RSS
środa, 27 lutego 2013
Zeszyty dawnych lektur (odc. 14)

 

Marcel Proust W poszukiwaniu straconego czasu (Nie ma Albertyny). PIW 1960

 

[Przyszedł na świat w zamożnej rodzinie mieszczańskiej niedługo po zakończeniu wojny francusko-pruskiej, kiedy po czteromiesięcznym oblężeniu Paryża ogłoszono kapitulację Francji, i wkrótce po upadku Komuny Paryskiej, dzięki czemu mógł raczkować w miarę spokojnych czasach, gdy do największych wydarzeń w jego rodzinnym mieście zaliczano zakończenie budowy opery Garnier czy pierwszą wystawę impresjonistów (tak ich nazwano dopiero po tej wystawie – od tytułu obrazu Claude Moneta Impresja, wschód słońca).

 

                      http://jbr.blox.pl/resource/Claude_Monet.jpg

 

Jego ojciec był słynnym lekarzem i epidemiologiem, a matka pochodziła z bogatej rodziny żydowskiej, niczego mu zatem nie brakowało do zrobienia w przyszłości kariery w różnych dziedzinach życia społecznego. Tym bardziej że ojciec stanowił dla niego wzór, ale raczej niedościgniony, gdyż mimo kilku podjętych przezeń prób bycia statecznym człowiekiem na miarę jego oczekiwań, lub choćby na miarę swoich możliwości, niewiele z tego wychodziło. Pretekstem do wycofywania się z aktywnego życia było słabe zdrowie, w początkowym okresie chyba nie aż tak słabe, skoro przez rok służył w armii francuskiej. Sądzę, że prawdziwym powodem takiego stanu rzeczy była zaborcza miłość matki, z którą był tak silnie związany uczuciowo, że zdradzenie jej z jakąkolwiek kobietą nie wchodziło w grę – jego homoseksualne inklinacje stąd się zapewne wzięły. Do Reynaldo Hahna, pochodzącego z Wenezueli pianisty i kompozytora, pisał na pewno nie tylko listy.

 

                            http://jbr.blox.pl/resource/Listy_do_Reynaldo_Hahn.jpg

 

Ci, którzy przyglądali się krytycznie młodemu Marcelowi, wyrafinowanemu estecie, bywalcowi najbardziej elitarnych salonów, członkowi Dilettante Society, uważali go za snoba.  I za próżniaka. Miał wprawdzie pisarskie aspiracje, które wykazywał już w latach młodzieńczych, tyle że brakowało mu zapału do pracy. Ale niepisanie może być przecież też pisaniem – w sobie. Po cichu szkicował zresztą niedokończoną powieść, którą wydano ponad trzydzieści lat po jego śmierci, opatrując ją tytułem Jan Santeuil.

Liczne wątki w niej zawarte wskazują na to, że już wtedy szedł krok po kroku W stronę Swanna, pierwszego tomu ogromnej powieści, zatytułowanej znamiennie W poszukiwaniu straconego czasu, który został odnaleziony w tomie siódmym, ostatnim. Ten, z którego zrobiłem pierwsze wypisy, jest tomem przedostatnim. Nie wiem, dlaczego tak się stało. Może inne były w czytaniu? Kiedy dotrę do tomów wcześniejszych i do wypisów z nich, dorzucę zapewne jeszcze jakieś informacje o tym bardzo ważnym dla mnie pisarzu].

 

 

Jak dalece głębiej niż psychologia sięga w psychikę cierpienie!

[Człowiek szczęśliwy nie interesuje się psychologią. Nie musi].

 

Zadziwiające, że zazdrość, spędzająca czas na snuciu drobnych, fałszywych przypuszczeń, ma tak mało wyobraźni, gdy odkrywa prawdę.

[Nie może być inaczej, bo wyeksploatowała ją wcześniej do cna! Chodzi oczywiście o wyobraźnię, nie o prawdę, bo ta powinna kierować się logicznym rozumowaniem].

 

Nasza przeszłość i jej zabliźnione rany w naszym ciele określają naszą przyszłość.

[Tak jest w istocie; naszą rzeczą jest te rany w sobie zabliźnić i sprawić, by przeszłość stała się martwa].

 

Tęsknota za kobietą nie jest niczym innym jak odradzającą się miłością.

[No tak, trudno kogoś kochać, nie tęskniąc do niego. Samowystarczalna bywa tylko tęsknota za miłością. Do czasu jej zaspokojenia. Ale wtedy to jest już inna bajka, nie zawsze bajeczna].

 

Człowiek w miarę upływu lat zrasta się ze swoim życiem.

[Nawet jeśli żyje życiem innych?].

 

Podobnie jak znamy geometrię w przestrzeni, istnieje też psychologia w czasie.

[W wywodzie, z którego wyjąłem to zdanie, Proust skupiał się na sile zapomnienia, która stanowi najpotężniejsze narzędzie w przystosowaniu się do rzeczywistości – dzięki stopniowemu unicestwianiu żywej w nas jeszcze przeszłości].

 

Zdaniem niektórych filozofów świat zewnętrzny nie istnieje i całe nasze życie przeżywamy w nas samych.

[U osób autystycznych (wbrew powszechnemu mniemaniu na autyzm chorują również osoby dorosłe) dzieje się tak z powodu lęku przed światem zewnętrznym, spowodowanego najróżnorodniejszymi czynnikami. U skrajnych samotników, nawet „salonowych”, jak Proust, jest podobnie. W jego przypadku więzieniem, z którego nie mógł się wydostać, był homoseksualizm – u nas wciąż jeszcze traktowany jak choroba].

 

Nie ma idei, która by w sobie nie zawierała swej potencjalnej negacji, słowa, w którym by się nie kryło inne słowo, będące jego zaprzeczeniem.

[Proust był niezrównanym stylistą, więc w jego słowach trudno doszukać się jakiejkolwiek sprzeczności. Te tkwiły w jego naturze].

 

Każda wiara rodzi się z pragnienia. Najmniejsze nasze pragnienie, chociaż jednolite jak akord, zawiera w sobie tony podstawowe, na których jest zbudowane całe nasze życie. I gdybyśmy usunęli jeden z tych tonów, którego nie słyszymy ani nie uświadamiamy sobie i który nie ma nic wspólnego z pożądanym przez nas przedmiotem, ujrzelibyśmy, jak całe nasze pożądanie tego przedmiotu obraca się w nicość.

[Mogłem, po zmienieniu szyku pierwszego zdania: „Każde pragnienie rodzi się z wiary”, na tym poprzestać, ale chciałem pokazać, z jaką wirtuozerią można podążać za myślą dobrze pomyślaną].

 

                      

 

 

                                                                                         Cdn.

 

 

Zapraszam na

http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/ tych, którzy mają zamiar kurować się w Iwoniczu-Zdroju (Jak być kuracjuszem w Iwoniczu-Zdroju), oraz te, które po wizycie u fryzjera same siebie nie mogą poznać (Fryzjerstwo z bliska).

09:15, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 lutego 2013
Zeszyty dawnych lektur (odc. 13)

 

Franciszek Bacon Eseje. PWN 1959

 

[Francis Bacon żył w epoce baroku, a przecież był człowiekiem na wskroś renesansowym. Wielka szkoda, że aspiracje polityczne były u pana wicehrabiego znacznie silniejsze niż naukowe, bo o jego świetnych dokonaniach w tej pierwszej dziedzinie nikt nie pamięta, natomiast w tej drugiej zaznaczył się tak bardzo, iż uznaje się go za jednego z twórców nowoczesnej koncepcji nauki, a jego eseje, w których swoje koncepcje wykładał, uważane są za wzór eseju angielskiego.

Jego podziały nauk na historię, poezję i filozofię, ze względu na odpowiadające im władze duszy: pamięć, wyobraźnię i rozum, mogą wydawać się dzisiaj anachroniczne, ale w czasach, gdy triumfy święciła nauka kontemplacyjna lub „nauka dla nauki”, była to rewolucja w myśleniu.  Jeszcze bardziej rewolucyjne były jego podziały w zakresie filozofii przyrody na spekulatywną (poznanie jej praw) i operatywną (stosowanie jej praw). Uważał, że nowe wynalazki, takie jak wynalezienie druku, kompasu czy prochu strzelniczego, sprawiły, że świat stał się lepszy.

 

                       http://jbr.blox.pl/resource/prochstrzelniczy.jpg http://jbr.blox.pl/resource/rusznica.jpg

 

Entuzjazm Bacona do trzeciego z owych wynalazków, którego jako pierwszy dokonał już w wieku IX taoistyczny chemik w Chinach, byłby zapewne mniejszy, gdyby ktoś wypalił do niego z rusznicy, ale być może doradzał królowi Jakubowi I Stuartowi, by wydał nakaz stosowania prochu strzelniczego wyłącznie do produkcji sztucznych ogni. Czy sam się tym zajmował po hipotetycznej odmowie monarchy i czy to był powód królewskiej niełaski, o której niedługo wspomnę? Czy te eksperymenty na śniegu w roku 1626, po których zaziębił się i zmarł, nie były związane z tą jego tajemną pasją? Oczywiście nikt przede mną nie wystąpił z tak fantastyczną hipotezą, ale dlaczego nie mam prawa jej zgłosić, skoro inni mogli snuć przypuszczenia, że to on był prawdziwym autorem dzieł Szekspira?].

 

                    http://jbr.blox.pl/resource/Sztuczne_ognie_w_Londynie.jpg

 

 

Poszukiwanie prawdy, poznanie prawdy i przeświadczenie o prawdzie jest najwyższym dobrem natury ludzkiej.

[Franciszek Bacon nie mógł znać góralskiej teorii poznania w ujęciu ks. prof. Józefa Tischnera. Głosiła ona, że są trzy prawdy: Święta prowda, Tyż prowda i Gówno prowda].

 

Obawa przed śmiercią, jako daniną należną naturze, jest oznaką słabości.

[Gdyby człowieka nie ogłoszono „panem wszelkiego stworzenia”, zachowywałby się tak jak jego zwierzęcy pobratymcy i nie lękałby się śmierci, która wpisana jest w życie już od momentu narodzin. A wiara w życie pozagrobowe? Jedynie nieliczni szturmują bramy nieba].

 

Gdy człowiek wywiera na kimś zemstę, to z pewnością jest on tylko równy swemu wrogowi; lecz gdy mu krzywdę przebacza, to jest od niego wyższy.

[Nie ma chyba nikogo, kto by nie przyklasnął temu oczywistemu stwierdzeniu, ale niewielu ludzi stać na taką wielkoduszność, dopóki nie uda im się wdeptać wroga w ziemię].

 

 

                                             

 

Nikczemni i chytrzy tchórze są podobni do strzały, która nadlatuje w ciemnościach.

[Pamięć skojarzeniowa natychmiast wyszukała coś, co zostało w niej zmagazynowane w niewiadomych okolicznościach i bez zaznaczenia źródła: „Kat uniósł miecz w górę, lecz w chwili, gdy miał go opuścić, nadlatująca z leśnych ciemności strzała przeszyła jego serce. Umarł niewłaściwy człowiek”. Czy to oznacza, że kat mógł być nikczemnym i chytrym tchórzem, ale to on był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, a powinnością skazańca było umrzeć?].

 

Dziwne to pragnienie szukać władzy i stracić wolność, czy też szukać władzy nad innymi i stracić władzę nad samym sobą.

[Najgorsza jest władza uzurpatorska. Czy można ją mieć nad samym sobą? Jak najbardziej! Tak dzieje się wtedy, gdy stajemy się niewolnikami własnych przywar].

 

Dąż do dobra innych ludzi, ale nie bądź niewolnikiem ich kaprysu.

[Przy słowie „kaprys” myślę od razu o kobietach, o których Prus tak pisał w Lalce: „Pamiętaj Pan, że kobiety są niewolnicami tylko tych, którzy potrafią je mocno trzymać i dogadzać ich kaprysom”].

 

Popioły są bardziej płodne niż pył.

[Bacon nie myślał zapewne o popiołach wulkanicznych, chociaż te użyźniają nie tylko glebę, ale także… kobiece ciało; pyłu radioaktywnego chyba na razie nie stosuje się w peelingach].

 

Ludzie zakochani w sobie nie muszą obawiać się rywali.

[Świetne!].

 

Wąż nie byłby wężem, gdyby nie pożarł węża.

[Równie znakomite!].

 

Alfons Aragoński: „Najlepszymi doradcami są umarli”.

[Bardzo celne spostrzeżenie, ale król Jakub I Stuart, któremu Bacon doradzał w kwestiach prawniczych, musiał być o nim lepszego zdania, skoro go ułaskawił, gdy ten został w późniejszym czasie oskarżony i uwięziony za przekupstwo].

 

Platon: „Wszelkie poznanie jest tylko przypomnieniem”.

[„Heureka!”].

 

Salomon: „Wszelka nowość jest tylko zapomnieniem”.

[Pendant do tego, co powiedział Platon. Dwa punkty widzenia tego samego punktu, od którego wychodzimy lub do którego zmierzamy, zajmując się zagadnieniami ludzkiej pamięci].

 

Seneka: „Najcięższą jest śmierć człowieka, który umiera znany przez wszystkich, ale nieznany dla siebie”.

[No proszę, kwestia samoświadomości już wtedy zaprzątała umysły filozofów! I do dzisiaj nie została rozwiązana mimo wysiłków tylu znakomitych badaczy tego zagadnienia, choćby Fromma. A może próbę objaśnienia owego paradoksu, fenomenu czy przekleństwa świadomości należałoby zacząć od: „Dziecko siebie zna, na drodze życia wszystko traci za sprawą dorosłych i dopiero później, często na starość, zaczyna poszukiwać siebie…”?].

 

 

                                       

 

                                                         Peter Paul Rubens, Śmierć Seneki, ok. 1615


 

                                                                                            Cdn.

 

Zapraszam na

http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/ tych, którzy mają zamiar kurować się w Iwoniczu-Zdroju (Jak być kuracjuszem w Iwoniczu-Zdroju), oraz te, które po wyjściu od fryzjera same siebie nie poznają (Fryzjerstwo z bliska).

10:57, jbroszkowski
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 04 lutego 2013
Zeszyty dawnych lektur (odc. 12)

 

Franz Kafka Dzienniki (1910-1923). PIW 1961

 

[Dziewięcioletnia Wilga, córka pisarki Stanisławy Sznaper-Zakrzewskiej, powiedziała matce po przeczytaniu Procesu: „Czułam to od dawna, ale teraz już wiem, że nie ma dla mnie żadnej nadziei”. I sądzę, że po pięćdziesięciu kilku latach powiedziałaby to samo. Niekiedy losy ludzkie wpisują się w jakieś książki, bądź odwrotnie – niekiedy jakieś książki wpisują się w ludzkie losy. Nie wiem dlaczego, ale w tym momencie nasunął mi się na myśl wąż Oroboros, który bez przerwy pożerał samego siebie i odradzał się z siebie. 

 

                                      http://jbr.blox.pl/resource/waz_Oroboros.jpg

 

Być może chodzi o niezwykle żywotne stereotypy, związane i z osobą tego pisarza, i z książkami, które napisał. Ten okrzyczany „konflikt zniewolonej jednostki z anonimową, nadrzędną wobec niej instancją”, ta złowroga, dławiąca „sytuacja kafkowska” jakoś dziwnie nie pasują do sytuacji egzystencjalnej pana doktora nauk prawnych, wzorowego i dobrze opłacanego nadinspektora w Zakładzie Ubezpieczeń Robotników od Wypadków Królestwa Czeskiego w Pradze, cenionego przez przełożonych i często awansowanego. Zmarł w roku 1924, więc nie dożył czasów, gdy w Niemczech naziści doszli do władzy. Załóżmy, że miał przeczucie tego, co się wydarzy, ale dlaczego kilkadziesiąt lat później jego siostra błagała panią Ingeborg Drewitz, która akurat wtedy nim się zajmowała: „Pani Drewitz, niech pani coś zrobi z percepcją książek mojego brata – to był najdowcipniejszy człowiek w Pradze!”.

Nadrzędną wobec niego instancją był na pewno ojciec, pod którego przemożnym wpływem znajdował się do chwili, gdy spotkał pannę Diorę Diamant z Pabianic. To dzięki niej wyzwolił się z toksycznych więzów rodzinnych. Ale wolnością osobistą cieszył się niezbyt długo, bo kiedy w roku 1923 wyjechał do Berlina, by móc z nią zamieszkać i poświęcić się wyłącznie pisaniu, przegrał walkę z postępującą gruźlicą i w wieku 40 lat pożegnał się z życiem. Tuż przed śmiercią usilnie prosił swego najbliższego przyjaciela, żeby wszystkie niedokończone prace pisarskie spalił. Na szczęście Max Brod nie spełnił jego woli i w latach czterdziestych oraz pięćdziesiątych ubiegłego stulecia udało mu się wylansować twórczość Kafki na fali modnego wówczas egzystencjalizmu. U nas zaczęła ona zdobywać rozgłos dopiero po odwilży październikowej 1956, chociaż jeszcze przed wojną ukazało się pierwsze polskie wydanie Procesu – ze skandalicznym błędem. Osobiście też byłem przekonany do niedawna, że autorem przekładu był Bruno Schulz, bo jego nazwisko zamiast Józefiny Szelińskiej widniało na stronie tytułowej książki, mimo iż dokonał tylko jej korekty!].



 

Niech spróbuje ktoś trzymać w ręku trawę i siebie samego na niej, gdy ona zaczyna rosnąć od środka łodygi.

[Zależy, o jakie źdźbła trawy chodzi. Wytrzymałość mechaniczna niektórych jest zadziwiająca, np. w podrodzinie bambusowych. Popisy ekwilibrystyczne, o których mówi Kafka, dotyczą jednak stanów ducha, a nie stanów skupienia materii].

 

Mnie już nic nie pomoże, czy leżę tu w rynsztoku i piję deszczówkę, czy tam pod żyrandolem wlewam szampana w te same wargi.

[Nie wiem, dlaczego to zdanie wynotowałem? Obecnie mnie ono jedynie rozśmiesza, ale czy Kafce nie zależało na uzyskaniu właśnie takiego efektu? Z relacji Tomasza Manna wynikało, że przy głośnym czytaniu Procesu swoim przyjaciołom autor rżał ze śmiechu, a oni też śmiali się do rozpuku].

 

Do człowieka należy tylko chwila, owa wciąż trwająca chwila udręki, po której nie rozbłyska nigdy iskra chwilowego wytchnienia, zawsze posiada tylko jedno: swój ból, jednakże na całym świecie nie ma dlań innego lekarstwa; posiada tylko tyle ziemi, ile jej trzeba dla obydwóch jego stóp, tyle tylko mienia, ile go zagarną obie jego dłonie…

 [Czy taka nieznośna maniera stylistyczna jest konieczna przy opisie typowych objawów depresji endogennej? Pamiętajmy jednak o tym, że ta książka też nie była przeznaczona do druku i ukazała się dopiero po śmierci autora na przekór jego woli. Dlatego śmiech Kafki nadal dzwoni mi w uszach].

 

                    

 

Bywam niepunktualny, bo nie odczuwam bólu oczekiwania.

[W jakich okolicznościach czyjaś niepunktualność może wiązać się u kogoś z odczuciem bólu (udręki) oczekiwania? I kto jest w stanie skrócić te męki? Kat? A może kochanek lub kochanka, spóźnieni na umówioną schadzkę?].

 

Nic, tylko wieczne pragnienie śmierci i trwania, tylko to jest miłością. Gdy się patrzy od zewnątrz, straszne jest – będąc dojrzałym, lecz młodym – umierać lub targnąć się na swoje życie. W całkowitym zamęcie, który miałby sens w toku dalszej ewolucji, odejść i to beznadziejnie lub z jedyną nadzieją, że ten występ w życiu zostanie w ramach wielkiego rozrachunku uznany za niebyły. W takiej właśnie sytuacji znajdowałbym się teraz. Umrzeć nie znaczyłoby nic innego, jak tylko przekazać nicość nicości, ale to byłoby niemożliwe dla uczucia, bo jakże by się można – choćby tylko jako nicość – przekazać świadomie nicości i to nie nicości pustej, lecz nicości grzmiącej, której nijakość polega tylko na tym, że jest niepojęta.

[Ileż tu niejasności! O jaką miłość chodzi? Dla jakiego uczucia? Rozrachunku z czym? Niewątpliwy jest tylko dramatyzm sytuacji osobistej pisarza od roku 1922, gdy gwałtownie postępujący rozwój śmiertelnej choroby nie dawał mu nadziei na dokończenie bodaj jednej powieści].

 

Tylko ludzie obarczeni jakimś określonym cierpieniem rozumieją się wzajemnie. To, że nie cofnąłem się z trwogą przed żadnym upokorzeniem, może równie dobrze dowodzić beznadziejności, jak budzić nadzieję.

[Beznadziejności czego? Nadziei na co? Te słowa użyte w znaczeniu ogólnym muszą pozostać ogólnikami. O sytuacjach najbardziej dla Kafki upokarzających też niewiele wiemy. Dla kogoś innego mogłyby one być bez znaczenia].

 

Ludzie, wypełniający swój krąg tak doskonale, że człowiek myśli, iż musi im się wszystko udać w całym kręgu świata, ale doskonałość ich polega właśnie na tym, że poza swój krąg nie sięgają.

[Byłaby to niesłychanie precyzyjna myśl, gdyby początek zdania nie budził zastrzeżeń natury stylistycznej. Z lat młodzieńczych zapamiętałem próby zakreślania przeze mnie w powietrzu wyimaginowanego kręgu, by przywoływać do niego magiczne moce. Sam wolałem pozostać na zewnątrz – być obserwatorem, a nie uczestnikiem rytuałów odbywających się w środku. Mimo wszystko lepiej być w świecie, niż pomiędzy światami. Umiejętność wizualizacji oraz wyobraźnię wykorzystywałem do stworzenia magicznego sznura, ale nie zamierzałem się nim opasywać. Widocznie czułem, że jedynie zwierzęta i małe dzieci mogą swobodnie przekraczać granicę takiego kręgu].

 

                            

 

Jeżeli jestem skazany, to nie tylko na śmierć, lecz także na samoobronę aż po śmierć.

[Jestem ciekaw, czy bronilibyśmy się przed nieśmiertelnością?].

 

„Potrzeba jest wszystkim”. Jakże mógłbyś mieć wszystko? Wobec tego nie masz nawet potrzeby.

[Mam. I Kafka też miał. Chodzi oczywiście o potrzeby fizjologiczne. Innych można nie mieć].

 

Wieczna młodość jest niemożliwa; gdyby nawet nie było innej przeszkody, autoanaliza uniemożliwiłaby ją.

[Świetne spostrzeżenie. Oczywiście dotyczy ona jedynie tych, którzy są zdolni do autoanalizy].

 

We dwoje czuje się bardziej opuszczony niż sam. Jeśli przebywa z kimś we dwoje, ten ktoś atakuje go, a on, bezradny, wydany mu jest na łup. Gdy jest sam, wprawdzie atakuje go cała ludzkość, lecz niezliczone, wyciągnięte ręce splątują się między sobą i nie dosięga go nikt.

[Gombrowicz napisał: „Ludzkość po trzydziestce to potworność”. Współczując i jemu, i Kafce, że byli przez nią atakowani, zastanawiam się, co by napisali, gdyby zaatakowała ich „ludzkość po siedemdziesiątce”?].

 

W walce, którą toczysz ze światem, bądź po stronie świata.

[A jeśli mam wizję innego, lepszego świata, tak jak tylu jego zbawicieli w czasach dawnych oraz obecnych?].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Kafka2.jpg



 

                                     Cdn.

 

Zapraszam na

http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/

                                             

11:35, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »