Blog > Komentarze do wpisu
Adam Hanuszkiewicz, po raz ostatni (cz. 11)

 

Sterroryzowany przez aż trzy czytelniczki próbowałem sklecić jeszcze jeden kawałek z tego, co akurat wpadło mi do ręki. Na przykład do Kobieto! Boski diable… nie wszedł rozdzialik zatytułowany NAGLE ANIOŁ PRZEZ NIĄ PRZEMÓWIŁ z uwagi na to, co Adam mówił o swej żonie czwartej, Magdzie, ale także o innej, znacznie bardziej znanej, Magdzie Zawadzkiej, żonie Holoubka. Była tam jeszcze zabawna anegdota o Barbarze Fijewskiej i jej dwóch kolejnych mężach (opowiedziana Adamowi przez Jana Świderskiego) oraz o Oldze Lipińskiej i Kalinie Jędrusik, poprzedzona taką oto refleksją Adama: Otóż uważam, że zasób słów „nieoficjalnych” zmniejsza się u nas drastycznie z dwóch powodów: pierwszy to gazetowość naszego języka, który w stosunku do mięsistej staropolszczyzny czy Morsztynowego baroku szeleści higienicznym papierem. Ostatni Mohikanie tamtego języka wymierają w zastraszającym tempie. Należała do nich niewątpliwie Kalina Jędrusik…

I cały ten rozdzialik pojawił się na moim blogu 24 czerwca, powitany wybuchami śmiechu przez kilka komentatorek. Usunąłem jednak ten post po uwadze Renaty Dymnej: „Nie uważam, żeby to był dobry pomysł. Są rzeczy, które opowiada się tylko w garderobach i bufetach, i tam brzmią. Wyciągnięte ‘na scenę' wprawiają w konfuzję, nie dając w zamian nic szczególnego... Ale  stało się”. Odpisałem: „Droga Renato! Blog to nie jest wydrukowana książka, wystarczy pyknąć w 'usuń' – i post znika bez śladu, ale tego ‘baobaba’ bardzo mi żal – i ładnego zakończenia... To było jego, Adama, życie, a nie anegdota opowiadana po garderobach i bufetach!”.

Przywracam zatem końcową sekwencję (po usunięciu tego, co ją raziło):

 

Olga Lipińska mogła być zaskoczona „nieoficjalnym” zapytaniem Kaliny Jędrusik, kto ciebie p......i?", wystarczy popatrzeć na zdjęcia obu pań…

 

 Olga Lipińskajedrusik_kalina 

                                     Olga Lipińska i Kalina Jędrusik

 

 Ale moja Magda też mnie wczoraj zaskoczyła, pytając:

– Na czym polega obrzezanie?

– Nie wygłupiaj się!

– Ja się nie wygłupiam, po prostu nie wiem!

Musiałem jej to opisać, niestety nie mogąc zobrazować tego na własnym przykładzie, bo naprawdę nie wiedziała!

 

Przynajmniej była szczera i żądna wiedzy…

Ona?! Wcześniej o nic mnie nie pytała! Nigdy! Nawet w sprawach teatralnych! Kiedy zaczynałem o tym mówić, od razu mi przerywała i sama mówiła, co to jest teatr! W jej pojęciu pytanie jest dowodem głupoty, natomiast mówienie, polegające nawet na wygadywaniu bzdur – nie, bo zamazuje niewiedzę! Dla niej przyznanie się do niewiedzy jest głupotą, mimo iż tłumaczyłem jej, że zadawanie pytań dowodzi czegoś wręcz przeciwnego: jest mądrością, albo prowadzi do mądrości! Ja robię to ciągle – jeśli nie rozumiem jakiegoś słowa, pytam o jego znaczenie…

 

Ale w końcu jednak zapytała…

Bardzo mnie to zaskoczyło! Myślę jednak, że od razu pożałowała swojej szczerości!

 

 

Cwen

 

Jeśli chodzi o Magdę, to wcale mnie to nie dziwi, ale z Kucówną było chyba inaczej? A z Rysiówną raczej na pewno, bo sam mówiłeś, że najwięcej się od niej nauczyłeś, choć jako mentorka nie przebierała w słowach…

O, tak, była szczera aż do bólu! I uważała mnie a priori za idiotę! Powiedziałbym, że im większe odnosiłem sukcesy (byłem wówczas szefem artystycznym telewizji, a na posiedzeniach Radiokomitetu każdego mojego słowa słuchano z największą uwagą), tym bardziej mnie postponowała, mając na podorędziu stały repertuar obelg: „Jesteś dureń, chuj głupi, nie odzywaj się!”, a gdy mówiłem, że nie może mnie tak traktować, bo w końcu znajdzie się jakaś blondynka, która mi powie: „Adam, jesteś zmęczony, połóż się, a ja ci zrobię herbatę…”, to słyszałem: „Długo tak jeszcze będziesz bredził?”.

Próbowała tę sytuację moją z Rysiówną jakoś wyprostować Wanda Telakowska, przemądra baba z high life’u przedwojennego Warszawy, przyjaciółka Skamandrytów i Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego, wówczas dowódcy dywizji, który wpisał się jej w roku 1937 do sztambucha tak: „Niniejszym stwierdzam kategorycznie i nieodwołalnie, że zdobyła pani sympatię, szacunek, uznanie, zachwyt i podziw wszystkich kawalerzystów, szwoleżerów, ułanów, strzelców konnych, pionierów oraz konnych artylerzystów, którzy mieli zaszczyt i przyjemność poznania Pani, Miła Panno Wando”. No więc pani Wanda poszła do mojej żony z własnej woli (powiedziała mi o tym ex post):

– Zrozum, Zosiu, ty byłaś w Krakowie śliczną, rozkwitłą jabłonką, a on był przy tobie takim małym krzaczkiem: grałaś wielkie role, a on drugoplanowe. Pobraliście się i przez te lata wyrósł nad tobą z tego krzaczka baobab, nie możesz go więc nadal traktować, jakby był krzaczkiem, bo to się skończy katastrofą!

A Zośka zapieniona:

– Co ty mi za bajdy przyrodnicze opowiadasz? Baobab?! Jaki on baobab?! Chuj, nie baobab!

Gdy robiłem z nią „Berenikę” i „Zmartwychwstanie”, które odniosły niekwestionowany sukces, oświadczyła wobec osób trzecich: „To jest wszystko, na co stać Adama, beze mnie jest nikim!”. Dopiero tuż przed moim odejściem nieco się opamiętała: „Trzeba było walnąć pięścią w stół!”, ale ja nie jestem od walenia pięścią w stół! Oczywiście te cechy charakterologiczne miała w genach, ale wieloletni pobyt w Ravensbrück na pewno w niejednym ją usprawiedliwia – kategoryczny, powiedziałbym, brutalny ton, z jakim się do mnie zwracała, musiał mieć swoje źródło w jej koszmarnych przeżyciach obozowych!

 

Aż w końcu przyszła blondynka, która ci powiedziała: „Adam, jesteś zmęczony, połóż się, a ja ci zrobię herbatę…”. 

 

 

Kucówna

 

 Tak było. A potem przyszła kolejna, która mi powiedziała…  (zawiesza głos)

 

„Adam, jesteś zmęczony…”

Może na samym początku tak było, ale później słyszałem: „Adam, jestem zmęczona, położę się, a ty mi zrób herbatę…”. Ale pozwólcie, że zmienimy temat!

 

 

                                                 KONIEC!

 

 

-----------

Jako wydawca zapraszam na swoją stronę internetową:

www.monsadmirabilis.beskidy.pl

 



poniedziałek, 26 czerwca 2017, jbroszkowski

Polecane wpisy

  • Zeszyty dawnych lektur (odc. 65)

    John Storm Dramat Zuzanny Valadon. PIW 1962. Aż do tego odcinka pomijałem książki biograficzne o malarzach, bo co mogę ze zrobionych z nich zapisków wziąć w te

  • Zeszyty dawnych lektur (odc. 65, dokończenie)

    Czy w taki sam sposób zdobyła w 1893 roku uznanie Edgara Degasa, który zakupił wtedy jej trzy prace? Raczej nie, sfotografowałby ją przecież, żeby mieć studia p

  • Zeszyty dawnych lektur (odc. 64)

    Julian Tuwim Pegaz dęba. Czytelnik 1958 Hm, czy to jest książka popularnonaukowa? Popularna była na pewno, choćby dlatego, że nakłady książek w tamtych czasach