Blog > Komentarze do wpisu
Adam Hanuszkiewicz, po raz ostatni (cz. 11 a)

PRZYKRO MI, ŻE NA TYM PORTALU NIKT OD DAWNA MOICH POSTÓW NIE KOMENTUJE! NIE MA TU WPRAWDZIE LICZNIKA WEJŚĆ, ALE SAM MOGĘ SPRAWDZIĆ, ILE ICH JEST: NAWET TYSIĄC TYGODNIOWO! KTOŚ MI POWIEDZIAŁ, ŻE CZYTELNICY BOJĄ SIĘ OŚMIESZENIA PRZY KOMENTOWANIU MOICH POSTÓW, BO SĄ ZBYT TRUDNE. NA PORTALU ONETOWSKIM MAM GRUPĘ ZAPRZYJAŹNIONYCH OSÓB, KTÓRE OŚMIELIŁEM DO PISANIA, CO IM SIĘ PRZYJDZIE DO GŁOWY W TRAKCIE CZYTANIA. PRZY OKAZJI OŚMIELAJĄ SIĘ INNI CZYTELNICY.

WCZEŚNIEJ COŚ Z TEGO KOPIOWAŁEM TUTAJ, TYM RAZEM DO POSTÓW HANUSZKIEWICZOWSKICH JEST ZBYT DUŻO KOMENTARZY (BLOX UWAŻA, ŻE "TREŚĆ WPISU JEST ZA DUŻA", MUSZĘ WIĘC PODZIELIĆ JE NA DWIE CZĘŚCI!), PRZETO POSTANOWIŁEM JE DAĆ ODDZIELNIE, BO HANUSZKIEWICZ, CZY SIĘ TO KOMU PODOBA, CZY NIE, JEST DZIEDZICTWEM NARODOWYM.

 

 

~irena
14 marca 2017 o 23:27

Czy Ty się nie boisz odsłaniać kulis tego wszystkiego, co wiąże się z osobami jeszcze żyjącymi, a zatem mogącymi Ci w jakiś sposób zaszkodzić?

 

~jbr
14 marca 2017 o 23:52

Droga Irenko, zaszkodzić mogłoby mi tylko zepsute mięso z krokodyla, który by mnie połknął! Zapewne bałbym się spotkać z krokodylem oko w oko, ale gdyby mnie połknął, przestałbym się bać! Czyli strachy na Lachy!

 

  ~Wielbicielka Hanuszkiewicza z Łodzi

16 marca 2017 o 22:31

Czy zna Pan panią Elżbietę Piotrowską z radia Eska? Czytałam wywiad z nią, przyjaźniła się przez trzydzieści lat z Adamem Hanuszkiewiczem i wiem, że przyjaźni się też z Magdą Cwen-Hanuszkiewicz. Jest teatrologiem. Być może nie przy współpracy z panem Golimontem, lecz z panią Piotrowską powstanie ta zapowiadana książka o „fenomenie zjawiska Hanuszkiewicz”?

 

~jbr
17 marca 2017 o 00:20

Gdyby taka książka miała powstać, to już dawno by powstała, tak myślę. Ale na dobrą sprawę mało mnie to już interesuje. Dla mnie najważniejsze jest, że żywy głos Adama rozbrzmiewa i będzie rozbrzmiewał, nawet jak mnie już nie będzie na tym świecie. Proszę sobie wyobrazić, że pani Ela Piotrowska, „Piotrusia” dla Adama, znała tę książkę wiele lat przed wydaniem u BOSZA. I bardzo wysoko ją oceniła. Pisywaliśmy do siebie, rozmawialiśmy telefonicznie, szczerze panią Elę lubiłem i lubię ją nadal. Od dawna jest jednak przyjaciółką pani Magdy, oddaną i lojalną przyjaciółką, więc to, że zawsze stawała w jej obronie i starała się ją usprawiedliwiać, wcale mnie dziwiło, choć smuciło, bo drogi nasze musiały się rozejść. Zapewne nie będzie jej miło, kiedy przeczyta to, co już napisałem i zamierzam napisać, ale mam nadzieję, że zrozumie, iż moim obowiązkiem jest napisać prawdę, oczywiście w jakimś stopniu subiektywną, o genezie powstania książek opartych na rozmowach dźwirzyńskich, bo to, co znajduje się na kasetach z nagraniami czy w teczkach spoczywających w moim biurku, należy nie do mnie, lecz do historii teatru polskiego. Po pozbyciu się tego wszystko, będzie to dla mnie epizodem już na zawsze zamkniętym.
Serdecznie Panią pozdrawiam.

 

  ~p.pani
17 marca 2017 o 10:07

Przeczytałam c.d. rozliczeń z „Ciocią Madzią”, i nie tylko, bo i z p. G. (Golimontem Kiszczakowskim) też…. Na ich wspólnym zdjęciu absolutnie wyglądają na parę miłościwą (moja kobieca intuicja w takich sprawach nigdy mnie nie zawiodła – jest przecież mowa ciała!)… Co z tego wyniknie?!..

…zastanawiające, dlaczego w takim razie zamienił Adam mądrą panią ZK (Zofię Kucówną) na MC?! …zapewne młode ciało to spowodowało, jeśli, jak piszesz, intelekt szwankował!

 

  jbr
17 marca 2017 o 10:22

Akurat poprawiałem w części I datę śmierci Adama (z 1911 na 2011! w pamięci miałem datę urodzin Edwarda Helona, 105-latka z Iwonicza-Zdroju), więc odpowiadam na Twój komentarz od razu. Nie będą się zajmował kwestią: co właściwie łączyło wówczas panią MC z panem G., bo jest to obecnie nieistotne. W swoim czasie rzeczywiście obawialiśmy się, że wespół-zespół utrącą książkę naszą (drugą), żeby wydać własną, co byłoby niepowetowaną szkodą dla historii teatru – na szczęście tak się nie stało.
Dlaczego Adam związał się z MC w chwili, gdy ZK była chora na raka? Mówił nam o tym – i bardzo tego żałował! Mamy to na nagraniu i w jakiejś części tego postu ta bulwersująca wielu ludzi sprawa na pewno wychynie!

 

~mo
17 marca 2017 o 11:22

Panie Januszu, z wielkim zainteresowaniem czytam pana blog i maile, przyznam, że włos mi się jeży na głowie. Przypomniał pan mi postać mistrza Adama, za co wielkie dzięki mo

 

~jbr

17 marca 2017 o 11:24

W zjeżonych włosach jest Pani zapewne bardzo do twarzy, a w kolejnych odcinkach powinny się jeszcze bardziej zjeżyć! Serdeczności!

 

  ~WE
20 marca 2017 o 20:22

Przyznam się, że na razie czytałam tę książkę tylko we fragmentach – nie dlatego, że nudna, ale właśnie dlatego, że tak gęsta od ważkich treści nie tylko natury teatralnej, lecz psychologiczno-filozoficznych też, co słusznie podkreśliła pani Anna Wertmann. Przy czytaniu powierzchownym traci się zbyt dużo z tej pasjonującej lektury. Pani Anna podkreśliła również wagę rozmówców Mistrza Adama przy tych rozmowach w Dźwirzynie, gdzie kiedyś byłam z dziećmi na wakacjach, więc patrząc na scenki z filmiku „Big Han Adam Hanuszkiewicz”, chodzi o część pierwszą, mogłam sobie bez trudu wyobrazić niezwykłą scenerię do tych rozmów. Tuż za domkami jezioro zarośnięte trzcinami, a do morza też niedaleko.

 

  ~jbr
22 marca 2017 o 10:47

Proszę sobie wyobrazić, ze mimo upływu ponad 15 lat („dzięki czemu” sam znalazłem się w ówczesnym wieku Adama z dwiema kosami wiszącymi nad moim grzbietem) widzę jak na zwolnionym filmie przesuwające się sceny z tych naszych rozmów dźwirzyńskich, bo to był naprawdę Piękny Czas! Później już tak pięknie nie było, o czym przekona się Pani czytając dalsze części tego postu. A bez rozmówców, Renaty Dymnej i mnie, tych rozmów po prostu by nie było! Jako redaktor poświęciłem im w sumie rok życia, rok bardzo wytężonej pracy nad nimi, bo z tego ogromnego materiału nagraniowego (19 kaset dziewięćdziesiątek, obustronnie nagranych) trzeba było stworzyć dwie książki, już na szczęście wydane.

Radość z tego powodu została we mnie zabita dawno temu. Pozostała ulga, że ta praca nie poszła na marne.

 

~P.PANI
28 marca 2017 o 11:29

…a co skrywają OKULARY ?!

„Ciemne okulary wspaniale sprawdzają się jako element modnego wyglądu, stroju, budują wizerunek. Dodają tajemniczości, szyku, urody. – Widzimy je na twarzach ludzi show-biznesu i bohaterów popkultury. A za nimi podążają miliony naśladowców wierzących, że odgrywanie podpatrzonych ról uczyni ich mądrzejszymi, piękniejszymi, bardziej seksownymi…”. Tak piszą, ale te okulary podczas ceremonii na cmentarzu spełniały chyba inną rolę? Moja ciotka na pogrzebie wuja chciała ukryć pod nimi ciemne worki pod oczami od wylanych łez, może pani Magda też chciała ukryć przed ludźmi swoje emocje?

Na poniższym linku inna sceneria i inne komentarze, ciemnych okularów nie ma, prawda?

http://www.pomponik.pl/plotki/news-61-letnia-magdalena-cwenowna-w-samej-bieliznie-seksowna,nId,1885525

 

~DomorosłyFizjonomista
28 marca 2017 o 13:52

W jakikolwiek serialu sensacyjnym albo w migawkach telewizyjnych z wizyt VIP chronionych przez funkcjonariuszy tajnych służb – ochroniarze, policjanci, ale przestępcy też paradują w ciemnych okularach, które nie tylko zakrywają wzrok. Wywierają również psychologiczny wpływ na innych, dodając powagi, autorytetu, a nawet groźnego wyglądu. Czytałem, że szef policji jakiegoś angielskiego hrabstwa zakazał swym pracownikom noszenia przeciwsłonecznych okularów, ponieważ był zdania, że obywatele boją się funkcjonariuszy, którzy skrywają oczy za ciemnymi szkłami.

Co skrywała za nimi pani Cwen-Hanuszkiewicz? Proszę przyjrzeć się dokładnie temu zdjęciu pogrzebowemu – mimo przyciemnionych okularów widać, że ta pani nie ma zaczerwienionych i opuchniętych od płaczu oczu. Nie widać jednak też braku łez ani ewentualnej ulgi z powodu nagłego uwolnienia się od osoby ukochanej tylko w deklaracjach słownych. Może (poza cieniami i workami pod oczami, defektami skóry, zmianami na powierzchni oka) właśnie to chciała ukryć? A skoro autor postu wspomniał o woalkach, to dodam, że dawniej panie chowały oczy za woalkami, a dzisiaj tę rolę pełnią okulary przeciwsłoneczne.

 

~Mojetrzygrosze
28 marca 2017 o 14:01

Stylista Tomasz Jacyków, którego bardzo cenię, powiedział: „Biznesmen w czarnych okularach jest niewiarygodny, polityk również, nawet księgowa, bo to znaczy, że albo wczoraj była pijana, albo mąż podbił jej oko, albo kłamie”.

 

~feministka
29 marca 2017 o 02:22

Sorry, proszę mi wyjaśnić, dlaczego Pan Adam rzadko dopuszczał kobiety do spraw teatralnych? Czyżby uważał, że są na to za głupie? Sam Pan przecież podkreśla, że np. pani Wertmann zna się doskonale na sprawach teatralnych, czyż nie tak???????????????????

 

~jbr
29 marca 2017 o 09:52

Wspomniałem przecież o wyjątkach! Najogólniej Adam uważał, że: „Wszystkie baby w analizie są mądrzejsze od nas, ale syntezy – w formach, kształtach już przecież widocznych w zarysach – nie widzą”. Proszę zwrócić uwagę, że odnosiło się to także do Zofii Kucówny, kobiety, którą bardzo cenił, ale w domu najczęściej widywał ją z robótką szydełkową w rękach! Oczywiście są kobiety z dodatkowym męskim chromosomem w swoim genotypie – te robótkami ręcznymi się nie zajmują i mogą mieć widzenie syntetyczne………………………….

 

~Nina
30 marca 2017 o 20:05

Czy Pan Adam miał dzieci tylko z panią Zofią Rysiówną? To nie tylko wspaniała aktorka, ale i niezwykła kobieta. Młodszego o cztery lata Pana Adama mogła traktować jak szczeniaka, bo cóż on takiego przeżył w czasie wojny i okupacji?

A ona, mając 21 lat i będąc studentką Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej oraz zaprzysiężoną członkinią Związku Walki Zbrojnej miała za sobą brutalne przesłuchanie przez gestapo, podczas którego mimo tortur nie wydała nikogo, po czym spędziła 4 lata w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück! Dzięki temu sławny kurier polskiego państwa podziemnego Jan Karski, który został odbity w lipcu 1941 roku z więzienia w Nowym Sączu, mógł w późniejszym czasie przekazywać na Zachód swoje głośne raporty, w tym raport w sprawie Holocaustu (zagłady Żydów polskich). W odwecie za tę akcję, zorganizowaną przez jej starszego brata, podchorążego Zbigniewa Rysia, zamordowano 32 osoby. Pani Zofii udało się otrzymać „drugie życie”, tak to określała, być może dzięki znakomitej grze aktorskiej?

Dla kogo pasywa i aktywa tego w sumie nieudanego związku małżeńskiego były mniej więcej równe? Dla Pana Adama z pewnością tak, co wielokrotnie podkreślał. A dla Pani Zofii? Scenka, przytoczona przez Pana Adama, jest rozpaczliwie smutna, mimo iż w niejednym czytelniku wzbudzi wesołość. Dla historii teatru nie ma to na szczęście żadnego znaczenia: tam będą wiecznie występowali wspólnie – ona jako Berenika, królowa Palestyny, a on jako Tytus, cesarz rzymski… Fakt, że obsadzał ją w dużych rolach, ale nie dlatego, że była „żoną dyrektora” jak w wypadku Pani Magdy. Gdyby wyłącznie te względy decydowały, to w roku 1996 miesięcznik „Teatr” nie przyznałby Zofii Rysiównie Nagrodę im. Aleksandra Zelwerowicza za całokształt twórczości, jako najlepszej aktorce teatralnej minionego półwiecza.

 

~jbr
1 kwietnia 2017 o 00:23

Przyznam się, że o tej „pozateatralnej Rysiównie” wiedziałem piąte przez dziesiąte! Dzięki wielkie za przypomnienie, dlaczego pani Zofia znalazła się w KL Ravensbrück! Nie tylko z Nią miał Adam dwoje dzieci, Anię i Piotra, którzy niejednokrotnie występują w jego opowieściach teatralnych – opartych na rozmowach dźwirzyńskich. Nawet już nie pamiętam, czy w ich trakcie wspomniał o córce Teresie z pierwszego małżeństwa z panią Martą Stachiewicz? W każdym razie w zredagowanych przeze mnie książkach o tej córce, która być może nadal jest sędzią we Wrocławiu, mowy nie ma. W materiałach nieopublikowanych Adam trochę więcej miejsca poświęcił związkowi z panią Martą, związkowi „mniej niż zero” w skali od 1 do 10… Na pewno nie odsłonię szczegółowo przez Niego opisanych okoliczności, w jakich zrodziły się uczuciowe związki z panią Zofią Rysiówną oraz panią Zofią Kucówną, bo obie te wielkie aktorki darzę ogromnym szacunkiem, a do „Pudelka” nie pisuję. Nie ujawnię też wszystkiego, co mówił o ostatniej żonie, bo nie jestem szakalem. Ponadto jako „praktyk małżeński” doskonale wiem, czym są złe emocje, zawiedzione nadzieje etc. Ale pyszną anegdotę o tym, dlaczego w oczach pani Zofii Rysiowny Adam był chujem, a nie baobabem – na pewno przytoczę!

 

~Teatrolog
2 kwietnia 2017 o 00:12

Proszę objaśnić mi, bo Adam Hanuszkiewicz już tego nie zrobi, co oznacza: Na podstawie „Ojca” Augusta Strindberga i „Spowiedzi szaleńca” w przekładzie i opracowaniu dramaturgicznym Janusza B. Roszkowskiego…? W Encyklopedii Teatru brzmi to w całości: Na podstawie „Ojca” w przekładzie Zygmunta Łanowskiego i Spowiedzi szaleńca” w przekładzie i opracowaniu dramaturgicznym Janusza B. Roszkowskiego oraz innych motywów z dramatów Strindberga.

Byłabym Panu bardzo zobowiązana za odpowiedź.

 

~jbr
2 kwietnia 2017 o 00:48

Zawsze przed pójściem spać zaglądam do blogu i patrzę, czy pojawił się jakiś nowy komentarz. Pojawił się, a więc, mimo zmęczenia, odpowiadam, bo nie mam pewności, czy obudzę się rano…………………

Nie siedziałem do końca w myślach Adama Hanuszkiewicza wówczas, gdy pracował nad tym spektaklem. Prawdę mówiąc: namawiałem go do wykorzystania mojej adaptacji scenicznej „Spowiedzi szaleńca”, nie myślę o adaptacji, którą kiedyś zrobiłem dla Teatru Polskiego Radia (zrobiono z tego godzinne słuchowisko), lecz o znacznie większej sztuce – monodramie, który przygotowałem kiedyś dla samego Tadeusza Łomnickiego. Niestety, zmarł na scenie w Poznaniu – i sprawa upadła, choć nawet Elżbieta Baniewicz z „Twórczości” uważała, że jest to świetna adaptacja i byłaby wielka szkoda, gdyby przepadła. Próbowała zainteresować nią jakichś aktorów, ale nie czuli się na siłach, aby to zagrać. Był to wprawdzie monodram, ale na drugim planie występowało w nim wiele osób, więc bez trudu można by to było zrealizować w Teatrze Nowym.

Adam Hanuszkiewicz, ku mojemu żalowi, podjął jednak inną decyzję. Dostał ode mnie i mój przekład całościowy „Tańca śmierci” (żałował, że otrzymał go ode mnie za późno, gdy na scenie Teatru Narodowego spektakl ten został już zrealizowany), i wspomnianą adaptację „Spowiedzi szaleńca” i przetłumaczone przeze mnie Strindbergowskie „Listy miłosne i nienawistne”, i te wszystkie materiały, które weszły w skład programu do „W imię Ojca”. Coś tam wziął ode mnie, coś z „Ojca” w przekładzie Łanowskiego, sporo dopisał od siebie na podstawie tego wszystkiego – i w taki sposób powstała ta inscenizacja.

Powiem szczerze: gdybym miał na to wpływ, zrobiłbym to zupełnie inaczej, ale to był Jego Teatr i Jego widzenie teatru. A ja akurat znalazłem się, zupełnie dla mnie niespodziewanie, w tym wszystkim. Widocznie tak miało być. Gdyby nie to, nie byłoby przecież rozmów dźwirzyńskich. I bardzo dużo z Hanuszkiewicza przepadłoby na zawsze.

 

~angielka z konieczności

12 kwietnia 2017 o 23:39

Jaki spór wiedli Zeus z Herą?

Przepraszam, że o to pytam, ale książki jeszcze nie przeczytałam, bo od sześciu lat przebywam w Anglii. Teraz przeczytam ją na pewno, ale szkopuł w tym, że u Prószyńskiego nie można jej nabyć! I nie będzie drugiego nakładu… Co w tej sytuacji mam zrobić?

 

~jbr
13 kwietnia 2017 o 14:48

Najpierw spór Zeusa (mężczyzny) z Herą (kobietą). Oddaję głos Hanuszkiewiczowi: „Otóż spierali się oni o to, które z nich odczuwa większą przyjemność z aktu seksualnego, a nie mogąc tego rozsądzić, udali się do wróżbity Terezjasza. Ponieważ był tylko mężczyzną, i jego wiedza musiała być połowiczna, przemienili go w kobietę i dopiero po dziesięciu latach przywrócili mu właściwą płeć, po czym zapytali:

– W czyim ciele było ci lepiej?

– Kobieta odczuwa dziesięciokrotnie większą przyjemność z seksu!”.

 

A jeśli chodzi o książkę, prześlę ją Pani, bo mam jeszcze kilka zapasowych egzemplarzy. Proszę wejść na moją stronę wydawniczą http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl, tam znajdzie Pani mój adres mailowy – proszę podać mi wszystkie dane do wysyłki. Serdecznie pozdrawiam!

 

~Czytelniczka z Krakowa

13 kwietnia 2017 o 21:25

Czy Pan sądzi, że te skreślenia sprawiły, ze książka o kobietach-diabłach nie stała się bestsellerem?

 

~jbr
13 kwietnia 2017 o 22:01

Nawet pani Anna Derengowska z wydawnictwa „Prószyński i Ska” nie do końca rozumie, dlaczego skończyło się tylko na pierwszym nakładzie tej – nie tylko w moim przekonaniu – świetnej książki? Wypociny Danuty Wałęsowej trafiły do ponad 300 000 czytelników, książka Małgorzaty Tusk jeszcze ją przebiła o 100 000 egzemplarzy, a w przypadku książki Hanuszkiewicza skończyło się na kilkutysięcznym nakładzie! No tak, ale tamte książki to są „gorące kartofle”. Lech Wałęsa i Donald Tusk budzą nadal ogromne emocje społeczne, a Mistrz Adam przestał być „gorącą postacią” dawno temu, na siedem lat przed śmiercią zniknął z życia publicznego i oczywiście teatralnego, a dzisiejsze czasy wymagają ustawicznego bycia w centrum uwagi – czytelniczej też. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że gdyby ta nasza książka, od dawna przygotowane przeze mnie do druku, ukazała się natychmiast po śmierci Adama Hanuszkiewicza, to jej sprzedaż byłaby znacznie większa, ale „bolejąca wdowa” storpedowała ich wydanie o całe pół roku, kiedy ludzie zapomnieli już o śmierci Hanuszkiewicza, bo ich uwagę zaprzątnęły sensacyjne wydarzenia bieżące.

 

~jbr
13 kwietnia 2017 o 22:05

Aha, to nie jest książka o kobietach-diabłach! Kobiety bywają wprawdzie diablicami, ale anielicami też są! Proszę uważnie przeczytać odpowiednie fragmenty książki, w których tę kwestię rozważaliśmy do spółki z kobietą, panią Renatą…

 

 

~Anna z Rzeszowa

13 kwietnia 2017 o 22:16

Z opóźnieniem dowiedziałam się od koleżanki o tych Pana wpisach. Uczestniczyłam we wspomnianych XI Rzeszowskich Spotkaniach Teatralnych i rzeczywiście zgadzam się z prezentowanymi tu opiniami na temat gry aktorskiej pani Magdaleny Cwen-Hanuszkiewicz w tym spektaklu. Odniosłam wrażenie, że grała jakby przeciw Niemu, panu Adamowi, nie pozwalała mu błyszczeć we wspólnych scenach, rywalizowała z Nim, zachowywała się rzeczywiście jak rozkapryszona „żona dyrektora”, której się wyjątkowo dużo należy z samego faktu bycia Jego żoną…

Jestem ciekawa, w jakich okolicznościach była „asystentką reżysera”, bo nic na ten temat nie jest mi wiadomo?

 

~jbr
13 kwietnia 2017 o 22:50

Owszem w Teatrze Nowym pobierała wynagrodzenie z tego tytułu i w trakcie Jego nieobecności próbowała z aktorami jakieś próby przeprowadzać, co do dzisiaj wspominają z rozbawieniem. Pamiętajmy, że dyrektorem tego teatru był Adam Hanuszkiewicz – trzeba było zaspokajać potrzeby finansowe małżonki, nawet jeśli teatr popadał w coraz większe długi!

Jej „wybitne role teatralne” można między bajki włożyć. Informacje podane w http://www.teatr-rampa.pl/aktorzy/magdalena-cwen-hanuszkiewicz,18. nie pozostawiają w tej kwestii żadnej wątpliwości. Jedna z nich jest myląca: „Od 2004 jest wykładowcą na wydziale aktorskim w Wyższej Szkole Komunikowania i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia”. Od wielu lat ta prywatna szkoła nie istnieje. Tak się złożyło, że wiem bardzo dużo na temat zatrudnienia pani Magdy na tej uczelni, ale obowiązuje mnie dyskrecja. Nie wiem natomiast nic o żadnym wychowanku pani Magdy, który by osiągnął znaczący sukces aktorski?

 C.D. ZARAZ NASTĄPI

 



niedziela, 25 czerwca 2017, jbroszkowski

Polecane wpisy

  • Zeszyty dawnych lektur (odc. 59)

    Dokładnie dwa lata temu chciałem napisać ten odcinek, o czym świadczyło kilka wstępnych zdań wtedy skreślonych – i aż tyle czasu minęło, żeby do niego pow

  • Adam Hanuszkiewicz, po raz ostatni (cz. 11)

    Sterroryzowany przez aż trzy czytelniczki próbowałem sklecić jeszcze jeden kawałek z tego, co akurat wpadło mi do ręki. Na przykład do Kobieto! Boski diableR

  • Adam Hanuszkiewicz, po raz ostatni (cz. 9)

    Podawałem już wcześniej „powody”, dla których pani Magda starała się na tyle, na ile to było możliwe, spychać w cień Renatę Dymną, która według Adam