RSS
środa, 21 stycznia 2015
Zeszyty dawnych lektur (odc. 57)

 

 

William Faulkner Sartoris. PIW 1960

 

[W odc. 21 omawiałem zapiski z jego opowiadań oraz z powieści Absalomie, Absalomie… Gdy dotarłem do zapisków z trzech kolejnych książek tego autora, chciałem w pierwszym odruchu dołączyć je do tamtych, bo jest ich niewiele. Ale po dodaniu komentarzy, w tym jednego bardzo rozbudowanego, stworzyło to wystarczająco dużą całostkę, żeby znaleźć się w osobnym odcinku obok innych pozycji wcześniej przeze mnie pominiętych. Gdybym wydał kiedyś książkę z tych lektur, zostałyby one oczywiście scalone, ale na blogu czytelnicy mogliby jedynie przez przypadek dotrzeć do książek znacznie później dodanych do wcześniejszych odcinków].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Faulkner_1.jpghttp://jbr.blox.pl/resource/1557.jpg

 

 

Ostateczną mądrością jest sięgać marzeniami dość wysoko, by goniąc za nimi nie tracić ich z oczu.

[Czyli nie za wysoko, bo wówczas zaczynamy bujać w obłokach (z oczami oczywiście zamkniętymi)].

 

Prawo tak samo jak poezja jest ostateczną ucieczką człowieka upośledzonego na ciele i umyśle, głupca i ślepca.

[Hm, na temat poezji wolę się nie wypowiadać, bo sam bywałem poetą, ale jeśli chodzi o prawo, to zgadzam się z tą opinią w stu procentach. Dlatego współczesny świat, w którym prawnicy mają tak ogromną władzę, jest taki, jaki jest].

 

 

 

                                                 Gambit. PIW 1963

 

 

Pewny, że się zabezpieczył przed hałasem, zapomniał, że go może zdradzić cisza.

[„Halo, to ja, cisza!!!”].

 

Kiedy człowiek z rozmysłem zamyka za sobą drzwi na klucz, to znaczy, że się boi.

[Przez wiele lat nie zamykałem drzwi na klucz, nawet gdy wychodziłem z domu. Pewnego razu zostawiłem drzwi otwarte – sąsiedzi byli przerażeni, bo ktoś mógł mnie przecież okraść. Z czego? Z tego, co nie miało dla mnie żadnej wartości? Od tej pory staram się drzwi zamykać – po co mają żyć, biedacy, w ciągłym stresie, po co mają się bać za mnie?].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Lek.jpg

 

 

 

Przechodzić młodość to mniej więcej to samo, co przechodzić ospę, albo dżumę.

[W pewnym wieku zastanawiamy się, jak przechodzić starość bez popadnięcia w choroby jak najbardziej starcze, na przykład zdziecinnienie].

 

Jedyną poza snem rzeczą, jaką człowiek może wytrzymać przez osiem godzin, jest praca.

[Widocznie nie jestem człowiekiem, bo kiedyś wytrzymałem bez snu cały miesiąc, pracując bez przerwy – w dzień i w nocy.

Ponownie udomowiona kotka Viki, której zdjęcie jako aforystki prezentuję na końcu postu, potraktuje mnie po przeczytaniu tego komentarza jak dziwaka, bo ona potrafiłaby wytrzymać cały miesiąc bez pracy, śpiąc prawie bez przerwy – w dzień i w nocy (prawie, bo z krótkimi przerwami na posiłki i załatwianie potrzeb fizjologicznych)]. 

 

Sama cisza to jeszcze nie spokój.

[Jest cisza przed burzą i cisza po burzy. Obie mogą być pełne niepokoju, ale wieczny spokój mają tylko umarli].

 

Zbieg okoliczności może zaważyć na całym życiu. Jak utrata dziewictwa. Ale, podobnie jak dziewictwo, można go wykorzystać tylko raz.

[Trudno mi z oczywistych względów dywagować na temat dziewictwa, ale jeśli chodzi o zbieg okoliczności, to nieprawdą jest, że można go wykorzystać tylko raz, o czym świadczy przykład mazurskiego chłopca, który podczas dwu kolejnych losowań dużego lotka dwa razy trafił szóstkę. Z mojej dziedziny zawodowej, czyli z literatury, można przytoczyć mnóstwo wręcz niewiarygodnych przykładów związanych z tym tematem. Skopiowałem z jakiegoś artykułu dwa:

Edgar Allan Poe (1809-1849) w swej jedynej powieści pt. Przygody Artura Gordona Pyma (1838) opisał historię zagubionego na morzu statku, którego zdesperowana załoga zdecydowała się poświęcić kogoś spośród siebie na posiłek. Wybór padł na chłopca okrętowego, Richarda Parkera. Historia ta miała miejsce w rzeczywistości, choć dopiero 46 lat później i dotyczyła statku „Mignonette”. Zjedzony chłopiec nazywał się… Richard Parker.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Mignonette.jpg

 

 

Nieco mniej znana jest historia innej katastrofy o zaskakującym finale. Niemiecki magazyn „Das Besteran” ogłosił w 1979 r. konkurs literacki, w którym oceniano opowiadania stworzone na podstawie realnych wydarzeń. Walter Kellner z Monachium, który wygrał konkurs, opisał swoje własne doświadczenie, kiedy lecąc lekkim samolotem wodował między Sardynią a Sycylią i oczekiwał na ekipę ratunkową. Wkrótce pojawił się problem, gdyż inny Walter Kellner, pochodzący z Austrii, oskarżył monachijczyka o plagiat. Jak się okazało, mniej więcej na tym samym obszarze przytrafiła mu się podobna historia, co więcej w takim samym modelu samolotu (Cessna 421). Kiedy redakcja prześledziła obie historie okazało się, że miały one miejsce naprawdę].

 

 

                                                   Żołnierska zapłata. PIW 1965

 

Z biegiem lat to, czym jesteśmy, traci dla nas znaczenie, ustępując miejsca temu, co robimy.

[Zamiast ludźmi stajemy się humanoidalnymi robotami. Ktoś, opisując japoński robot najnowszej generacji, wykrzykuje z triumfem: „Robot staje się człowiekiem!”. A co na to człowiek? Odejdzie w kąt ze zwieszoną głową, a potem zostanie wypędzony nawet z tego kąta? Żadnego przymusu bezpośredniego, broń Boże, bo to będzie zdalne sterowanie!].

 

Z natury rzeczy człowiek zawsze wierzy w to, że jego czyny i myśli są równie ważne dla innych jak dla niego samego.

[Rzeczą jeszcze bardziej naturalną byłoby przestać w to wierzyć. Wystarczy, że człowiek jest rozczarowany samym sobą!].

 

Płeć i śmierć sprawiają, że w młodości ulatujemy z ciała, a na starość znów się do ciała ograniczamy.

[„Młodości, ty nad poziomy wylatuj!”, dopóki życie nie sprowadzi jej do pionu. Na starość wracamy stopniowo do poziomu].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Do_odcinka_57.jpg

 

 

Cdn.

 

Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/



12:33, jbroszkowski
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 05 stycznia 2015
Zeszyty dawnych lektur (odc. 56)

 

Aldous Huxley Niewidomy w Ghazie. PIW 1957

 

[W odc. 17 omawiałem dwie inne jego powieści; o tej napisałem, że wywarła na mnie największe wrażenie, ale wypisów z niej wtedy nie znalazłem – zawieruszyły się w innym zeszycie].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/AldousHuxleyLondon1958.jpghttp://jbr.blox.pl/resource/Niewidomy_w_Ghazie.jpg

 

 

Dramaty pamięci przypominają zawsze Hamleta, w stroju współczesnym.

[Dramaty niepamięci przypominają również Hamleta w stroju współczesnym. I nie chodzi bynajmniej o niepamięć zbiorową, w której zatraciły się na przykład zbrodnie popełniane podczas okupacji hitlerowskiej przez Polaków na Żydach, lecz o niepamięć indywidualną, w tym przypadku moją. Niedawno przez pół dnia poszukiwałem klucza zawieszonego na własnej  szyi: ...bo któż by /Ścierpiał pogardę i zniewagi świata, / Krzywdy ciemiężcy, obelgi dumnego, / Lekceważonej miłości męczarnie, / Odwłokę prawa, butę władz i owe / Upokorzenia, które nieustannie / Cichej zasługi stają się udziałem, / Gdyby od tego KAWAŁKIEM ŻELAZA / Mógł się zwolnić?].

 

Kto chce zdobyć wolność, musi stać się niewolnikiem. Jest to warunek zdobycia wolności – prawdziwej wolności.

[Niejaki Władysław Grzeszczyk powiedział: „Człowiek prawdziwie wolny wszędzie jest niewolnikiem” – zerżnął z Huxleya, czy nie? Stać się niewolnikiem czego? Dla większości ludzi sprawa jest oczywista – powstała nawet piosenka Niewolnicy wolności, która na początku niesie w sobie dosyć ładne obrazowanie: Na tej ścieżce, na zakręcie / Rosną kwiaty takie piękne /Mają kolce, białe róże / Gdy ukłują, zaczynasz marzyć / Czy wiesz jak to jest? / Kiedy oczy swe zamykam? / Widzę jasne, białe światło / W jego blasku tamte róże kwitną! A później słowa przeradzają się w bełkot: W moim mieście, w moim domu / Ludzie są jakby naćpani / Niejasnością zwykłej prawdy / W tym skurwiałym gąszczu granic… Jeśli jest to warunek zdobycia wolności – prawdziwej wolności, to wolę być niewolnikiem niewolnictwa].

 

Osobowość zależna jest także od czasu. Bardzo krótkie wrażenia są nawet mniej osobiste od wrażeń zwierzęcych albo po prostu roślinnych. Stają się osobistymi jedynie wówczas, gdy towarzyszy im uczucie i myśl lub też gdy odbijają się we wspomnieniu.

[Nie dziwię się, że Krishnamurti patrzył z zakłopotaniem na Huxleya, gdy ten godzinami prawił takie mądrości, i taktownie milczał. Nie pozostaje mi nic innego, jak zrobić to samo].

 

Dramat zaczyna się tam, gdzie istnieje wolność wyboru.

[Ten dramat rozpoczyna się w momencie, gdy czujemy się więźniami tej wolności. Nie chodzi o wolny wybór w ujęciu Miltona Friedmana, z „wolną przedsiębiorczością” etc., bo ekonomia wolnorynkowa bywa także źródłem wielu ludzkich nieszczęść. Chodzi o filozofię innej wolności, tej w ujęciu choćby Rudolfa Steinera, który chcąc pokazać, że rozważana przez Schillera sprzeczność pomiędzy przymusem naszej świadomej, racjonalnej natury a przymusem zwierzęcym naszych ciał jest możliwa do przezwyciężenia, przytoczył wpierw taki oto cytat z części I Fausta Goethego:

 

Dwie dusze żyją w piersi mej,

A jedna z drugą chce się rozstać

W nieposkromionej jedna chuci

Wniknie w zmysłową świata treść;

A druga padół ten porzuci,

By w górny ojców kraj się wznieść.

                       [tłum. A. Sandauer]

 

Dzięki czemu możliwa jest do przezwyciężenia ta dwubiegunowość natury człowieka? Właśnie dzięki wolności wyboru właściwego sposobu myślenia i działania, wbrew ograniczeniom stawianym nam również przez zewnętrzną rzeczywistość. Znamieniem wolności jest dla Steinera radykalny etyczny indywidualizm].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/wolnosc.jpg

 

 

Główną różnicę między literaturą a życiem stanowi to, że w książkach mamy bardzo wysoki procent ludzi wyjątkowych, a w rzeczywistości ten procent jest znikomy.

[Wyjątkowi głupcy są też ludźmi wyjątkowymi].

 

Homo non nascitur, fit (Człowiek nie rodzi się, staje się).

[Człowiek jako istota stadna, potrzebująca więzi z innymi ludźmi, najchętniej staje się poprzez doświadczanie siebie w relacjach pozaosobistych, a sens stawania się leży przecież w tym, by najpierw doświadczać siebie w sobie samym (szukać nowych możliwości w sobie), zamiast tkwić we własnych ograniczeniach. A poza sobą szukać dopiero wtedy, gdy po osiągnięciu pełni rozwoju osobistego jesteśmy w stanie siebie przekroczyć. Najbardziej ludzcy jesteśmy wtedy, kiedy nie musimy wtopić się w tłum, żeby zaakcentować swoje istnienie].

 

Wzajemne przenikanie dotyczy nie tylko miłości, ale i nienawiści; nie tylko zaufania, ale i podejrzliwości; nie tylko dobroci, szlachetności, męstwa, ale również złości, chciwości i lęku.

[O tym wiemy aż za dobrze, bo euforia nie trwa przecież wiecznie! Dzięki moim rozmowom z Krishnamurtim zrozumiałem, dlaczego tak się dzieje: „Miłość jest dziwnym zjawiskiem, dopóki wciska się w nie myśl, nie jest ono miłością”. Gdyby ukochana osoba nie była do pewnego momentu upostaciowaniem przyjemnych wrażeń, zapewne nigdy by nie doszło  do konfliktu naszych oczekiwań i ich spełnień, a przede wszystkim niespełnień. „Wrażenia to nie miłość”; wrażeniowość należy bowiem do sfery myśli, które są zawsze, w ten czy inny sposób, źródłem niechęci, nawet wrogości. Tako rzecze Krishnamurti – i trudno się z tym nie zgodzić]

 

Zło jest uwydatnieniem odrębności, dobro dąży do zespolenia się z innym stworzeniem, z innym życiem.

[Talmud nie pozostawia w tej sprawie żadnej wątpliwości: „To pewne: dobro nie stanie się złem”. Definicje teologów chrześcijańskich, którzy do tamtej księgi nigdy się nie odwoływali, akurat w tej kwestii są zbieżne: dobro to jest dobro, a zło to jest zło. To pierwsze pochodzi od Boga, a to drugie od diabła. Raczej nie zapożyczyli tego od Cycerona, który powiadał: „Dobro to tylko to, co szlachetne, zło to tylko to, co haniebne”, ale jeśli chodzi o Senekę Młodszego, to wiadomo, że jego filozofia wywarła znaczny wpływ na chrześcijaństwo. A on głosił: „Dobro nie rodzi się ze zła”, co dla pierwszych chrześcijan było w pełni zrozumiałe, ale chyba musieli się trochę pogłowić nad innym jego stwierdzeniem: „Rzeczą ważną w dobroci jest chcieć stać się dobrym”, gdyż dobroć jest przecież cechą tego, co jest dobre!

W jeszcze większe pomieszanie wprawiłby ich Eurypides, który powiadał: „Dobro i zło zawsze ze sobą graniczą”, ale jego sztuki były grane kilka wieków przed nową erą. W Medei uczucia bohaterki dramatu też zmieniają się od bezgranicznej miłości do bezgranicznej nienawiści. W dodatku zemsty nie zostawiła bogu, lecz dokonała jej sama. Nie Bogu, gdyż innemu bogu służyła. Tak jak sławny dramaturg, który przez pewien czas był kapłanem Zeusa. Ale psy nie rozszarpały go bez powodu, prawda? Machiavellego jednak nie rozszarpały, choć wygłosił znacznie gorszą herezję: „Czasami trzeba jako dobro oceniać mniejsze zło”.

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Medea.jpg

 

Nie drążyłbym już tej kwestii, mimo iż jest fundamentalna, gdyby wypisów z tej książki było więcej, ale zostały tylko dwa, więc kontynuujmy. Tym bardziej że Huxley wygłaszał w obecności Krishnamurtiego wielogodzinne monologi, a cały mój komentarz do poruszonej przez niego kwestii można przeczytać w ciągu niespełna dwóch minut. Przeczytać to nie znaczy zrozumieć, ale zapewniam, że moje dywagacje na temat zła i dobra w żadnym punkcie nie są tak mętne, jak te wygłaszane przez Huxleya. Daleko mu było do zwięzłości Williama Shakespeare’a, któremu trudno odmówić racji, gdy ustami jednego z bohaterów swoich sztuk stwierdzał: „Jedna kropla zła nasącza jadem całe nasze dobro”…

Późniejsi jego koledzy po fachu urodzili się w czasach, gdy białe nie było już całkowicie białe, a czarne – zupełnie czarne.  Mahatma Gandhi, mówiąc: „Dobro i zło muszą istnieć obok siebie, a człowiek musi dokonywać wyboru”, nie polemizował raczej ze stwierdzeniem Mikołaja Gogola: „Musisz popełnić zło, aby umieć czynić dobro”, a tym bardziej  Bernarda Shawa: „To, co ludzie nazywają dobrocią, trzeba trzymać w ryzach tak dokładnie, jak to, co nazywają niegodziwością”, ale wykluczyć tego nie można.

A jeśli chodzi o powieściopisarzy, to ich definicje dobra i zła wpadają w znacznie większe krańcowości. Nawet u staroświeckiego Lwa Tołstoja czytamy:  „Nie ma nic gorszego niż udawanie dobroci. Udawanie dobroci odstręcza bardziej niż otwarte zło”, a inne jego stwierdzenie byłoby trudne do przełknięcia dla współczesnych russoistów: „Dobro rodzi się wtedy, gdy ludzie zapominają o sobie”. Chodzi oczywiście o zwolenników poglądów Jana Jakuba Rousseau, wedle którego człowiek jest z natury dobry, tylko cywilizacja jest zła.

Idea „szlachetnego dzikusa” była na pewno obca Erichowi Marii Remarque’owi: „Człowiek jest zły, ale lubi dobroć w innych”, a nawet autorowi Małego Księcia, Antoinie de Saint-Exupéry’emu, bo jego pytanie: „Czy nie lepiej byłoby zamiast tępić zło szerzyć dobro?” nie wyklucza zła w świecie, czyli de facto w człowieku; jest tylko apelem do jego lepszej natury. Aż prosi się, żeby w tym miejscu przywołać słowa autora Traktatu o dobrej robocie, Tadeusza Kotarbińskiego: „To, co najlepsze, może dobrem nie być”. Ryszard Kapuściński, bardzo ceniony przeze mnie za reporterską ostrość sądów, stwierdzał to, co dla wielu jest oczywiste: „Są sytuacje, w których zło działa szybko, gwałtownie, z nagłą, miażdżącą siłą. Natomiast dobro z reguły działa wolniej, potrzebuje czasu, aby się objawić i dać świadectwo. Więc dobro często się spóźnia – i przegrywa”].

 

Nie należy ustawać w rozwieraniu zamkniętego świata.

[Najpierw należy ustalić, co Huxley uważał za zamknięty świat? Czy Robert  Silverberg, który w roku 1971 wydał powieść science fiction pod  takim tytułem, właśnie ten świat opisał? Nowy wspaniały świat  Huxleya (ta powieść przysporzyła mu największej sławy), z hasłem wyrytym na tablicy Republiki Świata: „Wspólność, Identyczność, Stabilność”, ma przypominać nam o dążeniu różnego typu dyrektorów np. Ośrodka Rozrodu i Warunkowania do tego, by odhumanizować ludzi i zrobić z nich bezuczuciowe, identyczne maszyny. Jeśli rzeczywiście do roku 2381 nie wydarzy się żadna kosmiczna katastrofa, która spowoduje drastyczne przerzedzenie gatunku ludzkiego, to Silverbergowska wizja gigantycznych Monad: milionów maleńkich komórek mieszkalnych w budowlach wielokilometrowej wysokości nie musi być fikcją; Japończycy przedsmak tego mają już dzisiaj].

  

Fale zrodzone ze spokoju mącą spokój, lecz są potrzebne; bo gdyby nie było burzy na powierzchni, nie byłoby istnienia ani świadomości, ani usiłowań, by uciszyć rozszalałe fale zła. Gdyby nie było burzy na powierzchni, nie odkrywalibyśmy ponownie, że jej podłożem jest spokój; nie moglibyśmy sobie uświadomić, że istota rozszalałego zła jest identyczna z istotą spokoju.

[Jest to jakby uzupełnienie poprzednich rozważań o dobru i złu. Uderza mnie tu jednak co innego. Huxley, ten papierowy pisarz, wciela się tutaj w naszego Josepha Conrada, który w oku cyklonu naprawdę był, o czym świadczy opowiadanie Tajfun].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Oko_cyklonu.jpg

 

 

Cdn.

 

Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/



07:30, jbroszkowski
Link Komentarze (6) »