać w zupełnej swobodzie, być integralnie samotnym, aby móc odkrywać Prawdę”. Ma to być zatem samotność uwarunkowana zachowaniem pełnej integralności wewnętrznej, tak jak miłość, która bez zachowania takiej integralności jest najczęściej miłością własną czyjąś, nawet jeśli pozornie naszą.

 

     Myśl a wyobrażenie. „Pomiędzy myślą a wyobrażeniem jest ogromna różnica. Idea, pojęcie jest zazwyczaj zatrzymaną w ruchu treścią myślowo-wzruszeniową, skonkretyzowaną przez naszą osobistą reakcję, zaś myślo-czucie jest wciąż płynącym potokiem niczym nieograniczonym i pozbawionym osobistych reakcji. Jest nieprzemijającą substancją Prawdy. Ale ponieważ umysł nie jest zdolny żyć w szerokim prądzie, przeto od razu wydziela i konkretyzuje idee i tworzy wyobrażenia. Pytacie, czy trzeba się uwolnić i od moich idei, ale ja wam idei nie daję. Przyzwyczajeni jesteście do systemów, filozofii, konkretnych wyobrażeń, w które myśl wasza może się owinąć, i to nazywacie życiem. A ja nie daję wam żadnego systemu; ja mówię wam tylko o życiu, w którym jest wciąż obecny płomień żywych, intensywnych myślo-czuć. Nie daję wam idei, mówię o giętkości myśli i uczuć, aby móc żyć w harmonii wiecznie odnawiającej się ciszy”.

 

     Myśl a uczucie. „Rozdzielacie życie na świat myśli oraz świat wzruszeń i uczuć. Gdy uczucia i myśl są pełne dysharmonii, stanowią przeszkodę do wyrażania się w prostym i zharmonizowanym czynie, stąd konflikty i rozterki. Jeśli szukacie pokrzepienia i pociechy, znajdziecie je, a jeśli rozglądacie się za bodźcami myślowymi, na pewno je napotkacie. Ale pełni życia nie znajdzie się w pokrzepieniach emocjonalnych ani pobudzaniu myśli różnymi wrażeniami; pełnia jest tylko w doskonałej harmonii obu – uczucia i myśli. Gdy mówię do moich słuchaczy, czuję wszystko żywo, myśl i odczuwanie stanowią dla mnie jedno, gdyż zatraciłem różnicę pomiędzy wzruszeniem a tym, co nazywacie myślą. Aby się to stało, trzeba wpierw być świadomym tej różnicy w sobie, trzeba wyraźnie poznać, że myśli nasze płyną niezależnie od uczuć, a uczucia powstają niezależnie od myśli, czyli trzeba zdawać sobie w pełni sprawę z naszego wewnętrznego świata. W tym płomieniu świadomości jest całkowita samotność, a gdy odkrywamy tę samotność, która jest zarazem ekstazą, wówczas myśl i uczucia zatracają swoje specyficzne odrębności. Wówczas jest w tym, gdy myślimy i zastanawiamy się, i uczuciowe napięcie świadomości, a gdy coś gorąco czujemy, stanowi to również i myślowe jasne widzenie. Wówczas rozum i serce się jednoczą – czuć znaczy również myśleć, a myśleć to i czuć. Rodzi się wówczas żywa, intensywna świadomość, skupienie, zestrzelenie energii, podobne do tego, jakie widzimy w roślinach, kwiatach. W tym skupieniu jest nieskończoność”. Widzieć jasno w zachwyceniu. Byłem jeszcze bardzo młodym człowiekiem, gdym tak zatytułowany szkic Jana Błońskiego o twórczości Prousta czytał z absolutnym przekonaniem, że jedynie tak będę pragnął widzieć. A teraz mogę z absolutnym przekonaniem jedynie powiedzieć, że nadal pragnę…

 

     O harmonii uczucia i myśli w czynie. „Czyż czyn nie jest również myślą? Czy myśl nie jest także czynem, wszak jest ona ruchem. Nie można działać bez udziału myśli. Wiem, że wielu ludzi działa bezmyślnie, ale wówczas ich czyn nie jest ani harmonijny, ani wartościowy. Ale zazwyczaj myślimy bez udziału uczucia, czyli stwarzamy nowy, oddzielny od działania czynnik, dzieląc życie na trzy odrębne czynniki: myśl, uczucie i czyn. Dlatego pytacie, czy czyn jest ruchem fizycznym, czy też jest myślowy lub uczuciowy. Dla mnie te trzy czynniki są jednym; myśleć, czuć, czynić – to jedno”.

 

                                                            Cdn.

09:54, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 lipca 2010
Rozmowy z Krishnamurtim (cz. 75)

     Wyrzeczenie. „Dla człowieka, który prawdziwie rozumie, dla serca, które jest pełne po brzegi, nie istnieje poświęcenie. Myśl, którą stać na rozumienie dzięki najróżnorodniejszym doświadczeniom, serce, które jest pełne, bo jest do głębi zakochane w życiu, nie mogą się niczego wyrzekać. I nie może wyrzekać się człowiek, który widzi wieczyste, bowiem ta światłość prowadzi go ku rozpoznawaniu, co jest istotne, a co nim nie jest”.

 

     Służenie innym. „Pracować, służyć jest rzeczą naturalną, piękną, ważną; ale służyć nie posiadając rozumienia, pragnąc narzucić swą własną myśl innym, to nie służenie, to tylko przeszkadzanie. Jeśli będziecie żyć prawdziwym rozumieniem, będziecie także i pracować, i służyć. Ale jeśli tylko oddajecie się pracy, bo chcecie sami zapomnieć się, zagłuszyć, ujść od krytycznego badania siebie, nie będziecie mogli żyć prawdziwie. Jeśli się żyje prawdziwie, tym samym się służy…”

 

     Kolektywna wola. „Cała cywilizacja współczesna dąży do urobienia nas na pewną modłę. A ja mówię, że trzeba być całkowicie wolnym od tej kolektywnej woli. Trzeba, abyście się stali sami dla siebie światłem, a wtedy zniknie lęk porażki, oczekiwanie na sukces. Mieć wzór, iść za ogólnym standardem to jest klęska, ale żyć samemu intensywnie – porażką nigdy nie jest; jest to bowiem ciągłe poznawanie, w którym nie ma autorytetu, nie ma mistrza ani ucznia…”

 

     Krishnamurti mówi. „Proszę was – nie uczyńcie ze mnie waszego niszczyciela, a staje się to, ilekroć powtarzacie: Krishnamurti mówi. Chciałbym, abyście sami żyli pełnią, abyście poznali samodzielnie ekstazę życia; nie tego, które tętni pod wpływem bodźców z zewnątrz, lub własnej ułudy, ale tego, które jest radością z nieustannego zgłębiania i rozumienia coraz to nowych warstw własnej świadomości”. Po tym Krishnamurti mówi słyszę natychmiast Tako rzecze Zaratustra – dwa głosy, ale jakże inne! Twoje rozmowy są bowiem dla wszystkich i dla każdego, a książka Fryderyka Nietzschego jest zgodnie z wprowadzonym przez niego podtytułem dla wszystkich i dla nikogo. Twoja radość poznania i jego rozpacz poznania, choć obaj osiągnęliście jego pełnię, z tym że Nietzsche poszedł jeszcze dalej, dalej i dalej, aż do kresu rozumienia – i obłędu…

 

                                                                   Cdn.

08:29, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 lipca 2010
Rozmowy z Krishnamurtim (cz. 74)

     Wiedza a mądrość. „Wiedza a mądrość to dwie różne rzeczy. Wiadomości o faktach, choćby wciąż się rozszerzały i wzbogacały, są przez samą swą naturę skończone, ograniczone, zaś mądrość jest nieskończona. A wy bierzecie jedną gałąź drzewa i sądzicie, że przedstawia jego całość. Ale wiedza o jednej gałęzi nie da wam poznania prawdziwej radości i prawdy życia. Życie jest harmonią rozumu i serca. Myśli, wola, pragnienia, namiętności, wrażenia, uczucia, upodobania i wstręty – stanowią zaledwie początek świadomości. Co rozumie się zwykle pod słowem mądrość? Twierdzę, że mądrość nie ukrywa się w książkach, nie zależy też od ilości posiadanej wiedzy. Mądrość jest czymś samorzutnym, rodzi się z życia, nie ma nic wspólnego z teoriami, ani jakimikolwiek intelektualnymi zdobyczami.

     Można studiować wszystkie księgi świata – ze świętymi włącznie – i wyciągnąć z tych studiów zgoła fałszywe pojęcie o mądrości; trzeba samemu ŻYĆ, aby ją poznać, a wy nie żyjecie, tylko zgarniacie kurz z książek i nazywacie to mądrością. Można nie znać ani jednej księgi, nie zgłębić ani jednej teorii, a być człowiekiem do cna, co się równa poznaniu całej mądrości wieków. Obawiam się, że większość z was woli martwe teorie, aniżeli życie. Więcej was interesuje to, co się stanie z wami po śmierci, aniżeli to, co jest tutaj, teraz, dziś, przeto myśl wasza jest przytłumiona, stępiona spekulacjami, nie umiecie już żyć twórczo i bezpośrednio. Mądrość jest jak płynąca rzeka, nie można jej uchwycić, ani zatrzymać; jest ona tym samym, co prawdziwa inteligencja, a ta jest zdolnością rozpoznawania istotnych wartości. Widzieć jasno prawdziwą wartość każdej rzeczy może tylko ten, kto nic nie zdobywa, za niczym nie goni, do niczego się nie dostosowuje”. Aż korci mnie, by w tym miejscu powiedzieć: tak mówi także Tao, które wprawdzie może prowadzić do doskonałości, ale jest przecież ukryte. Jak mądrość. Wraz z jej obecnością w nieobecności, dźwięcznością donośną, lecz niesłyszalną, bezkształtnością wielkiego kształtu…

 

      Intelekt a inteligencja. „Jest ogromna różnica między intelektem a inteligencją; pierwszy to myśl działająca niezależnie od uczucia, natomiast nieodłącznym atrybutem drugiej jest zarówno zdolność myślenia, jak i żywego odczuwania. Wychowanie współczesne rozwija intelekt, przedstawiając coraz to nowe koncepcje życia, coraz więcej rozmaitych teorii, ale pomija zupełnie harmonizujący czynnik uczuć. Toteż rozwinęliśmy przebiegły intelekt, który uchyla się sprytnie od niepokojących zagadnień, zadowalając się tłumaczeniami, jakie przedstawiają naukowcy i filozofowie. Intelekt można łatwo zadowolić niezliczoną ilością wywodów i spekulacji, ale inteligencji one nie wystarczają, bowiem tylko całkowite zjednoczenie myśli i serca w działaniu może dać prawdziwe rozumienie.

      Życie jest prawdziwą inteligencją, czyli szczytem tego, co jest istotne i ważne. Intelekt paczy miłość, a czyniąc go czystym i doskonałym przez inteligencję – wyzwalamy miłość. Bowiem miłość sama w sobie nie zna podziałów ja i ty, będąc sama swoim podmiotem i przedmiotem. Nie jest ona wrażeniowością, która polega na przyciąganiu i odpychaniu, ani emocjonalizmem, który opiera się na bodźcach z zewnątrz. Gdy intelekt zostaje niejako wchłonięty i spłomieniony przez serce, nastaje harmonia i dopiero wówczas następuje całkowite urzeczywistnienie się życia, które jest szczęściem, absolutną, samowystarczalną pełnią, wewnętrzną, nieustannie odnawiającą się ciszą…” Kiedyś myślałem, że intelekt może spłomienić wyłącznie serce gorące, pełne żaru – nic bardziej błędnego, gdyż lód też potrafi eksplodować, jeśli kryje się pod nim, jak pod wieczną zmarzliną, coś wybuchowego, coś, co w każdej chwili może buchnąć płomieniem, byle nie bezpłodnym, co wszystko w szary popiół umie tylko zmienić!

 

                                                                   Cdn.

08:36, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 lipca 2010
Rozmowy z Krishnamurtim (cz. 73)

     Metafizyka. „Może niektórzy moi słuchacze myślą, że to, co mówię, jest filozofią lub metafizyką; tak nie jest, nie obchodzi mnie metafizyka”. Mnie natomiast zawsze ona bardzo interesowała – nie w znaczeniu metafizycznego spokojnego życia jak z tytułu głośnego obrazu Carla Carra, gdzie nieokreśloność i niekonkretność roztapiają się w ponurej szarości, lecz takiego, które ustawicznie wstrząsane jest przez metafizyczne dreszcze; życia jakże jednak dalekiego od postulowanej przez ciebie normalności.

 

     Normalność. „Może najważniejszą rzeczą dla odkrycia Prawdy jest prostota; trzeba się stać normalnym, zdrowym, a większość z was nie jest ani zdrowa, ani normalna. Być normalnym to według mnie być wolnym od lęku, od oszukiwania siebie, od żądz i chciwości, to widzieć siebie takimi, jakimi jesteśmy, a nie takimi, jakimi chcielibyśmy być, lub mamy nadzieję być kiedyś, lub jakimi byliśmy niegdyś. Według mnie w teraźniejszości skupia się i zestrzela cały czas. Wszak teraz coś was boli i teraz możecie się od cierpienia wyzwolić. Więc trzeba przede wszystkim znać siebie takimi, jakimi jesteśmy w teraz, z całą naszą słabością, pożądaniem, niechęcią, namiętnością, okrucieństwem, rozterką; jest to pierwszy, a nieodzowny krok…”

 

     Zbędny balast. „Będąc sami chciwi, stwarzacie współzawodnictwo na świecie, powiększacie chaos i zamęt; jesteście namiętni i żądni, i tym samym zwiększacie okrucieństwo na świecie; żywicie wstręty i nienawiści, więc przybliżacie walki i wojny; lubujecie się w swej własności i w posiadaniu, odgradzając się od innych, dlatego istnieją nacjonalizmy, granice i przegrody między ludźmi. I z tym całym balastem próżności, żądz, zaborczości, chciwości chcielibyście znaleźć i urzeczywistnić to, co jest najpiękniejszym kwiatem, szczytem wysiłku i życia. Wpierw postarajcie się być normalnymi ludźmi, mającymi proste, normalne radości. Zrozumiejcie własne szczęście i cierpienie; spróbujcie zdać sobie sprawę z waszych lęków, które skłaniają was do szukania otuchy i pociechy poza sobą. A gdy raz to uznacie, odrzućcie tę chęć, ten głód pokrzepień i całą uwagę zwróćcie na wyzbycie się strachu, zamiast go głęboko ukrywać, nie przyznając się doń nawet przed sobą.

     Jak dotychczas całą uwagę kierujecie na szukanie pokrzepienia, otuchy, pociechy, więc macie swe kulty, religie, ucieczki. Spróbujcie odkryć, jakich ideałów i własności nie pragniecie posiadać. Poznając, czego nie chcecie, co jest wam zbędne i niepożądane, eliminując to, oswobodzicie myśl od balastu i łatwiej wam będzie rozpoznać, co jest istotne, a to jest zawsze tu, w teraz. Nie starajcie się mieć jakiegokolwiek określonego pojęcia o ostatecznym i nie stosujcie go do tego, co przemija, raczej starajcie się właśnie to przemijające zgłębić i ogarnąć. Wieczyste jest również i przemijającym, nie jest od niego oddzielnie, daleko. Nieskończone jest i w skończonym obecne. Czyli pełne ogarnięcie znaczenia jakiegoś doświadczenia jest tu, w chwilowym, przemijającym doznaniu. Spróbujcie zastanowić się, czego nie chcecie, od czego pragniecie być wolni, a zbliży was to do prawdziwego rozumienia”.

 

                                                 Cdn.

05:10, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 lipca 2010
Rozmowy z Krishnamurtim (cz. 72)

     Wierzący i niewierzący. „Z mego punktu widzenia i jedni, i drudzy żyją w ułudzie, a to, co stwarza ułudę, jest ograniczeniem naszej umysłowości w jej egocentryzmie, który uniemożliwia pełne zrozumienie każdego doznania. Chcąc znaleźć ostateczną Prawdę nie można ignorować tego świata, a szukać jej w innym, ale nie można też nie uznawać żadnego innego, a szukać jej tylko tu w świecie widzialnym; trzeba mieć w sobie tę wspaniałą równowagę i myśli, i uczynków, bo tylko dzięki niej rodzi się prawdziwe rozumienie istotnych wartości życia, ludzi czy rzeczy”.

 

     Miłość bezosobista. „Najczystsze wzruszenia są bezosobiste. Jeśli kocham kogoś prawdziwie głęboko, jestem bezosobisty, bo prawdziwa miłość jest sama w sobie pełnią. Ale to, co się zwykle nazywa miłością, jest jeno powierzchniowym, płytkim wzruszeniem, uzależniającym samo swe istnienie od innych. Jeśli trzymamy się uporczywie jednej osoby i od niej uzależniamy całe swe szczęście, wówczas będziemy drżeli z lęku, by jej nie utracić, czy to przez śmierć, czy odwrócenie jej uczuć ku innym. Miłość tak osobowa, z całą swą zaborczością, obawą, zazdrością, żądzą i wymaganiami, stwarza nieuniknienie zasłonę między nami a osobą kochaną. Cały ból miłości wynika z odczuwania tej oddzielającej zasłony; a miłość prawdziwa, ta, co jest sama w sobie pełnią, jest od wszelkiego bólu wolna. W naszym dążeniu do pełni dajemy prosto i naturalnie tę samą swobodę osobie kochanej w jej dążeniu do tego samego”.

 

     Miłość prawdziwa. „Miłość prawdziwa nie zna odrębności ludzi ani rzeczy, nie zna przedmiotu i podmiotu, jest wolna od odgraniczającej świadomości siebie. Nie troszczcie się o kochanie wszystkich ludzi. Prowadzi to do obłudy, do urojeń i sztuczności. Ale jeśli będziecie żyć intensywnie, w pełni świadomości, samo to intensywne napięcie życia wytworzy bezosobistość, a ta nie jest obojętnością, lecz właśnie miłością”.

 

     Śmierć. „Dla mnie zasadniczo nie istnieje śmierć, bowiem narodziny i śmierć są tym samym dla człowieka, który zjednoczył się z wiecznością, jaką jest życie. Mówienie o życiu po śmierci nie odsłoni wam nieskończoności. Czy będę istnieć w jakiejś innej sferze po śmierci? Czy znów powrócę na ziemię? Itd. Wszystkie te pytania dyktuje chęć przedłużenia siebie w czasie. Według mnie ta oddzielność samoświadomości jest ułudą, a wieczystość i pełnia życia mogą się objawić, gdy ta ułuda znika. Według mnie zjednoczenie z wiecznym, w swobodzie od trwania ja w czasie, jest nieśmiertelnością; oczywiście nie jest to złudne trwanie samoświadomości indywidualnej, lecz jest to nieśmiertelność życia, które jest ponad wszelką indywidualnością. Im więcej się zastanawiacie nad śmiercią i co po niej nastąpi, tym mniej wychodzicie naprzeciw życiu, które jest wieczyście w teraz. Aby zrozumieć to wieczyste teraz, trzeba żyć intensywnie, gorąco, silnie, i nauczyć się wnikać w treść każdego zjawiska, każdego przeżycia. A gdy poznacie istotną wartość rzeczy każdej, wszystkie drobniejsze zagadnienia znikną same przez się”. Nieśmiertelność życia jako przeciwstawienie tego, co absolutnie błędnie nazywamy „śmiercią” w strachu przed wiecznością, cóż z tego, że nie naszą w sensie jednostkowym!

 

                                                 Cdn.

06:25, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 lipca 2010
Rozmowy z Krishnamurtim (cz. 71)

     Egoizm a lęk. „Zasadniczą przyczyną lęku jest egoizm. Psychika, w której odbywa się nieustanny konflikt pomiędzy moje a twoje, pomiędzy różnymi przeciwieństwami z owego konfliktu wynikającymi – jak przemożna chęć zdobywania i gromadzenia czy nagła chęć wyrzeczenia i ubóstwa – nie może się rozprężyć, a więc i prawdziwie odpoczywać. Jest wciąż w wirze własnych wyobrażeń, które mogą stwarzać przeróżne lęki. Ale żarliwe pragnienie obserwowania siebie i uwolnienia się od naszej małej osobowości rodzi taki płomień samopoznania, iż ten wiedzie nas wprost do pełni życia, w której wszystkie lęki znikają”.

 

     Przetwarzanie siebie. „Używając słów przetworzyłem siebie, chciałem powiedzieć, że poznałem ostateczną Prawdę i że dzięki temu mój stosunek do życia zupełnie się zmienił. Istotnie, przeistoczyłem się i nadałem inny kierunek całemu memu życiu – przez wolność od ja. Nie uważam bynajmniej, abym był boski; celem życia każdego człowieka jest, według mnie, pełnia. Dopiero gdy się ją urzeczywistni, jest się prawdziwym człowiekiem. Tym jestem. Chcąc dojść do urzeczywistnienia tej pełni, nie starajcie się myśleć o tym, co jest ostateczne i najwyższe, lecz spróbujcie rozumieć to, co jest; rozumiejąc najbliższe, bezpośrednie, zrozumiecie i ostateczne…”

 

     Za lub przeciw. „Wiem, że być za czymś lub przeciw czemuś jest rzeczą ogromnie podniecającą dla naszej umysłowości, że znajdujemy w tym żywy impuls i bodziec do czynu. Ale być za lub przeciw czemuś jest tylko uleganiem powierzchniowej wrażeniowości, a ludzie tak lubią i chcą być wciąż za lub  przeciw: ideom, pojęciom, organizacjom, lub swoim bliźnim. Wcale wam nie mówiłem, abyście powstawali przeciw czemuś, tym mniej, abyście szli za mną; mówię wciąż o rozumieniu Prawdy, o wniknięciu w samą istotę życia”.

 

     Samotność. „Myśl wasza tworzy się z kolektywnych i indywidualnych reakcji, a chcąc przekonać się, co właściwie sami myślicie, trzeba poznać samotność, trzeba stać się światłem dla samego siebie. Oczywiście nie oznacza to wcale izolującego się i zarozumiałego egoizmu. Samotność to oswobodzenie umysłu od wszelkich przesądów, przekonań, opinii, liczenia na korzyści; tylko w takiej samotności może jawić się Prawda. Trzeba umieć być w samej swej istocie samotnym, ta samotność jest właśnie prawdziwą indywidualnością. I z tego poczucia pełnej indywidualności rodzi się od niej wolność. Trzeba się stać samemu sobie prawem, aby się od wszelkiego prawa wyzwolić. Odkrycie swej jedynej indywidualności, czy swoistości, jest samotnością. Ale na to, aby dojść do samotności, która jest kwintesencją bogatej samowystarczalnej pełni, trzeba mieć za sobą silne postanowienia, szerokie idee, mocne przekonania, wielkie koncepcje; w przeciwnym razie samotność będzie pusta i uboga, będzie tylko ucieczką i lękiem przed walką i twórczym wysiłkiem. Natomiast z chwilą dojścia do niej, wnosimy ład w ten świat chaosu, i choć stajemy się w swej samotności pełną indywidualnością, zatracamy wszelką jej wyłączność i jesteśmy jak wiatr, który leci, a nie ma miejsca spoczynku; jesteśmy jak wody, które napełniając każde naczynie przybierają jego kształt”. Musimy żyć w mroku, by z niego wyjść i stać się światłem dla samego siebie – światłem rozświetlanym przez owe wszystkie mroki, z których najmroczniejsza wydaje nam się samotność, zazwyczaj jakże daleka od tego, by stać się kwintesencją samowystarczalnej pełni.

 

     Pełnia. „Pełnia istnieje w każdym, ale człowiek szukając jej wpada w sieć ułud i stwarza sobie ideał poza sobą. Przyczyną owego rzutowania na zewnątrz tego, co istnieje w nim samym, jest jego własny egocentryzm, tak silny, że stwarza oddzielność. I z tego poczucia oddzielności rodzi się pragnienie wielbienia czegoś poza sobą, i powstają rozmaite organizacje – stowarzyszenia, związki wyznaniowe czy partie, które mają was prowadzić do Prawdy, bo szukacie Prawdy wszędzie, byle nie w sobie. Pełnia istnieje w każdej rzeczy, a zatem i w każdym człowieku. Pełnia, czyli życie w całej swej potencjalnej mocy i wieczności. Jest to początek i koniec wszelkiego szukania. I tylko w tym jest nieśmiertelność. Ten stan jest podobny do naciągniętych strun skrzypiec; jeśli się chce grać, struny muszą być odpowiednio naciągnięte, ani za luźno, ani za mocno, lecz w sam raz, żeby życie mogło z nich wydobyć najpełniejszy dźwięk”.

 

                                                                 Cdn.  

07:48, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 lipca 2010
Rozmowy z Krishnamurtim (cz. 70)

     Dobro i zło. „Twierdzę, że z punktu widzenia Życia–Wyzwolenia, które jest szczytem i wypełnieniem wszystkich doświadczeń, nie istnieje dobro ani zło, niebo ani piekło, a ponieważ obchodzi mnie samo Życie, nie zaś  to, co jest ciasne i ograniczone, przeto nie ma dla mnie zła; to jednak bynajmniej nie oznacza, że nie istnieje ono dla tych, którzy są pogrążeni w ograniczeniach zwykłego życia”.

 

     Moralność. „Jest bardzo wielu moralnych ludzi na świecie, do czegóż jednak dochodzą? Do niczego. Wolałbym raczej być wielkim grzesznikiem, aniżeli żyć podług ciasnej zwyczajowej moralności. Od chwili, gdy zdobywamy rozumienie Życia, moralność jako taka przestaje istnieć, znajdujemy się bowiem w samym środku wielkiego potoku rozumienia, który sam przez się jest najwyższą moralnością”.

 

     Ideały. „Ideały stały się również subtelną formą egoizmu. Dopóki trzymacie się złudnej ciągłości waszego ja, musicie mieć jakiś ideał, aby owo ja utrzymywać, a że ono samo jest ułudą, nieprawdą, gdyż nie posiada istotnego bytu, przeto i ideał staje się fałszem, zaprzeczeniem Prawdy. Przeciwstawianie jednej skrajności drugiej, czyli zwalczanie czegoś przez jego przeciwieństwo, jest bezcelowe; to właśnie miałem na myśli, mówiąc, że ideały paczą życie. Wszędzie wokół możecie dostrzec ludzi mających wysokie ideały i usiłujących dostosowywać do nich swoje życie, po prostu dlatego, że obawiają się własnego egoizmu i mają nadzieję, iż wyznawanie jakiegoś wzniosłego ideału pomoże im w opanowaniu tego samolubstwa. Czyli ideał zmienia się w swoje przeciwieństwo, a ludzie przy naginaniu się do niego zubożają i pomniejszają swe życie, zatracają całą prostotę i świeżość żywego odczuwania, wysuszają wzruszenia i wrażliwość. Toteż mówię: bądźcie wolni od wszelkich ideałów, jeśli chcecie zdobyć prawdziwe samopoznanie…”

 

     Krańcowości. „Mamy zawsze tendencję wpadania z jednej krańcowości w drugą, to znaczy będąc chciwym, chcemy się pogrążyć w wyrzeczeniu, a nie chodzi ani o jedno, ani o drugie, chodzi o sumienne poddanie siebie próbie, co wymaga dużej rzetelności, by przekonać się, czy jesteśmy naprawdę przywiązani do bogactwa, czy do ubóstwa. To pragnienie stwierdzenia prawdy zrodzi nowy stan: zupełnej bezinteresowności, wolności od obu skrajnych przeciwieństw…”

 

     Nacjonalizmy. „Nauka nie przełamie waszych ciasnych szowinizmów, nie uwolni was od rasowych nienawiści i nie uczyni was prawdziwie ludzkimi. Ale jeśli będziecie szukać rzetelnie Prawdy, staniecie się wolni od granic i opłotków, od nacjonalistycznych idei, od ułudy ja rozszerzonego i gloryfikowanego w my”. Jest jeszcze odwieczna dychotomia: my i oni. Czyli obcy. Tworzymy sobie „wrogów” przede wszystkim po to, by odepchnąć od siebie myśl, że największymi wrogami dla siebie jesteśmy my sami.

 

                                                  Cdn.

06:56, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 lipca 2010
Rozmowy z Krishnamurtim (cz. 69)

     O uzdrawianiu. „Raz mi się zdarzyło uzdrowić znajomego. Po paru miesiącach znalazł się za kratkami więzienia, za jakieś przestępstwo. Cóż więc jest lepsze – czy wskazanie drogi do zdobycia wszechstronnego i stałego zdrowia ciała i duszy, czy chwilowe uleczenie jakiejś rany czy niemocy? Tak zwane cuda są sensacyjną, ale w istocie dziecinną zabawką. Wszak zewsząd i o każdej chwili otaczają nas różne cuda. Moją rzeczą jest przede wszystkim leczyć serca i dusze ludzkie”.

 

     Prawdziwy artysta. „Prawdziwy artysta jest ponad osobistą próżnością. Oczywiście musi rozwijać swą własną technikę i w niej się doskonalić, ale w urzeczywistnieniu wolności od siebie. Prawdziwy artysta żyje życiem, w którym nie ma świadomości ja i moje”. Ta kwestia dotyczy mnie bezpośrednio, ale w istocie może dotyczyć każdego z nas. Jestem już w ogromnej mierze ponad osobistą próżnością, a w urzeczywistnianiu wolności od siebie doskonalę się od dłuższego czasu. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, iż tego czasu może mi niedługo zabraknąć. Ściślej: zdałem sobie z tego sprawę w tym samym momencie, gdy po raz pierwszy udało mi  się spojrzeć na swoje życie z pewnego dystansu. PEWNEGO.

 

     Cnota. „Trzeba dojść do najwyższego szczytu wysiłku bez świadomości, że jest to wysiłek. Cnota jest tylko wtedy cnotą, jeśli jest nieświadoma siebie, ale nie wtedy, gdy się wysilamy, aby być cnotliwi. Opanowywać swój gniew nie jest cnotą; nie być w ogóle zdolnym do odczucia gniewu, to będzie cnotą”.

 

     Prostota. Mówiliście, że w przyrodzie wszystko się wznosi po liniach spiralnych ku coraz większej prostocie, ale, o ile chodzi o budowę organizmów, czy nie jest odwrotnie? „Innymi słowy pytasz, mój słuchaczu, co rozumiem pod słowem prostota? Człowiek od zupełnej prostoty na początku, rozwija się poprzez różne skomplikowania, aby znów do prostoty wrócić;  to samo się dzieje w wielkiej sztuce. Człowiek staje się świadomie prosty, co jest wynikiem niezliczonej ilości doświadczeń. Jest on wówczas bosko prosty, bo wzniósł się ponad wszystkie doznania i doświadczenia i nie jest już więcej od nich zależny. Gdy spojrzycie uważnie na swe serce i myśli, przekonacie się, ile w nich skomplikowań – różne przekonania, wierzenia, nadzieje i tęsknoty, tradycje, przywiązania, obawy… Jesteście zaledwie nieco wyżej od człowieka, który lubi ozdoby z piór we włosach i dekoracje o jaskrawych barwach. Tak jak barwa biała zawiera wszystkie inne w sobie, tak człowiek, który przeszedł wszystkie doświadczenia, trwa ponad doznaniami w syntezie, w prostocie spełnienia. A pełnia ta jest i rozumieniem, i szczęściem; być tak prostym, tak bezosobistym i z niczym niezwiązanym, że się w nas, jak obłoki w cichej toni jeziora, odbija Prawda, jest zarazem zupełnym z nią zjednoczeniem”.

 

                                                      Cdn.

06:58, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 lipca 2010
Rozmowy z Krishnamurtim (cz. 68)

    Zamarznięta myśl. „Do poznania Prawdy można się zbliżać tylko odrzucając wszystko, co się tworzy i gromadzi, idąc wciąż naprzód, nie zatrzymując się na żadnym szczeblu. Oto dlaczego religie, sekty, zakony, zrzeszenia przyczyniają się do skrzepnięcia i zastoju. Religie są jak zamarznięta myśl”.

 

    Boskość. „Ludzie nieraz wyobrażają sobie Boga gdzieś bardzo daleko i zwracają się do Niego jako do zewnętrznej potęgi, która może im pomóc – a tym samym stwarzają straszne ograniczenia. Lecz jeśli samo życie uznamy za boskie i wciąż o tej boskości będziemy pamiętać, jak i doskonałości tego życia w nas samych, wówczas głębiej zrozumiemy walkę i ból i mękę i potrafimy wśród zmagań ustać o własnych siłach, nie opierając się na nikim. Jeśli mnie pytasz, mój słuchaczu, czy widziałem Boga, odpowiem tak, bo widzę ciebie, widzę drzewa i źdźbła traw wokół; Bóg jest wszędzie i jest w każdym z nas”. A jednak Krishnamurti idzie tu tropem myśli Pära Lagerkvista! Zapamiętajmy jednak, że tak mówi ten, kto w początkach wieku dwudziestego został wykreowany przez teozofów na Mesjasza, w postaci mistrza Maitrei wędrującego we śnie po świecie astralnym i wprowadzonego tym samym we wszelkie wtajemniczenia okultystyczne, ale jak się okazało nie tylko w takie, skoro nagle powiedział „nie” i rozwiązał założony specjalnie dla niego Zakon Gwiazdy na Wschodzie z takim oto uzasadnieniem, z którego mimo ofiarowanych mu bogactw i sławy nie wycofał ani słowa: „Nie interesuje mnie budowanie nowych klatek czy nowych dekoracji do klatek. Interesuje mnie jedynie to, żeby ludzie byli wolni”.

 

    Wyzwolenie. „Kto wam mówi, abyście dążyli do wyzwolenia? Nie mam pojęcia, kto może wam o tym mówić. W każdym razie nie ja. Możecie je znaleźć, jeśli będziecie szukać, ale zależy to jedynie od was samych. Wasze księgi, idee, pojęcia, wyznania i radości opierają się na cudzych świadectwach, nie na własnej tęsknocie do prawdziwego szczęścia i na szczerym pragnieniu zrozumienia życia. I moich słów użyjecie jako autorytetu i zmienicie je w żargon, zabijając tym samym prawdziwy głos radości serca. Będziecie używać słów wyzwolenie i szczęście płytko i banalnie, jak używaliście niebo i piekło, i stworzycie z nich wyznanie wiary, ciasne ograniczone więzy, grożąc nimi innym.  Ale nie to jest moim celem. Przyszedłem, aby was wyswobodzić, ale jeśli chcecie wolności, musicie sami zerwać łańcuchy i złamać kraty więzienia, któreście sobie sami stworzyli. Wyzwolenie nie polega na harmonizowaniu odwrotności i przeciwieństw, lecz na oswobodzeniu się całkowitym od egocentryzmu, który te podziały i przeciwieństwa stwarza”.

 

     Awers i rewers. „Egoizm i altruizm, smutek i radość, dobro i zło stanowią dwie strony jednego medalu, są jak światło i mrok. Aby zrozumieć światłość, trzeba przejść przez mrok, i odwrotnie, aby pojąć mrok, trzeba przejść przez jasność”. Awers jest przecież rewersem, dwiema stronami tej samej rzeczy, tych samych uczuć, dążeń, spełnień – i niespełnień.

 

     Mozaika. „Na przykład w mozaice jest niezliczona ilość kamyczków, a każdy jest potrzebny do stworzenia pewnego desenia, czy obrazu. Każdy musi być indywidualnie doskonały, by wpaść w harmonię wzoru całości. Ta indywidualna swoistość nie oznacza jednak wybujałego indywidualizmu, raczej odwrotnie, indywidualność przetworzoną w doskonałość, to znaczy harmonijną i uzgodnioną z całością. Aby to rozwinąć, trzeba zawsze robić to, co sami uważamy za dobre, a nie to, co dyktują nam inni”.

                                      Cdn.

05:30, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 lipca 2010
Rozmowy z Krishnamurtim (cz. 67)

Cudowne ziele. „Nie mogę wam dać jakiegoś cudownego ziela, które nagle wywoła wasze rozumienie. Ono przychodzi, gdy mamy żarliwe pragnienie odkrycia Prawdy, gdy nas coś głęboko boli, gdy jesteśmy pełni buntu przeciw wszystkiemu, co nas otacza, i chęci znalezienia odpowiedzi na dręczące pytania. Nie mogę nauczyć ludzi, jak żyć, nie jestem w stanie zmienić stokrotki w różę. Ale mogę zbudzić w stokrotce pragnienie doskonałości i pęd ku pełni i Prawdzie. I to właśnie jest moim zadaniem”.

 

Zdolność twórcza. „Zdolność twórcza może istnieć bez form. Tworzenie niekoniecznie musi przebierać jakiś kształt, gdyż forma jest także ograniczeniem, Twórczość znajdująca wyraz w formie jest pierwszym krokiem do tej, która się wyraża bez formy. Życie musi przybierać formy, chcąc działać i spełniać pewne funkcje, ale istnieje stan, w którym nie spełnia żadnych – ten stan nazywam Królestwem Szczęścia. Jest to świat bezgranicznej pogody, spokoju i piękna ponad wszelkie słowa; ale nie jest to mistycyzm ani okultyzm. Nie starajcie się rozbijać tego, co mówię, na słowa i sami ukrywać się poza nimi. Mówię o życiu, które nie ma nic wspólnego z żadnymi podziałami, o życiu wieczystym, które jest ponad wszelką formą, o tym życiu wam mówię”.

 

Życie. „Ogrom przyrody nie przewyższa wielkości samego życia; wszak przyroda to tylko inne miano dla życia. Ponieważ człowiek życia nie kocha, poddaje się bierności, więc więzi je i ogranicza. Życie jest w każdym z nas, ale jeśli nie mamy przemożnego nim zainteresowania i gorącej chęci ciągłego rozszerzania go aż do największej pełni, wszystko inne będzie dla nas miało większe znaczenie, a to tłumi i zahamowuje życie”.

 

Krok ku doskonałości. „Pytacie, czy idea doskonałości i wyzwolenia może się stać motywem działania na każdym stopniu ewolucji? Oczywiście. Czy dzikus widząc błyszczące paciorki nie wyciąga po nie pożądliwie ręki i nie pragnie ich zdobyć? I to jest krokiem ku doskonałości. Najpierw jest żądza posiadania i chęć zdobycia, jak u dzikiego, potem chęć odsunięcia, uwolnienia się od przedmiotów, jak u człowieka o wielkiej kulturze; pomiędzy tymi dwoma krańcami istnieją wszystkie stadia i szczeble, a wszystkie prowadzą nas do doskonałości”. Wydawałoby się tylko jeden krok, ale nie chodzi o ten od wzniosłości do śmieszności, czy od miłości do nienawiści, a tym bardziej o ten, którego nigdy nie zrobimy – zadanie jest znacznie trudniejsze, wręcz niewykonalne, bo to tak, jakby stojąc  w szerokim rozkroku zrobić mały krok w prawo, po czym mały krok w lewo, a następnie spróbować wyskoczyć pod samo niebo i dosięgnąć gwiazd!

                                                               Cdn.

07:36, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 lipca 2010
Rozmowy z Krishnamurtim (cz. 66)

     Cierpienie. „Wszyscy się obawiają cierpienia, ale właśnie ono daje siłę, która utrzymuje nas we wszystkich walkach i zmaganiach, a poza tym ból jest bezcennym doświadczeniem. Witajcie ból całym sercem, nie unikajcie go, nie odsuwajcie go w lęku i obawie. Jak można poznać szczęście, nie wiedząc, czym jest ból, nie rozumiejąc cierpienia? Trzeba poznać wszystko, a cierpienie jest równie cenne jak radość; staje się straszne dopiero wówczas, gdy sami nadajemy mu najczarniejsze barwy”. To, co nas nie zabija, wzmacnia nas – prawda banalna jedynie wówczas, gdy nie wychodzi poza słowa (jak w refrenie raperskiej piosenki pod takim tytułem, gdzie mimo zapierdalania od startu w przód z wiarą burzącą mury Jerycho etc., prawda ta osiąga szczyt banalności).

 

     Pragnienia. „Uważam, że najwyższym szczęściem jest całkowite spełnienie naszych najgłębszych pragnień, a więc osiągnięcie stanu, który jest ponad pragnieniami, bo się już doświadczyło każdego. Pragnienia są jak gałązki, które się dorzuca do ognia; im więcej ich, tym czystszy i potężniejszy będzie płomień. Ale będą one szalone i wytworzą bezład i chaos, jeśli nie potrafimy używać ich rozumnie. Przypatrując się bacznie naszym pragnieniom przekonamy się, że istnieje nieustanna sprzeczność pomiędzy tym, czego one chcą, a lękiem, będącym zresztą ich własnym wytworem. I w tym konflikcie pomiędzy pożądaniem a strachem stwarzamy zupełnie nieprawdziwe wartości, i marnujemy mnóstwo energii na te wysiłki, rozterki, utarczki. Zestrzelenie tych energii w jedno ognisko dokonuje się od chwili, gdy pragnienia znajdują swój najwyższy cel w tym, co istotne. A to jest oświecenie ”.

 

     Reinkarnacja. „Dla mnie reinkarnacja jest faktem, a nie wierzeniem, ale nie chcę wcale, abyście w nią uwierzyli; odwrotnie, odrzućcie ją, zapomnijcie o niej, pamiętajcie tylko, że jesteście wytworem przeszłości i władcą przyszłości i w ręku swym trzymacie wieczność”.

 

     Boska iskra. „Nie chcę bynajmniej, abyście przyjmowali, że jednostka ludzka jest boską iskrą lub że istnieje dusza, tylko dlatego, że ja powiedziałem, iż jest to faktem. Dla mnie nie jest to wierzeniem, ale proszę was, moi słuchacze, nie użyjcie przypadkiem moich słów, by stworzyć nowe wierzenie. Iskra  –  czy też to, co mógłbym nazwać ograniczonym życiem – nie może pogrążyć się w płomieniu, który jest wieczny, ani osiągnąć prawdy, która jest najwyższym wypełnieniem życia, zanim sama nie stanie się płomieniem; inaczej mówiąc  – zanim życie ograniczone nie wyzwoli się i nie osiągnie swego spełnienia”. Osiąga ono swe spełnienie w prawdziwie boskich dziełach, gdy udaje się nam wykroczyć poza ludzką miarę – właśnie dzięki intuicji, o której zaraz będziesz mówił.

 

     Intuicja. „Intuicja jest najwyższym punktem inteligencji czy rozumu. Gdy utrzymujemy je wciąż w stanie żywej czujności, przyzywamy niejako intuicję, która staje się nam światłem przewodnim; właśnie nią należy się w życiu kierować, a nie dogmatami i wierzeniami. Niestety, nie da się jej nauczyć ani przekazać innym. Jakże można nauczyć kogoś przeżywać czy zdobywać doświadczenia. Czy wielki malarz może przekazać swój talent uczniom? A jednak prosicie mnie często, abym was nauczył intuicji. Gdybym mógł to uczynić, a wy byście ją przyjęli, na pewno nie miałaby żadnej wartości. Wszak robiliście to od dawna, opierając się na twórczej wyobraźni innych, kierując się w swym życiu ich intuicją, i właśnie dlatego powstało tyle chaosu i bezładu na świecie. Niektórzy sądzą, że przez proces rozumowania można dotrzeć do intuicji. Twierdzę, że rozumowanie nie doprowadzi do intuicji nigdy, bo opiera się najczęściej na ośrodku osobowości, na ja i nie oswobadza odeń myśli, a raczej to ja umacnia. Wiedzie do logicznych ułud, bo ów ośrodek naszego ja tworzy się przez nadawanie nieprawdziwej wartości temu, co przemija. Intuicja jest zawsze w człowieku obecna, ale można ją poczuć w pełni dopiero wtedy, gdy się od egocentryzmu uwolnimy; wówczas zamiast wzmacniać nasze ja, a więc zasłaniać, przykrywać intuicję, rozumowanie staje się jej narzędziem. A zatem nie przez intelekt sięgamy w intuicję, lecz przez usuwanie przyczyn naszych ograniczeń”.

                                              Cdn.

07:52, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »