Blog > Komentarze do wpisu
Zeszyty dawnych lektur (odc. 48)

 

Robert Musil Trzy kobiety. Czytelnik 1963

 

[Robert Musil (1880-1942), austriacki pisarz, znany najbardziej jako autor niedokończonej powieści eseistyczno-psychologicznej pt. Człowiek bez właściwości, długiej na 1641 stron, u nas wydanej po raz pierwszy w czterech tomach przez PIW w roku 1971, a zatem w moich zeszytach dawnych lektur (prowadzonych w latach 1963-68) nie mogła zostać odnotowana.

Będąc synem inżyniera, miał, podobnie jak Stendhal, umysł ścisły. Próbował także zrobić karierę oficerską. Przerwał jednak edukację w Wojskowej Akademii Technicznej w Wiedniu i rozpoczął studia na budowie maszyn politechniki w Brnie, gdzie jego ojciec był wykładowcą. W roku 1901 uzyskał dyplom inżyniera. Później w Berlinie studiował filozofię i psychologię, pracował jako bibliotekarz, redaktor, względnie jako wysoki urzędnik państwowy, a w roku 1922 poświęcił się wyłącznie literaturze. Wielkich profitów raczej mu to nie przyniosło, skoro po wyemigrowaniu w roku 1938 do Szwajcarii żył tam przez cztery lata w skrajnej biedzie i osamotnieniu aż do zbawczej śmierci].

 

       http://jbr.blox.pl/resource/musilback2.jpghttp://jbr.blox.pl/resource/Musil_Trzy_kobiety.jpg

    

 

Zjawienie się dziecka naruszyło spoistość tej miłości, podobnie jak woda, która sącząc się w szczeliny kamienia rozsadza go coraz bardziej.

[Jakże często brak dziecka narusza spoistość miłości, zazwyczaj miłości własnej mężczyzny, bo stawia pod znakiem zapytania jego zdolność do reprodukcji. W sytuacji, gdy na świat przychodzi dziecko kalekie, rzadziej dochodzi  do rozpadu związku. Partnerzy trwają w nim, wspierając się wzajemnie w swym poczuciu głębokiej frustracji, tak jakby oboje byli naznaczeni trądem, więc pogrzebanie się za życia w tym prywatnym leprozorium wydaje im się wręcz koniecznością].

 

Pośród niezliczonych ciał istnieje jedno jedyne, od którego tkwiąca w nim istota zależna jest niemal tak, jak od własnego ciała.

[Jestem ciekaw, jak to jest w przypadku ciąż mnogich? Niedawno przyszły na świat bliźniaczki, trzymające się za rączki, tak jakby wiedziały, że ich matka ma dwie piersi pełne mleka, więc nie trzeba się będzie przepychać w dostępie do nich. W przypadku trojaczków konieczna byłaby trzecia pierś].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/kobieta_o_trzech_piersiach.jpg

 

Zniknęły wszelkie rozważania nad biegiem spraw tego świata, wszelka możliwość przesytu i niewierności, gdyż nikt nie poświęci tego, co wieczne, dla lekkomyślności jednego kwadransa.

[Wieczne?  Chodzi zapewne o chwilowe poczucie wieczności, bo już w następnym pokoleniu ród może wygasnąć z powodu braku jakiegokolwiek potomstwa].

 

Uwolnił się od przywiązania do życia i od strachu przed śmiercią.

[Można nad tym zapanować tylko do pewnego stopnia – instynkt samozachowawczy jest niezwykle silny. Oczywiście od strachu przed śmiercią znacznie większy może być lęk przed „życiem po drugiej stronie życia”].

 

Trzeba wyzbyć się złudzeń, jakoby natura była naturalna; jest ona jak ziemia, szorstka, jadowita i nieludzka we wszystkim, czego człowiek nie narzuci jej przemocą.

[Natura właśnie dlatego jest naturalna, że może być nieludzka we wszystkim, czego człowiek nie narzuci jej przemocą. Wobec mnie jest ona od wielu lat wręcz przyjazna, no ale ostatnie ruchy górotwórcze w Beskidzie Niskim ustały kilkadziesiąt milionów lat temu, a trzęsienie ziemi w skali bardzo umiarkowanej (ok. 4,0), niepowodujące żadnych zniszczeń, dotknęło te ziemie po raz ostatni w roku 1778. Niedawno jednak, bo przy końcu kwietnia br., w jodłę rosnącą tuż przy „Zofiówce”, w której mieszkam, uderzył piorun. Gdybym był wyższy od tej jodły, mógłby rąbnąć we mnie. Powiedzmy, że udałoby mi się ten atak przeżyć, ale czy miałbym szansę narzucić coś przemocą piorunowi, skoro jest on zjawiskiem nietrwałym?

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Moje_zdjecie_na_tle_jodly_w_ktora_uderzyl_piorun.jpg

 

Albo w jaki sposób mógłbym przeciwstawić się kolejnemu osuwisku na Górze Cergowej, gdyby ono nastąpiło w trakcie forsowania przeze mnie tej góry w dniu 22 czerwca br. na południowym stoku jej zachodniego ramienia? Jedynym rozsądnym wyjściem w tej sytuacji byłoby ukrycie się w jednej z tamtejszych jaskiń, które powstały dzięki wcześniejszym ruchom osuwiskowym. Gdyby wejście do niej zostało zasypane, mógłbym spróbować przeczołgać się na drugą stronę góry i poszukać wyjścia awaryjnego. Legenda głosi, że tak kiedyś uczynił pies leśniczego. Wprawdzie wyszedł po drugiej stronie góry zupełnie pozbawiony sierści, ale dla mnie nie byłoby to aż taką stratą, bo mam jej przecież niewiele].

 

Nieskończoność spływa niekiedy kroplami.

[Już kiedyś pisałem o tym, że do tego pojęcia podchodzono bardzo nieufnie nawet w starożytności, gdyż prowadziło ono do wielu paradoksów, a nawet absurdów. Współcześnie pisał o tym Stanisław Lem tak: „Kiedy da­wać psu kiełbasę za­palając lam­pkę, po ja­kimś cza­sie pies będzie wydzielał ślinę na sam wi­dok światła. A kiedy człowieko­wi po­kazy­wać at­ra­men­to­we baz­gro­ty na pa­pie­rze, po ja­kimś cza­sie po­wie, że to wzór na nieskończoność wszechświata. Wszystko to fizjologia mózgu, tresura, nic więcej”].

 

Przepaść nie istniała; można było przejść na drugą stronę.

[Dlaczego to wypisałem, nie wiem? Żeby ten wypis jakoś usprawiedliwić, przytoczę anegdotę świetnie opowiadaną przez Adama Hanuszkiewicza:

Przez góry wędruje samotny turysta i kiedy już jest na szczycie, mając nadzieję, że wkrótce będzie mógł zejść w dół do osady, nagle widzi przed sobą trzystumetrową przepaść. Zapada zmierzch i robi się zimno. Osłabł, o powrocie nie ma mowy. Raptem jak w fatamorganie wyrasta na skraju przepaści jakiś wędrowiec, który kiwa głową w zafrasowaniu:

– Przepaść...

– No tak, przepaść...

– Przeskoczyć się nie da...

– Nawet kozica nie przeskoczy!

– A może przefrunąć?

– Jak przefrunąć?

– Tak...

I ten drugi zaczyna machać rękami, unosi się, lata mu nad głową i jakby od niechcenia przelatuje na drugą stronę. Po czym ponownie wzlatuje i będąc w powietrzu unosi ręce w ekstatycznym zachwycie:

– Ach, jak tu pięknie!

– Co pan robi?

– Chyba pan widzi, że latam!

I znowu kołuje nad przepaścią, po czym nagle ląduje u stóp turysty:

– No...

– Co no? Ludzie nie latają! 

– A ja nie człowiek?

I znowu leci. Nagle zdumionemu turyście coś zaświtało:

– Każdy tak może?

– Oczywiście!

– Ja też?

– Tak, tylko trzeba mieć odwagę. Proszę stanąć na skraju przepaści, machnąć mocno rękami i zacznie pan latać!

Turysta postępuje zgodnie z instrukcją, po czym zwala się z wrzaskiem w przepaść i zostaje po nim krwawa miazga. A tamten kołuje tak nad nim, kołuje, kołuje, zlatuje w dół, siada nad zwłokami i mówi: „Jak na anioła stróża podły mam charakter...”].

 

 

 

Niepokoje wychowanka Törlessa. WL 1965

 

 

     http://jbr.blox.pl/resource/mili_1892.jpghttp://jbr.blox.pl/resource/Niepokoje_wychowanka.jpg

 

 

Zawsze istnieje pewien punkt, w którym człowiek przestaje wiedzieć, czy jeszcze kłamie, czy też to, co wymyślił, nie jest prawdziwsze od niego samego.

[Jeśli czyni to po to, by nie stracić nadziei w siebie, to trudno się temu dziwić. Jerzy Andrzejewski powiedział, że nadzieję zabija nie kłamstwo, lecz prawda].

 

Być we dwoje oznacza tylko podwójną samotność.

[Doświadczyłem czegoś takiego kilka razy w życiu. Z czego się to bierze? Może z tego, że nie da się kochać za dwoje?].

 

Najpiękniejsza była dlań ta chwila, kiedy miał wszystko już za sobą, chodziło mu bowiem tylko o posiadanie wspomnień.

[Jeśli ktoś chce żyć tylko dla wspomnień, to nie pozostaną po nim nawet wspomnienia].

 

 

-----------------------------------------

[Mało tych wypisów; dopiero znacznie później czytałem Marzycieli czy Człowieka bez właściwości, wypisów jednak już wtedy nie robiłem, dlatego skorzystam z tych, które zrobili inni – zazwyczaj bez zaznaczenia źródła].

 

 

„Bądź moja” – jest w tym miłość, racjonalizm... i kapitalizm.

[Mówi się, że miłość to największy skarb. Termin „kapitał” rezerwuje się dla rodziny, dzieci czy najogólniej dla ludzi („kapitał ludzki”). Kiedy mowa o kapitale, nieodparcie nasuwa się na myśl Karol Marks. Mary Gabriel, autorka książki biograficznej o jego życiu, zatytułowała ją znamiennie Love and Ca­pi­tal (Mi­łość i ka­pi­tał). Nie chodziło o miłość Marksa do dzieła zatytułowanego Kapitał (1867), które po siedemnastu latach żmudnych wysiłków i doprowadzeniu rodziny do nędzy ukazało się zaledwie w jednym tomie. Według autorki w domu Marksów miłości było pod dostatkiem, a kapitału za grosz, co szczególnie dziwić nie może  – pochodził  bowiem z zasymilowanej rodziny żydowskich rabinów, a nie fabrykantów.

Nie wiem, jakiż to był dostatek miłości małżeńskiej, skoro jego żona Jenny, wywodząca się z arystokratycznej rodziny von Westphalenów, musiała z powodu życia w ciągłej biedzie opłakać śmierć ośmioletniego syna (zmarł w 1855 roku na gruźlicę jelit), a siedem lat później Marks tak pisał w liście do Engelsa: „Każ­de­go dnia żona mówi mi, że chcia­ła­by wraz z dzieć­mi za­znać już spo­ko­ju w gro­bie, i na dobrą spra­wę nie mogę jej winić: po­ni­że­nia, udrę­ki i obawy, któ­rych można za­znać w na­szej sy­tu­acji, są trud­ne do opi­sa­nia”. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby nie bezinteresowna pomoc finansowa Fryderyka Engelsa, syna właściciela fabryk włókienniczych, który rodzinę Marksa de facto utrzymywał. To dzięki niemu wyszły po śmierci Karola dwa pozostałe tomy Kapitału, nie przyczyniając się jednak w sposób znaczący, tak jak i pozostałe dzieła owych dwóch sztandarowych twórców socjalizmu naukowego, do poprawy losu uciemiężonych robotników (znacznie większe zasługi w tym względzie mieli kapitaliści „na zgniłym Zachodzie”). Inna sprawa, że głoszone przez nich wskazówki dotyczące osiągnięcia realizacji idei komunistycznych nie zostały wykorzystane nigdy w żadnym państwie realnego socjalizmu].

 

Wiele osób było w młodości choć raz w stanie miłosnym – to coś innego, niż być zakochanym – jest to stan spokrewniony z poezją.

[Nawet w późnej starości można być w stanie miłosnym, pod warunkiem, że człowiek jest w stanie w takim stanie być. Tłumaczenie, że życie odarło kogoś z poezji, jest dla mnie śmieszne, bo to my sami przyzwoliliśmy na to, nikt inny].

 

Naprawdę wielkie fizyczne podniecenie zawdzięcza zwykle swą intensywność sile wyobraźni.

[Istotnie, wyobraźnia ma w tym zakresie wielką moc sprawczą. Stanowiła kwintesencję miłości romantycznej, która obecnie przydarza się już chyba tylko dzieciom w wieku przedszkolnym (z silnym podnieceniem objawiającym się wyłącznie w sferze ruchowej). Autorowi chodziło jednak wyraźnie o miłość fizyczną, a tu rządzi przede wszystkim chemia. Największe fizyczne podniecenia wyzwalały we mnie kobiety, których w innym razie nie widziałbym przy sobie (ściślej: pod sobą) nawet w najdzikszych wyobrażeniach].

 

Życie poświęcone wielkiej miłości właściwie nie ma nic wspólnego z posiadaniem i pragnieniem posiadania, które należą raczej do dziedziny takich pojęć jak oszczędność, przywłaszczenie i chciwość.

[Od razu moja myśl biegnie do tragicznego wydarzenia sprzed dwudziestu lat, kiedy Piotr Gruchot (jakie nazwisko, taka osobowość) zamordował w imię rzekomo wielkiej miłości córkę Eleni, Afrodytę (jakie imię, taka osobowość). Oczywiście ta jego chora miłość własna związana była wyłącznie z pragnieniem posiadania na wyłączność pięknej dziewczyny.

 

 

       http://jbr.blox.pl/resource/snHsJ0Q7wrw.jpghttp://jbr.blox.pl/resource/Afrodyta.jpg

 

 

Wiara bywa mściwa, ale może też być wybaczająca. W imię właśnie takiej wiary zrozpaczona piosenkarka wybaczyła mordercy, uważając, że miłości można poświęcić jedynie własne życie. I że miłość, która zbawi świat,  niekoniecznie musi być wielka  https://www.youtube.com/watch?v=u6M6NGajsdQ&feature=kp].

 

Człowiek, czyli właściwie zwierzę posiadające dar mowy, jest jedynym stworzeniem, które potrzebuje rozmów również do rozmnażania się.

[Do tej pory wydawało mi się, że ludziom do rozmnażania się potrzebne są wyłącznie plemniki i komórki jajowe].

 

Żadna granica nie kusi tak do szmuglowania, jak granica wieku.

[Jeśli chodzi o kobiety, to wiadomo, że zrobią wszystko, żeby na podstawie wyglądu nie można było ustalić precyzyjnie ich wieku metrykalnego. Niekiedy po prostu wyglądają młodo, ale najczęściej odmładzają się dzięki odpowiednim zabiegom kosmetycznym, względnie operacjom plastycznym. A tu masz babo placek: wszędzie żądają albo daty urodzenia, albo numeru peselu, który tę datę również zawiera. Według nich dowód osobisty powinien zawierać wyłącznie numer oraz kod kreskowy z danymi osobowymi, możliwymi do odczytania jedynie w bazie danych, chronionej co najmniej tak jak baza w Guantanamo, hm, a co z metryką urodzenia?

Jedna z pań („baba 65 wyglądem ‘50”) postuluje, by w tej kłopotliwej sprawie wystąpić z petycją do Sejmu. No tak, można przecież wskazać na problem dyskryminacji ze względu na wiek, powołując się na art. 21 Karty praw podstawowych UE: „Zakazana jest wszelka dyskryminacja ze względu na płeć, rasę, kolor skóry, pochodzenie etniczne lub społeczne, cechy genetyczne, język, religię lub światopogląd, opinie polityczne lub wszelkie inne, przynależność do mniejszości narodowej, majątek, urodzenie, niepełnosprawność, WIEK lub orientację seksualną”.

Wtóruje jej „krytyk polityk”, zachowujący się jak chłopobaba (wskazuje na to jego oświadczenie, że nigdy nie obejrzał meczu piłkarskiego): „Mój wiek to moja sprawa prywatna, nie publiczna. Kiedyś zaglądano niewolnikowi w zęby, by ustalić jego wiek i stan zdrowia, ponieważ nie znano najczęściej daty urodzenia takiego nieszczęśnika. Dzisiaj stanu uzębienia już się nie sprawdza, ponieważ jest data urodzenia. Cel ten sam i upokorzenie to samo”, patrz: http://www.polityka.pl/forum/1126655,pesel---rzecz-klopotliwa.thread?sort=DESC.

A ja nie tylko przyznaję się publicznie do swego wieku metrykalnego – w rozmowach z napotkanymi ludźmi dodaję sobie co najmniej pięć lat; jeszcze trochę i będę twierdził, że mam ponad sto lat!].

     

 

http://jbr.blox.pl/resource/Nie_pomoze_tysiac_roz_kiedy_czlowiek_stary_juz.jpg 

Nie pomoże tysiąc róż, kiedy człowiek stary już!

 

 

Cdn.

 

Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/



wtorek, 24 czerwca 2014, jbroszkowski

Polecane wpisy

  • Zeszyty dawnych lektur (odc. 59)

    Dokładnie dwa lata temu chciałem napisać ten odcinek, o czym świadczyło kilka wstępnych zdań wtedy skreślonych – i aż tyle czasu minęło, żeby do niego pow

  • Adam Hanuszkiewicz, po raz ostatni (cz. 11)

    Sterroryzowany przez aż trzy czytelniczki próbowałem sklecić jeszcze jeden kawałek z tego, co akurat wpadło mi do ręki. Na przykład do Kobieto! Boski diableR

  • Adam Hanuszkiewicz, po raz ostatni (cz. 11 b)

    ~pp 20 czerwca 2017 o 18:24 Na ostatnim zdjęciu obok Olbrychskiego siedzą Joanna Dark (piosenkarka) z mężem Markiem Dutkiewiczem, autorem tekstów do kilkuset p

Komentarze
2014/06/25 01:54:01
[KOMENTARZ NA BLOGU ONETOWSKIM]

~niedługostarababa
24 czerwca 2014 o 08:43

Wiek metrykalny to dla kobiet rzeczywiście poważny problem nie tylko w pracy, gdzie preferuje się młodych pracowników, bo są dyspozycyjni, nieobarczeni dziećmi, obowiązkami domowymi, no i dolegliwościami fizycznymi, które pojawiają się trochę później. Dla nich wszystko jest spoko, oczywiście do czasu, ale ten czas też nadejdzie później. Ja mam na razie 35 lat i odłożone plany na założenie rodziny. Na brak zainteresowania ze strony mężczyzn na razie nie narzekam, ale wyłącznie dlatego, że wyglądam młodziej, niżby to wynikało z mojej metryki. Stać mnie na najlepsze kosmetyki i na wizyty u fachowców w tej branży, nie ukrywam, że piersi sobie dwa razy "robiłam", nie muszę kupować ciuchów w szmateksach, mam dobry samochód. Ale mój szef randek rozbieranych już mi nie proponuje, ma do dyspozycji młodsze laski, jeszcze trochę i odstawi mnie także w pracy na boczny tor, bo w końcu fizycznie nie wydolę tempa, które się tu narzuca. A jeśli chodzi o życie osobiste? Wystarczy, jak popatrzę na moją matkę, już 57-letnią, od 10 lat owdowiałą i od wielu lat samotną. Bo zanim otrząsnęła się z szoku po tragicznej śmierci mego ojca, jej czas minął. A kiedyś wszyscy mężczyźni się za nią oglądali, bo urodę miała wystrzałową. Teraz czeka już chyba tylko na życie po życiu. Boję się, że mnie czeka to samo. Oczywiście mogłabym mieć na siłę męża, ale po co? Żeby patrzeć, jak ślini się na widok młodszych kobiet? Pan może dodawać sobie lat, bo kobiet samotnych jest tyle, że byłyby gotowe zakochać nawet w Pana kapeluszu!
-
2014/06/25 02:00:37
Właściwie powinienem pozostawić ten komentarz bez odpowiedzi, bo to rzeczywiście nie mój problem. Ale chodzi o kapelusz, którego nigdy nie miałem. Dlatego żadna kobieta w moim kapeluszu się nie zakocha. Hm, może kupię sobie kapelusz?
-
2014/06/25 13:09:58
~niejestemchybaślepa
25 czerwca 2014 o 11:49

Nie rozumiem Twego komentarza o kapeluszu. Przecież na zdjęciach widać wyraźnie, że nosisz kapelusz, wszyscy, którzy Cię znają, wiedzą, że z kapeluszem się nie rozstajesz, a tu piszesz, że nigdy nie miałeś kapelusza.i nosisz się z zamiarem jego kupna. Czy to jest żart????

~jbr
25 czerwca 2014 o 12:06

Jak można mówić o KAPELUSZU w przypadku płóciennego nakrycia głowy za 8 zł, a po pięciu latach noszenia wartego może 2 grosze, bo postrzępionego przez gęste zarośla, niekiedy kolczaste? Ja mówię na to "kapelusik", a najchętniej "kapelinderek", jasne? Proszę wpisać w jakiejkolwiek wyszukiwarce "człowiek w kapeluszu" i pyknąć w grafikę, czy pojawi się tam ktoś w takim mizernym kapelusiku jak te, które noszę? W wytwornym kapeluszu filcowym czułbym się jak przebieraniec, a nie człowiek leśny czy łąkowy. A w prawdziwym kowbojskim kapeluszu chyba bym zaczął na oślep strzelać oczami!
-
2014/06/25 13:11:32
Proszę spojrzeć na zdjęcie Roberta Musila - to był CZŁOWIEK W KAPELUSZU!
-
2014/06/25 17:10:35
Aha, oczywiście strzelałbym oczami we wszystkich możliwych kierunkach...
-
2014/06/25 20:32:37
~niejestemchybaślepa
25 czerwca 2014 o 17:34

Widzisz, ja mam całkiem inne skojarzenia z kapelusikiem. Bo moje wszystkie dzieci nosiły kapelusiki, a wszyscy dorośli po prostu kapelusz. Mógł być kapelusz słomiany, płócienny, filcowy... itd itd, ale zawsze kapelusz, a dzieci nosiły kapelusiki kretonowe, słomkowe..... itd, itd. Jak widzę, wszystko zależy od punktu widzenia.................

~jbr
25 czerwca 2014 o 19:29

Skoro wszystkie Twoje dzieci nosiły kapelusiki, a ja też noszę kapelusik, to wniosek z tego można wysnuć tylko jeden: NADAL JESTEM DZIECKIEM! Już teraz rozumiem, dlaczego tylu ludzi chciało koniecznie zobaczyć, co kryje się pod moim kapelusikiem! Ale jeśli myśleli, że jest tam fikuśny loczek blond (nie taki jak u Smerfetki, bo u niej podobny był do promyka słońca i opiewano go nawet w piosence), to się głęboko mylili! Pisałem kiedyś o wyłaniającej się z trzęsącej się głowy starca twarzy dziecka, ale już nie pamiętam, czy miała ona moje rysy......