RSS
poniedziałek, 05 listopada 2012
Adam Hanuszkiewicz redivivus!

     Jeśli ktoś zdziwił się, dlaczego z moich blogów zniknął Adam Hanuszkiewicz, objaśnienie tego faktu znajdzie tutaj:

http://www.proszynski.pl/Kobieto__Boski_diable-p-31671-.html,

http://teatrkamienica.pl/wydarzenia/promocja-ksiazki-kobieto-boski-diable

 

              

 

     A zatem można zmartwychwstać. Nawet po jedenastu latach od nagrania rozmów, które nazwałem dźwirzyńskimi od miejsca, gdzie się one odbyły. Wielka ulga, bo jeszcze przed rokiem zupełnie nieoczekiwana.

     Gdy zostanie wydana druga książka z tamtych rozmów, informacja o tym znajdzie się także tutaj.

23:48, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 listopada 2012
Zeszyty dawnych lektur (odc. 5)

   

John Steinbeck Grona gniewu. PIW 1962

 

[Po dygresji w poprzednim odcinku o nietrafionych nagrodach Nobla w dziedzinie literatury, można by przykładowo przytoczyć właśnie Steinbecka, któremu taki zarzut postawiono, gdy przyznano mu ją w roku 1962. Głosy krytyczne podniosły się nie tylko w jego rodzinnym kraju, ale także w Szwecji. Artur Lundkvist, świetny poeta, którego wybór wierszy w moim przekładzie i opracowaniu ukazał się nakładem LSW w roku 1992, nazwał decyzję Komitetu „największą pomyłką”; w sześć lat później, gdy sam zasiadł w ścisłym pięcioosobowym gronie Komitetu Literackiej Nagrody Nobla, zrobił wszystko, żeby utrącić… własną kandydaturę na rzecz kolegi-poety Harry Martinsona!

No cóż, znacznie większe pomyłki popełnił Komitet i wcześniej, i później. Steinbeck nie umywał się oczywiście do swoich amerykańskich kolegów po piórze, Faulknerze oraz Hemingwayu, którzy zgodnie z powszechną opinią jak najsłuszniej zostali uhonorowani tą nagrodą przed nim, ale napisał przecież kilka dobrych powieści, choćby Grona gniewu. Wydanie piwowskie (noblistów, nawet ostro krytykowanych, wypada przedstawić czytelnikom na całym świecie, bo czek na dziesięć, a obecnie osiem milionów koron szwedzkich nie robi wrażenia jedynie na najlepiej opłacanych sportowcach) jest jednak mylące, gdyż w rzeczywistości ta książka ukazała się w roku 1939, a Myszy i ludzie jeszcze o dwa lata wcześniej. I to właśnie były szczyty kariery literackiej jedynego syna księgowego i prowincjonalnej nauczycielki, który później swoją sławę rozmieniał na drobne, pisząc coraz gorzej, choć błyskotliwości pisarskiej trudno było się dopatrzyć i w tamtych, najlepszych powieściach].



 

    Czuję powołanie do tego, by ludzi prowadzić, a nie mam ich dokąd wieść.

[Gdyby na czuciu powołania i takiej trzeźwej refleksji się kończyło, szalony prorok wiódłby ku samozagładzie jedynie siebie].

 

     Może cała ludzkość ma jedną wielką duszę, a każdy z nas jest jakąś jej cząstką.

[Człowiek może mieć wielką duszę, a cała ludzkość może być jakąś jej cząstką. Wierzyć w ludzkość, kochać ludzkość może jedynie ktoś, kto nie potrafi wierzyć w jakiegoś człowieka, kochać choćby jednego człowieka, takiego, jakim jest].

 

    Człowiek bowiem, w przeciwieństwie do wszystkiego, co organiczne i nieorganiczne we wszechświecie, wyrasta ponad własne dzieło…

[Częstokroć dzieło przerasta człowieka. Głosił to Konstanty Ildefons Gałczyński w Lekcji bolszewickiej: Gdy cel człowieka przerasta, / to go przerasta i dzieło / i światłem przez pokolenia / dzieło świeci jak gwiazda. // Cel jest: komunizm i naród, / w pogodę i podczas burzy, / i wielki jest każdy człowiek, / co wielkiemu celowi służy…].

 

    I jeszcze jedno należy pamiętać: lękajcie się czasów, gdy człowiek nie zechce cierpieć i umierać dla idei, bo ta właściwość jest podstawą człowieczeństwa i tylko ona tworzy człowieka, wyróżniając go spośród innych stworzeń na ziemi.

[Dla niektórych ludzi bezideowość jest rezultatem poglądu, że człowiek pochodzi od małpy. Większą sztuką jest żyć dla jakiejś sensownej idei i urzeczywistniać ją bez cierpiętniczych min].  

 

                   

 

Komentowałem tę książkę wczoraj, w Dniu Święta Zmarłych, i motto z niej, zaczerpnięte z pieśni robotników murzyńskich na plantacjach: „Widziałem przyjście Pana, płaszcz chwały Go odziewał / I z takiej szedł winnicy, co rodzi grona gniewu”, kojarzyło mi się nieodparcie z mottem z chyba najlepszej książki Hemingwaya, zaczerpniętym z Medytacji XVII Johna Donne’a, siedemnastowiecznego poety angielskiego, czołowego przedstawiciela nurtu poezji metafizycznej: „[…] Dlatego nigdy nie pytaj, komu bije dzwon; bije on tobie”.

 

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/John_Steinbeck.jpg



                                                                 Cdn.

12:04, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »