RSS
środa, 29 maja 2013
Żeby Polska, żeby Polska, żeby Polska była Ubuntu (cz.2)

W plemionach rządzących się tą filozofią nie ma kacyków walczących o władzę za pomocą wszelkich dostępnych (czytaj: niegodziwych) środków. Wódz plemienia doskonale wie, że swój urząd zawdzięcza wszystkim członkom tej społeczności, i dlatego nie wynosi się nad innych. Tym zasadom pozostał przez całe życie wierny Nelson Rolihlahla Mandela, syn wodza plemienia Thembu, który w klanie Xhosa nosił imię „Madiba” („ojciec”). Ojcem narodu południowo-afrykańskiego był nie tylko wtedy, gdy walczył przeciw apartheidowi, ale i wówczas, gdy opuszczając po dwudziestu siedmiu latach więzienie na wyspie Robben objął urząd prezydenta Republiki Południowej Afryki. Oto podane przez niego objaśnienie ducha ubuntu: http://www.youtube.com/watch?v=j8DbmBgS6mI.

Warto też posłuchać, jak o ubuntu mówił jego przyjaciel, pierwszy czarny arcybiskup anglikański, Desmond Mpilo Tutu http://www.youtube.com/watch?v=ftjdDOfTzbk. Patrząc na tego kościelnego hierarchę w stroju prawie skautowskim można doskonale zrozumieć, dlaczego po odsunięciu białych od władzy przeforsował wprowadzenie do konstytucji RPA zakazu dyskryminacji, co uchroniło ten kraj przed chaosem konfliktu etnicznego. I dlaczego walczy o równouprawnienie związków tej samej płci, oskarżając swój kościół o obsesję na tym punkcie i stwierdzając: „Jeżeli Bóg, jak mówią, jest homofobiczny, nie oddawałbym mu uwielbienia”. A przecież trudno posądzać arcybiskupa o odmienną preferencję seksualną, skoro od 1955 roku jest przykładnym małżonkiem, ojcem czworga dzieci.

Niektórzy badacze filozofii ubuntu twierdzą, że w początkach chrześcijaństwa można też odnaleźć jej istotę. Chodzi o „agape” (z gr. „miłość”). Bezwarunkowa miłość Boga do człowieka, zdolna nawet do samopoświęcenia (w celu odkupienia jego grzechów i wyzwolenia go z mocy szatana), przenosiła się na stosunki wzajemne wczesnych chrześcijan. Ta „miłość oddania” była miłością braterską i siostrzaną – nikt nie był pozostawiony sam sobie; jedność była wtedy koniecznością w obliczu realnych dla tej wspólnoty zagrożeń zewnętrznych.

Właśnie do agape odwoływał się Martin Luther King: „Agape służy zaakcentowaniu jedności ludzkiej, jako wspólnoty powiązanej siecią współzależności. […] Rodzaj ludzki potrzebuje każdej istoty, ponieważ dzięki niej może osiągnąć swoją pełnię. Bez znaczących relacji z innymi nie jest możliwe nasze spełnienie jako istoty ludzkiej”. Będąc potomkiem afrykańskich niewolników rozwinął to oczywiście w duchu filozofii ubuntu: „Każdy człowiek jest częścią mnie, a ja jestem częścią jego. […] Ludzie rodzą się, aby żyć razem i bez tego dążenia nie byliby prawdziwie ludzcy”.

Można by też przy okazji nawiązać do bardziej złożonych nurtów filozoficznych, już „naszych” europejskich, choćby do filozofii dialogu (spotkania), podjętego przez Ferdinanda Ebnera na początku XX wieku, gdy w centrum zainteresowania filozofów znalazł się człowiek i jego relacja z drugim człowiekiem. Od Ja-Ty-Inny, gdzie człowiek musi spotkać swego mistrza, swego nauczyciela, by od niego nauczyć się bycia wobec drugiego człowieka, do Zapytany-Pytający (ten nurt jest najbliższy istoty ubuntu), gdzie relację człowiek-człowiek charakteryzuje związek dialogiczny. Z prawdziwą przyjemnością stwierdzam, że przedstawicielem tego nurtu był ks. prof. Józef Tischner.

Wielka szkoda, że zabrakło Go w obliczu aktualnego „dialogu społecznego” w naszym kraju, szczególnie ożywionego po katastrofie smoleńskiej. Na pozór wszystkim stronom tego dialogu chodzi o to, żeby Polska, żeby Polska, żeby Polska była… Właśnie czym? Prześmiewcy mówią „Wolską”, nawiązując do refrenu hymnu narodowego odśpiewanego przez Jarosława Kaczyńskiego http://www.youtube.com/watch?v=pxvx0g5gmAA na II Kongresie PIS 4 czerwca 2006 roku.

Gdyby Komisja Macierewicza zajęła się tą sprawą, udowodniłaby bez trudu, że to nagranie zostało zmanipulowane na polecenie władz naczelnych konkurencyjnej partii, tak jak nagrania z czarnych skrzynek polskiego Tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku. Jest bowiem wręcz niemożliwe, żeby Pan Prezes tak okropnie fałszował przy śpiewaniu mazurka Dąbrowskiego, który matka nuciła mu codziennie na dobranoc zamiast kołysanki, tym bardziej że jako dziecko dysponował słuchem absolutnym, o czym świadczy brawurowo wykonana przez niego wraz z bratem piosenka z filmu O dwóch takich, co ukradli księżyc http://www.youtube.com/watch?v=sURrBcyi1jE.

W Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru, znalazło to od razu swoje odbicie. Podobno Ludwik Dorn, „trzeci bliźniak”, chciał, żeby zmienić początek inwokacji do Pana Tadeusza na: „Wolsko, ojczyzno moja…”, a Jan Pietrzak, może dlatego że prezentował kiedyś swoje skecze w Teatrze na Woli, wyraził ponoć gotowość uznania nowego państwa (ang. Voland, niem. Wolen, ros. Вольша, węg. Vengyelország etc.) i kazał wszystkim Prawdziwym Wolakom śpiewać: „Żeby Wolska, żeby Wolska, żeby Wolska była Wolską!”. Historię, gospodarkę, kulturę tego kraju opisano tam w trzech akapitach, natomiast jego położenie geograficzne nasuwało widocznie trochę wątpliwości, skoro „trwają badania, czy lokalizacji Wolski nie należałoby uznać za sam środek Zadupia Centralnego”.

 

    

 

O POpisach wokalnych Donalda Tuska nie słychać. Aha, w języku wolskim następujące po sobie litery P i O pisane są zawsze kapitalikami, np. „POspolite skurwiele”, ale w celu osiągnięcia tego efektu głoska w wyrazie może tracić dźwięczność oraz drugi brzuszek, np. w tytule piosenki POlszewiki jadą http://www.youtube.com/watch?feature=endscreen&NR=1&v=V9nTMs6QeUs.  Nie jest to jednak regułą, o czym świadczy kreskówka zatytułowana Wesoły Bronek http://www.youtube.com/watch?v=7qbKCzTqKMk.

Jeśli przyszłe wybory wygra PIS, to główna partia opozycyjna na pewno powoła Komisję Niesiołowskiego w celu udowodnienia, że nie jest możliwe, aby „nieodrodny wnuk dziadka-wermachtowca oraz agent Merkel” mógł być w tym samym wcieleniu także POlszewikiem (to samo dotyczy jego ekipy, której niektórzy członkowie z bolszewizmem walczyli czynnie). A zatem musiało dojść do manipulacji i fałszerstwa. A jeśli chodzi o 7 cudów Tuska? No cóż, cuda obiecują wszyscy politycy (POlitycy), a wyborcy w nie wierzą, szczególnie ci, którzy w cuda wierzą.

 

          

 

Mógłbym te kabaretowe wątki ciągnąć w nieskończoność, powiem jednak od razu, że nie tylko mnie to nie śmieszy, ale wręcz przygnębia. Pamiętam czasy, gdy można było porozmawiać przyjaźnie z każdym człowiekiem napotkanym na drodze (o cudnych autostopowych przygodach lepiej nie wspominać, bo nikt w to nie uwierzy), a dzisiaj strach otworzyć usta – fanatyzm i szaleństwo może czaić się w oczach nawet bławatkowych, a stek bredni wylewać się z jam gębowych nie tylko polityków, którzy na kłamstwach zjedli zęby. Mówi się, że ryba psuje się od głowy – i na słuszność tego porzekadła wskazuje przykład wielu naszych „mężów stanu”, dla których ważny jest stan posiadania ich partii, a nie dobro powszechne, ale w moim odczuciu coraz bardziej pleniące się chamstwo i agresja wywodzą się z podstawowych komórek społecznych, czyli gniazd rodzinnych.

Patologia ta nie dotyczy tylko tych rodzin, w których panuje duch ubuntu. Gdzie każdy – i dziecko, i dorosły – wie, że ma swoją pieśń, bo nawet jeśli o niej zapomni, to ci, którzy go kochają, przypomną mu o niej i nie dadzą się zwieść ani błędom, jakie popełni, ani ciemną stroną jego ja, którą pokazuje innym. Będą pamiętać o jego pięknie, kiedy poczuje się brzydkim, o tym, że tworzy całość, kiedy jest w rozsypce, o jego niewinności, kiedy czuje się winnym, oraz o celu jego życia, gdy czuje się zagubionym.

 

 

 Zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/ tych, którzy mają zamiar kurować się w Iwoniczu-Zdroju (Jak być kuracjuszem w Iwoniczu-Zdroju), oraz te, które po wizycie u fryzjera same siebie nie mogą poznać (Fryzjerstwo z bliska).

10:52, jbroszkowski
Link Komentarze (2) »
sobota, 25 maja 2013
Żeby Polska, żeby Polska, żeby Polska była Ubuntu (cz.1)

Zdecydowana większość Polaków, szczególnie tych nastawionych ultra patriotycznie, nie zna tego słowa, może dlatego że zamiast obywatelskiego nieposłuszeństwa preferowało się u nas zawsze otwarty bunt przeciw władzom – obcym, zaborczym, jeśli nie zostały wybrane w wyborach prawdziwie wolnych, a nie tych sterowanych przez Żydów, masonerię i cyklistów. Ponadto tam, gdzie szukają pożądanych dla siebie informacji, nie znajdą najmniejszej wzmianki o komputerowych systemach operacyjnych. Jedynie młodzi i wykształceni Polacy kojarzą je z kilkoma wariantami dystrybucji Linuksa, które w zależności od wykorzystanego w nich środowiska graficznego oraz podstawowego zestawu pakietów, przybierają poszerzone nazwy: Kubuntu, Xubuntu, Lubuntu i Fluxbuntu, wywodzące się oczywiście od wersji podstawowej – Ubuntu.

Zresztą nawet użytkownicy Linuksa próbują na forach internetowych dowiedzieć się, co to słowo znaczy: „Z tego, co wiem, to pochodzący z RPA Mark Shulttleworth, twórca tego programu, sugerował się pojęciem Ubuntu, zaczerpniętym ze słów Nelsona Mandeli i jego walki z apartheidem”, ale spotkało się to natychmiast z żartobliwą ripostą: „Bzdura! Przecież powszechnie wiadomo, że Ubuntu to staroafrykańskie słowo oznaczające: Nie potrafię zainstalować Linuksa…”. Jeden komentarz, nieco w tym kontekście zaskakujący,  jest dla tego postu jak znalazł, o czym będzie się można przekonać po przeczytaniu całości: „Jak widać 27 lat wystarczyło na stworzenie antysolidaryzmu społecznego, szczególnie obecnego w polskim Internecie i przeważającego w obszarach zasiedlonych przez młodych ludzi wkraczających w dorosłe życie”.

Ten komentarz wymaga jednak modyfikacji. Wystarczyło zaledwie kilka ostatnich lat, żeby zaraza ta rozpełzła się na cały kraj i zaatakowała ludzi nawet w podeszłym wieku, którzy o Internecie mają zazwyczaj pojęcie bardziej niż mgliste, a o Linuksie i Ubuntu w ogóle nie słyszeli, natomiast potrafią zaintonować przynajmniej pierwsze słowa bardzo patriotycznej piosenki: „Żeby Polska, żeby Polska, żeby Polska była…”, której wykonanie na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 1981 roku, a więc w czasach prawie powszechnej solidarności społecznej, przyniosło Janowi Pietrzakowi główną nagrodę, Złotą Karolinkę.

Jestem ciekaw, czy John Donne, siedemnastowieczny poeta angielski, którego słów użył Ernest Hemingway jako motta powieści Komu bije dzwon, znał filozofię ubuntu? To, co napisał w „Medytacji XVII”: No man is an Island… any mans death diminishes me, because I am involved in Mankinde (Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą… śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością), stanowi istotę tej filozofii.

Słowo ubuntu pochodzi z języków plemion Zulu i Xhosa, należących do ludów Bantu i zamieszkujących południową Afrykę. Oznacza dosłownie: „jestem, ponieważ jesteśmy”, „jestem, bo ty jesteś”, „jestem tym, kim jestem, dzięki temu, kim wszyscy jesteśmy”. Zgodnie z naszymi,  bardzo uogólnionymi definicjami ma to być „człowieczeństwo wobec innych” („humanity towards others”) czy „wiara w uniwersalną więź łączącą całą ludzkość” („belief in a universal bond which unites all humanity”).

 

            

 

Pewien antropolog zaproponował dzieciom z plemienia Xhosa grę. Położył koszyk pełen słodyczy pod drzewem i powiedział, że ten, kto pierwszy tam dobiegnie, dostanie wszystkie słodycze. Dzieci natychmiast chwyciły się za ręce i zaczęły biec, a po dobiegnięciu na miejsce usiadły razem w kółku i cieszyły się wspólnie z wygranych słodyczy. Gdy antropolog zapytał, dlaczego tak zrobiły, odparły: „UBUNTU, jak jedno z nas może być szczęśliwe, gdy pozostałe są smutne?”.

 

           

 

Kiedy kobieta z pewnego afrykańskiego plemienia dowiaduje się, że jest w ciąży, idzie do lasu wraz z innymi kobietami, aby tam wspólnie modlić się i medytować do czasu, aż odkryją „Pieśń Dziecka”. Wiedzą, że każda dusza ma swoją własną wibrację, która wyraża jej wyjątkowość i cel. Kobiety odnajdują tę pieśń i śpiewają ją. Potem wracają do swego plemienia i uczą ją innych.

Kiedy rodzi się dziecko, cała społeczność znów zbiera się razem i śpiewa ową pieśń. Kiedy dziecko rozpoczyna naukę, wioska znów się jednoczy i śpiewa jego pieśń. Gdy dziecko staje się dorosłym, wszyscy znów wspólnie się spotykają i ją śpiewają. W dniu zawarcia małżeństwa, młody człowiek ponownie słyszy swoją pieśń. A gdy nadchodzi dzień jego odejścia z tego świata, rodzina i przyjaciele zbierają się przy nim – jak w dniu jego urodzin – i śpiewają jego pieśń, towarzysząc mu w ostatniej podróży.

W tym afrykańskim plemieniu jest jeszcze inna okazja, kiedy śpiewa się ową pieśń: jeśli jakaś osoba popełniła przestępstwo lub naruszyła społeczną normę, zabierana jest na środek wioski, a cała wioska tworzy wokół niej okrąg i śpiewa jej pieśń. Plemię wie, że korygując czyjeś antyspołeczne zachowanie nie powinno się karać, lecz okazać miłość i przypomnieć o prawdziwej tożsamości tej osoby. Kiedy odkrywamy swoją własną pieśń, ustaje w nas chęć krzywdzenia kogokolwiek.

Twoi przyjaciele znają „twoją pieśń” i śpiewają ci ją, kiedy o niej zapominasz. Ci, którzy cię kochają, nie dadzą się zwieść ani błędom, które popełniłeś, ani ciemną stroną twego ja, którą pokazujesz innym. Pamiętają o twoim pięknie, kiedy czujesz się brzydkim, o tym, że tworzysz całość, kiedy jesteś w rozsypce, o twojej niewinności, kiedy czujesz się winnym, oraz o celu twojego życia, gdy czujesz się zagubionym. (Tolba Phanem, afrykański poeta; posłuchajcie jego pieśni http://www.youtube.com/watch?v=J8o45U_ZIGo).

 

         

 

Dla ludzi żyjących w tamtym kręgu kulturowym ubuntu jest czymś tak naturalnym jak powietrze, którym oddychają, bo przejawia się we wszystkich aspektach ich codziennego życia. Dla nich czas nie jest pieniądzem, więc dzielą go z każdym człowiekiem spotykanym na drodze. Mogą się pozdrowić i rozejść po dłuższej pogawędce jedynie wtedy, gdy idą w innym kierunku. W przeciwnym razie idą razem do miejsca, gdzie ich drogi się rozchodzą. Wspólna wędrówka zapewnia poczucie bezpieczeństwa – zagrożenia są tam realne: drapieżne zwierzęta mogą zaatakować w każdej chwili, a waśnie plemienne rozgorzeć na nowo.

Na traktach jezdnych jest podobnie – ten, kto porusza się na nich jakimkolwiek pojazdem, naciska od razu klakson, gdy słyszy z tyłu trąbienie, żeby odpowiedzieć nie na chamską zaczepkę, lecz na uprzejme pozdrowienie. „Czym chata bogata, tym gościom rada” – nie jest tam zwrotem przysłowiowym, a żaden gość nawet nie śmie zaproponować zapłaty, ponieważ byłoby to obelgą dla gospodarza. Każdy przechodzień zostanie tam powitany z otwartymi ramionami, gdyż przyrządzanie potraw kończy się dopiero w momencie rozpoczęcia świętowania. W lodówkach półki są dla wszystkich – schowanie czegoś dla siebie przez przybysza z zewnątrz zostałoby potraktowane przez dorosłych jako obraza dla „rodziny” i zignorowane przynajmniej przez dzieci jako sprzeczne z duchem ubuntu.

Po to, by zapewnić społeczności stabilność, wszyscy interesują się wszystkimi i każdy wie wszystko o innych „Jesteś stróżem swego brata, a on jest twoim stróżem”. Na tym polega prawdziwa miłość bliźniego tam, gdzie nie ma lepszych i gorszych, gdzie wszyscy są sobie równi w obliczu prawa jednakowego dla wszystkich: „Każdy, kto cię otacza, jest równie ważny, a wszyscy są tak samo ważni, jak ty sam”. Na terytoriach, gdzie często występują niedobory podstawowych zasobów pożywienia, jednostka jest odpowiedzialna za dobrostan społeczności, a społeczność jest odpowiedzialna za pomyślność jednostki. „Dzięki temu każdy wie, że w chwilach załamania i dramatycznej walki o życie nie będzie pozostawiony sam sobie. Ubuntu”.

 

                   

 

                                                                  Cdn.

  

Zapraszam na

http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/ tych, którzy mają zamiar kurować się w Iwoniczu-Zdroju (Jak być kuracjuszem w Iwoniczu-Zdroju), oraz te, które po wizycie u fryzjera same siebie nie mogą poznać (Fryzjerstwo z bliska).

08:57, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 maja 2013
Zeszyty dawnych lektur (odc. 22)

 

Ernest Hemingway Komu bije dzwon. Czytelnik 1960

 

[Skoro w poprzednim odcinku padło nazwisko tego pisarza, to należało go przywołać, a także piękne motto z tej książki: „Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nie pytaj, komu bije dzwon; bije on tobie” (John Donne, poeta angielski, 1573-1631). Po tej podniosłej inwokacji wypadałoby posłużyć się stylem równie podniosłym, może nawet patetycznym przy omawianiu poczynionych przeze mnie nielicznych zapisków, ale obawiam się, że będzie to niemożliwe. Albowiem nie zawartość myślowa, lecz sensualność i emocjonalność jest największą siłą prozy hemingwayowskiej. Wyciąganie z niej cytatów jest zabiegiem robionym na siłę i musi wywoływać absurdalne skojarzenia].

 

Będę żył aż do śmierci.

[Należałoby dodać: biologicznej, bo przy śmierci klinicznej przywrócenie oznak życia przez reanimację jest możliwe].

 

Chce płynąć z prądem własnej słabości. Ale rzeka przybiera.

[Może wystarczy ogłosić alarm przeciwpowodziowy?].

 

Wstrzemięźliwość jest wrogiem herezji.

[Przypuszczam, że św. Dominik, największy wróg herezji w dziejach Kościoła, zalecał grupie swoich towarzyszy wstrzemięźliwość płciową w kontaktach z heretyczkami, bo w innym razie to one stworzyłyby z nich swój zakon].

 

Kiedy człowiek się upije albo dopuści rozpusty czy cudzołóstwa, poznaje swą własną omylność.

[W przypadku osób, wobec których dopuszczamy się rozpusty czy cudzołóstwa, chyba najgorsza jest omylność testów ciążowych].

 

Z chwilą, kiedy się raz uzna niszczenie za pewien problem, staje się ono jedynie problemem.

[Do rozwiązania czy do zaakceptowania? Na przykład graffiti nie zawsze jest aktem wandalizmu].

 

                                     

 

 

 

                                                          Stary człowiek i morze. PIW 1962

 

Był zbyt prosty, żeby się zastanawiać, kiedy osiągnął pokorę. Wiedział jednak, że ją osiągnął, wiedział też, że nie ma w tym nic haniebnego i że nie pociąga to za sobą utraty prawdziwej dumy.

[W Internecie można zakupić kazania na temat prawdziwej i fałszywej pokory. Nie są one jednak kierowane do ludzi, o którym myślał Hemingway, gdyż do owego szczególnego stopnia prostoty dochodzą oni w tym punkcie swego życia, kiedy osiąga ono swoje apogeum i jednocześnie dobiega kresu].

 

Zebrał cały swój ból i resztkę sił, jakie mu pozostały, i swoją dawno utraconą dumę – i przeciwstawił to męce ryby.

[Przejmujące wyznanie pisarza, który w chwili pisania tych słów był już wrakiem człowieka, ale dotyczyło to jedynie jego fizycznej powłoki, o czym świadczą słowa cytowane poniżej].

 

Człowiek nie jest stworzony do klęski. Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać.

[Pod warunkiem, że w razie ostatecznej potrzeby będzie miał odwagę wsunąć sobie w usta lufę dubeltówki i nacisnąć na spust].

 

                  

 

                                 

 

Każdy dzień jest nowym dniem.

[Któregoś dnia będzie on takim już dla innych].

 

 

                                                        Cdn.

 

 

Zapraszam na

http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/ tych, którzy mają zamiar kurować się w Iwoniczu-Zdroju (Jak być kuracjuszem w Iwoniczu-Zdroju), oraz te, które po wizycie u fryzjera same siebie nie mogą poznać (Fryzjerstwo z bliska).

 

09:04, jbroszkowski
Link Komentarze (2) »
środa, 08 maja 2013
Zeszyty dawnych lektur (odc. 21)

 

William Faulkner Opowiadania. PIW 1958

 

[Faulkner mógł rywalizować z Hemingwayem tylko w jeden sposób, będąc jego przeciwieństwem, stosując w swoich powieściach odmienną technikę. Strumień jego świadomości pisarskiej był niewątpliwie znacznie szerszy, głębia emocjonalna może nawet nie większa, ale na pewno idąca bardziej w głąb. Jeśli chodzi o technikę pisarską, to przewyższał go jedynie Marcel Proust; nie wymieniam Jamesa Joyce’a, bo jest to tak wielki nowator, że chyba tylko Mętniaki Bacznościowce i Ohydki Szaleje są w stanie doczytać Ulissesa do końca. Jestem ciekaw, czy wyszukany tok narracji utworów rozgrywających się w fikcyjnym hrabstwie Yoknapatawpha odpowiadałby mi teraz, gdy tak bardzo uprościłem moje życie, relacje z innymi ludźmi oraz sposób odbierania świata? Jest to pytanie retoryczne, bo na pewno nie dowiem się tego z tych zaledwie siedmiu zapisków z aż dwóch książek].

 

                     

 

                    

 

Przecież uciec od samych siebie nie można.

[Samounicestwienie zatrze nawet ślady tej ucieczki].

 

Dalej się widzi patrząc na światło z ciemności niż patrząc ze światła w ciemność.

[Ale na pewno nie głębiej].

 

Zwycięzcy tracą to, co zwyciężeni zyskują.

[Zwycięzcom na pewno nikt nie postawi pomnika Chwała Pokonanym].

 

Musiała odejść po to, abym ją odnalazł, i musiałem ją odnaleźć, żeby utracić.

[Nie pamiętam tego opowiadania, ale dramatyzm zawarty w tym zdaniu raczej wyklucza zwyczajny schemat odejść i powrotów w wielu związkach małżeńskich, gdzie odejścia są łatwe, a powroty trudne jedynie dlatego, że cierpi na tym czyjaś miłość własna, bo o miłości wzajemnej obie strony zapomniały już od dawna].

 

 

                                                    Absalomie, Absalomie… PIW 1959

 

                        

 

 

Zwycięzca zwyciężał dzięki własnej sile, zwyciężony zwyciężał dzięki własnej słabości.

[Bardziej interesująca niż siła mocy jest moc słabości. Proces przeistaczania się słabości w moc może dokonać się jednak tylko w człowieku, który uznał się za zwyciężonego, ale nie za pokonanego].

 

Mieć rację to dla kobiet za mało, bo kobiety wolą się mylić niż tylko mieć rację, bo kobietom zależy przede wszystkim na tym, żeby przyznał im rację ten mężczyzna, który się mylił.

[Mr Faulkner, jako mężczyzna powinien pan wiedzieć, że kobietom nie zależy na tym, żeby mieć rację, ponieważ zawsze ją mają, nawet jeśli jej nie mają. To samo dotyczy mężczyzn. Oczywiście wyjątki od reguły się zdarzają].

 

Dziecko jest jedyną na świecie istotą, która nigdy nie bywa ani naprawdę szczera, ani naprawdę niewinna.

[Jeśli tak jest w istocie, to wina za ten stan rzeczy spoczywa na dorosłych, bo przecież dziecko przenosi do własnego świata wzory ich postaw i zachowań].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Faulkner.jpg  

 

                                                             Cdn.

 

 

Zapraszam na

http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/ tych, którzy mają zamiar kurować się w Iwoniczu-Zdroju (Jak być kuracjuszem w Iwoniczu-Zdroju), oraz te, które po wizycie u fryzjera same siebie nie mogą poznać (Fryzjerstwo z bliska).

08:54, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »