RSS
piątek, 28 czerwca 2013
Zeszyty dawnych lektur (odc. 25)

 

Anatol France Gospoda pod Królową Gęsią Nóżką. KiW 1950

 

[Dziwny to pisarz, racjonalista i sceptyk wyrosły z Wolterowskiego ducha, dzisiaj już zapomniany, a przecież nadal jest uznawany za jednego z największych mistrzów prozy francuskiej; nasz Joseph Conrad nazwał go „księciem prozy”. Gdy w roku 1921 otrzymał nagrodę Nobla, jeden z członków jury, Erik Axel Karlfeldt, którego rodzona wnuczka była aż dwukrotnie szefową ataszatu kulturalnego Ambasady Szwedzkiej w Warszawie, okrzyknął go „ostatnim wielkim klasykiem naszych czasów, a być może ostatnim Europejczykiem”.

Opinia Karlfeldta, poety-noblisty, zapomnianego od dawna nawet w swojej ojczyźnie, wydała mi się w trakcie lektur książek Anatola France’a  mocno przesadzona. A racjonalizm i sceptycyzm autora Gospody pod Królową Gęsią Nóżką nie obejmował widocznie ideologii marksistowskiej – wstąpił bowiem do Francuskiej Partii Komunistycznej, co w tamtejszych kręgach literackich nie było niczym nadzwyczajnym (weźmy choćby Sartre’a czy Camusa).

Znaczną część z tego, co wypisałem z jego książek, musiałem usunąć, bo jest to zwyczajna paplanina: „Święta Maria Egipcjanka w pielgrzymce do Grobu Pańskiego napotkała głęboką rzekę, a nie mając pieniędzy na opłacenie przewozu oddała przewoźnikom ciało swe, jako zapłatę” albo „Salamandry są tak przedziwnej urody, że w porównaniu z nimi najpiękniejsza kobieta z dworu czy z miasta jest tylko wstrętną małpą. Salamandry chętnie oddają się filozofom”.

Nie wiem, czy salamandra oddała się Anatolowi France’owi, zachwycona staroświeckim urokiem jego opowiastek filozoficznych, ale chyba nie chodziło o salamandrę plamistą, którą w czasie ostatnich wędrówek wielokrotnie spotykałem na swojej drodze i nawet uwieczniłem na poniżej prezentowanej fotce. Jest to rzeczywiście stworzenie przedziwnej urody, nie śmiałbym jednak powiedzieć, że w porównaniu z nią najpiękniejsze kobiety są tylko wstrętnymi małpami.

 

                              

                                                Niestety, nie oddała się nawet moim kaloszom piankowym!

 

France miał prawo być mizoginem po tym, co przeżył ze swoją pierwszą żoną – niezbyt powabną, a w dodatku głupią i despotyczną, która od rana do nocy rzucała na niego gromy. Gwałtowna i porywcza nie znosiła sprzeciwu. W zastraszonym małżonku obudził się jednak duch oporu. Postanowił odpowiadać jej pogardliwym milczeniem, co doprowadzało ją do furii. W końcu posunęła się do rękoczynów. Pan Anatol, nadal nic nie mówiąc, bo mogłoby się to dla niego skończyć jeszcze gorzej, wyszedł w szlafroku do pobliskiego hotelu, zabierając ze sobą jedynie pióro, kałamarz i artykuł, który właśnie pisał. I do tej „wstrętnej małpy” już oczywiście nigdy nie wrócił.

Tyle wiadomo z relacji Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Według niego France opisał swoje perypetie małżeńskie w Manekinie trzcinowym. Tam głównym powodem rozpadu związku państwa Bergeretów jest jednak zdrada małżeńska, której dopuściła się pani domu. I dlatego pan Bergeret zapiekł się w milczeniu, które przymusiło zdradziecką, ale bynajmniej nie wojowniczą małżonkę do opuszczenia domu. Niewiele więcej zapamiętałem z książki typowego bibliofila, a zatem rozwlekłej i nudnej, z której wypisy omówię w drugiej kolejności i zwięźle, gdyż są tylko dwa.

Aforyzmy France’a o kobietach nie są szczególnie błyskotliwe ani odkrywcze: 1) Kobieta nie jest taka sama dla wszystkich. 2) Ciało kobiety karmi się pieszczotami jak pszczoła nektarem kwiatów. 3) Tylko kobiety i lekarze wiedzą, jak bardzo potrzebne i dobroczynne jest kłamstwo. Jest to o tyle dziwne, że pozostawał w długiej zażyłości z jedną z najciekawszych kobiet tamtej epoki, panią Arman de Caillavet, która stała się jego muzą i z prawie nieznanego literata uczyniła gwiazdę nie tylko swego salonu literackiego.

 

                                      

 

Proust też jej sporo zawdzięczał, ale France znacznie więcej, prawie wszystko. Charles Maurras twierdził wręcz, że to ona wyznaczała mu godziny pracy i odpoczynku, wsysała w niego energię twórczą, której jako osobnik z natury gnuśny bardzo potrzebował, latała za nim z kajetem, żeby notować jego myśli i… dopisywać mu własne przemyślenia, tak iż tylko ona wiedziała, co jest jego, a co jej. Oczywiście żadnej wdzięczności ani ze strony Prousta, ani od niego się nie doczekała. Ach, ileż takich „wstrętnych małp” było w dziejach literatury światowej!].

 

                                          

 

Trzem rodzajom ludzi filozof nie może odsłonić swych tajemnic: książętom, bo potęgę ich powiększać byłoby rzeczą nieostrożną, rozpustnikom, bo mogliby tajemnej wiedzy użyć na zaspokojenie swych złych namiętności, i zuchwalcom, bo nie należy uzbrajać ich myśli bezlitosnej.

[Czytając to zastanawiałem się jedynie nad tym, jakich tajemnic nie powinien zdradzać filozof rozpustnikom? Czyżby France myślał o Monteskiuszu? W swoim największym dziele, zatytułowanym O duchu praw, zajmował się wprawdzie analizą ówczesnych form ustrojowych, ale wyszedł przecież od koncepcji prawa naturalnego, do którego pasuje przecież jego pogląd, że „ten, kto ograniczyłby się do własnej żony, zostałby okrzyknięty burzycielem spokoju publicznego”].

 

Ulepieni z gliny, mieli upodobanie do błota.

[Do gliniastego błota nie mam upodobania od owego wiosennego dnia, gdy po długotrwałych opadach zacząłem pogrążać się na rozjeżdżonej drodze leśnej prawie po kolana w głębokiej koleinie. Widząc, że to nie przelewki, bo pogrążałem się nadal, chwyciłem się zbawczego krzaka i po wyskoczeniu z wysokich kaloszy piankowych stanąłem prawie suchą nogą na zbawczym pagóreczku. Kalosze udało mi się odzyskać po godzinnym fedrunku].

 

Niczemu nie wierzyć, znaczy wierzyć wszystkiemu.

[Wierzyć wszystkiemu, znaczy nie wierzyć niczemu. Czyli pozłacane myśli].

 

Chcieć pozostawić pamięć o sobie w sercu kobiety, jest to chcieć odcisnąć ślad pierścienia na bieżącej wodzie.

[Próbowałem odcisnąć ślad pierścienia na stojącej wodzie – i też mi się to nie udawało].

 

Niewierność kobiet nie szpeci ich rysów. Przyroda, która lubi je zdobić, obojętna jest na ich błędy.

[Niewierność jest traktowana przez wiarołomne kobiety jako życiowy błąd tylko wtedy, gdy prowadzi do rozpadu związku, na którym im zależy wyłącznie ze względów materialnych – utrata tego typu dóbr jest najbardziej dla nich dotkliwa; nie ubolewają nad utratą uczuć, bo dawno je w sobie pogrzebały].

 

Cnota jak kruk gnieździ się w ruinach: zamieszkuje doły i zmarszczki ciał.

[Ująłem to kiedyś nieco inaczej: „W ruinach ciał straszy duch”. Stać mnie było na wielkoduszność!].

 

Ludzie oscylują nieustannie między potępieniem i odkupieniem.

[W dzisiejszych czasach powinno to brzmieć: „Niektórzy ludzie oscylują nieustannie między potępieniem i odkupieniem”. Zdecydowana większość zaprząta sobie głowę sprawami doczesnymi, a nie ostatecznymi, bo to jest ostateczność].

 

Prawa są nieludzkie, dlatego że są boskie.

[Jeśli „boskie” ma oznaczać „nieludzkie”, bez względu na to, jakich praw miałoby to dotyczyć, to pozwólcie, że przejdę do kolejnego wpisu].

 

                             

 

 

                                       W cieniu wiązów. Manekin trzcinowy. PIW 1956

  

Wszystkie czyny ludzkie mają za bodziec głód lub miłość.

[Nie wszystkie. Uogólnienia wiodą na manowce. Już kiedyś pisałem, iż to, że każdy ptak jest zwierzęciem, nie jest dowodem na to, że wszystkie zwierzęta są ptakami].

 

Dobro oskarżonego jest święte, dobro społeczeństwa jest po dwakroć święte, dobro sprawiedliwości jest święte po trzykroć.

[Jeśli ktoś pozostaje we władzy iluzji, to pobożne życzenia może brać za rzeczywistość].

 

  

                                                               Historia komiczna. Czytelnik 1962

 

Lepiej być głupim jak wszyscy niż rozumnym jak nikt.

[Kolejna błyskotka słowna, w której być może znajdowała upodobanie pani Arman de Caillavet. Czy ma z tego wynikać, że nikt nie jest rozumnym? Ejże, nie wypada wskazywać na samego siebie, ale skoro w świecie wirtualnym nikt nie podniesie ręki, jestem zmuszony to uczynić].

 

Pomimo że nie krępowali się w swoich wypowiedziach, gdyż obyczaje mieli swobodne i znali się nawzajem doskonale, zachowywali tę niezbędną w każdym środowisku ludzkim dozę hipokryzji, która pozwala ludziom spoglądać na siebie bez lęku i obrzydzenia.

[Jeśli o mnie chodzi, to z lękiem i obrzydzeniem spoglądam jedynie na hipokrytów].

 

Jesteśmy stworzeni, by się wzajemnie pożerać.

[France nie mógł znać Karola Kazimierza Kurpińskiego, gdyż ten przebywał w Paryżu przed jego narodzinami, ale przynajmniej jedna ze złotych myśli twórcy Warszawianki, mogła przecież krążyć wśród bywalców salonu pani Arman de Caillavet, wśród których byli także Polacy: „Nie na to żyją istoty, aby się wzajemnie pożerały, lecz dlatego muszą się pożerać, aby żyć mogły”].

 

Można zawsze osiągnąć to, co się chce, trzeba tylko zapłacić należną cenę.

[Czyżby to było nawoływanie do dawania łapówek? A może nie chodzi o „należną cenę”, lecz o należną kwotę, czyli sumę wszystkich naliczonych kosztów pomniejszoną o zastosowane płatności? Gdyby tłumacz napisał: „Można zawsze osiągnąć to, co się chce, trzeba tylko zapłacić odpowiednią cenę”, wątpliwości byłoby znacznie mniej].

 

Wszystko, co czynimy, przepływa niby rzeka wśród brzegów niepamięci.

[Denerwujące są uogólnienie stosowane przez autora niemal nagminnie: „zawsze”, „wszystko” etc. Nie każdy cierpi na amnezję!].

 

Ludzie pojęli, że bez tych wyobrażeń staliby się szaleńcami. Mogli wybierać tylko pomiędzy głupotą i szaleństwem. Bardzo rozsądnie wybrali głupotę. Oto jest podstawa wszelkich pojęć moralnych.

[Nie mając książki przed sobą, nie wiem, o jakie wyobrażenia chodzi? Tym razem zgadzam się jednak z France’em, chociaż wolałbym, żeby to zdanie brzmiało tak: Ludzie wybierają głupotę, ponieważ głupota nie wybiera.]

 

 

 

 

                                                      Cdn.

 

Zapraszam na

http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/ tych, którzy mają zamiar kurować się w Iwoniczu-Zdroju (Jak być kuracjuszem w Iwoniczu-Zdroju), oraz te, które po wizycie u fryzjera same siebie nie mogą poznać (Fryzjerstwo z bliska).

 

09:59, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 czerwca 2013
Zeszyty dawnych lektur (odc. 24)

 

Juan Goytisolo Popołudnia trędowatych. Czytelnik 1959

 

[W Hiszpanii ta książka ukazała się pięć lat wcześniej, a jej autor miał wtedy zaledwie 21 lat. Jego dwaj bracia też zaistnieli w literaturze, ale rozgłos zdobył tylko on, gdyż jako pierwszy podjął problematykę kryzysu moralnego młodego pokolenia, znużonego okresem stagnacji politycznej po burzliwych wydarzeniach wojny domowej, podczas której masowo rozstrzeliwano z jednej strony księży i zakonnice, a z drugiej działaczy lewicowych. Nie tylko urzędników i nauczycieli, bo ofiarą frankistowskiego terroru padł m.in. wielki poeta, Federico Garcia Lorca, a brytyjski ochotnik walczący po stronie republikanów, znany później jako George Orwell, cudem uniknął śmierci. Pablo Picasso uwiecznił na swoim obrazie zagładę Guerniki, świętego miasta Basków, zbombardowanego przez niemiecki korpus Legion Kondor, wchodzący w skład Luftwaffe. W wyniku nalotu na Barcelonę zginęła matka Juana Goytisola, osierocając siedmioletniego chłopca. Niektóre źródła podają, że w tej okrutnej wojnie straciło życie kilkaset tysięcy cywilów. Do dnia dzisiejszego pozostały niezabliźnione rany owych bratobójczych walk. Działająca od roku 1959  ETA – terrorystyczna organizacja baskijskich nacjonalistów – wprawdzie ogłosiła przed trzema laty zawieszenie broni, ale nadal jej nie złożyła.

 

                   

 

Przymusowi sukcesorzy tego najtragiczniejszego epizodu w liczącej ponad dwa tysiące lat historii kraju, któremu było dane przejść przez piekło wojny domowej, musieli się zmierzyć nie tylko z tym, gdyż dyktatura gen. Franco osiągnięciami gospodarczymi mogła poszczycić się dopiero po dwudziestu latach ekonomicznej zapaści, już po napisaniu tej książki („hiszpański cud gospodarczy” miał miejsce w latach 1955-1975).  Było to więc pokolenie podwójnie przegrane. Trudno byłoby jednak opisaną przez Goytisola młodzież (bez ideałów i celu w życiu, pogrążoną w lenistwie, pijaństwie i rozwiązłości) określić mianem „bananowej”, mimo iż w minionym roku Hiszpania okazała się być największym producentem bananów w Unii Europejskiej. W ogóle termin ten pojawił się na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, a u nas znalazł się w oficjalnym obiegu dopiero po marcu 1968 i studenckich rozruchach w proteście przeciwko rządowej nagonce antysemickiej.

Trzeba dodać, że banany były u nas wtedy towarem deficytowym, więc jedynie posiadacze walut wymienialnych lub bonów dolarowych PKO (w „Pewexach” można było kupić za nie także coca-colę) mogli się zażerać tym rarytasem. Władze PRL wykorzystały termin „bananowa młodzież” w trakcie wydarzeń marcowych do napiętnowania przywódców młodzieży akademickiej, ale już wcześniej były zaniepokojone postępującą degrengoladą moralną tych, którzy mieli być przyszłością narodu. Nastąpiło to w okresie politycznej i gospodarczej stagnacji – po chwilowym ożywieniu nastrojów społecznych w okresie tzw. odwilży październikowej 1956 roku Pamiętam doskonale te czasy – wrzenie wśród młodych po likwidacji tygodnika „Po prostu” nie przerodziło się w otwartą rewoltę i dlatego musiało znaleźć gdzieś ujście. Jedni wyżywali się w pijaństwie i rozwiązłości, inni w sporcie. Ja należałem do tych drugich].

 

Nie należy mieć zaufania do uczuć. Na dnie zawsze jest coś mętnego.

[Czy będziemy szczęśliwsi dzięki temu, że nasza sytuacja uczuciowa – po rozejściu się z kolejnym partnerem – stanie się bardziej klarowna? Mimo wszelkich rozczarowań życiowych należy ufać uczuciom, bo innej drogi do szczęścia nie ma. Powstrzymywanie się przed próbą ich zmącenia wymaga jednak od nas czystej myśli. Nie iluzji, bo tworzą one świat fikcji, w której rzeczywistość jest zmyśleniem].

 

Szukam odpowiedzi, a naprawdę nie wiem nawet, jak brzmi pytanie.

[Na wszelki wypadek postąp jak kapłanka wyroczni delfickiej: udziel niejasnej odpowiedzi w formie heksametrycznej, wzorując się na poemacie Norwida Bema pamięci żałobny rapsod, spopularyzowanym u nas przez Czesława Niemena, który znakomicie wcielił się w rolę Pytii http://www.youtube.com/watch?v=0yWnInAK1Lw].

 

Muszę wynajdywać alibi, żeby dowieść sobie, że istnieję. Alibi? Przeciw komu.

[Samo to, że istniejemy, nie jest przestępstwem. Alibi oznacza po łacinie „gdzie indziej”, co ma świadczyć o tym, iż znajdowaliśmy się w innym miejscu egzystencjalnym niż to, w którym podejrzewano, że jesteśmy. Alibi szuka się dla siebie – przeciw oskarżycielom, którzy twierdzą, że nie istniejemy albo że jest to istnienie pozorne.

Aby odeprzeć takie oskarżenie, trzeba udowodnić, że jesteśmy na poziomie istnienia absolutnego, którego nie można unieważnić, tak jak unieważnia się wytwory marzeń sennych, kiedy się budzimy, czy nawet te oparte na postrzeganiu empirycznym, które dostrzegamy na jawie. Z tego, że świat istniejący wokół nas, jest jedynie pozornie prawdziwy, zdają sobie sprawę ci, którzy chociaż raz w życiu doświadczyli w pełni swej prawdziwej natury, a zatem istnieli absolutnie, stanowiąc żywy dowód na prawdziwość nauk Adi Śankary, twórcy Adwajty].

 

Czuł się rozdarty między chęcią milczenia i potrzebą zwierzenia się.

[Najlepiej zwierzać się rybom akwariowym – raczej nie puszczą tego od razu w obieg, chociaż z pyszczków przytkniętych do szyb też można sporo wyczytać].

 

Mądrość życiowa polega na tym, by w każdym okresie życia popełniać jedynie te błędy, które harmonizują z wiekiem.

[O ileż bylibyśmy mądrzejsi, gdyby na makatkach w kuchni widniały takie sentencje, zamiast: „Dobra żona tym się chlubi, że gotuje, co mąż lubi”].

 

                               

 

                                                             Cdn.

 

 

Zapraszam na

http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/ tych, którzy mają zamiar kurować się w Iwoniczu-Zdroju (Jak być kuracjuszem w Iwoniczu-Zdroju), oraz te, które po wizycie u fryzjera same siebie nie mogą poznać (Fryzjerstwo z bliska).

12:32, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 czerwca 2013
Zeszyty dawnych lektur (odc. 23)

 

Gilbert K. Chesterton Poeta i wariaci. Pax 1960

 

[Z głęboką ulgą chowam się ponownie pod zeszyty dawnych lektur – ze świadomością, że jestem jednym z ostatnich Mohikanów, którzy zamiast zajmować się wielką polityką odświeżają strony zapisane przed półwieczem piórem wiecznym, czyli atramentem. Może dzięki temu będąc poetą nie zostanę uznany za wariata.

Edwarda Chestertona zapamiętałem z zabawnej karykatury. Mistrz groteski sam był postacią groteskową – mimo pielęgnowanej starannie powagi. Zajmował się wszystkim, co możliwe, żeby zdobyć rozgłos. Zmieniał poglądy i wiary, ale w końcu i tak wychodził na swoje. Wypisz wymaluj: syn kupca. Jako współtwórca dystrybucjonizmu, teorii głoszącej potrzebę budowy społeczeństwa opartego na upowszechnieniu drobnej własności, raczej detalista niż hurtownik.

 

                                

    

W odniesieniu do poprzedniego postu – jestem ogromnie ciekaw, co by powiedział Chesterton o Polsce, gdyby dane mu było odwiedzić nasz kraj nie w roku 1927, lecz 2013? Czy podtrzymałby swoją wcześniejszą opinię? „Moja instynktowna sympatia do Polski zrodziła się pod wpływem ciągłych oskarżeń miotanych przeciwko niej; i – rzec mogę – wyrobiłem sobie sąd o Polsce na podstawie jej nieprzyjaciół. Doszedłem mianowicie do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa. Ilekroć zdarzało mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tym osobniku, obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do Polski. Nauczyłem się oceniać ją na podstawie tych nienawistnych sądów – i metoda okazała się niezawodną”.

Był wprawdzie zdeklarowanym konserwatystą i w obronie swoich poglądów wdawał się w publiczne polemiki, ale czynił to rzecz jasna z klasą, bo jego adwersarzami byli m.in. G. B. Shaw czy H. G. Wells.  U nas spotkałby się wyłącznie z zapienionymi piewcami ładu i porządku (groźnymi anarchistami byliby oni jedynie w oczach swoich oponentów), więc jeśli nawet zostałby Czwartkiem, to gdzie, a raczej w kim szukałby Niedzieli? Może powinien poszukać Go w sobie, marzącym w głębi duszy, wbrew głośno wyrażanym deklaracjom, o pogrążeniu Polaków w chaosie? Jest to oczywiście nawiązanie do drugiej książki, którą też tu będę omawiał. W Człowieku, który był Czwartkiem NIKT NIE JEST TYM, ZA KOGO SIĘ PODAJE. Dokładnie to samo można powiedzieć o wielu naszych prominentnych osobnikach „grzęznących w bagnie materialistycznej polityki”].

 

Geniusz powinien być skoncentrowany. Musi tkwić w samym sercu wszechświata, a nie krążyć po jego krańcach.

[Jak to dobrze, że nie okrzyknięto mnie geniuszem! Mogę sobie spokojnie spacerować po iwonickich pagórach].

 

Zdrada, a nie rozpacz, była występkiem Judasza.

[Po co ta złożona konstrukcja, skoro wiadomo, że rozpacz nie jest występkiem? Niektórzy twierdzą, że może być początkiem nadziei. Choćby na urzeczywistnienie się Boskiego planu, bo przecież Judasz musiał zdradzić, żeby go wypełnić, nie miał wyboru].

 

Ani wieża nie jest dość wysoka, ani przepaść nie ma dostatecznej głębi.

[Biorąc pod uwagę tytuł, chodziło zapewne o wieżę z kości słoniowej, w której wielu poetów zamyka się w nadziei, że nikt nie zakłóci im grafomańskiego spokoju ducha. A gdy w rzekomej rozpaczy spowodowanej chroniczną niemocą twórczą rzucą się z wieży, muszą mieć pewność, że nic im się nie stanie. Chwyty komediowe mają, jak wszystkie błazny, wyćwiczone na pamięć].

 

W swoich odruchach przypominał unoszący się w powietrzu puch mlecza, który może osiąść na każdym cierniu.

[Ktoś za przenośnię bardziej doskonałą uznał tę, która została wymyślona przez jakiegoś dziennikarza przy okazji omawiania przyczyn zbrodni w Jedwabnem: „W warunkach okupacyjnych ci Żydzi byli łatwopalni”. Zapewne na cierniowej koronie Zbawiciela osiadał dym unoszący się nad stodołą].

 

                        

                                                            Komuś ta przenośnia się nie spodobała

 

Wątpię, czy którakolwiek prawda może być wyrażona inaczej, jak w formie paraboli.

[Proszę zająć się wymyślaniem paraboli dla prawdy, która może być ponoć wyrażona jedynie w taki sposób, a ja zrobię korektę stylistyczną tego zdania: „Wątpię, czy jakakolwiek prawda może być wyrażona inaczej niż w formie paraboli”].

 

Przypuszczam, że dom wariatów może być znakomitym schronieniem dla ludzi zdrowych.

[Tym samym może być klasztor dla ludzi gnuśnych i leniwych. Poznałem kiedyś młodziana, który narzekał na pecha, bo tuż przed wyświęceniem na zakonnego braciszka odkryto, że pod kapturem nosił słuchawki. W trakcie codziennych modłów zamiast w kazaniu, uczestniczył w  misterium heavy metalowej muzyki].

 

Nie można wygrać żadnej walki, będąc uzbrojonym tylko w palmę zwycięstwa.

[Na zdrowy rozum tak to wygląda, ale jak komuś odbije palma i ogłosi się „wodzem narodu” to może odnieść triumf, o czym zaświadcza także nasza historia].

 

Nieograniczona wolność jest podobna do koła, które jest zarazem nieskończonością i więzieniem.

[Nawet wolność słowa jest ograniczona].

 

Lubił mówić o sobie, ponieważ nie był egoistą.

[No tak, altruiści mówią tylko o innych – w kontekście bezgranicznego poświęcania się dla nich].

 

                              

                                                        Człowiek, który był Czwartkiem. PIW 1961

 

Mordercy cenią życie: jeśli je odbierają drugiemu człowiekowi, to po to, by swoje własne wzbogacać ofiarą cudzego, mniej – jak im się wydaje – wartościowego. Ale filozof nienawidzi życia w ogóle, zarówno własnego, jak cudzego.

[Jeśli filozofia jest umiłowaniem mądrości, to głoszenie braku celu, znaczenia i wartości życia, a właśnie tym charakteryzuje się nihilizm egzystencjalny, zbyt sensowne chyba nie jest? Nie tylko w komórkach istnieje samobójczy gen, który uruchamia tam procesy doprowadzające do ich unicestwienia, występuje on także u osób, które targają się na swoje życie – najczęściej nieoczekiwanie (pod wpływem jakieś impulsu, zazwyczaj bzdurnego z naszego, racjonalnego punktu widzenia), ale, jak się okazuje, nie zawsze.  

Tak było w przypadku pewnej rodziny, którą znałem. Ona była nauczycielką, która przez dwa lata drżała o życie swego męża, gdy pewnego dnia odkryła, że nosi się z zamiarem popełnienia samobójstwa, mimo iż nie było żadnego racjonalnego powodu do tak desperackiego kroku. On z zawodu muzyk, też nauczyciel, kochający swoją pracę, żonę i dzieci. Czterech synów, których zaraził swoją pasją do muzyki. Z wakacyjnego grania na fińskich promach pasażerskich udało mu się zbudować duży dom na półhektarowej działce, na której oprócz wiśni, jabłoni czy grusz posadził sześć drzew opiekuńczych, dla każdego z członków jego rodziny (w zależności od ich daty urodzenia, w oparciu o celtycki horoskop drzew): jarzębinę, klon, topolę, kasztan, jesion i dąb.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jego pragnienie samounicestwienia się, wobec którego czuł się bezradny w chwili, kiedy się pojawiało. Przedtem żadnych objawów depresji, wprost przeciwnie: przepełniała go radość życia, zarażał wszystkich swoim optymizmem, codziennie dom rozbrzmiewał jego śmiechem, a wieczorami rodzinnym muzykowaniem; grał biegle na kilku instrumentach, synowie też. Jego żona była jednak niespokojna, starała się nie opuszczać go ani na chwilę, śledziła każde drgnienie na twarzy ukochanego i kochającego męża. Ale tamtego feralnego dnia musiała wyjechać do miasta, żeby załatwić jakąś pilną sprawę urzędową. Zajęty pracami w ogrodzie nie chciał jej towarzyszyć. Zapewniał ją ze śmiechem, że jest w znakomitym nastroju i nie zamierza popełnić żadnego głupstwa. Kiedy wróciła, wisiał w pokoju synów, trzymając w rękach ich ślubną fotografię].

 

                       

 

Impresjonizm – jedna z niezliczonych form skrajnego sceptycyzmu, który nie widzi stałej podstawy świata.

[O nie, panie Chesterton, może pan wygłaszać kolejne bzdurstwo, ale tym razem nie dam się sprowokować do zwierzeń (dramat tamtej rodziny dotknął mnie osobiście, bo ktoś słusznie napisał, że samobójstwo, niczym kamień rzucony w wodę, tworzy wiele kręgów i dotyka nawet ludzi obcych jako zjawisko sprzeczne z naturalnym porządkiem rzeczy)! Powiem tylko, że impresjonizm jest formą skrajnego optymizmu, bo stałą podstawę świata widzi nawet w jego migotliwości].

 

Ludzie biedni niekiedy protestują przeciw złym rządom. Bogacze natomiast zawsze protestują przeciw każdej próbie rządzenia nimi. To arystokraci bywają z reguły anarchistami.

[Tym razem, panie Chesterton, przyznaję panu rację. Ludzie biedni godzą się ze swoim losem, gdyż pieszczą w sobie mściwą satysfakcję, że tylko im uda się wejść do królestwa niebieskiego, a bogacze będą smażyli się wiecznie w ogniu piekielnym. Na szczęście, nie można już kupować odpustów].

 

 

 http://jbr.blox.pl/resource/w_czerwonym_kocyku.jpg



 

                                                 Cdn.

  

Zapraszam na

http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/ tych, którzy mają zamiar kurować się w Iwoniczu-Zdroju (Jak być kuracjuszem w Iwoniczu-Zdroju), oraz te, które po wizycie u fryzjera same siebie nie mogą poznać (Fryzjerstwo z bliska).

12:49, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »