RSS
piątek, 25 stycznia 2013
Zeszyty dawnych lektur (odc. 11)

 

Kazimierz Brandys Troja miasto otwarte. Czytelnik 1949

 

[Jeden z wielu znanych pisarzy pochodzących z inteligenckich, zasymilowanych rodzin żydowskich, brat Mariana, tego od Końca świata szwoleżerów, uczestnika kampanii wrześniowej, jeńca oflagów. On sam przeszedł inną drogę, wiążąc się tuż po wojnie z PPR, a następnie z PZPR. Potem ten „czołowy stalinizator polskiej literatury” stał się, w myśl swojskiego powiedzenia, że tylko krowa zdania nie zmienia, rzecznikiem „odnowy i oczyszczenia moralnego partii”, czekając tylko na odpowiedni moment, żeby wystąpić z niej w roku 1966 w proteście przeciwko represjom wobec Leszka Kołakowskiego, który dziesięć lat wcześniej doprowadził wraz z grupką komunizującej młodzieży do odebrania Władysławowi Tatarkiewiczowi prawa do wykładania i prowadzenia zajęć „o charakterze wyraźnie wrogim budującej socjalizm Polsce”.

W dawnej stołówce warszawskiego oddziału ZLP przy Krakowskim Przedmieściu spotykałem się, niekiedy przy sąsiednim stoliku, z Kazimierzem Brandysem, gdy przeszedł już do opozycji. Dzięki temu mógł przez dwa lata wykładać na Sorbonie, a po powrocie działać w tzw. drugim obiegu i w roku 1981 wyemigrować do Francji na stałe, tym razem w proteście przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Po rozwiązaniu ZLP i jego ponownej rejestracji pod tą samą nazwą przestaliśmy być kolegami związkowymi, nad czym mógłbym ubolewać, gdybym miał jakikolwiek wpływ na podział środowiska pisarskiego po roku 1983, moja aktywność sprowadzała się jednak wyłącznie do jadania obiadów w stołówce ZLP lub do okresowych pobytów w tzw. domach pracy twórczej.

Po roku 1989, gdy powstało konkurencyjne Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, skonfliktowani ze sobą pisarze jadali lub pili kawę przy oddzielnych stolikach w restauracji bądź kawiarni, co konstatowałem, gdy raz do roku tam się pojawiałem, bo te groteskowe zachowania wydawały mi się niegodne uwagi.  Zajęty własnymi sprawami nie miałem czasu na śledzenie dzienników Kazimierza Brandysa, które on nazywał Miesiącami. Nie wiem zresztą, czy po Dziennikach Gombrowicza miałbym chęć na tę lekturę, szczególnie po szoku, którego doznałem po przeczytaniu kilku większych fragmentów Małej Apokalipsy Tadeusza Konwickiego, pisarza tak przedtem przeze mnie cenionego.

Niechaj więc Miesiącami oraz Charakterami i pismami zajmą się inni, ja pozostanę przy tym, co czytałem w tamtych latach. Znałem wiele jego powieści, oglądałem film Jak być kochaną, do którego napisał scenariusz. W zeszytach dawnych lektur jest dużo wypisów z jego książek, miał bowiem aforystyczne zacięcie i bardzo precyzyjnie formułował swoje myśli. Dlatego będę jeszcze do nich wracał w dalszych odcinkach].





Nieraz człowiek nazywa złem to, czego nie chce się wyrzec, a dobrem – czego mu brak tylko z pozoru.

[Jest to zdanie złożone nie tylko w sensie gramatycznym. Na zdrowy rozum człowiek nie powinien nazywać złem tego, czego nie chce się wyrzec. Do publicznego kajania się za grzechy może nas popchnąć albo potrzeba ekspiacji, albo wyrachowanie (skruszonym grzesznikom chętniej się wybacza). Na głośno wyrażoną afirmację zła mogą sobie pozwolić jedynie ludzie stojący ponad prawem – władcy absolutni, albo absolutni wariaci.

Po co mielibyśmy nazywać dobrem to, czego nam brak tylko z pozoru? Czyżbyśmy chcieli mieć więcej dobra, niż mamy? Zachłanność na dobra wszelakie (w luksusowym wydaniu) jest zjawiskiem dość powszechnym i nie budzi zdziwienia, natomiast zachłanność na dobro (w sensie etycznym) może nieco dziwić, ponieważ jest go przecież w bród. Święty Augustyn był o tym święcie przekonany: „Cokolwiek istnieje, o ile istnieje, jest dobrem”. O tym, co nie istnieje, nie warto mówić – lepiej nie wywoływać wilka (zła) z lasu!].

 

Człowiek, który chce poznać prawdę, powinien się ogłosić nietykalnym, jak miasto otwarte.

[Co grozi człowiekowi, że musi podjąć aż takie środki ostrożności, by poznać prawdę? Należałoby jednak wpierw ustalić, o jaką prawdę chodzi, ponieważ jest ich nieskończenie wiele, ale nie ma wątpliwości, że jedynie nieliczni chcą poznać prawdę o sobie. I jeszcze jedno: ogłoszenie miasta otwartym nie zawsze czyniło go nietykalnym, o czym świadczy przykład Rzymu, zbombardowanego w roku 1943 przez amerykańskie samoloty].

 

                       

 

Zło polega na tym, że źródła mojej wolności tkwią w przedmiotach mojej pogardy.

[Do rozszyfrowania tego zdania niezbędna jest definicja pogardy: „Stan uczuciowy, w którym głęboka niechęć wobec kogoś-czegoś wynika z równie głębokiego przekonania o własnej wyższości w odniesieniu do ocenianych osób (godnych pogardy) lub czynów (moralnie nagannych)”. Oceniający wychodzi zawsze z założenia, że sam jest godny najwyższego szacunku jako uosobienie wszelkich cnót, a jego czyny mogą służyć innym ludziom jako wzór działań społecznie pożądanych. Oczywiście takie mniemanie o sobie może mieć każdy łachmyta. Jeśli w przedmiotach pogardy tkwią źródła czyjejś wolności, to niewątpliwie musi się to wiązać z chęcią niewolenia innych w imię swoich uroszczeń.

Ileż pogardy, ileż nienawiści, ileż oskarżeń o zdradę spadło na Stanisława Brzozowskiego, autora Ludzkości i narodu czy Woli polskiej mocy, tylko dlatego, że nie przyznał się, iż był agentem carskiej ochrany, nawet jeśli nim nie był! Nie jest to odniesienie do takich samych oskarżeń o zdradę i agenturalność, które od wielu lat wysuwa się wobec Lecha Wałęsy. Kudy tam Wałęsie do Brzozowskiego, chociaż w obu przypadkach chodziło o to, by oskarżeni poprzez publiczne przyznanie się do winy, choćby częściowe, zaczęli poniżać własne ja w celu wywyższenia ja swoich oskarżycieli. Kto czytał Płomienie Stanisława Brzozowskiego, ten wie, ku czemu zmierzam: Kto w czymkolwiek poniża własne ja, jest nieuczciwy, gdyż robi innym to, czym sam w sobie gardzi. Kto się dla innych upokarza, poniża innych, lekceważy ich, pogardza nimi, dając im z siebie nie to, w czym siebie szanuje. I tej zasadzie pozostał Brzozowski wierny aż po grób].

 

                 

                                         Po prawej – grób Brzozowskiego na florenckim cmentarzu Trespiano

 

 

                                                                                                        Cdn.

 

Zapraszam na 

http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/

22:12, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 stycznia 2013
Zeszyty dawnych lektur (odc. 10)

 

Hermann Hesse  Narcyz i złotousty. PIW 1958

 

[„Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1946” – tę informację podaje wikipedia.pl zgodnie z prawdą, w przeciwieństwie do rzekomego uzasadnienia jury, w którym nie ma mowy o tym, że otrzymał ją „za szlachetnie podniosłą i różnorodną poezję, która zawsze wyróżniała się świeżością natchnienia i rzadko spotykaną czystością ducha”. Hermann Hesse był co prawda także poetą, późnym romantykiem, ale nie wiersze wydawane osobno lub zawarte w jego powieściach przyniosły mu sławę, mimo iż skomponowane przez Richarda Straussa w roku 1948 Cztery ostatnie pieśni zawierały aż trzy utwory do jego tekstów. W rzeczywistości jury przyznało mu tę nagrodę „za inspirującą twórczość, która w swoim rozwoju ku śmiałości i głębi reprezentuje zarówno klasyczne ideały humanisty, jak i wysokie wartości stylu”].



 

Właściwa mu była owa prostota, która jest mądrością.

[A prawdziwi mędrcy uczynili z niej sztukę wyrafinowania].

 

Czyżbyś nie wiedział, że jedną z najkrótszych dróg do życia świętego może być życie rozpustnika?

[Nie wiem, ale mogę się tego domyślić – dziewiąta fala następuje po kolejnych ośmiu niższych i zapewne tylko ona przybywa z samego dna piekieł].

 

Szczęściem było, że miłość nie potrzebowała słów, inaczej stałaby się pełna nieporozumień i niedorzeczności.

[Miłość nie potrzebowała słów na filmach niemych; w udźwiękowionym świecie jest to niemożliwe: miłości potrzebują słowa nawet najbardziej niedorzeczne].

 

Każdy człowiek płynie i zmienia się ciągle, i ginie wreszcie, podczas gdy obraz jego stworzony przez artystę pozostaje zawsze niezmienny i ten sam.

[Początek jak u Heraklita z Efezu. Skoro cząstką wszechcałości, która płynie jak rzeka, jest wszystko, to człowiek również się w tym nurcie mieści. Czy to stwierdzenie ma być oznaką stylu „ciemnego”, który mógł być zrozumiany jedynie przez wtajemniczonych? Jeśli tak, to widocznie też do nich należę, bo dla mnie jasnością naznaczone są wszystkie sentencje efeskiego filozofa, choćby ta: Kto nie dąży do rzeczy niemożliwych, nigdy ich nie osiągnie].

 

                                    

 

Źródłem wszelkiej sztuki, a może i wszelkiego ducha jest lęk przed śmiercią. […] Jeśli więc jako artyści tworzymy obrazy albo jako myśliciele szukamy praw i formujemy myśli, to czynimy to po to, aby uratować jednak coś z tego wielkiego tańca śmierci, aby stworzyć coś, co dłużej będzie trwało aniżeli my sami.

[Nie siedzę w duszach innych artystów, ale nie zawsze lęk przed śmiercią jest źródłem twórczych działań. Świadomość przemijania towarzyszyła mi zawsze, ale lęku nie czułem nigdy, raczej ciekawość. Wykonane przeze mnie własnoręcznie biurko, przy którym to piszę, czy szafa za moimi plecami na pewno będą trwały dłużej aniżeli ja sam].

 

Czym byłyby rozsądek i trzeźwość, nieznające szału, czym byłaby rozkosz zmysłów, gdyby nie stała poza nią śmierć, i miłość bez wiecznej, na śmierć i życie, nienawiści płci?

[Kłania się mizoginizm minionego fin de siècle'u, prezentowany przez Weinigera,  Hartmanna, Schopenhauera, Tołstoja   Nietzschego i oczywiście Strindberga, którego przekładałem z prawdziwą pasją].

 

Tworzyć, nie płacąc za to ceny życia! Żyć, nie rezygnując jednak ze szlachectwa tworzenia!

[Wykrzykniki częstokroć podkreślają to, co bez szkody dla książki można by skreślić].

 

Myślenie nie ma nic wspólnego z wyobrażeniami. Dokonuje się ono nie w obrazach, lecz w pojęciach i formułach. Właśnie tam, gdzie kończą się obrazy, zaczyna się filozofia.

[Hermann Hesse wydawał się nie znać podstawowych dzisiaj pojęć psychologicznych, takich jak: myślenie wyobrażeniowe lub konkretno- czy słowno-wyobrażeniowe].

 

                     

 

 

                                                                                        Cdn.

 

Zapraszam na

http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/

14:54, jbroszkowski
Link Dodaj komentarz »