RSS
sobota, 30 marca 2013
Zeszyty dawnych lektur (odc. 17)

 

Aldous Huxley W cudacznym korowodzie. Czytelnik 1959


[Dopiero po pięćdziesięciu latach od tej lektury dowiedziałem się w trakcie pisania Rozmów z Krishnamurtim o wieloletniej przyjaźni łączącej hinduskiego filozofa z angielskim powieściopisarzem. Rozwinęła się ona szczególnie w latach drugiej wojny światowej, gdy Krishnamurti postanowił odciąć się od świata zewnętrznego i zawiesić swoje sławne sobotnie mowy w Dębowym Gaju w proteście przeciwko rozbuchanemu nacjonalizmowi. Od tej pory utrzymywał kontakty jedynie z Huxleyem i jego żoną, którzy mieszkali niedaleko od Ojai, w Los Angeles.

Rozmowa nie może być monologiem, to prawda, może natomiast być dwoma niejednoczesnymi monologami – tym były Huxleyowskie wielogodzinne rozważania intelektualne o abstrakcyjnym charakterze (nie znalazłem próbki tego typu rozważań, ale można się przynajmniej zapoznać ze sposobem, w jaki Huxley prezentuje  swoje racje: http://www.youtube.com/watch?v=ciBY2DXoQqE) oraz Krishnamurtowskie wywody o bezpośrednim postrzeganiu i samoświadomości (fragment wywodu: http://www.youtube.com/watch?v=515GSPprvC0), których obaj wysłuchiwali z respektem dla siebie, ale w milczeniu. Przepełniony wiedzą umysł Huxleya nie był w stanie pojąć, że nadmierna wiedza może być przeszkodą w prawdziwym rozumieniu, a mistyka czy ezoteryka mogą pozostawać w sprzeczności z głęboką duchowością.  

 

 

          

                              Fotografa przy tym nie było (Huxley oczywiście z prawej) 

 

Nie będzie nic szczególnie odkrywczego w twierdzeniu, że przyczyną jego przeintelektualizowania była zagrażająca mu przez kilkadziesiąt lat ślepota (paralela do Jorge Luisa Borgesa jest oczywista). Pełnię wzroku udało mu się odzyskać dopiero w roku 1936 (powieść, która wywarła na mnie największe wrażenie i która wyszła właśnie wtedy, nosiła znamienny tytuł Niewidomy w Gazie). Huxley, który wcześniej musiał niejednokrotnie posługiwać się alfabetem Braille’a, zapewniał, że cudowne ozdrowienie zawdzięcza metodzie opracowanej przez amerykańskiego okulistę, dra Williama Batesa. I sam zaczął ją propagować w opublikowanej w roku 1943 Sztuce widzenia. Wprawdzie naukowcy zaprzeczają istnieniu nieinwazyjnych sposobów usuwania wad wzroku, ale okazuje się, że znane one były od tysięcy lat we wschodnich systemach leczniczych i medytacyjnych, a dr Bates, któremu prawie sto tysięcy niedowidzących pacjentów zawdzięczało wyleczenie, wprowadził je do swojej praktyki, nie bojąc się posądzeń o szarlatanerię  http://akasha.com.pl/sklep/excerpt/widzeBezOkularow.pdf.

Wróćmy jednak do głównego wątku. Te spotkania dwóch wybitnych przecież osobowości twórczych, chociaż tak diametralnie różnych, znalazło odbicie i w Filozofii wieczystej, książce eseistycznej wydanej przez Huxleya w roku 1948, i w jego wstępie do The First and Last Freedom (1954), Pierwszej i ostatniej wolności, wyboru fragmentów pism, mów i odpowiedzi Krishnamurtiego na pytania zadawane mu przez słuchaczy, a Commentaries on Living (1956), Uwagi o życiu, będące zbiorem zapisków z lat drugiej wojny światowej i późniejszych, być może nigdy by się nie ukazały, gdyby nie gorąca zachęta Huxleya, zachwyconego obrazowymi wstępami do poszczególnych rozważań.

Po tym niesłychanie krótkim wprowadzeniu najwyższy czas przejść do tego, co wynotowałem z drugiej z kolei powieści Aldousa Huxleya, a zatem bardzo wczesnej, z roku 1923. Jeśli jest jeszcze ktoś, kto nie wie, co oznacza powiedzenie „góra urodziła mysz”, to za chwilę się tego dowie. Jak ma być cudacznie, to niech będzie cudacznie!].

 

                       

                           

 

A jednak dla tego wzniosłego, abstrakcyjnego ideału – dla pieniędzy – wycierpiał więcej, niż Michał Anioł wycierpiał kiedykolwiek dla swojej sztuki.

[Pieniądze jako wzniosły, abstrakcyjny ideał? – to się nie mieści w głowie tym, którzy nie mają jej do interesów i dlatego interes mają w tym, żeby o ludziach interesu mówić jak najgorzej].

 

Jego pragnienie zysku było bezinteresowne.

[Pragnienie zysku u handlarza sznurowadłami jest zawsze interesowne].

 

Zachwycam się kulturalnym, złotym środkiem pomiędzy smrodem i aseptyką.

[Pierdnięcie przy stole było kiedyś w dobrym tonie; dzisiaj jest oznaką chamstwa. Nie zmieniła się jedynie konieczność wydawania takich odgłosów].

 

Artysta bez geniuszu jest rzeźbiarzem fontann, z których nie tryska woda.

[Dzięki temu nie może uprawiać wodolejstwa].

 

Największa siła człowieka tkwi w jego zdolności do niekonsekwencji.

[Zdolności przyrodzonej czy nadprzyrodzonej?].

 

Ja za nic nie odpowiadam. Nie odpowiadam nawet za siebie.

[Ale poczucie odpowiedzialności mam].

 

Dziwna rzecz, ile trzeba było czasu, żeby pojęcie miłości i płodzenia rozdzieliły się w ludzkim umyśle.

[W wyjątkowo płodnym umyśle, takim jak mój, nic nie musi się rozdzielać].

 

Każdy człowiek jest jednocześnie chodzącą farsą i chodzącą tragedią.

[Wystarczy popatrzeć na mnie].


 

                                    Geniusz i bogini. WL 1958

 

Jeżeli chce się żyć każdą nadarzającą się chwilą, trzeba umierać dla każdej innej chwili.

[Wydaje mi się, że wszystkie chwile nam się nadarzają – i te, dla których żyjemy, i te, dla których umieramy].

 

A skoro jest śmierć, jest i nadzieja.

[Napisałem kiedyś, że śmierć jest miłością życia].





 

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Huxley_1.jpg



 

                                                     Cdn.

 

 

Zapraszam na

http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/ tych, którzy mają zamiar kurować się w Iwoniczu-Zdroju (Jak być kuracjuszem w Iwoniczu-Zdroju), oraz te, które po wizycie u fryzjera same siebie nie mogą poznać (Fryzjerstwo z bliska).

08:48, jbroszkowski
Link Komentarze (1) »
sobota, 16 marca 2013
Zeszyty dawnych lektur (odc. 16)

 

Hermann Hesse Wilk stepowy. PIW 1957

 

[Zamierzałem opublikować ten odcinek później, gdy będę zamieszczał zapiski z książek autorów już wcześniej omawianych – patrz: odc. 10 – ale jeden z komentarzy mógłby się zdezaktualizować, bo z zimowego snu nie obudziły się muchy jedynie dlatego, że nastąpił nieoczekiwany atak zimy na tydzień przed kalendarzową wiosną

Do notki wstępnej, zawartej w tamtym odcinku, chciałbym tylko  dodać jedną istotną dla tej książki informację. Powstała ona w wyniku kolejnego kryzysu osobowościowego, w który Hesse popadł po zakończeniu I wojny światowej (problemy małżeńskie także się do tego przyczyniły). Najlepszym środkiem dla złagodzenia pogłębiających się stanów melancholii i depresji – oprócz sesji psychoterapeutycznych, którym się poddał w szwajcarskiej klinice – było właśnie napisanie tej książki. To dlatego ciągnęli do niej jak do Mekki ci, którzy sami się z takimi problemami borykali. Nauczywszy się „szukania źródeł radości i życia w bratniej miłości do przyrody”, pragnął i innych ludzi tego nauczyć, głosząc „sztukę patrzenia, wędrowania, rozkoszowania się rzeczywistością”, żeby „w natłoku swych małych losów nie zapomnieli, że nie są bogami stworzonymi przez siebie samych, lecz dziećmi i cząstkami ziemi oraz całego kosmosu” (to zostało wzięte z Petera Camenzinda, powieści prawie autobiograficznej).

Jeśli chodzi o mnie, to mogę jedynie żałować, że dopiero przed czterema laty zacząłem wcielać w życie te proste prawdy – bez przyjazdu do Iwonicza-Zdroju byłoby to niemożliwe].



 

To los i usposobienie uczyniły zeń samotnika, a on z całą świadomością uznał ten stan za swe przeznaczenie.

[W moim przypadku było podobnie – już od dawna pędziłem w orbicie szalonej dobra i zła, i miałem tysiąc dusz, gdy ta książka wpadła mi w ręce, a z ruchem hipisowskim, który wyniósł ją na swoje ołtarze, zetknąłem się dopiero kilka lat po tej lekturze].

 

                        

 

„Należałoby właściwie być dumnym z bólu – każdy ból jest przypomnieniem naszej wysokiej rangi” (Novalis).

[Przytoczyłem ten cytat, gdyż był on zgodny z moimi ówczesnymi odczuciami, natomiast nie zgadzałem się z Novalisem, gdy mówił: „Poezja leczy rany, jakie zadaje rozum”. Do tej pory uważam, że byłoby lepiej, gdyby zamiast Geist, rozum, było Gehirn, mózg. Ktoś objaśnił to już przede mną: „Czym różni się mózg od rozumu? Mózg ma każdy, a rozum nie…”].

 

Należy do tych, których przeznaczeniem jest całą problematyczność życia ludzkiego przeżywać w spotęgowaniu, jako osobistą męczarnię i piekło.

[Całą problematyczność życia ludzkiego można przeżywać w atmosferze błogiego spokoju, jeśli tak się złożyło, że został on nam dany. A jeśli chodzi o innych? No cóż, albo sami sobie stworzyli egzystencjalne piekło, albo po prostu mieli pecha. To ostatnie znalazło wyraz w jednej ze staropolskich sentencji: „Na kogo losy zeszlą nieszczęść kupę, ten złamie palec ucierając dupę”].

 

Jakże mam nie być wilkiem stepowym i obdartym pustelnikiem, skoro żyję w świecie, którego celów nie podzielam, którego radości są mi wszystkie – obce.

[Nasze radości też mogą być „światu”, czyli innym ludziom obce. To samo dotyczy celów, które przed sobą stawiamy. Nie byłoby w ogóle z tym problemu, gdyby brak akceptacji dla czyjejś inności nie wywoływał w nas lęku lub wrogości].

 

Nigdy siebie nie zatraci, nigdy nie odda siebie ani upojeniu, ani ascezie, nigdy nie stanie się męczennikiem, nigdy dobrowolnie nie unicestwi się.

[Widocznie zdrowy rozsądek nigdy nie był powszechny, skoro potrzebę jego posiadania trzeba aż tak mocno akcentować. Wolter uważał, że nie należy się tym chełpić, gdyż według niego zdrowy rozsądek jest czymś pośrednim między inteligencją a głupotą].

 

Żyć intensywnie można tylko kosztem swego „ja”.

[Do tej pory byłem przekonany, że jest na odwrót, ale być może zmieniłbym zdanie, gdybym żył na poziomie wegetatywnym].

 

Po co więc tracić słowa, po co mówić o rzeczach, których świadomość dla każdego człowieka myślącego jest sama przez się zrozumiała?

[Może chodzi o to, żeby poprzez zachowania pozarefleksyjne nie podtrzymywać w sobie przekonania o samo przez się zrozumiałym świecie?].

 

Człowiek jest cebulą, złożoną ze stu łusek, tkaniną, złożoną z niezliczonych nitek.

[Jeśli człowiek jest istotą nadal niezbadaną, to dzieje się tak dlatego, że nigdy nie można mieć pewności, czy ta jego natura, którą nabywa, jest bardziej złożona od tej, z którą się rodzi].

 

Człowiek bynajmniej nie jest jakimś mocnym i trwałym kształtem (to było ideałem starożytności na przekór przeczuciom jej mędrców), jest raczej próbą i przejściem, i niczym innym, jak wąską, niebezpieczną kładką między naturą a duchem.

[Gdyby wyłącznie zły duch był wrogiem całej duchowo-fizycznej natury człowieka, jak uważał św. Ignacy Loyola, to powinno się szukać porady nie u psychologów, lecz u egzorcystów. Hesse w młodości szukał, po czym usiłował popełnić samobójstwo!].

 

Możność umierania, owo zrzucanie powłok i wieczne oddawanie swego „ja” przemianie, wiedzie do nieśmiertelności.

[Do nieśmiertelności wiedzie wiele dróg. Obecnie większość ludzi upatruje nadziei na nieśmiertelność nie w zbawieniu wiecznym, lecz w postępach medycyny. Dr inżynier Jan Pająk uważa jednak, że jest w stanie zapewnić ludziom nieśmiertelność dzięki odkryciu softwarowego czasu. Po zbudowaniu magnokraftów trzeciej generacji, zdolnych do latania nie tylko w przestrzeni, będziemy mogli uzyskać MORALNIE POPRAWNĄ NIEŚMIERTELNOŚĆ (niemoralna byłaby uzyskana dzięki postępom medycyny) i podróżować wiecznie w przeciw-świecie sami lub ze swoim ulubionym psem. Ponieważ nie mam psa, pragnąłbym podróżować z moim ulubionym (nie jest to broń Boże przytyk do nazwiska genialnego odkrywcy) pająkiem, który obecnie przebywa pod dolnym zawiasem prawego skrzydła okna i wyraźnie się nudzi, bo w zimie muchy śpią].  

 

Wszystko, co stworzone, nawet na pozór najprostsze, jest już pełne winy, jest już rozłupane i rzucone w brudny strumień stawania się i nigdy już nie popłynie przeciw prądowi.

[Powiada się, że „z prądem i zdechła ryba popłynie”. A jeśli popłynie pod prąd jak łosoś, to i tak zdechnie!].

 

Nie ma na świecie mocy, która by mogła żądać, bym jeszcze raz spotkał się z sobą samym i przeżył śmiertelny strach tego spotkania, bym przeszedł jeszcze jedno kształtowanie się na nowo, jeszcze jedną inkarnację, której celem i okresem nie jest spokój i cisza, lecz wciąż nowe samounicestwienie, wciąż nowe samokształtowanie!

[Czy nie lepiej puścić wszystko na żywioł, a siebie samego nie traktować aż tak śmiertelnie poważnie? Tak przynajmniej uważał Grek Zorba, ale on przecież nie był masochistą].

 

A jednak w głębi duszy dobrze rozumiałem to wołanie, to wezwanie do obłędu, do zrzucenia z siebie rozumu, hamulców mieszczaństwa, do rzucenia się w wezbrany, pozbawiony prawideł świat duszy i fantazji.

[Świat duszy i fantazji jest przecież światem iluzji, intelektualnych i emocjonalnych złudzeń, które wielu polskich hipisów doprowadziły również do samounicestwienia. Ich duchowy przywódca, „Prorok Jonasz”, którego ekstatyczny taniec opisałem w poemacie Przypowieść o Kamiennych Ślepcach, wybrał inną drogę. Od ponad trzydziestu lat jest znanym nie tylko we Francji rzeźbiarzem, specjalizującym się w tematyce sakralnej http://jozefpyrz.com/lieux-publics.html].

 

                            

                                                               W dawnym i obecnym wcieleniu

 

                                         

 

Piękną wzniosłość uczucia okupić można jedynie więzieniem codzienności.

[Więzieniem mogą być także wzniosłe uczucia].

 

Ten świat cię wypluwa, dla niego masz o jeden wymiar za dużo.

[Z tego wynika wniosek, że trzeba mieć o kilka wymiarów za dużo, żeby świat nie mógł nas wypluć. Lepiej, żeby się nami udławił!].

 

Czas i świat, pieniądze i potęga należały i będą należeć do ludzi małych i płaskich, a do innych ludzi, do tych właściwych, nic nigdy nie należy. Nic oprócz śmierci.

[Uważam się za człowieka właściwego, ale jeśli kiedykolwiek miałem złudzenie, że cokolwiek do mnie należy, to na pewno tym czymś nie była śmierć. Epikur miał rację, mówiąc, że gdy istniejemy, śmierć jest nieobecna, a pojawia się wtedy, kiedy nas już nie ma].

 

 

 http://jbr.blox.pl/resource/Hesse.jpg



  

                                                            Cdn.

 

Zapraszam na

 http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/ tych, którzy mają zamiar kurować się w Iwoniczu-Zdroju (Jak być kuracjuszem w Iwoniczu-Zdroju), oraz te, które po wizycie u fryzjera same siebie nie mogą poznać (Fryzjerstwo z bliska).

 

09:52, jbroszkowski
Link Komentarze (2) »
niedziela, 10 marca 2013
Zeszyty dawnych lektur (odc. 15)

 

Albert Camus Dżuma. PIW 1960

 

[Wychować się w biednej niepiśmiennej rodzinie żyjącej na przedmieściach Algieru i zostać jednym z najwybitniejszych intelektualistów europejskich II połowy XX wieku, a także świetnym laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w wieku zaledwie 44 lat, to jest sztuka! Otrzymał ją za „ogromny wkład w literaturę, ukazującą znaczenie ludzkiego sumienia”, jak twierdzi wikipedia pl, powołując się na źródło polskie, zamiast na oryginalne uzasadnienie, zawarte w archiwach Akademii Szwedzkiej: „för hans betydelsefulla författarskap, som med skarpsynt allvar belyser mänskliga samvetsproblem i vår tid” („za twórczość wielkiej wagi, która z przenikliwą powagą objaśnia problemy ludzkiego sumienia w naszych czasach”).

A w trzy lata później zginął w wypadku samochodowym, mając w torbie niedokończoną powieść Pierwszy człowiek, najbardziej osobistą. Ile wspaniałych dzieł przepadło w wyniku tej bezsensownej śmierci – tego nie wie nikt. Wystarczy popatrzeć, co po sobie pozostawił – wymienię tylko najważniejsze dla mnie powieści i eseje: Obcy, Dżuma, Mit Syzyfa, Człowiek zbuntowany, a są przecież jeszcze dramaty i nowele. Na przejmująco prostym nagrobku wyryto słowa równie proste i przejmujące, przez które będzie do nas mówił aż do końca świata:

 

               Tu

               rozumiem,

               co

               nazywają chwałą:

               Prawo

               do miłości

               bez granic].

 

 

 

              http://jbr.blox.pl/resource/Nagrobek200.jpg

 



 

Między tymi krańcami często nie ma środka.

[Zachować miarę w nieszczęściu jest łatwiej – stanów euforycznych doświadczają wtedy jedynie masochiści.

Są jednak ludzie, którzy w nieszczęściu potrafią zachować zwyczajną pogodę ducha, bo słusznie ktoś powiedział, że nieszczęście to chory sposób myślenia, a zatem stan niespokojnego umysłu, mogący być pierwszym objawem psychozy maniakalno-depresyjnej].

 

W powszechnym zamęcie starał się być historykiem tego, co nie ma historii.

[Historii upolitycznionej? To byłby w dzisiejszych czasach rzeczywiście ewenement!].

 

Martwy człowiek nie liczy się, chyba że widziano go martwym.

[Albo zmartwychwstałym].

 

Słowo nie zawierało tylko tego, co nauka chciała w nim zamknąć.

[Trudno się temu dziwić, skoro musiało pomieścić w sobie wszystkie absurdy!].

 

Czas – płonące strzałki pamięci.

[Czytając to widzę labirynt i próby wyjścia z niego przy coraz bardziej zaburzonej pamięci przestrzennej; jedyna nadzieja w tym, że przynajmniej czas został odnaleziony].

 

Rozpacz ratowała ich od paniki.

[Psychologicznie jest to zrozumiałe: w panikę wpadają ci, którzy jeszcze nie stracili nadziei na… na… na… * niepotrzebne skreślić].

 

Człowiek męczy się litością, kiedy litość jest bezużyteczna.

[Udawanie litości jest użyteczne, jeśli można odnieść z tego jakąś korzyść dla siebie].

 

Nie jest to prawda godna podziwu, lecz prawda logiczna.

[Zawsze interesowały mnie bardziej fałsze logiczne, oczywiście oparte na logicznych przesłankach].

 

Stawiali na przypadek, a przypadek nie jest niczyją własnością.

[Zastanawiam się, czy w tym przypadku chodzi o przypadek zależny (casus obliqui), czy niezależny (casus recti)?].

 

Woli być oblężony wraz ze wszystkimi niż sam zostać więźniem.

[Gdyby był typem samotnika, wolałby stokroć to drugie. Ale będąc więźniem sumienia jedynie własnego, nie miałby później „legitymacji” do występowania w roli strażnika sumienia narodowego].

 

Trzeba we wszystko uwierzyć albo wszystkiemu zaprzeczyć.

[Obie postawy nie wymagają szczególnego wysiłku; najtrudniej zanegować to, w co gorąco wierzymy, względnie z bezgraniczną ufnością zawierzyć temu, co stanowi przedmiot naszej negacji].

 

Znam dziś tylko jedno konkretne zagadnienie: czy można być świętym bez Boga?

[Próbował odpowiedzieć na to pytanie Gustaw Herling-Grudziński w eseju Dwie świętości. „Laicka świętość” jest zapewne oparta na ludzkim prawie moralnym, ale czy na tym samym, o którym mówił Immanuel Kant? Owo najsłynniejsze zdanie, które wyszło spod jego pióra: „Dwie rzeczy napełniają umysł podziwem (…) – niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie”, może być przecież interpretowane odmiennie przez zwolenników jednego bądź drugiego modelu świętości. Dla tych, którzy uważają, że „laicka świętość” jest terminem bluźnierczym, słowa wypowiedziane przez Kanta są dowodem na to, że Bóg jest nad nami i w nas, a nie na to, że postrzeganie świata zależne jest od ludzkich myśli].

 

Wszystko, co człowiek może wygrać w grze dżumy i życia, to wiedza i pamięć.

[Wiedza bywa połowiczna, a pamięć zawodna].

 

Radość jest wypaloną raną, którą nie można się delektować.

[My, Polacy, rozkoszujemy się rozdrapywaniem ran narodowych. Widocznie Camus o tym wiedział, bo czy nie wskazuje tu na możliwość wypalenia rany żelazem, tak jak się to praktykowało kiedyś w lecznictwie ludowym, żeby nie wdała się gangrena?].

 

                          

 

                                                                                    Cdn.

 

Zapraszam na

 http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/ tych, którzy mają zamiar kurować się w Iwoniczu-Zdroju (Jak być kuracjuszem w Iwoniczu-Zdroju), oraz te, które po wizycie u fryzjera same siebie nie mogą poznać (Fryzjerstwo z bliska).

13:51, jbroszkowski
Link Komentarze (4) »