RSS
poniedziałek, 31 grudnia 2012
Zeszyty dawnych lektur (odc. 9)

 

Louis Aragon Piękne dzielnice. Książka i Wiedza 1950

 

[Dopiero od odcinka 17 pojawiły się wprowadzające notki, a wcześniejsze dodałem znacznie później, niż wskazywałyby na to daty opublikowania tamtych postów.

Właściwie wszystko, co można było powiedzieć istotnego o tym pisarzu, zawarłem w ostatnim komentarzu do wypisów z Pięknych dzielnic].

 

 

Są w człowieku pewne rzeczy bardziej własne niż jego twarz: drobne przyzwyczajenia, nawyki. Odraza, jaką budzą one w nas, stanowi niejednokrotnie istotę pożycia małżeńskiego, a rozczulenie, jakim potrafią nas napełnić, istotę trwałej miłości.

[Bardzo trudno jest mieć własną twarz, bo to sprawa duchowości, a nie zabiegów fryzjersko-kosmetycznych. Ale jeśli już ją mamy, to czy wystarczy studiować ją tak jak to czynił Rembrandt, żeby wkroczyć w dziedzinę magii?].

 

Ciągłe poszukiwanie, stałe nienasycenie oto cechy natur artystycznych: wieczna pogoń. Za czym? Za samym sobą, za złudą własnej wyobraźni, za cieniem kwiatu…

[Natychmiast myśl moja się zwraca ku Nienasyceniu Witkacego. Prawie przez dwa lata przebywałem kiedyś w pobliżu jego domostwa na Antałówce, rozmyślając o Genezypie Kapenie, bohaterze tej powieści, pobierającym lekcje dziwności istnienia u artystów-degeneratów, zdegenerowanych intelektualistów oraz u kochanków i kochanek, którzy też osiągnęli wysoki stopień degeneracji, będący wyznacznikiem schyłkowych kultur, charakteryzujących się tym, że każdy, kto żyw, oddawał się dzikiej rozpuście, rzucając się na oślep w przepastne czeluście. Czego?  Stanisław Przybyszewski, degenerat niezrównany, twierdził, że były to czeluście przestrzeni i czasu.

W tych podstawowych kategoriach apercepcji zmysłowej można oczywiście rozpatrywać zwierzęcą chuć, zwaną obecnie perwersyjnym seksem. W roku 1936, gdy Louis Aragon opublikował Piękne dzielnice, używano widocznie określeń mniej drastycznych, ale stałego nienasycenia  nie oprotestowałby ani Przybyszewski, ani tym bardziej Witkacy. Jeśli rzeczywiście jest ono cechą natur artystycznych, to znajdując się w stanie otępienia starczego mogę nie wiedzieć, że dożywam swoich dni w „Zofiówce”, otoczony tak jak Genozyp Kapen troskliwą opieką Ministerstwa Mechanizacji Kultury].

 

                                 

                                                      Witkacy najwyraźniej mnie zahipnotyzował!

 

 

Zmysły odgrywają w życiu bardzo młodych mężczyzn rolę nieznaczną. Rozkosz nie potrafi zatrzymać ich na długo. Zbyt są pochłonięci nowością tego, co ich otacza, grą życia. Posłuszni jeszcze chimerom, co chwila porzucają swą zdobycz dla cieni. Marzą w sposób okrutny.

[Moje życie było istnym teatrem absurdu, więc po wcieleniu się w rolę Genozypa Kapena, mógłbym tym razem podszyć się pod młodego mężczyznę i opowiadać o swoich odczuciach sprzed pięćdziesięciu lat. Tamten zapisek, który teraz komentuję, jest zresztą niewiele młodszy i stanowi potwierdzenie faktu, że myślałem i postępowałem wtedy podobnie. W Iliadzie Homer opowiadał o królu Licji, który straszną Chimerę na zło wielu ludzi wyhodował, natomiast ci bardzo młodzi mężczyźni, o których opowiada Aragon, karmią ją swoimi marzeniami na własną zgubę też].

 

                      

 

 

Wszystko ustępowało w nich przed miłością. Miłością, jaka bywa u poetów, miłością nieuznającą sprzeciwu, władczą, wyższą ponad całą przypadkowość ludzkiego życia.

[Ach, ach, ach, to są właśnie te złudzenia, o których była mowa w poprzedniej nocie. Aragon był także poetą. Najpiękniejsze liryki miłosne poświęcał żonie, Elzie Triolet, a po jej śmierci wziął udział w Paradzie Równości jako biseksualista. Jarosław Iwaszkiewicz nigdy by się na to nie zdobył. Okrzyknięto by go natychmiast degeneratem, co w opinii tych, którzy go znali (niewiele brakowało, żebym został jego sekretarzem osobistym!), było absurdem. A jeśli chodzi o Louisa Aragona? Nie miałem przyjemności go poznać, ale dla mnie przejawem jego skrajnej degeneracji było kiedyś to, że jako czołowy surrealista wstąpił w szeregi Francuskiej Partii Komunistycznej. Obecnie myślę, że niczego bardziej surrealistycznego od komunizmu w dziejach ludzkości nie wymyślono!].

 

                                                                                        Cdn.

 

PS Dlaczego sądzę, że Witkacy mnie zahipnotyzował? Poważny wydawca (patrz: www.monsadmirabilis.beskidy.pl) nie poświęciłby przecież aż dwu akapitów na omawianie powieści, której prawie nikt nie zna.

14:16, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 grudnia 2012
Zeszyty dawnych lektur (odc. 8)

 

Erich Maria Remarque Czas życia i czas śmierci. PIW 1960

 

[Też nie dostał nagrody Nobla w dziedzinie literatury – był jedynie nominowany do nagrody… pokojowej, mimo iż pisarzem jest znakomitym. Uważa się, że Na Zachodzie bez zmian i Łuk triumfalny to jego najwybitniejsze powieści. Czytałem je oczywiście, ale z pierwszej, wydanej w roku 1959 też przez PIW, nie zrobiłem żadnego wypisu, a drugiej jeszcze nie odnalazłem w swoich zeszytach lektur. Jeśli odnajdę, to zapewne będzie tam następujący wypis: „Miłości nie wolno kalać przyjaźnią. Koniec to koniec. […] Nikt nie wydaje się bardziej obcy niż ktoś, kogo się kiedyś kochało”. Ale komentował go nie będę, bo dla mnie jest to oczywistość...

To jeden z tych wielkich pisarzy niemieckich, którzy musieli uciekać z kraju przed nazizmem. Najpierw do Szwajcarii, a następnie w 1939 roku do USA, gdyż miał prawo obawiać się, że w Europie naziści go dosięgną. Już sześć lat wcześniej na rozkaz Goebbelsa zabroniono wydawania jego dzieł w Niemczech i publicznie spalono jego książki, zarzucając mu, że jest potomkiem francuskich Żydów, i że nie służył aktywnie podczas wojny. I jedno, i drugie było nieprawdą. Faktem jest jednak, że długo się nie nawojował: wysłany jako żołnierz na front podczas I wojny światowej najpierw siedział w okopie, a przerzucony gdzie indziej już w pierwszym dniu bitwy odniósł pięć postrzałów i po piętnastomiesięcznym pobycie w szpitalu nigdy na front nie wrócił.

Osławiony Roland Freisler, „wieszający sędzia”, przewodniczący Trybunału Ludowego, powiedział w roku 1943 jego siostrze, Elfriede: „Twój brat zdołał nam niestety uciec, ale ty nam nie uciekniesz”. We wspaniałomyślnym geście skazał ją jednak na śmierć przez zgilotynowanie. Wyrok, na osiem dni przed Wigilią Bożego Narodzenia, wykonano].

 

Widziałem tysiące ruin, ale żadnej nie widziałem nigdy naprawdę. Dopiero dzisiaj. Dopiero tę. Ale ta jest inna, zupełnie inna.

[Ruiny naszych marzeń są wciąż inne, ale zawsze takie same. Ktoś powiedział, że można je odrestaurować. Niepoprawny marzyciel!].

 

Rozsądek i logika nie idą w parze ze stratą i bólem.

[Doskonale wiem, co Remarque miał na myśli, ale chciałbym się teraz skupić na pierwszym członie tego zdania. Okazuje się, że z nadmiernie logicznego myślenia wynikają problemy osób chorych na schizofrenię, natomiast my, ludzie zdrowi psychicznie, większą wagę przywiązujemy do rozsądku, nawet gdyby odbywało się to ze szkodą dla logiki. Wręcz nieprawdopodobne, ale tak jest w sytuacjach, gdy pojawia się konflikt między zdrowym rozsądkiem a logiką. Niektórzy zdają sobie sprawę z tej sprzeczności – i wariują!].

 

Wina zaczyna się wszędzie, a nie kończy się nigdy. A może jest odwrotnie.

[Jeśli mówimy o winie, to nieodparcie pojawia się problem kary, jakby jedynie poprzez nią można było winę odkupić. Dlatego powrót do człowieczeństwa jest tak trudny dla tych, którzy karę odbyli w więzieniu, nierzadko napiętnowani przez ten fakt na całe życie. Ekspiacja, zadośćuczynienie – to znacznie bardziej ludzkie terminy].

 

Pytać kogoś to znaczy wciąż jeszcze uchylać się od decyzji.

[Chyba lepiej zapytać: „Czy chcesz, żebym cię zabił?”, niż zabijać bez ostrzeżenia!].

 

Człowiek ma odwagę wtedy, kiedy może się bronić. Wszystko inne to próżność.

[Jakież to znakomite stwierdzenie! Ale widocznie „ruiny naszych marzeń” tkwią mi jeszcze w głowie, bo natychmiast po tej konstatacji przypomniało mi się, co powiedział André Malraux:  Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki. Różne są bowiem rodzaje odwagi. Największą sztuką jest nie bronić swoich racji, nawet jeśli jesteśmy najgłębiej przeświadczeni o ich słuszności – niech bronią się same].

 

Nie jesteśmy już umarli. I nie jesteśmy jeszcze umarli.

[Nie jestem, gdyż znacznie bardziej interesuje mnie czas życia, niż czas śmierci. Koniec świata miał być wczoraj].

 

                      

 

Poszedł za światłem, nie pytał o nic i chciał wierzyć, że wystarczy za nim iść. Okazało się, że to nie wystarczy.

[Dokładnie przed rokiem pisałem o Andrzeju Surynie w poście zatytułowanym Kult nieznanego poety. Byłoby naturalne, gdyby to on napisał o tym pójściu za światłem. Ale w jego rozumieniu wyglądałoby to tak: Umarł w świetle / Urodził się w świetle / Ciemność zostawił ciemności… Mam nadzieję, że sam nie będę musiał ani chciał rozstrzygać podobnych dylematów].

 

 

 

                                                                                         Cdn.

 

PS Starzy Indianie powiadają, że wydawnictwo umrze naturalną śmiercią, jeśli przy każdym poście nie wskaże się linku www.monsadmirabilis.beskidy.pl.

03:25, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 grudnia 2012
Zeszyty dawnych lektur (odc. 7)

 

Miroslav Krleža Powrót Filipa Latinowicza. Czytelnik 1958

 

[„Uważany za jednego z najwybitniejszych twórców literatury chorwackiej”. Dla mnie jest to jeden z najwybitniejszych twórców literatury światowej. Nigdy nawet nienominowany do nagrody Nobla, co źle świadczy jedynie o tamtych akademikach. I błędu swego już nie naprawią, gdyż Krleža zmarł przy końcu 1981 roku. Należy jedynie żałować, że nikt u nas nie podjął się dzieła generalnej reedukacji narodowej Polaków, tak jak on to uczynił w stosunku do swoich rodaków. A jako zdeklarowany komunista powinien przecież myśleć kategoriami internacjonalistycznymi. Polecam jeszcze Bankiet w Blitwie, a także nowele i opowiadania wydane u nas w roku 1961 w tomie zatytułowanym Świerszcz pod wodospadem].

 

 

Człowiek widzi tylko wówczas, gdy coś spostrzegł.

[Bo nie jest wizjonerem, który dostrzega to, czego inni nie widzą].

 

Przechodzą ludzie niosąc w swych wnętrznościach ugotowane kurze głowy, smutne ptasie oczy, krowie uda, końskie polędwice; jeszcze onegdaj zwierzęta te wesoło machały ogonami, kury gdakały w kurnikach w wigilię swej śmierci, a teraz wszystko to zakończyło żywot w ludzkich jelitach i cały ten ruch i trawienie nazywa się życiem w zachodnich miastach europejskich o zmierzchu starej cywilizacji.

[Nie wiem, dlaczego to zapisałem (wraz z tym, podkreślonym teraz przeze mnie, koszmarkiem stylistycznym, zawinionym na pewno przez tłumacza)? Ludzie przechodzący ulicą niosą w sobie znacznie gorsze rzeczy, produkty źle przetrawionych myśli czy emocji nie tylko we własnych ośrodkach mózgowych. Ale tak czy owak to wszystko jest ich życiem, czy tego chcą, czy nie].

 

 

 

                                      Na krawędzi rozumu. Czytelnik 1960

 

Głupota kocha się w samej sobie, a jej egoizm jest nieograniczony. Głupota okryła się godnością, dygnitarstwem i rangami, głupota nosi złote łańcuchy lorda majora, pobrzękuje ostrogami i kadzielnicami, głupota nosi cylinder na swojej uczonej głowie.

[Komentowanie tego byłoby zwyczajną głupotą].



Człowiek unosi się nad rzeczywistością o kilka centymetrów.

[Fantasta nawet o kilka milionów lat świetlnych. To uczucie bywa miłe. Natomiast trudno odczuć takie uniesienie, gdy rzeczywistość unosi się nad nami jak dusząca zmora].

 

Nawet ptaki spadają z wyczerpania i nie latają wiecznie, dlaczegóżby więc ludzie mieli zawsze wznosić się ponad swą godność?

[To jest pytanie, które nie może wzbudzić żadnych wątpliwości, ale widocznie autor uznał, że należy je zadać. Inna sprawa, że niezwykle rzadko pytamy o to w odniesieniu do siebie. Innym ludziom stawiamy znacznie większe wymagania niż sobie, a powinno być odwrotnie. Bylibyśmy bardzo blisko ideału, gdyby na wychodzeniu od siebie opierała się reguła wzajemności, oczywiście nie w znaczeniu zwyczajnej wymiany dóbr i usług, bo w tej nie biorą udziału jedynie osoby skrajnie autystyczne].

 

Człowiek nie brzydzi się niczego, co może zapłodnić lub zjeść.

[W koprofagii, wynikającej z zaburzeń preferencji seksualnych, do zapłodnienia raczej nie dochodzi. U zwierząt do takich zaburzeń też może dojść – znany jest przypadek orangutana, który zgwałcił kobietę bynajmniej nie w celach rozrodczych, chociaż u osobników tego gatunku powinno to być normą].

 

Logika wywołuje u ludzi stany alergiczne.

[U mnie takie stany wywołuje brak logiki u ludzi, w ich myśleniu i działaniu. Szczególnie w przypadku niektórych elit politycznych wydaje się to być w ostatnim czasie stanem permanentnym].

 

Dla mnie kwestia moralności jest kwestią smaku. Jedyną miarą rozsądku wydaje się dziś miara formy. Nie ma dziś na świecie niczego, co dotyczy człowieka, co nie byłoby zdeformowane. Brak smaku jest brakiem rozsądku, ponieważ to, co rozsądne, a więc w pełni życiowe, jest naturalnie uwarunkowane i dlatego nie może być niezharmonizowane i niesmaczne.

[„Dziś, dziś, dziś…” – wydaje mi się, że tak zaczynał się refren jakiejś piosenki ludowej. To „dziś” jest już wczorajszym jutrem. Henri Becque, dziewiętnastowieczny dramaturg francuski, powiedział, że moralność jest niczym innym jak zewnętrzną formą chytrości. Nie każdemu ta prawda musi smakować, ale rozsądek nakazuje brać ją pod uwagę.

Jeśli ktoś mi zarzuci, że bawię się słowami, to pretensje proszę kierować do autora. Pamiętam, że przed kilkudziesięciu laty czytałem tę książkę z ogromnym zainteresowaniem. Jestem ciekaw, jakimi oczami spojrzałbym na nią dzisiaj? Niestety nie wracam do dawnych lektur, więc nigdy się tego nie dowiem].

 

Czas nas przenika i tylko poprzez nas nabiera sensu.

[Mam nadzieję, że mowa jest o czasie teraźniejszym, chociaż z moich obserwacji wynika, że najczęściej taka korelacja zachodzi między nami a czasem przeszłym, dla mnie martwym].

 

Każdy człowiek powinien ze swego życia stworzyć pieśń.

[Łabędzią?].

 

Jest źle nie tylko dlatego, że żyjemy w tym czy innym ustroju społecznym, ale dlatego, że ludziom zabrakło odwagi moralnej, aby reagować zgodnie z instynktem, a więc zwyczajnie po ludzku.

[Jeśli psy reagują zgodnie z instynktem, to przepędzają wszystkich obcych. Zwierzęce instynkty ukierunkowane są bowiem na cel zgodny z ich naturą. No tak, ale my jesteśmy ponoć ludźmi!].

 

W ogóle nie należy patrzeć, tylko widzieć i na tym polega cała tajemnica życia ludzkiego.

[Krzysztof Kieślowski ujął tę kwestię nieco inaczej: „Można patrzeć i nie widzieć. Patrzeć i mało dostrzegać. Albo widzieć selektywnie. A chodzi nie tylko o to, co się widzi; ważne też, jak ludzi i świat się ogląda”. Ale czy na tym polega tajemnica ludzkiego życia? Doktor Michael Newton autor książki Wędrówka dusz, uważa, że można ją odkryć dzięki hipnozie. Nasza wyższa Jaźń ma w tym stanie szeptać do nas poprzez czas i przestrzeń. Niestety, tylko on to słyszy. Jestem ciekaw, czy swoją technikę hipnotyczną oparł na jakimś prawie Newtona, na przykład na prawie ruchu? I i III zasada dynamiki (bezwładnościowa oraz akcji i reakcji) pasowałyby tu jak ulał. II zasada dynamiki też nie pozostawałaby z tą techniką w sprzeczności.

 

                                       

 

        

Miroslav Krleža zdaje się być tego samego zdania.

 

                            

 

                                                                                                      Cdn.

 

PS Donoszę uroczyście, że dwie pierwsze książki, które wydałem, można już nabyć. Po wejściu na www.monsadmirabilis.beskidy.pl i zdecydowaniu się na wybór jednej z książek, a najlepiej obu, wystarczy złożyć zamówienie na: monsadmirabilis@gmail.com, do ceny książki (książek) doliczyć przy jednym zamówionym egzemplarzu 6,70 zł, a przy dwóch 10 zł tytułem kosztów wysyłki (priorytet polecony w kopercie bąbelkowej), a następnie zsumowaną kwotę wpłacić na konto wydawnictwo podane na stronie internetowej. Wydaje mi się, że takie działanie biznesowe jest znacznie bardziej humanitarne od tego, do którego doszło w pewnym wydawnictwie warszawskim – z użyciem noża i ładunku wybuchowego. Zapewniam, że w szafie Wydawnictwa Mons Admirabilis, zresztą drewnianej, a nie metalowej, nie ma dużej ilości broni, amunicji, materiałów wybuchowych, m.in. granatów, nie mówiąc o wyrzutniach RPG. Ponadto gwarantuję, że nawet najbardziej wybredny bibliofil nie padnie trupem przy lekturze tych książek!

23:22, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 grudnia 2012
Moje wydawnictwo ma nie tylko osobowość prawną!

Okładka do jednej z książek została już wydrukowana. W poniedziałek pójdą na maszyny tzw. środki. Miło!

 

  

            

 

          A może Wy też chcielibyście być kuracjuszem w Iwoniczu-Zdroju? Wystarczy zamówić tę książkę, by przekonać się, że naprawdę warto! www.monsadmirabilis.beskidy.pl

        A jeśli chodzi o wydawnictwo, to zapraszam oczywiście do współpracy!

 

 

 

 

 

11:52, jbroszkowski
Link Komentarze (1) »
sobota, 01 grudnia 2012
Zeszyty dawnych lektur (odc. 6)

 

Theodore Dreiser Siostra Carrie. Wydawnictwo Poznańskie 1961


[Pionier nurtu naturalistycznego w literaturze amerykańskiej, bardziej dziennikarz niż pisarz, sympatyk komunizmu i Kraju Rad (w roku 1937 podpisał list otwarty przeciwko trockizmowi). Siostra Carrie, jego pierwsza powieść, to klasyka literatury popularnej. Aż dziw, że przysporzyła mu tak wielu kłopotów, gdy próbował ją wydać w Ameryce. Te kłopoty z cenzurą spowodowały u niego dziesięcioletnią niemoc twórczą. Osobiście nie miałbym nic przeciwko temu, żeby zamilkł na zawsze].



Człowiek stał się za mądry, żeby polegać tylko na swoich pożądaniach i instynktach. Jest jednak za słaby, żeby móc je zwalczyć.

[Od razu nasunął mi się na myśl Budda. Mahajana mówi, że dopiero po porzuceniu skrajnej ascezy i zastosowaniu medytacji polegającej na obserwacji ciała i umysłu dostrzegł on Cztery Szlachetne Prawdy, co dla mnie jest oczywiste, bo całkowite wycieńczenie organizmu nie pozwała w ogóle na myślenie o sprawach tak filozoficznie złożonych.

Na wstępie do części drugiej jego nauk, zwanej DHARMĄ (przyczynowością), mówi się o tym, o czym doskonale wiemy. Że świat jest pełen cierpienia, że narodziny, starość, choroba i śmierć, ale także daremna walka o zaspokojenie naszych potrzeb (bynajmniej nie elementarnych, jak się zaraz okaże) jest cierpieniem. Dlaczego naszemu życiu towarzyszy męka? Bo nie jest ono wolne od pożądania i namiętności. Z licznych doniesień prasowych wiemy, że od pożądań i namiętności nie są wolni nawet ci, którzy złożyli śluby czystości.

A jaka jest buddyjska Prawda o Przyczynie Cierpienia? W to, że leży ona w pożądaniach ciała, wierzą obecnie jedynie ci, dla których ziemskie namiętności są złudą, gdyż w niebie, w które też wierzą święcie, jesteśmy od nich uwolnieni. W niebie pierwszym i jedynym, bo w siódmym niebie są ci, którzy takim namiętnościom oddają się z radością. I nie mękę odczuwają, lecz rozkosz. I nie interesuje ich Szlachetna Ośmioraka Ścieżka. Po niej powinni kroczyć jedynie ci, którzy pragną Należycie Myśleć i Należycie Postępować, czyli powiedzieć „nie” wszelkim żądzom. Theodore Dreiser, syn pobożnego babtysty, miał prawo tego chcieć – w przeciwieństwie do mnie. Przykro mi, ale nie uważam tego za słabość].

 

                     

 

 

Jest w zagadnieniu moralności coś więcej niż proste uzgodnienie z prawami ewolucji.

[Prawa ewolucji nie mają nic wspólnego z zagadnieniami moralności. Bo jak odnosi się do niej na przykład prawo Allena, które głosi, że w miarę, jak spada średnia temperatura na szerokościach geograficznych, bytujące tam osobniki organizmów ciepłokrwistych stają się większe, a ich kończyny krótsze? Genetyka, anatomia porównawcza, biochemia czy biologia molekularna – obserwacje wywodzące się z tych dziedzin nauki mogą objaśniać przebieg i mechanizm procesu ewolucji, ale chyba nie etyka?].

 

W rzeczywistości jednak słowa są najpłytszą formą argumentacji. Słowa są niejako tylko odbiciem wielkich uczuć i pragnień, stojących poza nimi.

[W akcie drugim Hamleta Williama Szekspira Poloniusz pyta: „Cóż to czytasz, mości książę?”, a Hamlet odpowiada: „Słowa, słowa, słowa”, po czym wyjawia, co za nimi się kryje. Oczywiście uczucia i pragnienia, ale nikt się nie przyzna do tego, że mogą być one małostkowe].

 

 Najtęższy okaz rodzaju ludzkiego, gdy kusi go zło, hamowany jest przez poczucie słuszności, pozostające w stosunku wprost proporcjonalnym do potęgi i siły jego złych skłonności.

[Bogusław Wolniewicz, filozof, twierdził, najzupełniej słusznie, że „poczucie słuszności nie stanowi miary słuszności”; tak zresztą jest z wszelkimi poczuciami].

 

Świat zawsze dąży do wyrażenia siebie.

[Ja też do tego dążę. W chwili obecnej objawiło się to decyzją o założeniu wydawnictwa książkowego. Właśnie dzisiaj rozpoczynam działalność – w absolutnym poczuciu, że będzie ona owocna].

 http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/].

 

                                                                                   Cdn.

08:50, jbroszkowski
Link Komentarze (3) »