RSS
sobota, 19 kwietnia 2014
Zeszyty dawnych lektur (odc. 43)

 

 

Stendhal Życie Henryka Brulard. PIW 1959

 

[Właściwie Marie-Henri Beyle (1783-1842). Romantyk będący prekursorem realizmu w literaturze. Albo pisarz z przypadku, który miał zamiar zostać matematykiem. Trudno się jednak dziwić, że jako siedemnastolatek wolał zaciągnąć się do armii Napoleona walczącej we Włoszech, niż przystąpić do egzaminów na École Polytechnique w Paryżu. Ani temu, że w Mediolanie – po tym, jak gorącokrwista Angela rzuciła na niego miłosny urok – zauroczył się włoską kulturą. To sprawiło, że po powrocie do Paryża postanowił zostać „drugim Molierem”, ale trudna sytuacja materialna zmusiła go do powrotu do armii i do odbycia kampanii w Niemczech i Austrii. W 1810 roku znowu był w Paryżu, gdzie jednak musiał oddawać się nudnej pracy urzędniczej. Dopiero rok później, gdy ponownie wylądował w ramionach swej włoskiej kochanki i dzięki temu mógł zwiedzić Bolonię, Florencję, Rzym oraz Neapol, obudził się w nim pisarz.

Jednakże rozpoczętej w roku 1812 pracy nad historią włoskiego malarstwa też nie udało mu się dokończyć, bo już w sierpniu znalazł się w Rosji wraz z wojskami napoleońskimi i był świadkiem pożaru Moskwy nazajutrz po wkroczeniu tam Wielkiej Armii, co zmusiło ją do odwrotu. Nie na tyle pośpiesznego, jak by to było w tamtych warunkach klimatycznych wskazane, gdyż Kutuzow wiedział, że  sroga rosyjska zima da się we znaki nawet francuskim grenadierom, chłopom na schwał, a cóż dopiero oficerowi logistyki Beyle’owi, lubiącemu grzać się we włoskim słońcu. Zagubiony w trakcie tej niesławnej rejterady manuskrypt książki udało mu się odtworzyć dopiero w 1815 – Historia malarstwa we Włoszech została wydana w dwa lata później. W 1817 wyszedł także jego przewodnik Rzym, Neapol i Florencja, opublikowany pod pseudonimem Stendhal. Jego właściwy debiut literacki przypadł wprawdzie na rok 1814, kiedy wydał książkę o Haydnie, ale skończyło się to dla niego skandalem, gdyż został posądzony o plagiat. To był zresztą jedyny rozgłos, niechciany, jaki zyskał, ponieważ następne dwie książki przeszły bez echa.

Czy włoska kochanka, Angela, zaważyła na fiasku jego pisarskich planów, gdyż lepiej czuła się w roli anioła, niż Muzy? Nie znam powodów, dla których rozstał się z nią w roku 1815, ale faktem jest, że zawiązany cztery lata później kolejny związek z kobietą również spotkaną we Włoszech okazał się dla niego znacznie bardziej inspirujący, mimo iż nie odwzajemniała ona jego uczuć, a może właśnie dlatego? Mathilda nosiła nazwisko brzmiące dla nas swojsko: Dembowski. Bez niej nie powstałaby książka O miłości.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Stendhal_jako_konsul.jpghttp://jbr.blox.pl/resource/O_milosci.jpg 

Stendhal był wtedy we Włoszech konsulem  

 

 

 Omówię ją w drugiej kolejności jedynie dlatego, że Życie Henryka Brulard jest książką autobiograficzną, a zatem kluczową dla zrozumienia powikłanych losów pisarza, który wyprzedził swoją epokę i zmarł w zapomnieniu, ale nie rozgoryczeniu, ponieważ „żył, pisał i kochał takim sercem, jakim ubóstwiał Cimarosę, Mozarta i Szekspira” (sam ułożył to epitafium, którego wyryto „Mediolańczykowi” na paryskim grobowcu), a ponadto miał świadomość, że zostanie odkryty dla potomnych dopiero kilkadziesiąt lat po śmierci, przed końcem XIX wieku.

Za jego życia doceniono jedynie Pustelnię parmeńską, ale to zasługa pochwalnego artykułu Balzaca w paryskiej prasie. Inna jego najbardziej znana powieść to Czerwone i czarne, która w 1864 r. trafiła na kościelny indeks ksiąg zakazanych – nie z powodu krytyki Kościoła oraz ukazania Boga jako „złośliwego despoty”. Szalę przechyliło jedno zdanie: „Boga może usprawiedliwić tylko to, że nie istnieje”, stokroć bardziej bezbożne od tego, które wypowiedział znacznie później Friedrich Nietzsche w Wiedzy radosnej, wsadzając je zresztą w usta szaleńca: „Gott ist tot!”, „Bóg umarł! Bóg nie żyje! Myśmy go zabili!”. Można to zinterpretować na wiele sposobów, bo przez usta człowieka szalonego może przemawiać nawet Duch Święty. Dzisiaj jest Wielka Sobota – po piątkowej Liturgii Męki Pańskiej ten przedostatni dzień Wielkiego Tygodnia poprzedza bowiem święto Zmartwychwstania. Wiedza o tym, co się już wkrótce wydarzy, jest dla chrześcijan wiedzą naprawdę radosną… Alleluja!].



 

http://jbr.blox.pl/resource/stendhalsketch.jpghttp://jbr.blox.pl/resource/Zycie_Henryka_Brulard.jpg 

 

 

 

A które oko może widzieć samo siebie?

[Każde. Wystarczy spojrzeć w lustro. Ale obawiam się, że nie będziemy przez to mądrzejsi. Chyba że poświęcimy jedno oko, żeby móc napić się ze studni wiedzy. Tak jak to uczynił Odyn, współtwórca świata. Ale on wiedział, że mądrość należy pomnażać, pijąc miód Skaldów, gdyż obdarza on nas darem poezji. Piękne są nordyckie mity, ale jakże oderwane od realiów współczesności!].

 

Ile trzeba ostrożności, żeby nie kłamać.

[Być może tak było w pierwszej połowie wieku XIX. W dzisiejszych czasach nie trzeba zachowywać ostrożności nawet wtedy, gdy mijamy się z prawdą świadomie, bądź nie. Tak w każdym razie uważał Stanisław Jerzy Lec: „Są czasy, kiedy ludzie mówiąc przez sen kłamią”].

 

Starałem się używać i żyć, ale nie starałem się bynajmniej udawać więcej rozkoszy i życia, niż było w istocie.

[Nieźle Stendhal musiał używać życia, skoro już w wieku 26 lat był syfilitykiem!].

 

Śmiałem się sam z min, które robiłem dla rozśmieszenia innych.

[Warto jeszcze sprawdzić, czy nie rozśmieszamy wyłącznie siebie!].

 

Był raczej bardzo grzeczny wobec religii, niż wierzący.

[Lepsze to od ślepej wiary w coś, o czym ma się pojęcie bardziej niż mgliste; ale niewiedza rzadko bywa pokorna].

 

Mam pretensje do prawdomówności tylko w tym, co tyczy moich uczuć; co do faktów, nigdy nie miałem do nich wiele pamięci.

[Nie o wszystkich faktach się zapomina, a o wielu lepiej jest jak najszybciej zapomnieć. A jeśli chodzi o uczucia? Najgorzej jeśli są zakłamane!].

 

„Za wysoko rozpinasz sieci” (Taucydes).

[Może dla ryb, bo dla ptaków na pewno nie!].

 

Czyż kłamstwo nie jest jedyną ucieczką niewolników?

[Gorzej, jeśli trzeba  uciekać się nie w kłamstwo, lecz w prawdę!].

 

Kocham lud, nienawidzę ciemiężycieli, ale byłoby dla mnie nieustanną męką żyć wśród ludu.

[Nawet jeśli człowiek z ludu nienawidzi uciskanych i kocha panów, to na pewno ta miłość nie zostanie odwzajemniona – za pańską fanaberię potraktują go jak chama do potęgi entej].

 

Moja niezależność zrodziła się, jak wolność miast włoskich w VII wieku, ze słabości moich tyranów.

[Nie muszę tego komentować – nie jestem mediewistą].

 

„Nie umiem chwycić za włosy sposobności, która jest łysa” (jak powiada Don Jafet z Armenii).

[Łysi też nie mają sposobności, żeby to uczynić. To znaczy: nie mają sposobności, żeby chwycić się za włosy].

 

„Moja d… to także natura” (Préville).

[Moja chyba też…].

 

Był głuchy, ale rozróżniał najmniejszą fałszywą nutę.

[Można by tak z całą pewnością powiedzieć o Beethovenie].

 

Widocznie kochałem ich na swój sposób, a nie na ich sposób.

[Właśnie z tego powodu musiałem rozstać się z kobietami, na których mi naprawdę zależało. Nie było ich zresztą wiele. Kiedyś różnie z tym bywało, ale w wieku już bardzo dojrzałym starałem się postępować w myśl tego, co powiedział jeszcze większy samotnik niż ja – Vincent van Gogh: „Kochać to  także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go  wiel­kim uczu­ciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoiz­mu, za­bor­czości, jest skierowaniem się ku dru­giej oso­bie, jest prag­nieniem prze­de wszys­tkim jej szczęścia, cza­sem wbrew własnemu”].

 

Trudność jest nie w tym, aby znaleźć i powiedzieć prawdę, ale aby znaleźć kogoś, kto by ją wysłuchał.

[Jeśli to była prawda o nich, to wcale się temu nie dziwię!].

 

Byłem wówczas jak wielka rzeka, która ma się rzucić w wodospad.

[Piękny obraz, wyłącznie do oglądania].

 

Trochę namiętności potęguje inteligencję, wiele namiętności gasi ją.

[Szczególnie wtedy, gdy namiętność odbiera rozum; nie może go jednak odebrać, jeśli się go nie ma!].

 

Zawsze jest się złym sędzią własnych gustów lub namiętności.

[Skoro o gustach się nie dyskutuje, to tym bardziej o własnych namiętnościach, mimo iż mówi się o nich bez przerwy].

 

Przez całe moje życie widziałem tylko moją ideę, a nie rzeczywistość.

[Bo zastępowała rzeczywistość! Gdyby między twoją ideą a rzeczywistością występowało dwubiegunowe napięcie, dostrzegłbyś ją od razu: tym bardziej szarą, im bardziej różowe były twoje okulary!].

 

Grzeczność to tyl­ko brak od­ruchów złego wychowania. 

[Takiemu, czyli chamowi, to dobrze, bo nie musi się krępować w ujawnianiu swoich uczuć!].

 

Szczęściem dla mnie jest nie musieć rozkazywać nikomu i nie słuchać niczyich rozkazów.

[Dla mnie też było to wielkim szczęściem. A niektórzy rodzą się od razu w podkutych butach, ich pierwszy krzyk jest rozkazem, a prawe ramię zamiast rozłożyć się na bok (zgodnie z odruchem Moro), unosi się ku głowie – dłoń nie otwiera się, lecz zamyka, wysuwają się jedynie dwa palce, środkowy i wskazujący, a przynajmniej jeden z nich, żeby oddać salut i zameldować swoje przyjście na świat. Takie niemowlaki mają oczywiście co najmniej dwa ząbki, żeby móc żuć gumę balonową].

 

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Salutowanie.jpg 

 

 

Wszys­tko można na­być w sa­mot­ności, prócz charakteru. 

[Autorowi chodziło widocznie o „charakter stadny społeczeństwa”, albowiem w mojej ocenie: samotność jest kuźnią charakteru. Natomiast w związku dwojga ludzi (małżeństwo przestało być wyłączną formą takiego związku) odpowiedzialność za własne uczynki staje się odpowiedzialnością zbiorową, jeśli nie sposób zwalić winy na współpartnera].

 

Nie ma nic ok­ropniej­sze­go niż ludzie, którzy zaw­sze mają rację. 

[To prawda i dlatego niektórzy wolą w ogóle nie mieć jakiejkolwiek racji, dzięki czemu ich życiowi partnerzy wydają się być mniej okropni].

 

Aby znać człowieka, wys­tar­czy poz­nać sa­mego siebie; aby poz­nać ludzi, trze­ba żyć pośród nich.

[Z chińskiego przysłowia: „Poznaj samego siebie, a poznasz ludzi i bogów” czerpała zapewne wyrocznia delficka, gdy Sokrates zapytał, co jest dla człowieka najważniejsze. Z kolei powołująca się na to jedna z Sióstr Uczennic Boskiego Mistrza (raczej nie chodziło jej o Sokratesa) wysnuwa z tego wniosek dla siebie oczywisty: …a więc już w czasach starożytnych „człowiek” oznaczał tego, który „zna samego siebie”. W chrześcijaństwie to poznanie siebie jest ściśle związane z poznaniem Jezusa Chrystusa].

 

 

 

 

                                                    O miłości. PIW 1957

 

 

Szczęście to to, cze­go praw­do­podob­nie w życiu nie osiągniemy, ale na je­go szu­kanie war­to poświęcić całe życie.

[Nie wiem, czy to jest prawda ogólna, ale jeśli chodzi o mnie – mógłbym się pod tym podpisać. Kiedyś byłem rozczarowany tym, że nie udało mi się szczęścia osiągnąć, mimo iż usilnie o to zabiegałem. Dzisiaj byłbym zapewne ogromnie zaskoczony, gdyby jakimś cudem udało mi szczęście znaleźć. Według mnie nie jest to możliwe, ale Mr. Profesjonalny Ali byłby chyba gotów uszczęśliwić mnie nawet wbrew mojej woli!].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Profesjinalny_Ali.jpg 

 

 

Abyśmy mog­li być szczęśli­wymi, trze­ba, aby nasze­mu szczęściu zaw­sze cze­goś brakowało.

[Nie musimy się o to starać, bo zawsze czegoś brakuje, ale przekonujemy się o tym dopiero wtedy, gdy po dłużej lub krócej trwającym okresie polepszonego samopoczucia euforia przechodzi w stan niepokoju i przygnębienia, a później zaburzeń afektywnych dwubiegunowych, jak się to fachowo określa, czyli depresji maniakalnej. Wiem, co mówię, bo przećwiczyłem to we własnym życiu tyle razy, że mógłbym otworzyć poradnię dla tych, których dotknęło to nieszczęście po raz pierwszy. Ale oni będą przecież woleli udać się do Mr. Profesjonalnego Alego, żeby kupić sobie kolejną iluzję szczęścia!].

 

Im pow­szechniej się ktoś po­doba, tym płycej się podoba.

[A czy ktoś zauważył bodaj ślad głębi u kogoś, kto podoba się powszechnie? Jeśli chodzi o mnie, to mógłbym policzyć na palcach jednej ręki tych, którym się podobam, a i tego nie jestem całkowicie pewny!]. 

 

Piękno jest tylko obietnicą szczęścia.

[Oczywiście zwodniczą, ponieważ piękno przemija. Nie więdną tylko sztuczne kwiaty – producenci starają się, żeby wyglądały „jak żywe”, i niekiedy udaje im się taki efekt uzyskać, pod warunkiem że nie będziemy przyglądali się tym wytworom z nazbyt bliska. Na tym samym bazuje kosmetyka upiększająca. W tym zakresie również zdarzają się dzieła sztuki – reszta to bazarowa masówka].

 

Konwenanse są, podobnie jak prawa, kształtowane dla ludzi miernych przez ludzi miernych.

[Nic ująć, nic dodać. Są to bowiem normy zachowań obowiązujące w jakimś środowisku, zazwyczaj kołtuńskim, a w innych wyśmiewane].

 

Pru­deria jest to rodzaj skąpstwa naj­gor­szy ze wszystkich.

[Mowa o przesadnej i udawanej wstydliwości, manifestacyjnie gorszącej się sprawami seksu, co nie oznacza, że kobieta nie powinna się cenić i z umiarem szafować swoimi wdziękami, szczególnie takimi, które jeszcze nie zwiędły; najogólniej: zawsze ceniłem jedynie takie kobiety, które się cenią, ale nie po to,  żeby się lepiej sprzedać].

 

Kobieta romansowa chce, aby ją kochano, kokietce wystarcza, aby się podobała i aby uchodziła za ładną. Kobieta słaba – to ta, której świat wyrzuca błąd i która go sobie wyrzuca sama. kobieta niestała to ta, która już nie kocha; lekka to ta, która już kocha innego; płocha – to ta, która nie wie, czy kocha i kogo kocha; obojętna – ta, która nie kocha nikogo.

[To są definicje Stendhala z książki wydanej w 1822 roku. Czasy zmieniły się chyba bardziej niż kobiety; oczywiście nie myślę o tych, które wyzwoliły się nawet z kobiecości].

 

Kobieta chłodna to kobieta, która nie spotkała jeszcze mężczyzny, którego musi kochać.

[Mówiłem to wszystkim kobietom, które uważały się za zimne jedynie z tego powodu, że albo miały w życiu tylko jednego mężczyznę, który nie potrafił ich zmysłowo rozpalić, albo takich mężczyzn, którzy myśleli wyłącznie o zaspokojeniu własnych potrzeb erotycznych].

 

Ko­biety nadzwyczaj piękne już mniej zadzi­wiają dru­giego dnia. 

[A po tygodniu całkiem powszednieją, jeśli poza pięknym ciałem nie mają w sobie nic więcej. W tej ich nieskazitelnie gładkiej powierzchowności mogą zakochać się jedynie narcystyczni mężczyźni, gdyż bez  trudu znajdują w niej swoje odbicie].

 

Kobieta młoda, która nie weźmie kochanka, umiera z nudów, a około czterdziestki głupieje.

[To były czasy, gdy kobiety z tak zwanego towarzystwa wręcz rumieniły się ze wstydu, gdy nie miały co najmniej jednego kochanka. I mówiono o tym głośno. U nas zawsze był to temat tabu, a ponadto kobieta-Polka musiała chodzić w glorii małżeńskiej cnotliwości. I tak już zostało: przykładna małżonka nadal przykładnie umiera z nudów i głupieje, stając się na stare lata wyjątkowo nudną i głupią babą].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Magritte__Kochankowie.jpg 

René Magritte Kochankowie

 

 

Ko­biety w pew­nym wieku, które miały kochanków, sądzą, że nap­ra­wią swą re­putację, oka­zując su­rowość wo­bec błędów, które są im już niedostępne. 

[Dzisiaj mogą się jedynie uśmiechać do miłych wspomnień, surowość wobec tego typu błędów pozostawiając tym paniom (zasuszonym i zgorzkniałym w swojej cnotliwości), które nigdy ich nie popełniły].

 

Kobieta z charakterem poświęci tysiąc razy życie dla ukochanego, a poróżni się z nim na zawsze dla jakiejś urażonej ambicji, o głupstwo.

[Spotkałem się z czymś takim w swoim życiu, ale charakter nie zawsze musi być silny, a poświęcenie może wynikać z potrzeby udowadniania sobie, że jest się do tego zdolnym; prawdziwa miłość nic nie musi – wszystko może].

 

Śmiałość kobiety, która upiera się przy swej miłości, jest jedyną rzeczą godną największego podziwu na tym świecie.

[Niestety nie było mi nigdy dane podziwiać śmiałości takiej kobiety na tym świecie. Może na drugim?].

 

Iluż mężczyzn nie umie inaczej po­ruszyć ser­ca ko­biety, jak tyl­ko je raniąc.

[Ten mechanizm działa w obie strony. Łatwiej jest ranić tych, których kochamy, lub tych, którzy nas kochają, niż kochać tych, którzy nas ranią, lub tych, których ranimy. Ale w uczuciach wszystko jest możliwe, bez względu na to, czy ktoś je odwzajemnia, czy nie. Oczywiście w naszym subiektywnym mniemaniu, nie zawsze zgodnym ze stanem faktycznym].

 

Nic tak nie ułatwia piorunującej miłości jak pochwały innych kobiet przed poznaniem osoby, która ma być jej przedmiotem.

[Jestem ciekaw, czego te pochwały dotyczyły w owym czasie, czyli przed prawie dwustu laty? Jaka z cech męskich robiła na tamtych kobietach wrażenie najbardziej piorunujące? Współcześni mężczyźni twierdzą, że sprawność seksualna, bo kobiety rozliczają ich z orgazmów, które mają inne panie z panami na przykład po braveranie (liczy się nie intencja, lecz potencja!). Z najnowszych badań socjologicznych wynika jednak, że dla kobiet wyznacznikiem męskości są przede wszystkim: opiekuńczość, szacunek, stabilność materialna i bezpieczeństwo. Romantyzmu w tym niewiele, ale nie sądzę, aby takim badaniom poddawano młodziutkie dziewczyny, ponieważ te mogą jeszcze hołdować romantycznym nastrojom, nie zderzając się z realiami dorosłego życia.

Jako tłumacza „skandalicznych” książek Augusta Strindberga, który przed ponad stu pięćdziesięciu laty uważał, że małżeństwo jest zakamuflowaną formą prostytucji (wtórowała mu Gabriela Zapolska), uderzyły mnie opinie mężczyzn, zamieszczone pod informacją o wynikach owych badań. Przytaczam jedną z nich, podpisaną „Analityk”:  To, z czego sobie panie nie zdają sprawy, a raczej ZA NIC NIE PRZYZNAJĄ, ŻE SOBIE ZDAJĄ Z TEGO SPRAWĘ, jest fakt, że opiekuńczość (76 proc.) i szacunek (73 proc.) okazują się warte mniej niż zero, kiedy ocenią, że mężczyzna nie zapewnia im stabilności materialnej i bezpieczeństwa (71 proc.). I co się wówczas dzieje? Ano – biją w to, co doskonale wiedzą, że zaboli,  czyli w nasze poczucie męskości. To oznacza, że wiele małżeństw jest w istocie zakamuflowaną formą prostytucji. Cóż z tego, że mamy kobietę na własność, jeżeli ona sprzedaje nam seks za pieniądze lub ich ekwiwalenty? Dziwkę na wyłączność też można sobie kupić…].

 

Miłość jest jedyną namiętnością, za którą płaci się monetą z własnej mennicy.

[Najgorzej, jeśli wybijamy ją ze szczerego złota, a wraca do nas w postaci wytartego miedziaka].

 

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/wytarty_miedziak.jpg

 

 

Nic tak nie zabija miłości jak wybuchy prawdziwej miłości u partnera.

[Wybuchy na pewno są prawdziwe – nie tylko miłości, nienawiści też. Niekiedy te eksplozje następują jedna po drugiej – i w końcu już nie wiadomo, co jest co. Faktem jest tylko, że miłość została zabita. A żal jest już poniewczasie].

 

W miłości wątpi się często o tym, w co się najczęściej wierzy.

[To prawda. Ale miłość umiera, jeśli zwątpienie jest większe od wiary].

 

Wolę namiętność z jej wszystkimi burzami niż zimną nieczułość, w której są pogrążeni szczęśliwi.

[Zazwyczaj szczęśliwość łączy się z błogostanem. Synonimami tego określenia są: upojenie, błogość, ekstaza, uniesienie, rozkosz, co jest mylące, gdyż błogostan jest w istocie stanem zadowolenia, spokoju, który bardzo łatwo może wyrodzić się w zimną nieczułość].

 

 

 

                                                                           Cdn.

 

Jako wydawca zapraszam na www.monsadmirabilis.beskidy.pl



03:49, jbroszkowski
Link Komentarze (4) »
wtorek, 01 kwietnia 2014
Zeszyty dawnych lektur (odc. 42)

 

Fernando de Rojas Celestyna. PIW 1962

 

[Sam Cervantes, jak wynika z jednego z dialogów w Don Kichocie, uważał  tę książkę za „boską, jedyną”, ale o samym autorze, bądź jednym ze współautorów Celestyny (inny tytuł: Tragikomedia o Kalikście i Melibei) wiadomo niewiele. Data narodzin Fernando de Rojasa zawiera się w granicach aż dziesięciu lat (ur. ok. 1465-1475 w La Puebla de Maltalbán), pewna jest tylko data jego śmierci (zm. 1541 w Talavera de la Reina). Do tych skąpych informacji dodaje się, że pochodził z rodziny żydowskiej, która zmieniła wyznanie na chrześcijańskie, i że studiował prawo na uniwersytecie w Salamance – i taki też był jego zawód. Wystarczał mu do tego licencjat (tak jak to jest praktykowane obecnie i u nas). Świadczy o tym podpis na  poniższym zdjęciu: „(el) bachiller” = licencjat.

 

http://jbr.blox.pl/resource/fernado_de_rojas_el_bachiller__licencjat.jpg


Myślę, że dzięki temu zaczął ok. 1538 roku piastować urząd burmistrza w Talavera de la Reina, gdyż  wydana w roku 1499 w Burgos Celestyna została opublikowana anonimowo. Nie wiadomo dokładnie, kiedy zaczęto przypisywać mu jej autorstwo, czy współautorstwo, pewne jest jedynie to, że książka cieszyła się wielką popularnością w Hiszpanii i szybko została przetłumaczona na inne języki (m.in. angielski i francuski), i że wywarła znaczny wpływ na teatr hiszpański, w tym na twórczość Lopego de Vegi, co mnie nie dziwi. Pierwszą wielką miłością tego świetnego dramatopisarza hiszpańskiego baroku była bowiem Elena Osorio, żona aktora Cristobala Calderona. Kiedy rozstała się ze swoim mężem, Lope płacił jej za przychylność komediami, które na jej prośbę pisał dla teatralnej trupy jej ojca, Jeronimo Velazqueza. Użyczała mu jednak tylko swego ciała, natomiast ręki użyczyć nie chciała, jako że  kolejne małżeństwo zawarła w roku 1587 ze szlachcicem Francisco Perrenotem Granvela, bratankiem wpływowego kardynała o takim samym nazwisku.

Lope de Vega nie przyjął za dobrą monetę wyjaśnienia kochanki, iż uczyniła to z rozsądku, co mogło dziwić jedynie jego. Bo kimże w owym czasie był  wywalony ze studiów młody człowiek, który zatrudniał się jako kancelista u możnych arystokratów, a w wolnych chwilach pisał licho opłacane komedie i sztuki obyczajowe? Skoro z powodu rozpasania i pociągu do kobiet nie był najlepszym kandydatem do życia kapłańskiego, to tym bardziej nie mógł nim być do życia małżeńskiego, wymagającego jednak jakiejś stałości uczuciowej. Czy w finalnej rozmowie kochanków padły takie słowa, nie wiadomo? W każdym razie, w odpowiedzi na rzeczywiście rozsądny krok Eleny, wściekły Lope rozpuścił bezczelne paszkwile przeciwko niej i jej rodzinie: Una dama se vende a quien la qui era / en almoneda está. ¿Quieren compralla? / Su padre es quien la vende, que, aunque calla, /su madre la sirvió de pregonera... (Pewna dama się sprzedaje temu, kto zechce / jest na aukcji wystawiona. Kto da więcej? / Własny ojciec ją sprzedaje, chociaż milczy / matka za to krzyczy niczym herold)…

 

http://jbr.blox.pl/resource/Tak_mogla_wygladac_Alena_Osorio.jpg

Domniemana Elena w książce opisującej ten burzliwy romans


O rozterkach uczuciowych Lope de Vegi wiemy bardzo dużo – w przeciwieństwie do Rojasa, ale proszę mi pokazać choć jednego mężczyznę, który by nie przeżył w swoim życiu żadnego zawodu miłosnego, nawet gdyby miał duszę statecznego prawnika, a nie awanturnika? Losy zakochanych w Celestynie, Kaliksta i Melibei, też tchną tragizmem, mimo że ich miłość – dzięki pomocy podłej rajfurki Celestyny, która dla zrealizowania swoich celów wezwała na pomoc czarta – została kilkakrotnie skonsumowana w ogrodzie za murem domu Melibei. Ale może właśnie dlatego, że zrodziła się w wyniku podstępnych intryg rajfurki, a nie w blasku księżyca czy przy śpiewie słowików o wschodzie słońca, Kalikst, usiłując uciec po drabinie z ogrodu po miłosnej schadzce z Melibeą, spada z drabiny i rozbija sobie czaszkę o kamienie, a jego nieszczęsna kochanka na wieść o tym rzuca się zrozpaczona  z wieży, ponosząc śmierć na miejscu.

 

http://jbr.blox.pl/resource/La_celestina.png

 

A co się stało z Celestyną? Oczywiście została zamordowana, nie chcąc podzielić się ze sługami Kaliksta otrzymanym od niego wynagrodzeniem. Słudzy złożyli z kolei swoje szyje pod katowski miecz, a widzowie wychodzili z teatru w pełni ukontentowani, bo w szesnastowiecznym teatrze musiało dużo się dziać. Nic zatem dziwnego, że Adam Hanuszkiewicz, ubolewając w roku 2001 nad zdecydowanie zbyt niską frekwencją na widowni Teatru Nowego w Warszawie podczas wystawień znakomicie przez niego wyreżyserowanej sztuki W imię „Ojca” Strindberga, w której zagrał także rolę tytułową, zapytywał sam siebie: „Czyżby Kucówna przewidziała, że oni będą woleli Big Brothera? Coś w tym jest!” (wielka szkoda, że przygotowana przeze mnie do druku na podstawie rozmów w Dźwirzynie świetna książka o Hanuszkiewiczowskim Teatrze jeszcze nie znalazła wydawcy)].

 

 

Wielka jest miara naszego strachu.

[Ma on zazwyczaj wielkie oczy, ale okazuje się, że niekiedy także skośne. Mimo wszystko najgorzej jest bać się samego siebie].

 

Udręczonego pozostaw w ciemności, a nieszczęśliwego w samotności.

[Dopóki nie zechcą wyjść ku światłu i do ludzi. Zdarza się jednak, że zasmakują w tym, czego dotąd nie znali. Wydawałoby się, że kwiaty muszą garnąć się do światła, a są przecież takie, które uwielbiają mroczne pomieszczenia. Zbójeckie nasienie!].

 

Poznać przyczynę choroby to początek kuracji.

[Gorzej, jeśli jest to choroba śmiertelna, będąca początkiem końca. Czego? Życia ziemskiego, będącego marnościami nad marnościami, a jednocześnie początkiem życia wiecznego w niebiańskiej krainie wiecznej szczęśliwości? Dlaczego więc ci, którzy niezachwianie w to wierzą, trzymają się tak kurczowo życia? Oczywiście można to ich niezbyt rozumne zachowanie tłumaczyć instynktem samozachowawczym, który w tempie ekspresowym przygotowuje organizmy zwierząt (łącznie z człowiekiem) do reakcji zwanej „walcz albo uciekaj” i ma na celu utrzymanie gatunku. W podeszłym wieku też?].

 

Czyńcie dobrze, jako wam zalecam, a nie źle, jako ja czynię!

[Cudne! Od dzisiaj zacznę to głosić – i oczywiście praktykować!].

 

„Jak materia pożąda kształtu, tak kobieta pragnie mężczyzny”.

[A mężczyzna pragnie kobiecych kształtów – modę na chorobliwie szczupłe sylwetki wymyślili dyktatorzy mody o wiadomej orientacji seksualnej].

 

http://jbr.blox.pl/resource/Modelki.jpg

 


Sprawy ducha są ważniejsze od spraw ciała.

[W świecie duchów tak jest na pewno. Chyba że uznać, iż są one w całości ciałami (astralnymi)].

 

Nie ufam uczynkom, a co dopiero słowom.

[Zaufanie to podstawa w budowaniu wzajemnych relacji. Ktoś dodał: „Nawet wtedy, gdy w grę wchodzą noże”].

 

„Podróżni znajdują wiele gospód, ale niewielu przyjaciół” (Seneka).

[W życiu osiadłym jest inaczej – mamy mnóstwo przyjaciół, którzy traktują nasz dom jak gospodę. Myślimy, że to norma, dopóki nie udamy się w podróż. Odwiedzamy wówczas przyjaciół, o których istnieniu dopiero teraz sobie przypomnieliśmy, i traktujemy ich domy jak gospodę. Słusznie się mówi, że podróże kształcą]. 

 

Wolę raczej oczekiwać niż doświadczać.

[Oczekiwania a doświadczenia ucznia pierwszej klasy szkoły podstawowej (oczekiwania wielkie, a doświadczenia znacznie poniżej poziomu jego oczekiwań) są dla niego pierwszym sygnałem, że wiara a życie to są jednak zupełnie różne sprawy. Chociaż nie zawsze, bo jest na przykład doświadczenie oczekiwania, odnoszące się do Adwentu].

 

Lepiej być zdrowym, niż móc być zdrowym, natomiast lepiej móc być cierpiącym, niż cierpieć.

[Pomyślało mi się o sztuce Moliera Chory z urojenia. Jej bohater, po sfingowaniu swej śmierci, powraca do świata żywych. Z wyjątkiem… samego Moliera, dla którego ta komedia była ostatnim dziełem jego życia, gdyż dostał zapaści właśnie w chwili, gdy odgrywał scenę śmierci Argana; niestety nie każdy jest chorym z urojenia].

 

Przyjaźń rodzi się, gdy wspólnym celem jest albo majątek, albo jakaś korzyść, albo rozkosz.

[Jeśli chodzi o majątek czy jakąś korzyść, nie ma wątpliwości, że tak jest, chociaż taka przyjaźń jest oczywiście interesowna. Ktoś powiedział, że prawdziwą sztuką jest być przyjacielem dla kogoś, kto uważa się za naszego wroga, ale nie o tym chcę teraz mówić. Jakiego rodzaju „rozkosz” może być osnową przyjaźni? Rozkosz podniebienia? Jest nawet ciasto, które nie na próżno nosi taką nazwę, gdyż składa się z aż pięciu ciast i dwóch mas, które na końcu należy złożyć w jedno ciasto. Skonsumowanie go jest wspólnym celem sześciu osób, przynajmniej w tym momencie bardzo ze sobą zaprzyjaźnionych, jeśli, rzecz jasna, uznali, że podział był sprawiedliwy].

 

http://jbr.blox.pl/resource/rozkosz_podniebienia_popup_watermark.jpg


Wierzyć wszystkim to przesada, nie wierzyć nikomu to błąd.

[Dlatego Seweryn Krajewski śpiewał: „…coś ci powiem: wierzę tylko sobie, spróbuj tak jak ja”].

 

Gdzie mniej rozumu, tam więcej szczęścia, a gdzie więcej rozumu, tam szczęścia mniej.

[Coś w tym jest, wystarczy popatrzeć na moje życie! W rozmowach z Adamem Hanuszkiewiczem padło pytanie, dlaczego mężczyźni uciekają od kobiet mądrych? Adam odparł, że uciekają od takich, które nie potrafią, kiedy trzeba, udać naiwnej, a nawet głupiej. A jak jest po drugiej stronie: czy kobiety lubią mądrych facetów? Na takie pytanie  odpowiadały na jednym z forów wyłącznie kobiety. A oto streszczenie tych odpowiedzi: mądrych mężczyzn cenią jedynie mądre kobiety; zdecydowanie nie lubią takich te, które czują się źle, jeśli nie mogą owinąć sobie mężczyzny wokół palca; są też takie, które cenią u facetów to, czego same nie mają: wielką siłę, wysoki wzrost, długiego penisa, no i mnóstwo pieniędzy].

 

Upór jest cechą zwierząt.

[Prawdziwie ośli upór cechuje nie tylko dzieci; profesorów, biskupów, premierów, prezydentów, kanclerzy też].

 

Wyobraźnia zawsze zmienia rzeczy na takie, jakie chcemy, aby były, nie dlatego, by zmieniać prawdę, ale dla uspokojenia naszych myśli i sprostowania naszego sądu.

[Albert Einstein powiedział: „Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy, ponieważ wiedza jest ograniczona”].

 

Błąd nigdy nie idzie bez towarzysza, jedna nieostrożność otwiera wrota innym.

[Są błędy względne, bezwzględne, standardowe, a nawet średniokwadratowe. Nie popełniają błędów jedynie ci, którzy nie robią nic. Friedrich Nietzsche powiadał: „Błąd uczynił zwierzę człowiekiem. Czyżby prawda miała zrobić z człowieka zwierzę?”].

 

Nie wiesz, że pierwszy stopień głupoty, to uważać siebie za mędrca?

[Wiem. A jaki jest wobec tego pierwszy stopień mądrości:  uważać siebie za głupca?].

 

Czas pomniejsza wartość rzeczy.

[Najczęściej powiększa – i nie  tylko wartość rzeczy. Proszę posłuchać wdów snujących opowieści o swoich zmarłych mężach – każdy z nich był mężem bez skazy i zmazy, nawet jeśli za życia był ostatnim łachudrą].

 

Wszystko przemija, wszystko przepada, wszystko ginie w niepamięci.

[Pozornie. Prędzej czy później podświadomość wyciąga na wierzch wszystko, co zostało kiedyś wyparte ze świadomości. I jest z tym prawdziwy kłopot, bo ponownie strącić tego w niepamięć nie można].

 

Długie przestawanie osłabia namiętność, stępia ból, niszczy rozkosz, oswaja z cudami.

[Dla mnie prawdziwym cudem, z którym nie oswoiłem się do dzisiaj, jest to, że tak długo przestawałem z moją ostatnią żoną. Gwoli ścisłości dodam, że ona powiedziałaby to samo].

 

Zwyciężonym jest tylko ten, kto się za takiego uważa.

[Zwyciężyć… znaczy przeżyć to tytuł książki opisujący pierwszą zimową wyprawę na Broad Peak w marcu 1988. Maciejowi Berbece udało się wtedy prawie dotrzeć do szczytu, ale musiał zawrócić, skrajnie wyczerpany. Autor książki, będący jego partnerem wspinaczkowym, wycofał  się z ataku szczytowego nieco wcześniej, co niewątpliwie zaważyło na tym, że Broad Peak pozostał w zimie niezdobyty. Warto zaznaczyć, że obu wspinaczom udało się wówczas przeżyć dzięki wyprawie ratunkowej, w której składzie był Krzysztof Wielicki.

Maciej Berbeka nie uznał się jednak za zwyciężonego i po dwudziestu pięciu latach, w marcu 2013, postanowił ten prawie zdobyty przez siebie szczyt zdobyć do końca – przy aprobacie wspomnianego Krzysztofa Wielickiego, sławnego himalaisty, który tym razem był kierownikiem wyprawy. Sprawa została bardzo nagłośniona, więc wiadomo, że Maciejowi Berbece udało się wreszcie stanąć na szczycie, ale kosztem życia. Tytuł książki opisujący tę tragedię powinien zatem brzmieć Zwyciężyć… znaczy umrzeć].

 

 http://jbr.blox.pl/resource/Maciej_Berbeka.jpg

Maciej Berbeka – in memoriam

 

Mądry dostosowuje się do okoliczności, głupi jeno się nie zmienia.

[Napoleon Bonaparte powiedział: „Okoliczności? Ja tworzę okoliczności!” – i była to prawda. Ale wcześniej sprzyjające dla niego okoliczności tworzyli inni, choćby Józefina de Beauharnais, owdowiała arystokratka, która zanim została jego żoną była kochanką bardzo wpływowych w owym czasie  polityków francuskich, w tym Marcela Barrasa, lidera  Dyrektoriatu].

 

To naiwność nie chcieć kochać i oczekiwać, że się będzie kochanym; ale za przyjaźń płacić nienawiścią to szaleństwo.

[Jeszcze większą naiwnością jest wierzyć, że wystarczy kochać, żeby być kochanym. Czyżby Rojas nie spotkał się z fałszywą przyjaźnią?].

 

Jednym uderzeniem nie powalicie dębu.

[Dębu nie można powalić nawet jednym uderzeniem pioruna. Czczony był przecież przez Słowian jako święte drzewo Peruna, boga-gromowładcy].

 

Zamilcz i słuchaj: po to ci Bóg dał aż dwoje uszy, a tylko jeden język.

[Bardzo nabożnym przekupkom stojącym przed Kościołem Mariackim w Krakowie Bóg dał jedno wielkie ucho i co najmniej dziesięć długich języków].

 

Za dnia badam drogę, którą mam wracać nocą.

[Zbójcy zasadzą się przy tej drodze o zmierzchu].

 

Rzadko spotyka się ciszę na pełnym morzu.

[W sztuce Sławomira Mrożka, zatytułowanej Na pełnym morzu, cisza przedwyborcza trwała do chwili, gdy dryfujący na tratwie trzej bardzo głodni rozbitkowie postanowili zamiast losowania przeprowadzić uczciwe wybory, poprzedzone agitacyjnymi przemówieniami każdego z nich. Chodziło o wyłonienie osoby, którą będzie można zjeść. Niestety głosowanie okazało się nieważne, bo oddano cztery głosy, a uprawnionych do głosowania było przecież trzech. Wówczas dwaj spośród nich postanowili wywrzeć moralną i psychologiczną presję na tego trzeciego, żeby zgodził się zostać przez nich pożartym. O tym, czy im się to udało, można dowiedzieć się po wejściu na http://www.youtube.com/watch?v=SHFMR4Jmamk].


http://jbr.blox.pl/resource/Na_pelnym_morzu.jpg

 

Kamień, który się toczy, nie porasta mchem.

[Ale żaden kamień nie toczy się przecież w nieskończoność. Tak samo jest  z ludźmi, szczególnie starymi. Powinni wciąż wprawiać siebie w ruch, żeby nie porosnąć mchem].

 

O miłości: każesz kochać brzydotę i czynisz ją piękną.

[Może tak było za czasów Rojasa. Dzisiejszy kult piękna przeradza się wręcz w obsesję, eliminuje nie tylko z życia towarzyskiego jednostki niezbyt hojnie obdarzone przez matkę naturę, a przede wszystkim takie, których nie stać na zabiegi upiększające oraz na operacje plastyczne, wywołujące często efekty wręcz groteskowe. Tym, którzy uważają się za brzydkich i twierdzą, że nikt ich nie pokocha, należałoby udzielić rady starej jak świat: trzeba najpierw pokochać siebie, żeby promieniować pięknem wewnętrznym, które  prędzej czy później utoruje sobie drogę ku zewnętrzności].

 


        Cdn.

 

Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/.

 

02:38, jbroszkowski
Link Komentarze (6) »