Blog > Komentarze do wpisu
Adam Hanuszkiewicz, po raz ostatni (cz. 11 b)

 

~pp
20 czerwca 2017 o 18:24

Na ostatnim zdjęciu obok Olbrychskiego siedzą Joanna Dark (piosenkarka) z mężem Markiem Dutkiewiczem, autorem tekstów do kilkuset piosenek, w tym przepięknego utworu: „Latawce, dmuchawce, wiatr” (Urszula)…

Szkoda,że to już ostatni raz ….

 

jbr
20 czerwca 2017 o 19:23

Dzięki za to objaśnienie. Mam nadzieję, że dzięki Renacie Dymnej będzie też wiadomo, kto tańczył wraz ze mną w ogrodzie Hanuszkiewiczów…

 

~WE
20 czerwca 2017 o 20:50

Nie ukrywam, że jestem bardzo rozczarowana sposobem, w jaki zakończyłeś tę swoją dokumentacyjną peregrynację po teczkach Hanuszkiewiczowskich. Oczywiście rozumiem, że za poradą pani Renaty nie chcesz odsłaniasz kulisów sprawy, o której kiedyś obszernie na swoim blogu opowiadałeś, by następnie, tuż po śmierci Pana Adama, te posty usunąć. Rozumiem też, że kierując się delikatnością wobec czterech żon Hanuszkiewicza nie chcesz odsłaniać „tajemnic alkowy”, ale są przecież historie anegdotyczne natury ogólnej, które według mnie powinny zostać zacytowane zanim odejdziesz z tego świata, co może nastąpić nawet za kilkadziesiąt lat, jesteś bowiem człowiekiem niesłychanie żywotnym, kandydatem na kolejnego iwonickiego stupięciolatka! Przypominam, że mi to obiecałeś!

 

~bosonoga
21 czerwca 2017 o 11:36

W pełni popieram apel WE, żeby choć tyciutki ciąg dalszy nastąpił! Po zerwaniu więzadeł krzyżowych w lewym kolanie nie mogę nie tylko włazić na Przymiarki dwa razy dziennie, ale w ogóle tam włazić, capito? Natomiast czytać mogę! Więc zmiłuj się – i coś dopisz!

 

~pp
21 czerwca 2017 o 20:29

No widzisz: siła złego na jednego! Nie wkładaj jeszcze teczek Hanuszkiewiczowskich do biurka! Z kobietami żaden mężczyzna jeszcze nie wygrał!

 

~jbr
21 czerwca 2017 o 23:42

Renata pewnie na wsi, nie odpowiada. Na tym zdjęciu w ogrodzie podrygiwał w tańcu na pewno Robert Kudelski (ten najbliżej mnie), którego Adam obsadził cztery lata wcześniej – w debiucie teatralnym – w roli Romea! W tym samym 1997 roku zdobył I nagrodę na Festiwalu Piosenki Francuskiej. Wielka kariera teatralna, filmowa, no i telewizyjna (od 2000 roku występował w znanych serialach) zdawała się stać przed nim otworem, ale ta dobra passa, nie wiadomo czemu, nagle się skończyła. Poprosił mnie przez Renatę o napisanie tekstów do kilku piosenek, bardzo mu się spodobały, ale kłopoty zawodowe, które na niego wkrótce spadły (Renata mówiła, że musiał występować w reklamach i statystował w filmach), sprawiły, że te teksty spoczęły na wieki wieków w jakiejś archiwalnej teczce, bo żaden kompozytor nie widział interesu w tym, żeby go promować. O losach pań pląsających wokół ukochanego psa Hanuszkiewiczów (zwał się Bary) nic konkretnego powiedzieć nie mogę, bo znałem je tylko z widzenia, ale należy domniemywać, że po roku 2005, gdy rozwiązano zespół Teatru Nowego, zaczęły prząść bardzo cienko, ale o tym owego pięknego czerwcowego dnia 2001 roku jeszcze nie wiedziały…

 

~Krakuska
24 czerwca 2017 o 11:46

A wśród tańczących pani Cwenówny nie było? Rozumiem, że nie z Solenizantem, który bał się, że nie przeżyje dwóch kos, ale ona była jeszcze stosunkowo młodą babką, więc podrygiwać w tańcu mogła. No, chyba że obowiązki gospodyni jej to uniemożliwiły, bo zorganizowanie przyjęcia urodzinowego dla sporej, jak się domyślam, liczby gości, to zapieprz nie lada!

 

~jbr
24 czerwca 2017 o 12:14

Adam w toku rozmów dźwirzyńskich (odbyły się one wkrótce po tych urodzinach kilka razy mówił, co utaiłem, że z Magdą podryguje już tylko w tańcu śmierci! Zataiłem też, iż narzekał, że ostatnie przyjęcie urodzinowe zorganizowała Mu Wiesia, jego asystentka, bo „Magda ma czułość tylko dla siebie”. A jeśli chodzi o tańcowanie z nią, to na zdjęciach dostępnych w Necie widać ich w gronie tańczących. Nie dałem jednak z nagrań bardzo ładnego kawałka (znowu ta paskudna cenzura wewnętrzna, bo wiedziałem, z kim mam do czynienia!), w którym Adam mówił, że jego babka twierdziła, że „jaki taniec, takie życie!”, to znaczy, że brak duchowej harmonii między partnerami w tańcu źle wróży na przyszłość. Adam nawet zażartował, że pary narzeczeńskie powinny obowiązkowo stawać przed specjalną komisją (złożoną z doświadczonych psychologów, seksuologów etc.), przed którą musiałyby zatańczyć kilka różnych kawałków, a po końcowej ocenie ujemnej nie miałyby prawa wstąpić w związek małżeński, dzięki czemu uniknięto by dziesiątków tysięcy rozwodów rocznie! Wspomniał też, że na samym początku znajomości z Magdą (był wówczas jeszcze z Kucówną) jeden z jego przyjaciół, obserwując ich taniec powiedział: „Nie boisz się z nią tańczyć? Ja bym się bał! Ta panienka nie tańczy z tobą, ona oplata cię jak wąż!”.

 

~Weronika
24 czerwca 2017 o 12:49

Oj, z tą komisją to nie jest głupi pomysł! Mój wybranek deptał mi po nogach na potańcówkach jako narzeczony, no ale miał inne „walory”. Jako mąż też deptał mi po nogach w tańcu, no ale miał inne „walory”, choć coraz mniejsze, chi-chi! Teraz już nie chce nam się tańczyć wspólnie, w dodatku mój mąż już nie ma żadnych „walorów”. Drepczemy w pobliżu siebie w tańcu śmierci, a raczej aż do śmierci, bo skoro nie rozwiodłam się z nim z uwagi na dzieci, gdy był na to czas, to tym bardziej nie rozwiodę się teraz – niech dzieciom i wnukom wydaje się, że wszystko gra!

 

~Anna D.

23 czerwca 2017 o 00:42

Pisz, pisz, bo chociaż mam zawroty głowy po tej cholernej korporektomii szyjnej (wstawienie implantu), to niedługi post mogę przeczytać na dwa razy, a dłuższy na sześć-siedem razy, ale mogę!
Bardzo Hanuszkiewicza lubiłam słuchać w telewizji… Taaaakich paaaanów (jak mówił) teraz coraz mniej!

 

~Anna D.

23 czerwca 2017 o 00:59

W tym kółku tanecznym ta odwrócona tyłem pani w sukience w grochy przypomina mi Joannę Górniak. W serialu „Plebania” była matką Krystiana. Rozpoznaję ją po włosach i figurze. Jestem ciekawa, czy trafiłam?

 

 

~Tania
25 czerwca 2017 o 06:16

Specjalnie się tak podpisałam, bo Tania, lwowianka, opiekowała się umierającym (długo) Adamem. Ale do rzeczy. Z tego, co Pan napisał w ostatnich postach Hanuszkiewiczowskich, wynika, że zna Pan wywiad pani Cwen-Hanuszkiewicz z „Gali”.

Chciałabym, żeby odniósł się Pan do takiego oto fragmentu z tego wywiadu, bo jako fanka Hanuszkiewicza (bardzo już leciwa) długo nad nim rozmyślałam:

„Kiedy rozmawiałyśmy przed rokiem, mówiła Pani, że mąż zamknął się w sobie, że jest pogrążony w depresji. Odżywał nocami i snuł monologi, w których rozliczał się z przeszłością. Planowała Pani ich nagranie.

To były niezwykle ciekawe, realistyczne monologi. Adam rozmawiał ze wszystkimi – z Michnikiem, Kuroniem, z matką, wieloma ludźmi. Rozliczał swoje życie, rozprawiał się z teatrem, reżyserował i robił wykłady dla studentów. To, co mówił, było mądre, pełne pasji. Tkwiła w tym siła jego umysłu – to było to, co miał jeszcze do przekazania. I dawał to w nocy, duchom. Chciałam nagrać te monologi, ale nie byłam w stanie. Byłoby to naruszeniem Jego intymności”.

Przyznam się, że dla mnie postawa pani Magdy była co najmniej dziwna! Najwyraźniej nie rozumie, co oznacza słowo „intymność”!


1. «bardzo osobisty charakter czegoś»

2. «erotyczny, miłosny charakter czegoś»

3. «sprawa bardzo osobista, często o charakterze erotycznym»


Czy mam rację?

 

~Tania
25 czerwca 2017 o 06:21

Aha, i jeszcze to wydaje mi się nieprawdziwe:

„Nie grywała Pani w zasadzie u innych reżyserów. Z wierności czy konieczności?

Płaciłam za to, że jestem Jego żoną”.

 

~jbr
25 czerwca 2017 o 07:55

Pozwoli Pani, że odpowiem najpierw na drugą kwestię przez Panią poruszoną: PANI MAGDZIE CWEN-HANUSZKIEWICZ PŁACONO WYŁĄCZNIE ZA TO, ŻE BYŁA JEGO ŻONĄ! NAWET PO JEGO ŚMIERCI ZOSTAŁA PRZYGARNIĘTA Z LITOŚCI PRZEZ DYREKTORA „RAMPY” JEDYNIE DLATEGO, ŻE BYŁ ZAPRZYJAŹNIONY Z HANUSZKIEWICZEM!

A teraz odpowiem na kwestię pierwszą: PANI MAGDA CWEN-HANUSZKIEWICZ NIE WIEDZIAŁA NAWET, CO TO JEST „OBRZEZANIE”, PRZEŻYWSZY PONAD 50 LAT I MAJĄC NIBY WYŻSZE WYKSZTAŁCENIE. TRUDNO WIĘC OD NIEJ WYMAGAĆ, BY ROZUMIAŁA, CO OZNACZA SŁOWO „INTYMNOŚĆ”.

W tym wywiadzie, i nie tylko w tym, gada od rzeczy lub zwyczajnie kłamie (Strindberg, który połączył Adama i mnie, mówił, że :kobieta kłamie za każdym otwarciem ust”; niezupełnie się z nim zgadzam w tej kwestii, ale niewątpliwie pani Magda do takich kobiet należy).

Redaktorka „Gali” napisała: „Planowała Pani ich nagranie”. Jest to stwierdzenie, nie pytanie (odnosiło się to zresztą do ich wcześniejszej rozmowy). Planować nagranie pani Magda mogła tylko za życia Hanuszkiewicza – po Jego śmierci mogła jedynie próbować odtworzyć owe nocne monologi śp. Adama, czyli wtłaczać Mu do ust jakieś brednie! Bo gdyby rzeczywiście te monologi miały jakiś sens, to każda mądra i kochająca kobieta zrobiłaby wszystko, żeby owe monologi utrwalić dla potomności, nieprawdaż? Ponadto niby z czego pani Cwenówna miałaby złożyć książkę o swoim „ukochanym mężu”? Na pewno nie z rozmów głębokich z Nim, bo nigdy nie była do nich zdolna! Z zasłyszanych opinii o Nim, z tego, co publicznie mówił? Słuchać hadko! Pozostała jednak po Nim nie tylko papierowa serwetka z trzema słowami. Zachowała się na pewno jakaś korespondencja, być może jakieś zapiski, ale do opracowania czegoś takiego trzeba tęgiej głowy, a nie pustej i w dodatku neurotycznej!

 

 

~WE
26 czerwca 2017 o 13:59

 

Fakt, że w tej skróconej postaci aż tak zabawne – dla większości czytelników – to nie będzie, ale dla mnie (rozumiem obiekcje Renaty Dymnej), dzięki temu skrótowi, to zakończenie stało się głębsze i bardziej prawdziwe!

 

 

 

~irena
26 czerwca 2017 o 14:12

 

Zgadzam się z WE! Zawsze mi się wydawało, że Hanuszkiewicz kochany był znacznie bardziej przez teatr, niż przez kobiety, z którymi dzielił POZOSTAŁĄ RESZTĘ ŻYCIA… I z psychologicznego punktu widzenia nie mogło być inaczej: szukał w nich matki, a matka może być tylko jedna: ta, co urodziła, nawet jeśli odrzuciła!

 

 

 

~mirosława
26 czerwca 2017 o 15:012

 

Hm, skoro anioł przez Rysiównę przemówił w ten sposób, to jestem ciekawa, co by było, gdyby diabeł przez nią przemówił? Może to byłyby słowa parlamentarne? Nie chodzi jednak o te, które padają w polskim parlamencie!!!

 

 

jbr
26 czerwca 2017 o 15:23

 

To są kwestie psychologicznie bardzo złożone – miałem więcej żon od Adama, ale właściwie szukałem tego samego, czyli de facto wczorajszego dnia!

 

Rzeczywiście był ode mnie mądrzejszy w tych sprawach o całe 16 lat – zrozumiałem to w kilka lat później (po dźwirzyńskich rozmowach).

 

 

 

~Genowefa
26 czerwca 2017 o 18:53

 

Jako starsza pani doskonale jeszcze pamiętam Hanuszkiewicza i nie ukrywam, że darząc go niekłamaną sympatią zawsze miałam mu za złe, że porzucił wspaniałą Kucównę dla „młodszego rocznika”, tym bardziej, że mój mąż zrobił to samo, gdy zapadłam na raka piersi. Jestem ciekawa, czy Kucówna traktowała Pana Adama tak jak pozostałe żony? Pan napisał, że kochał ją najbardziej i tę swoją zdradę odczuł najboleśniej. Oficjalnie nic złego o niej nie powiedział i ona też nie mściła się za to, co zrobił.
Dziękuję Panu za to, że te książki dźwirzyńskie ujrzały światło dzienne – mam je na półce i często do nich wracam.

 

 

 

~jbr
26 czerwca 2017 o 20:38

 

Dzięki za dobre słowa, miła pani Genowefo!
Moja robota została zakończona. Oficjalnie na ten temat już nie będę się wypowiadał. Te książki stoją u mnie na półce na poczesnym miejscu, ale nie muszę po nie sięgać: zapisane są w liniach papilarnych moich rąk!







niedziela, 25 czerwca 2017, jbroszkowski

Polecane wpisy

  • Zeszyty dawnych lektur (odc. 65)

    John Storm Dramat Zuzanny Valadon. PIW 1962. Aż do tego odcinka pomijałem książki biograficzne o malarzach, bo co mogę ze zrobionych z nich zapisków wziąć w te

  • Zeszyty dawnych lektur (odc. 65, dokończenie)

    Czy w taki sam sposób zdobyła w 1893 roku uznanie Edgara Degasa, który zakupił wtedy jej trzy prace? Raczej nie, sfotografowałby ją przecież, żeby mieć studia p

  • Zeszyty dawnych lektur (odc. 64)

    Julian Tuwim Pegaz dęba. Czytelnik 1958 Hm, czy to jest książka popularnonaukowa? Popularna była na pewno, choćby dlatego, że nakłady książek w tamtych czasach