RSS
sobota, 08 marca 2014
Surjanamaskar, czyli Powitanie Słońca (cz. 3)

 

Miło z Pana strony, że poświęca mi Pan tyle czasu, dziękuję.

Dzisiaj spędziłem parę godzin na omawianiu szczegółów z głównym sponsorem pierwszej ogólnopolskiej konferencji jogi w Polsce. Odbędzie się w zabytkowym zamku w Sulisławiu [www.sulislaw.pl]  27-30 czerwca 2014 – przesyłam informację. A może miałby Pan okazję się tam wybrać?

Nie pamiętam już, czy przesyłałem recenzję mojej książki napisaną przez prof. Kulmatyckiego dla kwartalnika YOGA & AYURVEDA. Właśnie się ukazała. Prof. Kulmatycki jest autorem wstępu w mojej książce. Inna recenzja ma się ukazać w JOGA MAGAZYN DLA WYJOGOWANYCH na www.jogamagazyn.pl

 

 

 http://jbr.blox.pl/resource/Pranams.gif

 

Namasté

 

 

Szanowny Panie Krzysztofie, napisałem niedawno, że czas jest wartością umowną. Może w jakimś czasie, poza przeszłym, teraźniejszym i przyszłym, uda mi się napisać wielki epos poświęcony Surjanamaskar, gdyż wszelkie sposoby popularyzowania tej niezwykle pożytecznej praktyki jogicznej są godne polecenia. Mam już tytuł roboczy: Mahasurjanamaskarata. Sądzę jednak, że 100 000 wersów (50 000 ślok) powinno wystarczyć – nie można ludzi zbyt gwałtownie odrywać od telewizorów i komputerów, bo mogliby zwariować. Nawet najbardziej pożyteczną wiedzę trzeba dawkować – na początek wystarczy, jeśli po przeczytaniu Pańskiej książki zrobią codziennie rano dziesięć rund Surjanamaskar, po czym zaśpiewają mantrę om i wyrecytują ze zrozumieniem sto wersów mego eposu. Zmiana fatalnych nawyków żywieniowych też musi być stopniowa. Oporni będą musieli przepisać tysiąc razy to, co zamieścił Pan na końcu rozdziału 12. TOKSYNY I INNE SZKODLIWE SUBSTANCJE W ŻYWNOŚCI: „Bardzo niewielu ludzi wie, czym jest prawdziwe zdrowie, ponieważ większość zajęta jest powolnym zabijaniem samych siebie” (Albert Szent-Györgyj, biochemik, laureat nagrody Nobla w dziedzinie medycyny).

Zapoznałem się z obiema recenzjami prof. Lesława Kulmatyckiego. W tej pierwszej, będącej przedmową do wydania polskiego Pańskiej książki, pisze on, że dla człowieka Zachodu ciało stało się namiastką czy substytutem utraconej duchowości, natomiast w jodze klasycznej „ludzki organizm przedstawiany jest jako ciało boskie, bez udziału którego nie sposób dostąpić zrozumienia i wyzwolenia”. Osobiście uważam, że zastąpienie duchowości ciałem prowadzi do tego, że człowiek staje się wyłącznie maszyną, jak chciał tego Julien Offray de La Mettrie (L’homme-machine, 1748). Z kolei ezoterycy usiłowali zastąpić ciało samą duchowością, tworząc byty istniejące wyłącznie na płaszczyźnie metafizycznej. Gdyby opierali się na klasycznych poglądach Arystotelesa, musieliby dojść do takiego samego wniosku, do jakiego doszedł św. Tomasz z Akwinu: „Jesteśmy istotami duchowymi, które potrzebują ciał, aby odnaleźć swoją duchową naturę”. Pełny człowiek powinien mieć i ciało, i duchowość – w idealnym zrównoważeniu obu tych elementów. Czy dynamiczne Surjanamaskar właśnie temu celowi nie służy?

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/SuryaNamaskar.jpg

http://jbr.blox.pl/resource/Powitanie_Slonca.jpg

 

Prof. Kulmatycki potwierdza również to, na co też zwróciłem uwagę: w krajach naszej kultury jogą zajmuje się znacznie więcej kobiet, niż mężczyzn. Istnieje nawet podział na jogę męską i żeńską. Początkowo zestawy asan dla kobiet preferowały łagodne pozycje siedzące i medytacyjne – w przeciwieństwie do zestawów asan dla mężczyzn, które były oparte na ćwiczeniach akrobatycznych, siłowych. W czasach obecnych, gdy zamiast równości płci mamy częstokroć do czynienia ze zrównaniem obu płci, menedżerowie potężnego rynku biznesowego, którym stał się fitness, stworzyli „wymyślny system indywidualnego coachingu” dostosowanego do możliwości klientów. W samych Niemczech kluby fitness „mogą liczyć na regularne opłaty z karnetów 7 milionów członków”, w tym wielu wyjogowanych.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/sport_fitness.jpg

http://jbr.blox.pl/resource/fitnessmenu.jpg

 

Jogę klasyczną uprawia tam stosunkowo niewielu ludzi i ta tendencja nasila się nawet w Indiach, kolebce jogi – jej praktyki wprowadzane są jednak do ćwiczeń fitness, tak jak się to działo w 2008 roku w USA, gdzie ćwiczenia jogi zalecone przez lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej lub terapeutów uprawiało 14 milionów Amerykanów. U nas można o czymś takim tylko marzyć, mimo kilkudziesięcioletnich wysiłków popularyzatorów i nauczycieli jogi w powojennej Polsce.  Wspomniana przeze mnie Malina Michalska wprowadziła ją „pod strzechy”, natomiast znacznie mniej medialną „pracę u podstaw” wykonali  prof. Wiesław Romanowski oraz Tadeusz Pasek. Prof. Romanowski, jako kierownik Zakładu Fizjologii Instytutu Nauk Biologicznych AWF w Warszawie,  zalecał ją w ramach ćwiczeń relaksowo-koncentrujących oraz treningu antystresowego, natomiast Tadeusz Pasek podkreślał jej walory terapeutyczne w wielu chorobach psychosomatycznych, które jego także kiedyś nękały.

Warto podkreślić, że był on pierwszym nauczycielem jogi dla nastoletniego wówczas autora tej książki. Pan Krzysztof omawia w słowie wstępnym liczne korzyści, jakie odniosą na wielu poziomach egzystencji ci, którzy z pełnym oddaniem będą wykonywać praktykę Surjanamaskar, gdyż „w jodze intensywność fizyczna w końcu przekształca się w intensywność duchową”. Dla poparcia tego stwierdzenia przytacza starą opowiastkę Swamiego Ramakriszny, w której uczeń bezustannie nękał swego guru o doświadczenie Boga: Mistrz się w końcu zniecierpliwił i podczas codziennej kąpieli w Gangesie wciągnął niecierpliwego ucznia pod wodę, pozbawiając go powietrza na parę chwil. Oczywiście uczeń walczył rozpaczliwie o oddech, ale mistrz nie ustępował. Dopiero gdy zaczął tracić siły, mistrz pozwolił mu zaczerpnąć trochę powietrza, a gdy tylko uczeń zaczął wracać do siebie, mistrz zanurzył go ponownie. Powtórzyła się ta sytuacja kilka razy, mistrz w końcu zwolnił uścisk. Uczeń odzyskał oddech i zaczął krzyczeć: „Próbowałeś mnie utopić! Jak mogłeś? Tak ci ufałem!”. Mistrz wtedy zapytał: „Powiedz mi, o czym myślałeś, gdy byłeś pod wodą?”. Uczeń pomyślał przez chwilę i odpowiedział: „Chciałem powietrza i niczego innego”. Mistrz odparł: „W tym rzecz. Gdyby twoje pragnienie poznania Boga było tak silne, jak pragnienie powietrza, spotkałbyś Go w jednej chwili”. Konkluzja autora jest oczywista: „Tę naukę o wadze gorliwości powinni dobrze zrozumieć wszyscy jogini. W naszej praktyce powinniśmy nieustannie pamiętać o potrzebie przejścia od tego, co znane (fizyczne), do tego, co nieznane i subtelne (umysłowe i duchowe)”.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Krzysztof_Stec_3.jpg

http://jbr.blox.pl/resource/Warsztaty_poglebiania_praktyki_jogicznej.jpg

 

Opisywane przez niego korzyści, jakie odnosi się dzięki codziennemu uprawianiu rytuału Powitania Słońca, pokazywane są w tej oto animacji obrazkowej (z objaśnieniami w języku angielskim)  http://www.medindia.net/animation/surya_namaskar.asp.  Ćwiczenia te zalecane są dla kobiet w ciąży, gdyż łagodzą bóle pleców, ułatwiają poród, a zmniejszając prawdopodobieństwo otyłości poporodowej pozwalają im szybciej wrócić do pełnej formy. Podnosząc u ćwiczących poziom energii, zmniejszając zmęczenie, poprawiając samopoczucie, wzmacniając mięśnie grzbietu, utrzymując równowagę hormonalną oraz metabolizm spoczynkowy na podwyższonym poziomie są zbawienne dla każdego, kto pragnie cieszyć się życiem aż do późnej starości.

Podkreśla to prof. Wiesław Pilis: „…traktat o Surjanamaskar, prastarej praktyce jogicznej opartej na Wedach, powstał w roku 2012, lecz trwać będzie przez następnych wiele lat, zarówno w sferze realnej, jak i w umysłach tych wszystkich, którzy chcą się doskonalić, zmieniać jakość życia nie tylko swojego, ale i innych, polepszać  kondycję fizyczną, psychiczną i duchową, a także pozbyć się nałogów, wyleczyć się z niedyspozycji i części chorób somatycznych oraz mentalnych”, a prof. Marek Kruszewski dodaje: „Surjanamaskar nie jest jedynie praktyką cielesną – jest częścią systemu, który ma za zadanie ziszczenie odwiecznego pragnienia człowieka bycia silnym, pięknym, mądrym i zdrowym…”.

 

http://jbr.blox.pl/resource/surjanamskar_runda.jpg

Sam autor podaje w swojej książce listę dolegliwości, którym Surjanamaskar może zapobiegać, względnie łagodzić ich objawy: choroby serca i układu krążenia, cukrzyca typu II, choroba Alzheimera, astma, artretyzm, stwardnienie rozsiane, rak, dystrofia mięśniowa, skolioza, chroniczne zapalenie oskrzeli, padaczka, rwa kulszowa, osteoporoza, bezsenność, żylaki i wiele innych. Znajduje się tam tabela 12, warta starannego przestudiowania, z wyszczególnionymi  cechami człowieka a) zdrowego, b) niezdrowego. Na jej podstawie można bez konsultacji z lekarzem określić aktualny stan naszego organizmu.

W tabeli 11 obok nazw dolegliwości oraz liczby zgłoszonych przypadków podaje się procent osób zgłaszających poprawę dzięki praktyce Surjanamaskar. Przy 1142 przypadkach bólów pleców skuteczność tej metody jest niemal stuprocentowa, a w alkoholizmie całkowita, z tym że dotyczy to jedynie, czy aż 26 przypadków, gdyż nałóg ten jest chorobą woli, bez której trudno zdobyć się na cokolwiek poza chęcią wypicia kolejnej setki czy małego piwka.  Przy uzależnieniu od tytoniu nie jest aż tak różowo, ale 30% odejść od tego zgubnego nałogu jest wynikiem zadowalającym, gdyż  po wdrożeniu się do ćwiczeń nie występuje ryzyko powrotu do palenia.

W dodatkach I – obok praktyk dla zaawansowanych adeptów znajduje się również modyfikacja praktyki Surjanamaskar dla osób z dolegliwościami fizycznymi, a zatem dla niemal wszystkich osób w Polsce w wieku niezupełnie nawet podeszłym. To oni stanowią większość kuracjuszy także w tym uzdrowisku, do którego pan Krzysztof zamierza się wybrać ze swoimi wykładami i pokazami ćwiczeń. W książce Jak być kuracjuszem w Iwoniczu-Zdroju próbowałem po amatorsku objaśnić sprawy wydawałoby się oczywiste także dla samych zainteresowanych, ale niestety jedynie w teorii:

Zazwyczaj trzeba się cofnąć bardzo daleko w czasie, by dojść do punktu, w którym zrobiliśmy coś, co teraz wychodzi nam przysłowiowym bokiem – w postaci różnych deformacji, schorzeń czy dojmującego bólu. Jeśli chcemy dojść do głębszej prawdy o sobie w tym zakresie, musimy odpowiedzieć sobie na dwa pytania: jak żyliśmy dotąd? A przede wszystkim: jak zamierzamy odtąd żyć? To drugie pytanie jest oczywiście znacznie ważniejsze. W innym razie żadna kuracja nam nie pomoże, chyba że chwilowo, a przecież powinno nam zależeć na trwałości efektów leczniczych. Mądrzy lekarze upominają kuracjuszy, i słusznie: Kuracjuszu, lecz się sam!”, ponieważ wiedzą, że bez współudziału pacjenta w procesie leczenia, jego efekty mogą być tylko połowiczne i krótkotrwałe.

Warto też wiedzieć na własny użytek, że zrozumienie przeszłych zaniedbań zdrowotnych nie prowadzi automatycznie do pełnego ozdrowienia. W jałowym poszukiwaniu straconego czasu można stracić resztę czasu, jaki nam pozostał. Tak samo jest z poszukiwaniem straconego zdrowia, oczywiście nie z powodu uwarunkowań genetycznych czy wypadków losowych, którym nie mogliśmy zapobiec. Zamiast rozwodzić się w nieskończoność nad błędami, które popełniliśmy w przeszłości, trzeba od zaraz starać się je naprawić, czyli mądrze dbać o swoje zdrowie w przeświadczeniu, że jest to skarb dany nam od natury, którego nie wolno nam roztrwonić całkowicie.

Nikt z nas nie jest na tyle niemądry, by nie chcieć stać się mądrzejszym nawet po szkodzie, ale najpierw trzeba zdać sobie sprawę z tego, że silna wola nie jest nam dana od powicia i na zawsze, że trzeba ją ćwiczyć codziennie, tak jak codziennie należy ćwiczyć swoje ciało, uprawiając gimnastykę choćby przez piętnaście minut dziennie. Nawet jeśli nie robiliśmy tego wcześniej, niech ten sanatoryjny nawyk wejdzie nam w krew. No i obowiązkowy ruch na świeżym powietrzu, nawet niezbyt intensywny, w miarę naszych sił i możliwości, ale codzienny. Dotleniony organizm pozwoli nam funkcjonować prawidłowo, wzmoże siły witalne, zapewni ożywczy sen. Na korytarzach wszystkich pięter w „Excelsiorze” widnieje taka oto sentencja Filipa Tissia: Ruch może zastąpić leki, lecz wszystkie leki razem nie mogą zastąpić ruchu”.

Miałem nawet chęć dołączyć tuż po tych refleksjach opis mojej diety, którą sam sobie wymyśliłem po przyjeździe tutaj, ale nie ulega dla mnie wątpliwości, że czytelnicy mego bloga dowiedzą się znacznie więcej na ten temat z rozdziałów 10, 11, 12 i 13 omawianej przeze mnie książki, rozpisanych na aż 25 stronach druku, mimo iż po setkach celnych uwag pan Krzysztof zastrzega się, że „ta publikacja nie jest pomyślana jako poradnik dietetyczny”, gdyż „temat właściwego odżywiania oraz zwyczajów żywieniowych jest dość rozległy i zasługuje na osobną publikację”.

W żadnym poradniku dietetycznym nie znajdziemy jednak takich zaleceń, jak to w pkt. 14: „Zgodnie z jogiczną koncepcją mitahary (umiaru w jedzeniu) należy zjadać z przyjemnością ściśle ograniczoną ilość pokarmu. Traktuj pożywienie jako coś boskiego, a przed pierwszym kęsem poświęć je Bogu. Nie śpiesz się przy jedzeniu: zanim połkniesz, dokładnie żuj każdy kęs, aż stanie się płynny”, czy w pkt. 16: „Nie siadaj do posiłku, kiedy jesteś fizycznie zmęczony, w stanie wzburzenia lub psychicznego niepokoju. Nigdy nie jedz, gdy czujesz silne negatywne emocje, na przykład gniew, strach, żal itd.”.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/mitahara.jpg

 

Niezwykle ciekawe jest też porównanie zachodniego i wschodniego sposobu pojmowania walorów żywności: „Zachodni naukowcy interesują się głównie wartością odżywczą pożywienia, a więc ich analizy opierają się na białkach, tłuszczach, węglowodanach, witaminach, minerałach. Głównym celem jest zdrowie fizyczne, a wpływ pożywienia na umysł i zachowanie nie jest uznawany za ważny”. A właśnie na tym skupiali się zawsze mędrcy wschodu: „Źródłem pożywienia jest Brahma, a wszystkie żywe istoty są z niego zrodzone i utrzymywane. Zatem źródło, pora roku, geografia i psychofizyczny skład pożywienia są równie ważne jak jego wartość odżywcza”. Mówiło się o tym już w Upaniszadach: „Od czystości pożywienia należy czystość narządów wewnętrznych, z kolei czystość narządów wewnętrznych prowadzi do stabilności pamięci, a jeżeli pamięć jest stabilna, osoba pozostaje wolna od wszelkich form konfliktów psychicznych”. Pomyśleć, że zostało to napisane w VIII-III w. p.n.e.!

Dane zawarte w tej książce są alarmujące, a dla większości z nas druzgoczące: „Przeciętny Europejczyk spożywa rocznie około 54 kg jednego lub więcej spośród 8000 dodatków i konserwantów stosowanych przez współczesny przemysł spożywczy. Najpopularniejsze z nich to niewątpliwie aspartam [E951] i glutaminian sodu [E621]. Ten pierwszy „powoduje raka mózgu, cukrzycę, zaburzenia emocjonalne, epilepsję, mutacje komórkowe i inne zmiany u zwierząt laboratoryjnych, ma on również działanie pobudzające, co uszkadza centralny układ nerwowy”. Natomiast glutaminian sodu co najmniej trzykrotnie zwiększa ryzyko otyłości, ponadto „wpływa negatywnie na przewodzenie nerwowo-mięśniowe, powoduje wzmożone bicie serca, nadmierne pocenie, wywołuje niepokój, poczucie stresu, bóle żołądka i migrenowe bóle głowy, podnosi ciśnienie krwi, negatywnie wpływa na percepcję zmysłową”. A to jest tylko wierzchołek góry lodowej – niestety to my jesteśmy zwierzętami laboratoryjnymi!

A przecież jest jeszcze „żywność GMO” z genetycznie modyfikowanych upraw lub ta z chemicznie uprawianych roślin, no i oczywiście z hodowli GMO, są szkodliwe napoje gazowane, jest homogenizacja mleka odpowiedzialna za arteriosklerozę, są rafinowane oleje powodujące bezpłodność, jest biała, niepełnoziarnista mąka pszenna odpowiedzialna za alergię, otyłość, podwyższony cholesterol i za dziesiątki innych dolegliwości, jest rafinowany cukier biały, powodujący w ludzkim organizmie zniszczenia wręcz niewyobrażalne, i biała sól przemysłowa, przyczyniająca się do pogorszenia stanu zdrowia i powstania wielu chorób.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/gmo.jpg

 

 A jeśli chodzi o nasze zwyczaje żywieniowe, to z punktu widzenia nie tylko diety jogicznej, ale i codziennych spostrzeżeń opartych na zdrowym rozsądku, są one katastrofalne w skutkach. W tej książce mówi się, że ideałem byłoby spożywanie co najmniej 51% surowego pożywienia w ciągu dnia, czy zjadanie przez człowieka dorosłego najwyżej dwóch gotowanych posiłków dziennie, a najlepiej jednego, nie mówiąc o przestrzeganiu „zasady, by jeść zawsze wtedy, gdy czuje się silny głód, oraz pić, gdy czuje się pragnienie”. Dla mnie było to zawsze oczywiste, samo z siebie. Na przykład wypijanie trzech litrów płynów dziennie, podobno „zalecane przez lekarzy”, uznawałem za sprzeczne z moimi potrzebami, skoro wystarczały mi 2-3 szklanki źródlanej wody. Odejście od stołu z uczuciem niedosytu to u mnie odwieczna norma. A skutki bezsensownego podjadania między głównymi posiłkami, czy łapczywego zapychania żołądka przed snem widoczne są na każdym kroku.


 

http://jbr.blox.pl/resource/player_puszyscikontraszczupli_658x371.jpg



Gdybyśmy przynajmniej oczyszczali nasz organizm za pomocą postów, w praktyce jogicznej znanych od niepamiętnych czasów. Postów oczyszczających, niemających nic wspólnego z wyniszczającymi głodówkami, które mają pomóc paniom zachować lub odzyskać „piękną linię”. A można to przecież uzyskać przy efektach znacznie trwalszych dzięki ćwiczeniom jogi. Prezes wydawnictwa Swami Vivekanansa Yoga Prakashana w Bagalore, w którym książka Krzysztofa Steca ukazała się najpierw (wydanie polskie jest tłumaczeniem z języka angielskiego), pisze o autorze z niekłamanym uznaniem: „Z właściwą sobie skrupulatnością przebadał on informacje źródłowe o praktyce Powitania Słońca w czterech Wedach i Puranach oraz przedstawił w zrozumiały sposób najważniejszy i najskuteczniejszy zestaw praktyk. Dokładnie opisał on również uzasadnienie współczesnej myśli naukowej odnośnie działania praktyki Surjanamaskar”.

Słowa te spadły mi jak z nieba, bo właśnie nadszedł mail od dra Jana Myjkowskiego: „Pisałem kiedyś prace na temat teorii słyszenia, więc mam prawo przypuszczać, że te śpiewane mantry muszą odgrywać w jogicznych ćwiczeniach niebagatelną rolę. Czy spotkał się Pan z jakimiś badaniami na temat: joga a słuch?”. Ja się, panie doktorze, z tym nie spotkałem, ale autor książki nie omieszkał zająć się i tą kwestią: „W latach 90. dwudziestego wieku grupa światowej sławy naukowców badała efekty dźwięku różnych mantr. Stwierdzili oni, że mantra Gajatri była najskuteczniejsza i tworzyła ponad 10 000 fal dźwiękowych. Na podstawie tej metody zbadali sygnały dźwiękowe, przeprowadzili śledzenie wykresu i przeanalizowali go wielowymiarowym programem dźwiękowym (model 5105).

Khire Usha badał znaczenie mantr (przez mantrę rozumie się fale dźwiękowe, które zawierają nieśmiertelną siłę) w Surjanamaskar. Wszystkie zaczynają się od Omkara. Składa się ona ze wszystkich dźwięków od „a” do „z”, daje życie wszystkim czakrom zlokalizowanym w ludzkim ciele, sprawia, że czakry działają sprawnie i bez zakłóceń. (…) Za pomocą nowoczesnego sprzętu nagłośniono dźwięki o częstotliwościach 400 Hz, 406  Hz i stwierdzono, że działanie płatów mózgu: czołowego i potylicznego znacznie się nasiliło i poprawiło. W Dhyan Prabothini przeprowadzono eksperyment z udziałem 30 dorosłych osób, które poddano działaniu mantry Omkara; stwierdzono, że jakość życia tych osób poprawiła się. W eksperymencie przeprowadzonym z udziałem uczniów szkolnych zaobserwowano, że z powodu stosowania tej mantry poprawiła się u nich koncentracja, a także wzrosła stabilność emocjonalna”.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/omkara_nov2012.jpg

 

To jest ta harmonia sfer, o której istnieniu byli przekonani także pitagorejczycy. Człowiek w kosmosie bywa rzadko, a nawet jeśli tam jest, to niewiele słyszy. Ale ludzie osiedlają się niekiedy w niebotycznych górach. Gdzieżby indziej Vyasa mógł napisać Mahabharatę w myślach, jak nie w Himalajach podczas odbywania tam ascezy i medytacji? W obecnym wcieleniu spotkał się być może w innych górach z peruwiańskim szamanem Mallku, który w oparciu nie tylko o nauki Asunción Acctu, starego mędrca Pachacamas, głosi to, co zawarłem w poemacie Przebudzenie Pumy:

 

Od zarania ludzkości zadajemy sobie te same pytania:

„Kim jesteśmy, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy?”.

Być może odpowiedź zawiera się w jednym z taoistycznych

                                                                                            powiedzeń:

„Człowiek kieruje się prawem świata, świat kieruje się prawem

niebiańskim, niebiosa kierują się prawem kosmicznym, kosmos

kieruje się prawem tao, a tao kieruje się swoim własnym prawem”,

jednakże wedle naszych wierzeń – człowiek stanowi mikrokosmos

w wielkim makrokosmosie naszej planety;

świat niebieski ma narządy, centra nerwowe, cykle życiowe,

bieguny, dodatnie i ujemne ładunki energetyczne,

meridiany, ośrodki elektromagnetyczne, jak my…

W naszym ziemskim świecie takimi ośrodkami

męskiego i żeńskiego promieniowania magnetycznego

są wielkie pasma Himalajów i Andów – dwa przeciwstawne bieguny,

które się dopełniają. Andy to  trzy święte symbole: Wąż, Puma i

                                                                                                          Kondor;

Wąż Amaru jest pierwszym etapem rozwojowym człowieka,

Człowiek-Wąż, uosobienie jego podziemnej siły napędowej,

który z kości ogonowej, wzdłuż kręgosłupa wznosi się powoli

aż na szczyt głowy – do korony, gdzie można osiągnąć ekstazę

i wyższą świadomość, ale do tego, by na najwyższe poziomy

wznieść się ku szczytom Apu i stamtąd skrzydłem światła pozdrowić

Świętego Ptaka Słońca, Kondora, potrzebna jest Puma…

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/EA.005_Przebudzenie_pumy.jpg

 

Szaman Mallku zaprosił mnie kiedyś do Q’engo, żebym zobaczył, jak budzi się Słoneczna Puma, gdyż uważał, że dzięki Niej dojdę do Słonecznego Celu. Krzysztof Stec, guru polskiej jogi, zaprasza nas do dynamicznego Surjanamaskar, kierując się taką samą intencją. W prastarym rytuale Powitania Słońca kryje się bowiem magiczna moc: wchłaniając w siebie przez długi czas jego dobroczynne promienie stajemy się w końcu sami światłością.

 

 

 

Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/.



03:24, jbroszkowski
Link Komentarze (35) »
wtorek, 04 marca 2014
Surjanamaskar, czyli Powitanie Słońca (cz.2)

 

Najpierw przytoczę komentarz pana Krzysztofa do części pierwszej:

 

Dziękuję za część pierwszą i czekam na kolejną.

Osobiście pani Michalskiej nie poznałem, ale wiele o niej słyszałem, oczywiście mam jej książkę, z tym że sam reprezentuję Siwananda jogę, czyli takie miękkie podejście w stosunku do innych praktyk jogowskich. Tak, wiem że kobiety często podrywają na jogę,  ale nie tylko one – wielu utytułowanych mistrzów jogi wpadło w te sidła, co wywołało duże skandale obyczajowe, stąd też rzetelne przerobienie na początku jam i niyam (są to zasady etyczno-moralne obowiązujące w jodze) jest tak ważne.

Proszę wgłębić się w Dodatki II w mojej książce, te o Maha_Surjanamaskar. Tam są uwiecznione pewne tajemnice, które rzadko się ujawnia. Myślę, że niewiele osób zdaje sobie sprawę, jakie jest tam bogactwo wiedzy. Czy zaczął już Pan samemu robić Surjanamaskar? Jeśli nie, to proszę sobie wyobrazić wykonywanie całego cyklu na jednym wdechu, a potem na jednym wydechu, a następnie  wykonywanie dziesiątków i setek takich cykli. Tego się nie da podrobić czy oszukać, trudno znaleźć sportowców nawet najwyższej klasy światowej, którzy by sobie z tym poradzili. Wszystkie nasze działania są w swej naturze psychosomatyczne, ale w tym przypadku punkt ciężkości przesuwa się coraz bardziej w kierunku psychiki i to tej najbardziej subtelnej.

By wykonywać SN na takim poziomie, trzeba mieć uporządkowane sprawy diety, z wyboru staje się ona jogiczna, ale wg jogi nasze wrażenia psychiczne też są pokarmem, tyle że innego rodzaju, to „jedzenie”  też powinno czy raczej musi być uporządkowane, tzn. zgodne z zasadami jam-niyam. I któż by mógł podejrzewać, że jest w tym aż tak bezpośrednie przełożenie fizyczności na duchowość i odwrotnie. Bez stosowania jam-niyam nie da się wykonać nawet paru DSN na kumbhace, czyli na zatrzymanym oddechu (jedzenie mięsa pokazuje brak podstawowego opanowania ahimsy).

Znajomy Francuz André Riehl (w mojej książce opisuję w skrócie jego niezwykłą praktykę) obiecał mi, że rozszerzy ten opis i poda więcej szczegółów. Czekam z niecierpliwością, ciekaw jestem, czy pójdzie w kierunku sutry III.27, o której wspominałem. Potęga mocy na tym poziomie jest tak wielka i nieskończona, że w celu uzmysłowienia sobie różnic między poziomem wstępnym a tym trzeba by sięgnąć do porównania siły rażenia nawet najlepszej broni konwencjonalnej do siły wybuchu bomby wodorowej.

 

http://jbr.blox.pl/resource/Pranams.gif 

 

Namasté

 

 

Najpierw objaśnienie do kilku użytych w tym komentarzu terminów:

Sivanda joga – tę prastarą technikę uprawia się bez przyrządów, z zachowaniem kolejności wykonywania asan, z uwzględnieniem ćwiczeń oddechowych (pranayama) oraz relaksacyjnych (savasana); duży nacisk kładzie się na duchowy aspekt jogi: każda sesja zaczyna się i kończy odśpiewaniem mantry om, np. Om namah śiwaja. Om jest najświętszą sylabą hinduizmu, sylabą-nasieniem, postrzeganą jako dźwięk powstania Wszechświata.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/indeks.jpg

 

Jamy to zakazy, mówiące o tym, w jaki sposób mamy funkcjonować w odniesieniu do świata wewnętrznego, natomiast niyamy to nakazy, mówiące o tym, w jaki sposób mamy funkcjonować w odniesieniu do świata zewnętrznego. Ktoś powiedział, że to wszystko zawiera się w sławnym zdaniu Immanuela Kanta z Krytyki praktycznego rozumu: „Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie”.

Ahimsa oznacza w jodze zasadę całkowitego powstrzymania się od krzywdzenia innych istot, zarówno fizycznego, mentalnego, jak i słownego; w istocie rzeczy obejmuje ona także zasadę niekrzywdzenia samego siebie na płaszczyźnie fizycznej (nieprawidłowy tryb życia, złe nawyki żywieniowe, faszerowanie się używkami) bądź mentalnej (nadmierny krytycyzm w stosunku do samego siebie połączony zazwyczaj z chorobliwymi ambicjami).

Sutra III.27. III część Jogosutr dotyczy wibhuti, czyli jogicznych mocy. Autorstwo tego traktatu przypisuje się mędrcowi hinduskiemu Patańdźalemu, żyjącemu prawdopodobnie w III lub IV w. n.e., ale zsyntetyzowana przez niego myśl jogiczna, obejmująca techniki ascezy i medytacji, a także metafizyczne i filozoficzne aspekty jogi, była zapewne znacznie starsza. 27 sutra brzmi:  bhuvana-jñānam sūrye samyamāt (poznanie wszechświata przez skoncentrowanie się na Słońcu). Krzysztof Stec objaśniał to niedawno pewnemu młodemu adeptowi jogi tak:  Samyama to najwyższa intensywność skupienia umysłu, niejako 100%, bo więcej się już nie da. I tak jak uczysz się budować tę intensywność na poziomie fizycznym, pokonując różne swoje słabości poprzez wielokrotne powtarzanie sekwencji SN, to potem staje się ona fundamentem Twojej dalszej praktyki, jest zintegrowana w każdym przejawie Twego działania  z tym, co robisz, i wtedy jako Twoja nowa natura jest przenoszona na wyższe, subtelniejsze poziomy praktyki jogi, aż do osiągnięcia szczytowego punktu. Tutaj dotykamy mistycznego aspektu praktyki Surjanamaskar, ale powiedziano mi,  abym o tym nie pisał, bo na odpowiednim poziomie rozwoju dostaje się to już w bezpośrednim przekazie od guru

 

 http://jbr.blox.pl/resource/Jogasutry_Patandzalego.jpg

 

SN, DSN – pierwszy skrót oznacza oczywiście Surja Namaskar, a drugi objaśnił mi pan Krzysztof tak: „To Dynamiczne Surja Namaskar = Dynamic Surya Namaskar. Trzeba zacząć najpierw ze zwykłym SN i powoli budować kondycję”. W odpowiedzi na jego zapytanie muszę odpowiedzieć uczciwie, że nie zacząłem robić SN – chyba że za początek wejścia na tę ścieżkę można uznać przymierzanie się przeze mnie do dwu zaledwie pozycji z dwunastu. Buduję kondycję w inny sposób: chodząc z kijkami codziennie po górkach. Po kilkunastu kilometrach intensywnego marszu, przerywanego ćwiczeniami oddechowymi i medytacyjnym wyciszaniem umysłu, mam w sobie poczucie prawdziwej mocy. A słońcu śpiewam hymny pogańskie o każdej porze dnia. Zdaję sobie jednak doskonale sprawę z tego, że daleko mi do osiągnięcia takiego mistrzostwa duchowego, jakie jest udziałem tych, których natura, dzięki niesłychanej pracy nad sobą, stała się naturą uwolnioną od ego.

 Nie podoba mi się mówienie o Krzysztofie Stecu jako o „weteranie polskiej jogi”. Słowo „weteran” kojarzy się zazwyczaj z rocznicami okolicznościowymi, na które zaprasza się rozmaitej maści weteranów, przygłuchych staruszków z zaorderowanymi piersiami, a ci zaczynają od sakramentalnych jaj kobyły: „Ja jako były…”. To prawda, że w klasycznej już pozycji książkowej z 1973 roku, Teoria i metodyka ćwiczeń relaksowo-koncentrujących, wydanej nakładem Państwowego Zakładu Wydawnictw Lekarskich pod redakcją prof. W. S. Romanowskiego, pan Krzysztof prezentował publicznie swoje pierwsze asany, ale proszę przeczytać, co o nim napisał prawie czterdzieści lat później, 15 lipca 2011 (w Dniu Gurupurnima), mr.  Dnyandeo Namdeo Sangle, dyrektor OmGurudev Secondary and Higher Secondary Gurukul w Kokamthanie (okręg Ahmednagar, Maharasztra):

„Surja Namaskar” to w indyjskiej historii nazwa magiczna, zyskująca obecnie popularność na całym świecie. Pojawia się ona wiele razy w Wedach i Puranach. Od czasów historycznych ta forma jogi była praktykowana przez wielu ludzi na całym świecie. Rozpoczęcie dnia od „Surjanamaskar” jest bardzo korzystne, ponieważ łączy człowieka z kosmosem. Niektóre wśród licznych osób zainteresowanych jogą i duchowością przyjęły „Surjanamaskar” jako swój styl życia. Jedną z takich osób jest Krzysztof Stec z Polski, który kocha tę praktykę.

Pamiętam, że gdy tylko przybył on do Vishwatmak Jangli Maharaj Ashram prawie 10 lat temu, dużo mówił o „Surjanamaskar” i zachęcał wszystkich do podjęcia tej praktyki. Praktykuje każdego dnia od wielu lat, a w ciągu niewiele ponad dwóch godzin wykonuje więcej niż 1008 rund „Surjanamaskar”. Taki wyczyn jest zadziwiający i godny pochwały. Przez lata regularnej i zdyscyplinowanej praktyki Krzysztof osiągnął wielką wytrwałość i niezwykłą wytrzymałość. Lekarze w pobliskim mieście Kopargaon przebadali go i orzekli, że poziom jego parametrów fizjologicznych odpowiada poziomowi dwudziestopięcioletniego mężczyzny, choć liczy sobie obecnie 59 lat.

Zaledwie dwa lata temu ukończył wymagający intensywnej pracy dwuletni program magisterski w katedrze wychowania fizycznego na jednym z najważniejszych indyjskich uniwersytetów, Banaras Hindu University w Vanarasi. Musiał tam konkurować z kolegami trzykrotnie młodszymi od siebie! Ostatniego roku, gdy podjął 42-dniowy ścisły post dla obchodów święta Gurupurnima („anuszthan”), rozpoczął go bez wody (i jakiegokolwiek pożywienia) i kontynuował przez pełne 23 dni, a później, by ukończyć post, pił tylko wodę. Mimo tak ciężkiej „tapasji” (surowej dyscypliny), gdy większość ludzi zwykle pozostaje w łóżku i ledwo się rusza, biorąc niekiedy dla wzmocnienia kilka kroplówek, on był na tyle pełen wigoru i tryskał energią, że codziennie przepływał dystans od 5 do 8 kilometrów.

Czy jest to możliwe? Oczywiście, że jest! Z zupełnie innych powodów pościłem kiedyś przez cały miesiąc – i tryskałem dziką energią (dokonałem wtedy jako pierwszy na świecie przekładu dzienników Pära Lagerkvista, laureata literackiej nagrody Nobla, W sercu Genesis, Oficyna Literatów i Dziennikarzy „Pod Wiatr”, 1992). Innym razem obywałem się bez snu przez dwa miesiące, pracując przy tym bez przerwy, w nocy w piekarni, a w dzień przy remoncie domu. Ba, w wieku około 70 lat pracowałem przy remontach mieszkań moich dzieci po 20 godzin na dobę przez 54, względnie 90 dni z rzędu. Chciałbym jednak, mając 96 lat, wykonać bez szczególnego wysiłku 108 rund Surjanamaskar, tak jak to czyni codziennie od czwartej do siódmej rano Swami Raghavendra ze wsi Malladihalli położonej niedaleko Bangladore. A każda taka runda zawiera aż dwanaście asan!

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Surya_Namaskar_Image.jpg

 

 

Pan Krzysztof stał się guru, mistrzem, dla tysięcy adeptów jogi nie tylko w Polsce, o czym na samym początku Dynamicznego Surjanamaskar zaświadczają znakomici znawcy jogi z tytułami doktorskimi i profesorskimi, a także prezesi, względnie dyrektorzy instytutów jogi we Francji, Wielkiej Brytanii, w USA, Australii, Afryce, no i rzecz jasna w Indiach. Ale wcześniej praktykował pod okiem wielu wybitnych mistrzów jogi i medytacji (Shree Samarth Janglidas Maharaj, Mata Amritananda Mayi, Swami Muktananda, Shree Nisargadatta Maharaj, Jiddu Krishnamurti), znanych nauczycieli (Shree Yogendraji, Baker Roshi, Roshi Reb Anderson, Asha Ma Devi, Ramesh Balsekar, Dr M.V. Bhole) i innych.

To właśnie z pamięcią o nich odbył tamten 42-dniowy ścisły post w ramach obchodów święta Gurupurnima, czyli Dnia Mistrza. Ten dzień dedykowany jest boskiemu guru-nauczycielowi, który swoje życie poświęcił  swym dzieciom-uczniom, dbając usilnie o ich duchowy rozwój. To są urodziny wielkiego mędrca Maharshi Vyasa, autora Mahabharaty, Bhaggavatan, Brahmasutras, 18 Puranas i redaktora Ved. Dlatego w tym dniu uczniowie przychodzą do guru-nauczyciela, ofiarując mu w podzięce za to, co dla nich robi, swoją wdzięczność pełną miłości i oddania.  Pan Krzysztof opatrzył swoją książkę taką oto dedykacją: „Z głębokim szacunkiem i miłością dla mojego sat-guru Śri Samarath Janglidasa Maharaja oraz innych Oświeconych Mistrzów”.

Guru Purnima obchodzi się w lipcu w dniu pełni księżyca – symbolizuje ona oświecenie. Tak jak światło rozprasza ciemność, tak ignorancja znika wraz z wiedzą, która uwalnia nas od błądzenia po omacku w ciemnościach, od nieszczęścia i cierpienia w życiu. Maharshi Vyasa, uważany za postać legendarną, był niewątpliwie boskim guru-nauczycielem. Najdłuższy epos na świecie, Mahabharata, zawierający aż 200 000 wersów, okazał się być cięższy od wszystkich Wed razem wziętych, a ponieważ zawiera także ich esencję, został uznany przez bóstwa i mędrców za godny zajęcia poczesnego miejsca wśród głównych dzieł hinduizmu. Cały ten poemat miał być napisany przez Vyasę (Wjasę) w myślach podczas odbywania ascezy i medytacji w Himalajach, ale wśród zwyczajnych ludzi nie było nikogo, kto byłby w stanie go spisać.

Z pomocą pośpieszył mu Brahma – pierwsza, śmiertelna, żywa istota zrodzona z formy virat kwiatu lotosu, występująca w każdym z niezliczonej ilości wszechświatów stwarzanych przez Mahawisznu; samonarodzony, svayambhu, gdyż nie posiada materialnego ojca, żyjąc jedynie przez czas jednego oddechu stwórcy Mahawisznu, sam był stwórcą pierwszych żywych istot na ziemi i jest najbardziej szanowaną osobistością we wszechświecie. To on wysłał Wjasie na pomoc Ganeśę, przywódcę ganów (bóstw pośrednich), opiekuna ksiąg, liter, skrybów i szkół, dlatego poświęcona mu dedykacja otwiera w Indiach prawie wszystkie dzieła literackie.

Ganeśa zgodził się na spisanie eposu własnym kłem pod dyktando Wjasy, stawiając tylko jeden warunek: od momentu podniesienia przez niego pióra aż do ukończenia dzieła nie mogło być żadnych przerw. Wjasa musiał zgodzić się na to, mimo iż spełnienie tego zobowiązania wydawałoby się być niemożliwe. Sam jednak też postawił warunek dewowi mądrości i sprytu: przed napisaniem wersetu Ganeśa będzie musiał go zrozumieć. Ten oczywiście przyjął propozycję. Wjasa komponował najpierw trudne śloki, aby mieć czas na układanie nowych, gdy Ganeśa starał się zrozumieć tamte. I w taki oto sposób Mahabharata została spisana w ciągu trzech lat.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/mahabharata.jpg

 

Na szczęście pan Krzysztof nie postawił mi żadnego warunku, jest zatem nadzieja, że omówienie jego książki zajmie mi trochę mniej czasu.

 

 

Cdn.

 

Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/.



22:35, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 marca 2014
Surjanamaskar, czyli Powitanie Słońca

 

Paweł Zawadzki przysłał mi tę książkę z następującą dedykacją: „Czy św. Franciszkowi z Asyżu, który bratał się z Wilkiem, Wiatrem, Wodą, Ptakami – podobałoby się Powitanie Słońca? P.Z. W-wa, 3.12.2013”.

Przywołanie św. Franciszka przy książce o jodze, będącej jednym z sześciu ortodoksyjnych (uznających autorytet objawienia – śruti – zawartego w Wedach) systemów filozofii indyjskiej, nie powinno budzić zdumienia, mimo iż interesowały Go nieco inne związki pomiędzy ciałem a umysłem (świadomością i duchem). Asceza i dyscyplina duchowa, jak również ścisłe przestrzeganie zasad etycznych nie były mu jednak obce. W pismach św. Franciszka nie znajdziemy wprawdzie takich terminów jak „karma”, ale czy całym swoim życiem nie głosił, że nasze czyny tworzą przyszłe doświadczenia, poprzez które każdy odpowiedzialny jest za własne życie, szczęście lub cierpienie, jakie sprowadza na siebie i innych?

Ten mistyk, stygmatyk, święty Kościoła katolickiego jest nie tylko patronem ubogich, więźniów, tapicerów, kupców czy aktorów, ale także, a może przede wszystkim zwierząt, no i uważany jest za prekursora ekologii, do czego przyczynił się Jan Paweł II, ogłaszając go w 1979 roku patronem tej gałęzi nauki, która zajmuje się porządkiem i nieporządkiem w przyrodzie oraz konsekwencjami wynikającymi z tego porządku i nieporządku dla istnienia biosfery i człowieka. Ekologowie, sozologowie, a nawet ekozofowie – filozofowie ekologiczni, poprzedzani przez ornitologów, którzy tego zaszczytu dostąpili już wcześniej, mają więc prawo kroczyć za jego zwykłą brązową tuniką przepasaną sznurkiem, strojem umbryjskich wieśniaków. Dobrze by było, żeby zachowali przy tym ewangeliczną prostotę swego patrona, z czym mogą mieć pewien problem, bo nie wszyscy mają zadatki na świętych.

 

http://jbr.blox.pl/resource/franciszek1.jpg

 

Według mnie takie zadatki mają na pewno jogini. Niedawno Krzysztof Stec, autor książki, którą zamierzam omówić, przysłał mi link http://www.youtube.com/watch?v=t3DPCQjlanM  z wartym według niego wysłuchania wykładem Gary’ego Yourofsky’ego. Wykładowca jest jednym z najbardziej radykalnych obrońców praw zwierząt, typem współczesnego św. Franciszka, którego często przedstawia się w otoczeniu naszych braci mniejszych ze względu na głoszone przez Niego braterstwo stworzeń (ze wszystkimi stworzeniami). Nic więc dziwnego, że Światowy Dzień Zwierząt obchodzony jest 4 października, w dniu wspominania św. Franciszka w Kościele powszechnym. Wykład ten na pewno może zmienić życie zdeklarowanych mięsożerców, jeśli pod jego wpływem staną się wegetarianami (moje trochę mniej, bo w myśl tych wskazówek staram się żyć instynktownie od dawna).

Paweł Zawadzki, przesyłając mi książkę Krzysztofa Steca, zatytułowaną Dynamiczne SURJANAMASKAR. Powitanie słońca (Oficyna Wydawnicza 3.49), zasugerował rzecz dla mnie oczywistą od razu: iwonickie uzdrowisko, jak zresztą wszystkie miejscowości uzdrowiskowe (w sąsiedztwie jest jeszcze Rymanów Zdrój), jest miejscem, w którym autor powinien się pojawić, żeby w zetknięciu się z kuracjuszami sprawdzić, czy są oni podatni na zmiany w sposobie myślenia, działania, a także odżywiania. Po moim wstępnym zaproszeniu, otrzymałem od pana Krzysztofa mail następującej treści, który przytaczam w najistotniejszych fragmentach:

Serdecznie dziękuję za chęć promowania mojej książki i pomoc w propagowaniu alternatywnej idei osiągnięcia idealnego zdrowia oraz ogólnie pojętej sprawności fizycznej. Tą tematyką zajmuję się od wielu lat, gdyż system jogi mógłby być nazwany takim starożytnym systemem fitness, ale pojętym bardzo szeroko. Przez tysiące lat Hindusi  dopracowali ten system perfekcyjnie, a kulminacja osiągnięcia sprawności psychomotorycznej w jodze to samadhi. Niegdyś to samadhi było synonimem jogi, teraz w dobie technologicznych nowinek ta głębia została zatracona i synonimem jogi stały się tzw. asany, czyli pozycje ciała. I na dodatek to, co się promuje jako asany, wcale nimi nie jest – w swojej książce opisuję tę fundamentalną różnicę w rozdziale „Asana a Wjajama”. 

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/dynamicznesurjanamaskaro127406.jpg

 

Moja książka opisuje zaledwie jedną z setek technik sprawdzonych przez tysiące ludzi, niemniej jednak Surjanamaskar jest bardzo ważna i może być kompletną praktyką psychosomatyczną, jeśli jest umiejętnie stosowana. Trzeba patrzeć na tę technikę jako na swoistego rodzaju narzędzie,  jakim jest np. Swiss Knife (Szwajcarski scyzoryk), który ma całe multum zastosowań.

Chętnie przyjadę do Iwonicza-Zdroju na tydzień ale będziemy to musieli skoordynować z moimi zajęciami na uniwersytecie w Częstochowie, a także z terminami związanymi z obroną mojej pracy doktorskiej na AWF w Warszawie. Dokładną datę wyznaczymy później, po tym jak ustalę te terminy z moim promotorem. Da to nam czas na dobre przygotowanie programu.

Bardzo chętnie poopowiadam słuchaczom z uzdrowiska o innej koncepcji zdrowia rodem z najstarszej kultury świata, czyli z Indii. Rozumiem, że takie dwa wykłady dziennie będą trwały ok 1 godziny każdy i że będą się odbywały w różnych sanatoriach i przy różnej publiczności. Czy przez tydzień możemy pomyśleć o serii wykładów, tzn. że każdego dnia będziemy się zagłębiać coraz dalej, czy też każdy wykład powinien być niezależnym?

Być może warta przemyślenia byłaby formuła, by przez pierwsze 3-4 dni przeprowadzić serię podobnych programów wprowadzających, a potem na 2-3 dłuższe popołudnia, np. po 2,5-3 godziny zorganizować takie mini-szkolenie, tzn. że chętni po pierwszych 3-4 podjęliby decyzję uczestnictwa i  zagłębienia się w tematykę, tak żebym miał możliwość omówienia z detalami, a nawet szansę na demonstrację pewnych unikalnych technik. Szczególnie mile widziani byliby lekarze czy terapeuci różnych specjalności. Być może sanatorium chciałoby zaoferować takie szkolenie za jakąś minimalną kwotę, ale to byłaby wyłącznie ich decyzja. Z doświadczenia wiem, że jak ludzie za coś muszą zapłacić, to podchodzą bardziej poważnie do tematu i naprawdę chcą na to poświęcić trochę czasu.

Jeśli koncepcja się spodoba, to wówczas możemy rozwinąć takie wykłady na bazie doświadczeń członków mojego zespołu. Myślę, że np. wysłuchanie relacji kolegi o jego 12-letnich doświadczeniach w amazońskiej dżungli w Peru i o niesamowitych leczniczych właściwościach roślin Ameryki Łacińskiej zainteresowałoby każdego. Inny ważny temat to zarządzanie energią i witalnością organizmu. Można by też zademonstrować  działanie niezwykłego, opatentowanego aparatu do masażu i do odmładzania organizmu, itp.  W sumie pomysłów może być wiele, ale zacznijmy z najprostszym i najstarszym systemem fitness, z Surjanamaskar.

Podczas pobytu w uzdrowisku zapoznałbym się bardzo chętnie z obecnie stosowanymi tam technikami fizjoterapeutycznymi.  Ciągle poszukuję nowych technik pogłębiających oczyszczanie organizmu. Mam nadzieję, że z wegetariańskim wyżywieniem dla mnie nie będzie kłopotu, jadam prawie wyłącznie surowiznę, niegotowane owoce i jak najwięcej surowych warzyw korzennych i liściastych. Tylko raz dziennie, po południu, spożywam przygotowywane na parze warzywa czy zboża, ale z tym nie chciałbym robić sanatoriom kłopotu. Jeśli trzeba, to po prostu sam będę kupował te produkty w sklepie.

 

http://jbr.blox.pl/resource/Pranams.gif

Namasté



 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Krzysztof_Stec_po_medytacji.jpg

 

Przesłałem ten mail do jednego z dyrektorów Uzdrowiska Iwonicz S.A., zapowiadając się z wizytą w momencie, gdy będę znał przybliżony termin przyjazdu  pana Krzysztofa Steca do Iwonicza-Zdroju. Opowiedziałem też o tym pani dyrektor sanatorium „Sanvit”, która natychmiast wyraziła gotowość goszczenia u siebie znakomitego jogina, dodając: „Jeśli chodzi o wegetariańskie pożywienie dla niego, to damy radę je przygotować według jego wskazówek”. Tak więc wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że pan Krzysztof w Zdroju na wiosnę się pojawi.

A jeśli chodzi o Swiss Knife, ściślej o Swiss Army Knife, szwajcarski nóż oficerski, to kiedy w 1897 roku został opatentowany, wyposażony był zaledwie w dwa ostrza (długie i krótkie), otwieracze do puszek, korkociąg, szydło oraz śrubokręt, a dzisiaj może zawierać w sobie aż 87 różnych narzędzi i 141 funkcji: nie tylko wysokościomierz, zegar z budzikiem czy latarkę, ale nawet pamięć flash czy odtwarzacz mp3! Nie o takie jednak techniki sprawdzone przez tysiące ludzi autorowi Dynamicznego Surjanamaskar chodziło, wobec tego należy objaśnić w skrócie, co to są asany.  

Aż 84 archetypy pozycji i postaw ciała opisuje klasyczna joga. Wśród nich szczególnie ważne są pozycje siedzenia. Wydaje nam się, że wiemy, jak siedzieć. Nic bardziej błędnego! Zazwyczaj siadamy byle jak na krześle przed komputerem, albo rozwalamy się w fotelu przed telewizorem. Klasyka spędzania czasu wolnego w przeciętnym polskim domu to trzy p: pantofle, pilot, piwo. Joga definiuje 32 pozycje siedzenia korzystne dla naszego zdrowia, także psychicznego. Wszystkie asany,  siedzące, stojące oraz leżące, wpływają bowiem harmonizująco na emocje i psychikę, a niektóre z nich służą rozwijaniu szczególnych zdolności, a nawet pozanormalnych mocy (siddhi). Do takiego stopnia wtajemniczenia dochodzi się jednak po wielu latach niezwykle intensywnych ćwiczeń przede wszystkim duchowych (myślę o pogłębionych postawach medytacyjnych), ale nawet ten  „najprostszy i najstarszy system fitness, Surjanamaskar”, któremu autor poświęcił dwustustronicową książkę, służący w znacznej mierze wzmocnieniu i uzdrowieniu ciała, może również wzmocnić i uzdrowić naszą duszę, jeśli ćwiczenia dynamicznej uważności będziemy przeprowadzali z prawdziwym zaangażowaniem.

Sądzę, że, tak jak i ja, nikt z czytelników mego bloga nie słyszał o Surjanamaskar, ale o hatha-jodze słyszało wielu, gdyż już przy końcu lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia spopularyzowała ją u nas Malina Michalska, otwierając w Warszawie szkołę hatha-jogi, wygłaszając prelekcje, publikując w prasie artykuły, występując w telewizji, a przede wszystkim wydając w roku 1972 książkę Hatha joga dla wszystkich, która doczekała się trzech wydań. A Surjanamaskar, w tradycjach hinduizmu wykonywany o wschodzie, gdyż oznacza dokładnie Powitanie Słońca, jest również jednym z ćwiczeń w hatha-jodze.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Hathajoga_dla_wszystkich.jpg

 

 

Pani Malinę doskonale znałem, gdyż jako młodsza siostra Jadwigi Żylińskiej, pisarki będącej wówczas na topie, jadała prawie codziennie obiady w dawnej stołówce Związku Literatów Polskich przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, dzięki czemu wiele moich koleżanek po piórze uczestniczyło najpierw w zajęciach eksperymentalnego studium gimnastyki artystycznej, które pani Malina założyła w Staromiejskim Domu Kultury, a później przerzuciło się wraz z nią na hatha-jogę. Ania Bukowska, eseistka pisząca między innymi o Antoinie Saint-Exupérym, była dumna i blada, gdy udało jej się wreszcie stanąć na głowie, dzięki czemu zapamiętałem nazwę tej pozycji: Śīrṣāsana.

Jako człowiek dociekliwy zapytałem ją oczywiście o korzyści, które odnosi po przyjęciu tej dość ekwilibrystycznej pozycji, dodając, że każdy, kto czytał Potop, wie, że od stania na głowie oleum raczej w niej nie przybywa, gdyż w tym celu należy spożywać konopie. „To prawda – zaśmiała się Ania – ale faktem jest, że dzięki staniu na głowie nie nabawimy się zgagi nawet po spożyciu bardzo sutego obiadu!”. Pani Malina, która siedziała przy tym samym stoliku, przytaknęła, pałaszując właśnie drugą porcję pieczonego kurczaka, co wprawiło mnie w niemałą konsternację, gdyż to, że człowiek po spożyciu sutego obiadu może stanąć na głowie i nie puścić pawia, wydawało mi się wręcz niewiarygodne. Ponadto nie wyobrażałem sobie w ogóle jogina wtranżalającego dwie solidne porcje pieczonych kurczaków wraz z ziemniakami i sałatą! 

Z doświadczenia życiowego jednak wiem, że kobiety kierują się absolutnie odmienną logiką, niż my, mężczyźni. I być może właśnie dlatego znacznie chętniej od nas uprawiają jogę, wierząc, że stanowi ona panaceum na wszystkie choroby i pozwala przezwyciężyć nawet starość i śmierć. Malina Michalska była przeświadczona o tym, że dokona tego bez  trudu, ona, która potrafiła  lewitować i przenosić się w inne wymiary czasu i przestrzeni, by dotrzeć do kresu Początku: symetrycznej wielowymiarowej czasoprzestrzeni, będącej pierwotnym kształtem naszego Wszechświata sprzed Wielkiego Wybuchu.

Przyznam się, że po wysłuchaniu tego zdania złożonego nie tylko pod względem składniowym po prostu mnie zatkało. Na metafizykę, będącą osnową jogi klasycznej, byłem otwarty, ale okazało się, że w hatha-jodze kładzie się także nacisk na jej magiczne i ezoteryczne aspekty, które w połączeniu z pieczonymi kurczakami tworzyły strawę duchową trudną dla mnie do przełknięcia. Słuchając pani Maliny wstrzymywałem niekiedy oddech, nie będąc w stanie go kontrolować, co jest sprzeczne z pranajamą. Kontrola oddechu jest w hatha-jodze niezwykle ważna, bez niej z sześciu niezbędnych procesów oczyszczających, zwanych krija, które powinny zajść podczas wykonywania asan, nie może dokonać się prawidłowo ani jeden.


 

http://jbr.blox.pl/resource/pranayama.jpg


Proszę o wybaczenie, jeśli w zapisywanych jedynie w pamięci wywodach pani Maliny sprzed czterdziestu lat wkradła się jakaś nieścisłość. Nie zapamiętałem także nazw wszystkich popularnych asan w hatha-jodze, które pani Malina, chcąc mnie zachęcić do ćwiczeń, zaprezentowała mi w stołówce, kiedy zostaliśmy sami. Za każdym razem podawała nazwy sanskryckie, a następnie polskie: „pies z twarzą w dół”, „kij z czterema kończynami”, „król gołębi z jedną nogą”, pyszne, nieprawdaż? Jej starania były jednak daremne, gdyż  moje chwilowe zafascynowanie nie miało z hatha-jogą nic wspólnego, a tym bardziej z nią jako kobietą w sensie fizycznym, ku jej wyraźnemu rozczarowaniu.

Niestety studium psychologicznego tej nader ciekawej postaci nie udało mi się dokończyć, ponieważ wkrótce wyjechałem do Szwecji, a kiedy powróciłem, pani Malina już nie żyła, mimo iż zgodnie ze swoim przeświadczeniem powinna żyć do dzisiaj. Zmarła 11 listopada 1973 w Warszawie. Wikipedia nie podaje powodu jej przedwczesnej śmierci. Mówiono mi, że w trakcie podróży z Zakopanego do Warszawy spadła jej na głowę, przy nagłym zahamowaniu pociągu, ciężka waliza. Pokój jej ezoterycznemu cieniowi!



 

http://jbr.blox.pl/resource/Jako_tancerka_1937.jpg http://jbr.blox.pl/resource/Jako_gimnastyczka_artystyczna_fot._Irena_Jarosinska.jpg 

 

W przedwojennym wcieleniu jako tancerka (1937, ze zbiorów NAC)

oraz w powojennym jako gimnastyczka artystyczna (1957, fot. Irena Jarosińska)

 

Namasté lub Namaskar jest tradycyjnym hinduskim przywitaniem, pozdrowieniem. W dosłownym tłumaczeniu oznacza Pokłon tobie”.



                                                                      Cdn.

 Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/. 

23:21, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »