RSS
niedziela, 21 grudnia 2014
Zeszyty dawnych lektur (odc. 55)

 

 

Marcel Proust Strona Guermantes. PIW 1957

 

[W odcinku 14 omawiałem Nie ma Albertyny, szóstą część cyklu powieściowego W poszukiwaniu straconego czasu; ta jest częścią trzecią, a zatem wcześniejszą. Pozostałych części (w sumie jest ich siedem) w tamtej specbibliotece nie było; zapoznałem się z nimi znacznie później, kiedy wypisów z lektur książek, które miałem na półkach, już nie robiłem.

W Proustowskim odcinku nie podałem nawet daty narodzin (10 lipca 1871) ani śmierci (18 listopada 1922) autora właściwie tylko jednej książki, którą zaczął pisać dopiero wtedy (rok 1909), kiedy już nikt poza nim nie wierzył w jej powstanie. Przez ostatnie trzy lata nie opuszczał prawie swojej sypialni, śpiąc w dzień i pisząc w nocy. Umarł w trakcie poprawiania brudnopisu dwóch ostatnich tomów powieści rozpisanej na kilku tysiącach stron, dzięki której został okrzyknięty przez Grahama Grenee’a „największym powieściopisarzem dwudziestego wieku”.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Proust_w_lozku.jpg

 

 

A droga do tego celu była wyjątkowo wyboista, mimo iż pisał i publikował w magazynach literackich już jako uczeń. Następnie zamieszczał w jakiejś gazecie felietony o życiu towarzyskim, które rozkwitło w czasach Trzeciej Republiki i fin de sièclu, stając się później osnową jego najważniejszego dzieła. Od roku 1892 zaangażowany był w tworzenie przeglądu literackiego, wzorowanego na Uczcie Platona. Zamieszczane tam oraz w prestiżowym "La Reveu blanche" krótkie teksty zostały w roku 1896 opublikowane przez niego w książce pod tytułem Les Plaisirs et les Jours. Ale mimo kosztownego wydania, przedmowy samego Anatola France’a i rysunków Mme Lemaire, została chłodno przyjęta przez krytykę. Zjadliwe krytyki głośnego wówczas poety i nowelisty Jeana Lorraina sprawiły, że dotknięty nimi autor wyzwał go w roku 1897 na pojedynek na pistolety. Szczęściem po dwóch seriach strzałów wynik pojedynku pozostał nierozstrzygnięty, dzięki czemu Marcel Proust mógł udowodnić na papierze, że racja była po jego stronie].

 

 

 

Wraz z rzekomą wrażliwością nerwowców rośnie ich egoizm; nie mogą znosić u innych osób przejawów cierpień, na które u siebie samych zwracają coraz więcej uwagi.

[Obnoszenie się ze swoją chorobą jest jak obnoszenie się ze swoją wiarą. Należy to czynić z godnością. Czyli milczeć].

 

Wyobraźnia nasza jest niby popsuta katarynka, która gra zawsze coś innego niż zapowiedzianą melodię.

[Zepsuta katarynka raczej powtarza motyw melodii, która nie jest przecież zapowiadana przez kataryniarza. Proustowi wyraźnie chodziło o wyobraźnię twórczą, która jest ważniejsza od wiedzy. Repetitio est mater studiorum (powtarzanie jest matką wiedzy). Chodzi o to, że przez powtarzanie wiedzę się utrwala. Według Krishnamurtiego (moje rozmowy z nim już ukazały się w druku) każda wiedza jest bezużyteczna].

 

Prawdy nie musi się powiedzieć na to, aby ją wyrazić, można ją pochwycić pewniej, nie czekając słów i nie biorąc ich wręcz w rachubę, w tysiącu zewnętrznych oznak, nawet w pewnych niewidocznych objawach, analogicznych w sferze charakterów do tego, czym są w fizyce zmiany atmosferyczne.

[Franz Kafka bywał zazwyczaj rozbiegany myślowo, mętny, dlatego w tym jego chaosie myślowym i pomieszaniu pojęć tak dobrze czują się krytycy literaccy, z lubością łowiący śnięte ryby w mętnej wodzie i zajadający się nimi z apetytem częstokroć udawanym. Marcel Proust jest jego przeciwieństwem – każde zdanie posiada doskonały szlif i językowy, i myślowy, dlatego komentatorskie hocki-klocki są tu wykluczone.

Nie tylko każdy człowiek ma własną prawdę, ale ma ją także każda sytuacja, w której człowiek bierze udział na zasadzie przymusowej bądź dobrowolnej, kierując się swoimi możliwościami lub wyborami, jakże często ograniczanymi przez bariery natury psychologicznej, jeśli innych nie ma].

 

Ze snem jest tak jak z percepcją świata zewnętrznego.

[Gdybyż percepcja była zawsze połączona ze świadomością i współzależna od niej, sprawa byłaby prosta (to samo dotyczy także marzeń sennych): dzięki tej pierwszej moglibyśmy postrzegać świat zewnętrzny w doświadczeniu wewnętrznym, a za pomocą tej drugiej postrzegać świat wewnętrzny w doświadczeniu zewnętrznym. Jednakże percepcja i świadomość nie zawsze są ze sobą połączone i współzależne od siebie, o czym przekonujemy się częstokroć dopiero we śnie, jeśli rzeczywistość, w której żyjemy, wydaje nam się rzeczywista, mimo iż jest wyśniona].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Rzeczywistosc_wysniona.jpg

 

 

Ze wszystkich roślin ludzkich przyzwyczajenie jest tą, która potrzebuje najmniej ziemi, aby żyć.

[Ale zagarnia najwięcej soków żywotnych!].

 

Miłość i zrośnięte z nią cierpienie mają, tak jak pijaństwo, moc różniczkowania przedmiotów.

[Z matematyką prawie zawsze byłem na bakier – poza jednym przypadkiem, gdy w liceum w Pelplinie wziął mnie w obroty wspaniały nauczyciel; niestety po pół roku wróciłem do poprzedniej szkoły – dlatego chcąc rozgryźć to (s)twierdzenie musiałem sięgnąć po http://www.mimuw.edu.pl/~baranski/teach/2013-14/poradnik_rozniczkowania_i_calkowania.pdf. Po przejrzeniu siedmiu reguł różniczkowania doszedłem jednak do oczywistego przekonania, że korzystając z nich nie byłbym w stanie obliczyć pochodnych żadnej funkcji, bo po prostu przekracza to moje możliwości intelektualne. Muszę zatem przyjąć (s)twierdzenie Prousta na wiarę, tak jak przyjmujemy na wiarę, iż biblijnemu faraonowi rzeczywiście przyśniło się siedem krów chudych zjadających siedem krów tłustych, a nie na przykład osiem].

 

Każdemu się wydaje piękniejsze to, co widzi na odległość, co widzi w innych.

[Mowa zapewne o krótkowzrocznych, względnie o daltonistach. W innych widzimy zazwyczaj to, co widzimy w sobie. Czyli to, czego w nas nie ma].

 

Śmiał się ze swoich dowcipów, ale nie rozchmurzały go dowcipy innych.

[Jeśli był łysy, to zapewne opowiadał kawały z brodą, a tamci mieli prawdopodobnie myśli nieuczesane, takie jak u Stanisława Jerzego Leca: „Od kiedy widziałem naszego starego, poczciwego Pana Boga na portretach mistrzów jako starszego pana z łysiną, przestałem ostatecznie wierzyć we wszystkie, najlepsze nawet, środki na porost włosów”].

 

Z głębi naszej beczki wołamy, jak Diogenes, do człowieka.

[A człowiek na nas patrzy i głuchy jest na nasze wołanie, ponieważ wie, że nie każdy, kto mieszka w beczce, jest Diogenesem…].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/diogenesfilozofatechnologiidawnoscinotatnikakreskowkigreckibrzmienie30041700.jpg

 

 

Niegdyś kamerdynerzy królewscy wywodzili się spośród wielkich panów, teraz wielcy panowie są już tylko kamerdynerami.

[U nas kamerdynerów znamy jedynie z filmów komediowych, albo z doniesień z Watykanu. Papież to nie Jezus, ma prawo mieć kamerdynera (dzięki temu można było po raz kolejny obalić dogmat o jego nieomylności!].

 

Są choroby, których nie należy leczyć, bo właśnie chronią nas od innych, cięższych.

[Oto jedno z praw Murphy’ego: „Głupota jest nieuleczalna i prawdopodobnie zakaźna, bo przybiera rozmiary epidemiczne”. Przed czym chroni nas głupota? Przed głupotą innych?].

 

Można było z charakteru jego wróżby wnosić o kierunku jego pragnień.

[Czy to oznacza, że dlatego wróżymy z fusów, bo chcemy się napić kawy?].

 

Nie miałbym prawa ich leczyć, gdybym ich nie umiał zrozumieć.

[Mądry lekarz o tym wie! Zlikwidowanie objawów zewnętrznych przynosi choremu jedynie chwilową ulgę. Dopiero dotarcie do źródła jego dolegliwości może przyczynić się do całkowitego uzdrowienia].

 

Zazwyczaj im czas oddzielający nas od celu naszych pragnień jest krótszy, tym wydaje się nam dłuższy, bo mierzymy go krótszą miarą lub po prostu, bo go w ogóle nie mierzymy.

[A kiedy wreszcie docieramy do celu naszych pragnień, umieramy z pragnienia].

 

Starał się to, co wiedział, wyrwać z tego, co odczuł.

[Czyżby to oznaczało, że nie wiedział, co odczuł? Zaburzenia czucia to choroba neurologiczna. Gorzej, jeśli są to zaburzenia nie powierzchniowe, lecz głębokie].

 

Zbytek rodzi się nie z bogactwa, lecz z rozrzutności.

[No tak, król Midas rozrzutny nie był, dopóki nie zaczęła mu grozić śmierć głodowa. Ale nawet wtedy resztki swego bogactwa rozdał rzece, która od tej pory stała się złotonośna].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/krol_Midas.jpg

 

 

Kant, po najściślejszym dowodzie determinizmu stwierdza, iż ponad światem konieczności istnieje świat wolności.

[Od razu powiem, że nie lubię Kanta, bo jest dla mnie za oschły, zbyt pedantyczny. A kiedy pewna bardzo znana neokantystka, wygłaszająca w radio pogadanki o moralności, sprzeniewierzyła znaczki przekazane jej przeze mnie do sprzedaży, za które można było wtedy kupić dobry samochód, moja antypatia do filozofa z Królewca jeszcze się pogłębiła. Ale teraz nie mam wyboru – muszę jakoś skomentować myśl Proustowską.

Kant widział wolność w rozumie, uznając, że poza determinizmem występującym w świecie przyrody (chodzi o pochodzące z doświadczenia czynniki empiryczne) jest też autodeterminizm ludzki (chodzi o czynniki transcendentalne pochodzące od podmiotu, który z wolnej woli narzuca sobie pewne zobowiązania). Jest to zatem wyraz wolności uznającej powinność człowieka, mającego moralny obowiązek zdążania ku temu, co słuszne i odpowiednie dla wszystkich. Potwory budzą się wówczas, kiedy rozum śpi. Krishnamurti jest mi oczywiście znacznie bliższy, bo ostrzega w ogóle przed rozumem, przed jego destrukcyjnymi siłami].

 

Leibniz przyjmuje, że każda monada, odbijając cały wszechświat, przydaje mu coś osobistego.

[Z tego by wynikało, że człowiek jest też monadą. Moje twierdzenie jest, rzecz jasna, twierdzeniem a priori, bo najpierw musiałbym wgłębić się w 90 punktów Monadologii Leibniza, żeby znaleźć tam ewentualne potwierdzenie takiego właśnie stanu rzeczy. Już z punktu 1 wynika jednak, że monada jest substancją prostą wchodzącą w skład rzeczy złożonych, co wedle mnie wyklucza istotę ludzką z monadycznego grona, mimo iż teologowie znaleźliby w nim potwierdzenie dla swojej tezy różniącej się diametralnie od mojej, wskazując na punkt 5, gdzie mowa jest o tym, iż  „nie da się pomyśleć jakoby substancja prosta mogła w naturalny sposób powstać, ponieważ  nie może być utworzona drogą złożenia”. I na nic zdałby się mój protest, zdający się mieć uzasadnienie w punkcie 6, gdzie mówi się o tym, że monady „mogą powstać tylko drogą stworzenia, a zginąć drogą unicestwienia”, bo teologowie zakrzyczeliby mnie, że wprawdzie człowiek jest panem wszelkiego stworzenia, ale jedynie w boskim dziele stworzenia! Daję zatem za wygraną, dzięki czemu nie będę musiał ślęczeć do końca życia nad pozostałymi punktami Monadologii Leibniza. I nie powiem szlag by go trafił, bo na szczęście trafił go już trzysta lat temu! Złośliwością losu było jedynie to, że zmarł w dniu 14 listopada, a ja urodziłem się 14 listopada, co przy wierze w reinkarnację stawia mnie w sytuacji dosyć kłopotliwej…].    

 

Żołądek jest wrażliwszy na ilość niż na jakość.

[Proust chciał chyba przez to powiedzieć, że nie należy się obżerać. Mnie się jednak wydaje, że zjedzenie na raz 3 kg ziemniaków jest mniej szkodliwe dla żołądka, niż zjedzenie 3 kg golonki wieprzowej].

 

Czasem w życiu, pod wpływem wyjątkowego wzruszenia, mówi się  to, co się myśli.

[A potem okazuje się, że było to szczytem bezmyślności!].

 

Nie każdy lubi być opłakiwany w ten sam sposób.

[Najlepiej być opłakiwany tak jak ów nieboszczyk w Chinach, który wstał, żeby się napić wody, bo było mu za gorąco!].

 

Czasem robi się dla umarłych rzeczy, których nie zrobiłoby się dla innych.

[Bo nam się wydaje, że dzięki temu nie wszystek umrzemy. To jest świadectwo albo naszego strachu, albo naszej pychy. Nasza pamięć o nich potrzebna jest nam, a nie im].

 

Nie byłby głupszy od innych, gdyby umiał pozostać głupim.

[Można to powiedzieć o prawie całej naszej klasie politycznej, która dopisuje kolejne rozdziały do dziejów głupoty w Polsce].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Glupota.jpg

 

 

Potrzeba mówienia przeszkadza nie tylko słyszeć, ale widzieć; w tym przypadku wszelki brak zewnętrznego opisu jest już opisem stanu wewnętrznego.

[Niestety, już od dłuższego czasu zauważyłem, że coraz częściej wpadam innym w słowo. Jest to niewątpliwy mankament, nad którym muszę popracować, ponieważ słyszę wtedy i widzę wyłącznie siebie].

 

 

Cdn.

 

Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/. Moje rozmowy z Krishnamurtim już są do nabycia! Na poniższym zdjęciu prezentuje je miss Elisabeth Story z Krishnamurti Foundation of America (Ojai, California), która jako kilkunastoletnia panienka wysłuchała wraz z matką kilku jego ostatnich mów w Dębowym Gaju.

 

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Niby_Wredna_Elka.jpg



23:36, jbroszkowski
Link Komentarze (12) »
sobota, 06 grudnia 2014
Zeszyty dawnych lektur (odc. 54)

 

Franz Kafka Nowele i miniatury. PIW 1961

 

[Patrz: odcinek 12, gdzie mówiłem, że Kafka odznaczał się znakomitym poczuciem humoru (czarny humor to też humor!), nic więc dziwnego, że przy komentowaniu zapisków z jego książek trudno mi się było zdobyć na powagę].

 

 

Jeśli nikt się nie zjawia, wówczas właśnie zjawia się nikt.

[Wystarczy wierzyć w duchy].

 

I oczekuję, że dowiem się od pana, jak to właściwie się dzieje, że dokoła mnie wszystkie rzeczy zapadają się w głąb jak przelotny śnieg, podczas gdy przed innymi nawet kieliszek wódki stoi tak mocno na stole jak pomnik.

[Wiele rzeczy może zapaść się w głąb, np. cerkiew w Mickiewiczowskiej balladzie, ale przelotny śnieg? Może poprószyć, stopnieć, zmieszać się z deszczem etc., więc dlaczego Franz Kafka użył przenośni w tym kontekście co najmniej dziwnej? Nie razbieriosz tego biez wodki z tego kieliszka, który stoi tak mocno na stole jak pomnik!].

 

Tracę jedną nadzieję, ale zyskuję drugą.

[Najlepiej zyskać od razu dwie. Nadziei nigdy nie za wiele].

 

I utrzymujemy się w locie, nie spadamy, trzepocemy skrzydłami, chociaż jesteśmy szpetniejsi od nietoperzy.

[Nietoperze uważają, że nie ma nic szpetniejszego od ludzi (szwendających się po jaskiniach)].

 

http://jbr.blox.pl/resource/nietoperz.jpg 

 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Istota ludzka, w gruncie rzeczy lekkomyślna, z natury podobna do unoszącego się w powietrzu pyłu, nie znosi żadnego skrępowania; nawet gdy sama sobie nałoży pęta, wkrótce jak szalona zacznie szarpać swe więzy i wreszcie mur, łańcuch oraz samą siebie rozerwie na strzępy.

[Mur z papier-mâché?].

 

Są dwa grzechy główne, z których wywodzą się wszystkie inne: niecierpliwość i opieszałość. Przez niecierpliwość ludzie zostali wypędzeni z raju, przez opieszałość nie powracają tam.

[Bo nie mają dokąd. Chyba że sięgną po obiedzie po deserek ananasowo-jabłkowy, który otworzy przed nimi bramy raju].

 

Od jakiegoś punktu nie ma powrotu. Ten punkt można osiągnąć.

[I może się on okazać punktem zwrotnym].

 

Nie daj się złu przekonać, że mógłbyś mieć przed nim tajemnice.

[Przekonaj go, że masz tajemnice jedynie przed dobrem].

 

Dawniej nie rozumiałem, dlaczego nie dostawałem odpowiedzi na moje pytania, dziś nie rozumiem, jak mogłem pytać. Ale ja wcale nie myślałem, ja tylko pytałem.

[Pytania są zazwyczaj retoryczne, rzadko konstruktywne. Éric-Emmanuel Schmitt powiedział: „Tylko na nieciekawe pytanie można udzielić ostatecznej odpowiedzi”].

 

Złu nie można płacić ratami, a wciąż usiłuje się to robić.

[Widocznie nie wiemy, że można mu płacić gotówką (kartą, czekiem), albo sądzimy, że zło, rozłożone na raty, jest łatwiejsze do przyjęcia].

 

Tylko nasze pojęcie czasu pozwala nam mówić o sądzie ostatecznym, w gruncie rzeczy jest to sąd doraźny.

[Sądem doraźnym jest sąd szczegółowy, kiedy człowiek zaraz po śmierci otrzymuje wieczną zapłatę za swoje życie. Jeśli było ono bardzo grzeszne, to nieśmiertelna dusza zostaje potępiona na wieki, czyli wiecznie będzie się smażyć w piekle. Ciekawe, czy diabły dbają o to, żeby się nie przypaliła?].

 

 http://jbr.blox.pl/resource/sad_memling.jpg

Hans Memling Sąd ostateczny

 

 

Trzeba było pośrednictwa węża: zło może uwieść człowieka, ale nie może zostać człowiekiem.

[Więc dlaczego się mówi: „Ten człowiek to wcielone zło”?].

 

Teoretycznie istnieje możliwość doskonałego szczęścia: wierzyć w niezniszczalne w sobie i nie dążyć do niego.

[Bo w ten sposób można żyć w ułudzie szczęścia doskonałego].

 

Prawda jest niepodzielna, nie może więc poznać samego siebie; kto chce ją poznać, ten musi być kłamstwem.

[Czyżby Kafka chciał przez to powiedzieć, że poznać samego siebie może jedynie ten, kto rozmnaża się przez podział, bezpłciowo?].

 

Świat sam się przed tobą odsłoni, nie może być inaczej, będzie się wił przed tobą w ekstazie.

[Z tym światem jest jak z kobietą w kiepskich opowiadankach erotycznych: „Pieść mnie głębiej i mocniej. Niech twoje dłonie zniewolą krągłość mych pośladków. Chcę wić się przed tobą w ekstazie…”].

 

Dwie możliwości: stać się nieskończenie małym albo nim być. To drugie jest doskonałością, a zatem bezczynnością, to pierwsze początkiem, a zatem czynem.

[A możliwości, żeby stać się nieskończenie wielkim albo nim być, nie ma ani jednej? Czynu, czynu, czynu nie tylko naród powinien czekać, ale człowiek też!].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Dowod_prawdziwej_wielkosci.jpg

 

 

  Cdn.

 

Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/



20:53, jbroszkowski
Link Komentarze (4) »