RSS
wtorek, 24 czerwca 2014
Zeszyty dawnych lektur (odc. 48)

 

Robert Musil Trzy kobiety. Czytelnik 1963

 

[Robert Musil (1880-1942), austriacki pisarz, znany najbardziej jako autor niedokończonej powieści eseistyczno-psychologicznej pt. Człowiek bez właściwości, długiej na 1641 stron, u nas wydanej po raz pierwszy w czterech tomach przez PIW w roku 1971, a zatem w moich zeszytach dawnych lektur (prowadzonych w latach 1963-68) nie mogła zostać odnotowana.

Będąc synem inżyniera, miał, podobnie jak Stendhal, umysł ścisły. Próbował także zrobić karierę oficerską. Przerwał jednak edukację w Wojskowej Akademii Technicznej w Wiedniu i rozpoczął studia na budowie maszyn politechniki w Brnie, gdzie jego ojciec był wykładowcą. W roku 1901 uzyskał dyplom inżyniera. Później w Berlinie studiował filozofię i psychologię, pracował jako bibliotekarz, redaktor, względnie jako wysoki urzędnik państwowy, a w roku 1922 poświęcił się wyłącznie literaturze. Wielkich profitów raczej mu to nie przyniosło, skoro po wyemigrowaniu w roku 1938 do Szwajcarii żył tam przez cztery lata w skrajnej biedzie i osamotnieniu aż do zbawczej śmierci].

 

       http://jbr.blox.pl/resource/musilback2.jpghttp://jbr.blox.pl/resource/Musil_Trzy_kobiety.jpg

    

 

Zjawienie się dziecka naruszyło spoistość tej miłości, podobnie jak woda, która sącząc się w szczeliny kamienia rozsadza go coraz bardziej.

[Jakże często brak dziecka narusza spoistość miłości, zazwyczaj miłości własnej mężczyzny, bo stawia pod znakiem zapytania jego zdolność do reprodukcji. W sytuacji, gdy na świat przychodzi dziecko kalekie, rzadziej dochodzi  do rozpadu związku. Partnerzy trwają w nim, wspierając się wzajemnie w swym poczuciu głębokiej frustracji, tak jakby oboje byli naznaczeni trądem, więc pogrzebanie się za życia w tym prywatnym leprozorium wydaje im się wręcz koniecznością].

 

Pośród niezliczonych ciał istnieje jedno jedyne, od którego tkwiąca w nim istota zależna jest niemal tak, jak od własnego ciała.

[Jestem ciekaw, jak to jest w przypadku ciąż mnogich? Niedawno przyszły na świat bliźniaczki, trzymające się za rączki, tak jakby wiedziały, że ich matka ma dwie piersi pełne mleka, więc nie trzeba się będzie przepychać w dostępie do nich. W przypadku trojaczków konieczna byłaby trzecia pierś].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/kobieta_o_trzech_piersiach.jpg

 

Zniknęły wszelkie rozważania nad biegiem spraw tego świata, wszelka możliwość przesytu i niewierności, gdyż nikt nie poświęci tego, co wieczne, dla lekkomyślności jednego kwadransa.

[Wieczne?  Chodzi zapewne o chwilowe poczucie wieczności, bo już w następnym pokoleniu ród może wygasnąć z powodu braku jakiegokolwiek potomstwa].

 

Uwolnił się od przywiązania do życia i od strachu przed śmiercią.

[Można nad tym zapanować tylko do pewnego stopnia – instynkt samozachowawczy jest niezwykle silny. Oczywiście od strachu przed śmiercią znacznie większy może być lęk przed „życiem po drugiej stronie życia”].

 

Trzeba wyzbyć się złudzeń, jakoby natura była naturalna; jest ona jak ziemia, szorstka, jadowita i nieludzka we wszystkim, czego człowiek nie narzuci jej przemocą.

[Natura właśnie dlatego jest naturalna, że może być nieludzka we wszystkim, czego człowiek nie narzuci jej przemocą. Wobec mnie jest ona od wielu lat wręcz przyjazna, no ale ostatnie ruchy górotwórcze w Beskidzie Niskim ustały kilkadziesiąt milionów lat temu, a trzęsienie ziemi w skali bardzo umiarkowanej (ok. 4,0), niepowodujące żadnych zniszczeń, dotknęło te ziemie po raz ostatni w roku 1778. Niedawno jednak, bo przy końcu kwietnia br., w jodłę rosnącą tuż przy „Zofiówce”, w której mieszkam, uderzył piorun. Gdybym był wyższy od tej jodły, mógłby rąbnąć we mnie. Powiedzmy, że udałoby mi się ten atak przeżyć, ale czy miałbym szansę narzucić coś przemocą piorunowi, skoro jest on zjawiskiem nietrwałym?

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Moje_zdjecie_na_tle_jodly_w_ktora_uderzyl_piorun.jpg

 

Albo w jaki sposób mógłbym przeciwstawić się kolejnemu osuwisku na Górze Cergowej, gdyby ono nastąpiło w trakcie forsowania przeze mnie tej góry w dniu 22 czerwca br. na południowym stoku jej zachodniego ramienia? Jedynym rozsądnym wyjściem w tej sytuacji byłoby ukrycie się w jednej z tamtejszych jaskiń, które powstały dzięki wcześniejszym ruchom osuwiskowym. Gdyby wejście do niej zostało zasypane, mógłbym spróbować przeczołgać się na drugą stronę góry i poszukać wyjścia awaryjnego. Legenda głosi, że tak kiedyś uczynił pies leśniczego. Wprawdzie wyszedł po drugiej stronie góry zupełnie pozbawiony sierści, ale dla mnie nie byłoby to aż taką stratą, bo mam jej przecież niewiele].

 

Nieskończoność spływa niekiedy kroplami.

[Już kiedyś pisałem o tym, że do tego pojęcia podchodzono bardzo nieufnie nawet w starożytności, gdyż prowadziło ono do wielu paradoksów, a nawet absurdów. Współcześnie pisał o tym Stanisław Lem tak: „Kiedy da­wać psu kiełbasę za­palając lam­pkę, po ja­kimś cza­sie pies będzie wydzielał ślinę na sam wi­dok światła. A kiedy człowieko­wi po­kazy­wać at­ra­men­to­we baz­gro­ty na pa­pie­rze, po ja­kimś cza­sie po­wie, że to wzór na nieskończoność wszechświata. Wszystko to fizjologia mózgu, tresura, nic więcej”].

 

Przepaść nie istniała; można było przejść na drugą stronę.

[Dlaczego to wypisałem, nie wiem? Żeby ten wypis jakoś usprawiedliwić, przytoczę anegdotę świetnie opowiadaną przez Adama Hanuszkiewicza:

Przez góry wędruje samotny turysta i kiedy już jest na szczycie, mając nadzieję, że wkrótce będzie mógł zejść w dół do osady, nagle widzi przed sobą trzystumetrową przepaść. Zapada zmierzch i robi się zimno. Osłabł, o powrocie nie ma mowy. Raptem jak w fatamorganie wyrasta na skraju przepaści jakiś wędrowiec, który kiwa głową w zafrasowaniu:

– Przepaść...

– No tak, przepaść...

– Przeskoczyć się nie da...

– Nawet kozica nie przeskoczy!

– A może przefrunąć?

– Jak przefrunąć?

– Tak...

I ten drugi zaczyna machać rękami, unosi się, lata mu nad głową i jakby od niechcenia przelatuje na drugą stronę. Po czym ponownie wzlatuje i będąc w powietrzu unosi ręce w ekstatycznym zachwycie:

– Ach, jak tu pięknie!

– Co pan robi?

– Chyba pan widzi, że latam!

I znowu kołuje nad przepaścią, po czym nagle ląduje u stóp turysty:

– No...

– Co no? Ludzie nie latają! 

– A ja nie człowiek?

I znowu leci. Nagle zdumionemu turyście coś zaświtało:

– Każdy tak może?

– Oczywiście!

– Ja też?

– Tak, tylko trzeba mieć odwagę. Proszę stanąć na skraju przepaści, machnąć mocno rękami i zacznie pan latać!

Turysta postępuje zgodnie z instrukcją, po czym zwala się z wrzaskiem w przepaść i zostaje po nim krwawa miazga. A tamten kołuje tak nad nim, kołuje, kołuje, zlatuje w dół, siada nad zwłokami i mówi: „Jak na anioła stróża podły mam charakter...”].

 

 

 

Niepokoje wychowanka Törlessa. WL 1965

 

 

     http://jbr.blox.pl/resource/mili_1892.jpghttp://jbr.blox.pl/resource/Niepokoje_wychowanka.jpg

 

 

Zawsze istnieje pewien punkt, w którym człowiek przestaje wiedzieć, czy jeszcze kłamie, czy też to, co wymyślił, nie jest prawdziwsze od niego samego.

[Jeśli czyni to po to, by nie stracić nadziei w siebie, to trudno się temu dziwić. Jerzy Andrzejewski powiedział, że nadzieję zabija nie kłamstwo, lecz prawda].

 

Być we dwoje oznacza tylko podwójną samotność.

[Doświadczyłem czegoś takiego kilka razy w życiu. Z czego się to bierze? Może z tego, że nie da się kochać za dwoje?].

 

Najpiękniejsza była dlań ta chwila, kiedy miał wszystko już za sobą, chodziło mu bowiem tylko o posiadanie wspomnień.

[Jeśli ktoś chce żyć tylko dla wspomnień, to nie pozostaną po nim nawet wspomnienia].

 

 

-----------------------------------------

[Mało tych wypisów; dopiero znacznie później czytałem Marzycieli czy Człowieka bez właściwości, wypisów jednak już wtedy nie robiłem, dlatego skorzystam z tych, które zrobili inni – zazwyczaj bez zaznaczenia źródła].

 

 

„Bądź moja” – jest w tym miłość, racjonalizm... i kapitalizm.

[Mówi się, że miłość to największy skarb. Termin „kapitał” rezerwuje się dla rodziny, dzieci czy najogólniej dla ludzi („kapitał ludzki”). Kiedy mowa o kapitale, nieodparcie nasuwa się na myśl Karol Marks. Mary Gabriel, autorka książki biograficznej o jego życiu, zatytułowała ją znamiennie Love and Ca­pi­tal (Mi­łość i ka­pi­tał). Nie chodziło o miłość Marksa do dzieła zatytułowanego Kapitał (1867), które po siedemnastu latach żmudnych wysiłków i doprowadzeniu rodziny do nędzy ukazało się zaledwie w jednym tomie. Według autorki w domu Marksów miłości było pod dostatkiem, a kapitału za grosz, co szczególnie dziwić nie może  – pochodził  bowiem z zasymilowanej rodziny żydowskich rabinów, a nie fabrykantów.

Nie wiem, jakiż to był dostatek miłości małżeńskiej, skoro jego żona Jenny, wywodząca się z arystokratycznej rodziny von Westphalenów, musiała z powodu życia w ciągłej biedzie opłakać śmierć ośmioletniego syna (zmarł w 1855 roku na gruźlicę jelit), a siedem lat później Marks tak pisał w liście do Engelsa: „Każ­de­go dnia żona mówi mi, że chcia­ła­by wraz z dzieć­mi za­znać już spo­ko­ju w gro­bie, i na dobrą spra­wę nie mogę jej winić: po­ni­że­nia, udrę­ki i obawy, któ­rych można za­znać w na­szej sy­tu­acji, są trud­ne do opi­sa­nia”. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby nie bezinteresowna pomoc finansowa Fryderyka Engelsa, syna właściciela fabryk włókienniczych, który rodzinę Marksa de facto utrzymywał. To dzięki niemu wyszły po śmierci Karola dwa pozostałe tomy Kapitału, nie przyczyniając się jednak w sposób znaczący, tak jak i pozostałe dzieła owych dwóch sztandarowych twórców socjalizmu naukowego, do poprawy losu uciemiężonych robotników (znacznie większe zasługi w tym względzie mieli kapitaliści „na zgniłym Zachodzie”). Inna sprawa, że głoszone przez nich wskazówki dotyczące osiągnięcia realizacji idei komunistycznych nie zostały wykorzystane nigdy w żadnym państwie realnego socjalizmu].

 

Wiele osób było w młodości choć raz w stanie miłosnym – to coś innego, niż być zakochanym – jest to stan spokrewniony z poezją.

[Nawet w późnej starości można być w stanie miłosnym, pod warunkiem, że człowiek jest w stanie w takim stanie być. Tłumaczenie, że życie odarło kogoś z poezji, jest dla mnie śmieszne, bo to my sami przyzwoliliśmy na to, nikt inny].

 

Naprawdę wielkie fizyczne podniecenie zawdzięcza zwykle swą intensywność sile wyobraźni.

[Istotnie, wyobraźnia ma w tym zakresie wielką moc sprawczą. Stanowiła kwintesencję miłości romantycznej, która obecnie przydarza się już chyba tylko dzieciom w wieku przedszkolnym (z silnym podnieceniem objawiającym się wyłącznie w sferze ruchowej). Autorowi chodziło jednak wyraźnie o miłość fizyczną, a tu rządzi przede wszystkim chemia. Największe fizyczne podniecenia wyzwalały we mnie kobiety, których w innym razie nie widziałbym przy sobie (ściślej: pod sobą) nawet w najdzikszych wyobrażeniach].

 

Życie poświęcone wielkiej miłości właściwie nie ma nic wspólnego z posiadaniem i pragnieniem posiadania, które należą raczej do dziedziny takich pojęć jak oszczędność, przywłaszczenie i chciwość.

[Od razu moja myśl biegnie do tragicznego wydarzenia sprzed dwudziestu lat, kiedy Piotr Gruchot (jakie nazwisko, taka osobowość) zamordował w imię rzekomo wielkiej miłości córkę Eleni, Afrodytę (jakie imię, taka osobowość). Oczywiście ta jego chora miłość własna związana była wyłącznie z pragnieniem posiadania na wyłączność pięknej dziewczyny.

 

 

       http://jbr.blox.pl/resource/snHsJ0Q7wrw.jpghttp://jbr.blox.pl/resource/Afrodyta.jpg

 

 

Wiara bywa mściwa, ale może też być wybaczająca. W imię właśnie takiej wiary zrozpaczona piosenkarka wybaczyła mordercy, uważając, że miłości można poświęcić jedynie własne życie. I że miłość, która zbawi świat,  niekoniecznie musi być wielka  https://www.youtube.com/watch?v=u6M6NGajsdQ&feature=kp].

 

Człowiek, czyli właściwie zwierzę posiadające dar mowy, jest jedynym stworzeniem, które potrzebuje rozmów również do rozmnażania się.

[Do tej pory wydawało mi się, że ludziom do rozmnażania się potrzebne są wyłącznie plemniki i komórki jajowe].

 

Żadna granica nie kusi tak do szmuglowania, jak granica wieku.

[Jeśli chodzi o kobiety, to wiadomo, że zrobią wszystko, żeby na podstawie wyglądu nie można było ustalić precyzyjnie ich wieku metrykalnego. Niekiedy po prostu wyglądają młodo, ale najczęściej odmładzają się dzięki odpowiednim zabiegom kosmetycznym, względnie operacjom plastycznym. A tu masz babo placek: wszędzie żądają albo daty urodzenia, albo numeru peselu, który tę datę również zawiera. Według nich dowód osobisty powinien zawierać wyłącznie numer oraz kod kreskowy z danymi osobowymi, możliwymi do odczytania jedynie w bazie danych, chronionej co najmniej tak jak baza w Guantanamo, hm, a co z metryką urodzenia?

Jedna z pań („baba 65 wyglądem ‘50”) postuluje, by w tej kłopotliwej sprawie wystąpić z petycją do Sejmu. No tak, można przecież wskazać na problem dyskryminacji ze względu na wiek, powołując się na art. 21 Karty praw podstawowych UE: „Zakazana jest wszelka dyskryminacja ze względu na płeć, rasę, kolor skóry, pochodzenie etniczne lub społeczne, cechy genetyczne, język, religię lub światopogląd, opinie polityczne lub wszelkie inne, przynależność do mniejszości narodowej, majątek, urodzenie, niepełnosprawność, WIEK lub orientację seksualną”.

Wtóruje jej „krytyk polityk”, zachowujący się jak chłopobaba (wskazuje na to jego oświadczenie, że nigdy nie obejrzał meczu piłkarskiego): „Mój wiek to moja sprawa prywatna, nie publiczna. Kiedyś zaglądano niewolnikowi w zęby, by ustalić jego wiek i stan zdrowia, ponieważ nie znano najczęściej daty urodzenia takiego nieszczęśnika. Dzisiaj stanu uzębienia już się nie sprawdza, ponieważ jest data urodzenia. Cel ten sam i upokorzenie to samo”, patrz: http://www.polityka.pl/forum/1126655,pesel---rzecz-klopotliwa.thread?sort=DESC.

A ja nie tylko przyznaję się publicznie do swego wieku metrykalnego – w rozmowach z napotkanymi ludźmi dodaję sobie co najmniej pięć lat; jeszcze trochę i będę twierdził, że mam ponad sto lat!].

     

 

http://jbr.blox.pl/resource/Nie_pomoze_tysiac_roz_kiedy_czlowiek_stary_juz.jpg 

Nie pomoże tysiąc róż, kiedy człowiek stary już!

 

 

Cdn.

 

Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/



02:27, jbroszkowski
Link Komentarze (6) »
wtorek, 10 czerwca 2014
Zeszyty dawnych lektur (odc. 47)

 

Beniamin Constant Adolf. Książka i Wiedza 1948

 

[Henri Benjamin Constant de Rebecque (1767-1830) – francuski pisarz, filozof i polityk liberalny, pochodzący z francuskojęzycznej części Szwajcarii, tak jak i Germaine de Staël-Holstein, znana jako Madame de Staël, powieściopisarka i publicystka, z którą związany był od roku 1794 nie tylko intelektualnie, ale i uczuciowo, mimo iż była mężatką, niezbyt oczywiście przykładną, co wówczas stanowiło normę obyczajową. Można by ten burzliwy związek nazwać fatalnym zauroczeniem, gdyż zwichnął on karierę polityczną Constanta. Będąc początkowo zagorzałym  bonapartystą (w roku 1799 poparł dokonany przez Napoleona wojskowy zamach stanu i uzyskał miejsce w Trybunacie) stał się nieprzejednanym wrogiem Cesarza Francuzów, gdy ten wydał zakaz jego kochance, jako niebezpiecznej intrygantce, zbliżania się do granic Paryża na mniej niż 40 mil.  Usunięty w roku 1802 z Izby jako jeden z przywódców liberalnej opozycji udał się wraz z nią (właśnie wtedy owdowiałą)  na wygnanie.

 

http://jbr.blox.pl/resource/portrait_of_madame_de_stael_postcardsrea11e5a0983b44cb8526eb99a07b099a_vgbaq_8byvr_324.jpg

Madame de Staël, portret pędzla  François Gérarda  

 

 Osiadła w Szwajcarii, w rodzinnym pałacyku swego  ojca w Coppet nad Jeziorem Genewskim. Tam skupiła wokół siebie krąg intelektualistów, określany obecnie mianem Grupy z Coppet, będącej jednym z najważniejszych ośrodków wymiany myśli i tworzenia idei w ówczesnej Europie, któremu przewodziła przez piętnaście lat. Constant czynnie w życiu tej Grupy przez długi czas uczestniczył, ale nie jemu powierzyła bogata wdówka swoją rękę, gdy w 1811 roku postanowiła wyjść ponownie za mąż. Zapewne nikt poza nim się temu nie dziwił: był młodszy od niej zaledwie o sześć miesięcy, no i miał posturę typowego intelektualisty o zapadłej piersi, a Albert de Rocc, oficer armii francuskiej, świetnie prezentujący się nie tylko w mundurze, był młodszy od niej o całe dwadzieścia pięć lat.

Nic zatem dziwnego, że zawiedziony kochanek związał się ponownie z Napoleonem w okresie tzw. Stu Dni (1815), podczas gdy ona pozostała nieprzejednanym przeciwnikiem „małego kaprala” do końca jego dni, od roku 1812 spiskując przeciwko niemu w Anglii. W Paryżu znalazła się dopiero wiosną 1814, gdy do władzy powrócili Burbonowie. Pod ich opiekuńczymi skrzydłami otwarła tam ponownie swój salon towarzyski, zapewne zamknięty w dniach 20 marca – 22 czerwca, kiedy Napoleon odzyskał władzę we Francji, ogłaszając 22 kwietnia  w opuszczonym przez króla Ludwika XVIII Pałacu Tuileries liberalną konstytucję, opracowaną przez Benjamina Constanta, co dla Madame de Staël było niewątpliwie zniewagą.

W przeciwieństwie do swej dawnej mentorki był on w swoich poglądach znacznie bardziej chwiejny, zarzucano mu nawet koniunkturalizm, gdy po upadku Napoleona poparł dynastię Burbonów. Ale na jego usprawiedliwienie można dodać, że swoich liberalnych poglądów nie zmieniał od 1795 roku, kiedy jako publicysta popierał rządy Dyrektoriatu, aż do roku 1830, gdy jako jeden z przywódców liberalnej opozycji zasiadającej w Izbie Deputowanych, poparł zwycięską rewolucję lipcową. Zmarł w kilka miesięcy później, w grudniu 1830, a jego pogrzeb w Paryżu przemienił się w wielką demonstrację patriotyczną.

Madame de Staël takiego pogrzebu nie miała. Zmarła zresztą znacznie wcześniej, w roku 1817,  tak jak na damę przystało – po ataku paraliżu, który dopadł ją na balu u diuka de Decazes. Miała więc możliwość przeczytania znakomitej powiastki Adolf, opublikowanej w roku 1816, która została uznana za arcydzieło literatury francuskiego romantyzmu. Jej autorem był właśnie Benjamin Constant. Sama również była autorką dzieł literackich, w tym uznanej za pierwszą powieść feministyczną Corinne ou l’Italie (1807), ale Korynna (tytuł przekładu polskiego) nie umywała się do Adolfa, będąc po prostu czytadłem nudnym – oczywiście z dzisiejszego punktu widzenia. W tamtych czasach to ona, jako salonowa lwica obracająca się w najlepszym towarzystwie, w którym ceniono wyłącznie bon moty, krótkie, dowcipne anegdoty lub powiedzenia zbliżone do przysłów, ziewała zapewne głośno i odczuwała niesmak przy czytaniu takiego oto wywodu swego dawnego adoratora i powiernika:

 „Nauczyłem się nigdy nie mówić o tym, co mnie zajmuje; znosiłem rozmowę jedynie jako przykrość konieczną, a wówczas ożywiałem ją nieustannym dowcipkowaniem, które czyniło mi przymus mniej nużącym i pomagało ukryć prawdziwe myśli. Stąd pewien brak swobody, jaki dziś jeszcze przyjaciele mają mi za złe, oraz trudność rozmawiania poważnie, jaką zaledwie mogę przezwyciężyć. Równocześnie wynikło stąd żarliwe pragnienie niezależności, bunt przeciw więzom, jakie wyczuwałem dookoła, niezwalczona obawa nałożenia sobie nowych. Czułem się dobrze tylko sam. Usposobienie to zostało mi do dziś dnia; tak dalece, iż w lada okolicznościach, kiedy mi trzeba wybierać, towarzystwo ludzkie nuży mnie i naturalnym mym pędem jest uciekać przed nim, aby się skupić w spokoju i samotności”.

 

http://jbr.blox.pl/resource/BenjaminConstant.jpg http://jbr.blox.pl/resource/Adolf.jpg

 

Równie nudna była jej publicystyka społeczno-polityczna. Natomiast Constant położył podwaliny pod rozwój teorii demokracji liberalnej, a wielkimi zwolennikami jego tez konstytucyjnych byli między innymi kaliszanie – szlacheckie stronnictwo liberalne działające w Sejmie Królestwa Kongresowego (lata 20. XIX wieku). W okresie powstania listopadowego, jeden z przywódców kaliszan Wincenty Niemojewski opublikował w roku 1831 wybór pism politycznych Benjamina Constanta pod tytułem O monarchii konstytucyjney i rękoymiach publicznych. Ale czy jego przemyślenia polityczne nie odnoszą się również do spraw aktualnych? Można by je dedykować na przykład Prezesowi PIS: „Dla człowieka, który chce zostać wybrany przez lud, głupcy są korporacją szacowną, bo zawsze stanowią większość”. Źródło: Dzienniki poufne, tłum. Joanna Guze, Czytelnik, Warszawa 1980, str. 236. Czy to: „Kraj, który ocalenie swoje miałby zawdzięczać jedynie takiemu czy innemu człowiekowi, nie zostałby ocalony na długo, nawet przez tego człowieka, a poza tym nie zasługiwałby na ocalenie”].

 

 

 „W miłości jedynym zwycięstwem jest ucieczka” (Napoleon).

[Powołanie się przez Constanta na Napoleona musiało szczególnie mocno ubodnąć Madame de Staël, tym bardziej że snute przez byłego kochanka psychologiczne rozważania na temat miłości miały niewątpliwie jakieś odniesienie do ich związku. Od siebie dodam, że przed miłością uciec można, ale przed sobą raczej nie; chyba że w kolejną miłość, w kolejną iluzję miłości].

 

…jak gdybyśmy się chcieli zemścić na własnych uczuciach za ten ból, że nie możemy ich objawić!

[Ulga po objawieniu uczuć przeradza się w pewnym momencie w ból jeszcze bardziej dojmujący, bo okazuje się, że lepiej było je skryć; ujawnia się w tym sprzeczność z zasadą przyjemności, której człowiek oddałby się bez reszty, gdyby do głosu nie dochodziła zasada rzeczywistości. Prosta dążność do optymalnego zaspokojenia popędów ściera się tu z niezwykle złożonymi wymogami moralnymi, które chcą być urzeczywistnione w równie maksymalny sposób, nawet jeśli są nam z gruntu rzeczy obce, narzucone przez wzory zachowań, z jakimi zetknęliśmy się szczególnie w okresie wczesnego dzieciństwa. Patrz: Zygmunt Freud Poza zasadą przyjemności].

 

Nie żywiłem niechęci do nikogo, ale mało kto mnie interesował; otóż, obojętność uraża ludzi, przypisują ją uprzedzeniu, lub chęci zwrócenia na siebie uwagi; nie chcą wierzyć, aby po prostu można się było nudzić w ich towarzystwie.

[W dawnych czasach myślałem podobnie, póki nie zrozumiałem, że mimo wszystko lepiej jest dzielić się swoją samotnością z ludźmi, niż być samotnym wśród ludzi].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/pojeciesamotnosciwsrodtlumu3dpixmaczdjecie12172639.jpg

 

Uczucia nasze są mętne i mieszane; składają się z mnóstwa różnorodnych wrażeń, umykających się obserwacji; słowo zaś, zawsze zbyt grube i ogólnikowe, może wprawdzie je zaznaczyć, ale nigdy określić.

[Uwagi bardzo celne, z tym że słowo potrafi uczucie nie tylko określić, ale i zakreślić wokół jego centrum dowolną ilość kręgów, które zamiast na siebie zachodzić, będą się rozchodziły we wszystkich kierunkach, rzadko właściwych; przekreślić też, ale jest to już inna kwestia].

 

Nie ma zupełnej jedności w człowieku; prawie nigdy nie jest on ani zupełnie szczery, ani zupełnie przewrotny (obłudny).

[Najczęściej mówi się o jedności człowieka z Bogiem, względnie z innymi ludźmi, a niezwykle rzadko o jedności z samym sobą, chociaż bez tego nie jest możliwa jedność z czymkolwiek; reszta to fałsz i obłuda, mości panowie!].

 

Miłość jest jedynie punktem świetlnym, zdaje się nam wszelako ogarniać nas. Przed niewielu dniami nie istniała, niebawem przestanie istnieć; ale, póki istnieje, roztacza swój blask na okres, który ją poprzedzał, jak i na ten, który ma po niej nastąpić.

[Kiedy jesteśmy pogrążeni w ciemnościach, każdy punkt świetlny, nawet najbardziej nikły, wydaje się być „zbawczą jasnością rozpraszającą ziemskiej nocy mrok i cienie, wiodąc hen tam, gdzie wie­cznych zórz jarzą się święte płomienie”. Na takich poetyckich banałach opierają się uczucia, które niebanalne stają się dopiero wtedy, gdy nie rozpalają już naszych serc; w popiele, który się z nich osypuje, można dostrzec skrzący się w słońcu diamentowy pył].

 

Z chwilą, gdy istnieje tajemnica w dwojgu kochających serc, z chwilą gdy któreś z nich zdobyło się na to, aby ukryć bodaj jedną myśl, koniec już czaru, szczęścia! Uniesienie, niesprawiedliwość, przelotna zdrada nawet dadzą się naprawić, ale nieszczerość wprowadza obcy element, który znieprawia miłość i kala ją w jej własnych oczach.

[Nieszczerość znieprawia miłość, no ale przecież tej miłości musiało wcześniej zabraknąć, skoro pojawiła się nieszczerość między partnerami, a przynajmniej u jednego z nich.  Brak uczuć wynika z braku zaufania – świat stworzony przez ufność rozpada się bez niej natychmiast w gruzy].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Kiedy_umiera_ufnosc.jpg

 

 

Chciałem obudzić jej wspaniałomyślność, jak gdyby ze wszystkich uczuć miłość nie była uczuciem najbardziej samolubnym.

[Według Oscara Wilde’a wspaniałomyślność jest istotą przyjaźni, ale miłości chyba nie. Tak przynajmniej wynika z moich doświadczeń, bo im bardziej starałem się kierować dobrem tych kobiet, które kochałem, tym więcej wyzwalałem w nich zła. Zresztą ja też tak reagowałem w stosunku do wielu kobiet, które kierowały się wobec mnie podobnymi przesłankami. Miłość dostaje się podobno za darmo – zawsze zazdrościłem szczęśliwcom, którym przypada ona w udziale bez szczególnego wysiłku z ich strony, ot tak, po prostu, mimo iż, a może właśnie dlatego, że są oni stokroć bardziej samolubni niż ja].

 

Pierwszy raz w życiu miała cel; i ponieważ rzucała się ku temu celowi na oślep, chybiała go.

[Hermann Hesse w Sidharcie (tej książki nie omawiałem) ujął tę kwestię niezwykle ciekawie: „Kiedy ktoś szuka […] wówczas łatwo może się zdarzyć, że oczy jego widzą już tylko to, czego szukają, że nie jest w stanie niczego znaleźć, nic do siebie dopuścić, bo myśli tylko o tym, czego szuka, bo ma przed sobą cel, bo jest opętany myślą o celu. Wszak szukać znaczy mieć cel. Zaś znajdować, to być wolnym, być otwartym, nie mieć żadnego celu”].

 

Straszna to rzecz związek mężczyzny, który już nie kocha, i kobiety, która wciąż chce być kochana.

[A związek kobiety, która już nie kocha, i mężczyzny, który wciąż chce być kochany, jest rzeczą mniej straszną?].

 

Smutny jest los kobiet, gdy przekroczą trzydziestkę – cóż im po wolności, skoro mogą dać jedynie to, czego nikt nie chce.

[Wydawałoby się, że po dwustu latach od chwili napisania tych słów, coś powinno się w tym względzie zmienić, tym bardziej że kobiety wyzwoliły się od tamtej pory jeszcze bardziej, ale akurat w tym zakresie, mimo wielu rewolucji obyczajowych, nie wymusiło to żadnych zmian. Może dlatego wiele młodych i atrakcyjnych kobiet próbuje ułożyć sobie życie w ogóle bez mężczyzny. Jeśli ta tendencja będzie się nasilać, to frustratami staną się nie tylko samce w habitach]. 

 

Słabość jest zbrodnią, tak samo jak bezwzględność.

[Zazwyczaj myśli się, że słabość jest zbrodnią dokonywaną na samym sobie, a bezwzględność – zbrodnią dokonywaną na  innych, ale życie nie lubi prostych schematów. Ponadto te terminy nie muszą być antonimami!].

 

Byłem w istocie wolny; nikt mnie nie kochał: byłem obcy całemu światu.

[To poczucie rzeczywistej wolności ma jednak dla nas wyjątkowo gorzki posmak; instynkt stadny jest w nas zakorzeniony tak głęboko, że nie wyobrażamy sobie życia bez czyjeś akceptacji uczuciowej, która przecież też idzie w parze z lękiem przed odrzuceniem].

 

Przewidywał zło, zanim je uczynił, a cofał się z rozpaczą po jego spełnieniu.

[Nudziarz!].

[Chyba jednak muszę otworzyć drugi nawias kwadratowy, bo ktoś, kto nie zna bon motów Oscara Wilde’a, może być zaskoczony moim komentarzem. A Oskar Wilde powiedział tak: „Absurdem jest dzielić ludzi na dobrych i złych. Ludzie są albo czarujący, albo nudni”].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/zlodobro.jpg

 

 

Nienawidzę tej słabości, która wini drugich o własną niemoc.

[Tym razem podeprę się znakomicie uczesaną myślą Stanisława Jerzego Leca: „Własna niemoc jest tak niebezpieczna jak obca przemoc”].

 

Próżno zrywa człowiek ze wszystkim, co jest wewnątrz niego; nie jest zdolny zerwać sam z sobą!

[Człowiek, który pragnie zerwać sam z sobą, najwidoczniej nie jest sobą! Wszelkie inne posiadanie jest iluzją, jeśli się nie posiada siebie].

 

 

                         Cdn.

 

Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/.



 

 

03:48, jbroszkowski
Link Komentarze (2) »