Blog > Komentarze do wpisu
Zeszyty dawnych lektur (odc. 47)

 

Beniamin Constant Adolf. Książka i Wiedza 1948

 

[Henri Benjamin Constant de Rebecque (1767-1830) – francuski pisarz, filozof i polityk liberalny, pochodzący z francuskojęzycznej części Szwajcarii, tak jak i Germaine de Staël-Holstein, znana jako Madame de Staël, powieściopisarka i publicystka, z którą związany był od roku 1794 nie tylko intelektualnie, ale i uczuciowo, mimo iż była mężatką, niezbyt oczywiście przykładną, co wówczas stanowiło normę obyczajową. Można by ten burzliwy związek nazwać fatalnym zauroczeniem, gdyż zwichnął on karierę polityczną Constanta. Będąc początkowo zagorzałym  bonapartystą (w roku 1799 poparł dokonany przez Napoleona wojskowy zamach stanu i uzyskał miejsce w Trybunacie) stał się nieprzejednanym wrogiem Cesarza Francuzów, gdy ten wydał zakaz jego kochance, jako niebezpiecznej intrygantce, zbliżania się do granic Paryża na mniej niż 40 mil.  Usunięty w roku 1802 z Izby jako jeden z przywódców liberalnej opozycji udał się wraz z nią (właśnie wtedy owdowiałą)  na wygnanie.

 

http://jbr.blox.pl/resource/portrait_of_madame_de_stael_postcardsrea11e5a0983b44cb8526eb99a07b099a_vgbaq_8byvr_324.jpg

Madame de Staël, portret pędzla  François Gérarda  

 

 Osiadła w Szwajcarii, w rodzinnym pałacyku swego  ojca w Coppet nad Jeziorem Genewskim. Tam skupiła wokół siebie krąg intelektualistów, określany obecnie mianem Grupy z Coppet, będącej jednym z najważniejszych ośrodków wymiany myśli i tworzenia idei w ówczesnej Europie, któremu przewodziła przez piętnaście lat. Constant czynnie w życiu tej Grupy przez długi czas uczestniczył, ale nie jemu powierzyła bogata wdówka swoją rękę, gdy w 1811 roku postanowiła wyjść ponownie za mąż. Zapewne nikt poza nim się temu nie dziwił: był młodszy od niej zaledwie o sześć miesięcy, no i miał posturę typowego intelektualisty o zapadłej piersi, a Albert de Rocc, oficer armii francuskiej, świetnie prezentujący się nie tylko w mundurze, był młodszy od niej o całe dwadzieścia pięć lat.

Nic zatem dziwnego, że zawiedziony kochanek związał się ponownie z Napoleonem w okresie tzw. Stu Dni (1815), podczas gdy ona pozostała nieprzejednanym przeciwnikiem „małego kaprala” do końca jego dni, od roku 1812 spiskując przeciwko niemu w Anglii. W Paryżu znalazła się dopiero wiosną 1814, gdy do władzy powrócili Burbonowie. Pod ich opiekuńczymi skrzydłami otwarła tam ponownie swój salon towarzyski, zapewne zamknięty w dniach 20 marca – 22 czerwca, kiedy Napoleon odzyskał władzę we Francji, ogłaszając 22 kwietnia  w opuszczonym przez króla Ludwika XVIII Pałacu Tuileries liberalną konstytucję, opracowaną przez Benjamina Constanta, co dla Madame de Staël było niewątpliwie zniewagą.

W przeciwieństwie do swej dawnej mentorki był on w swoich poglądach znacznie bardziej chwiejny, zarzucano mu nawet koniunkturalizm, gdy po upadku Napoleona poparł dynastię Burbonów. Ale na jego usprawiedliwienie można dodać, że swoich liberalnych poglądów nie zmieniał od 1795 roku, kiedy jako publicysta popierał rządy Dyrektoriatu, aż do roku 1830, gdy jako jeden z przywódców liberalnej opozycji zasiadającej w Izbie Deputowanych, poparł zwycięską rewolucję lipcową. Zmarł w kilka miesięcy później, w grudniu 1830, a jego pogrzeb w Paryżu przemienił się w wielką demonstrację patriotyczną.

Madame de Staël takiego pogrzebu nie miała. Zmarła zresztą znacznie wcześniej, w roku 1817,  tak jak na damę przystało – po ataku paraliżu, który dopadł ją na balu u diuka de Decazes. Miała więc możliwość przeczytania znakomitej powiastki Adolf, opublikowanej w roku 1816, która została uznana za arcydzieło literatury francuskiego romantyzmu. Jej autorem był właśnie Benjamin Constant. Sama również była autorką dzieł literackich, w tym uznanej za pierwszą powieść feministyczną Corinne ou l’Italie (1807), ale Korynna (tytuł przekładu polskiego) nie umywała się do Adolfa, będąc po prostu czytadłem nudnym – oczywiście z dzisiejszego punktu widzenia. W tamtych czasach to ona, jako salonowa lwica obracająca się w najlepszym towarzystwie, w którym ceniono wyłącznie bon moty, krótkie, dowcipne anegdoty lub powiedzenia zbliżone do przysłów, ziewała zapewne głośno i odczuwała niesmak przy czytaniu takiego oto wywodu swego dawnego adoratora i powiernika:

 „Nauczyłem się nigdy nie mówić o tym, co mnie zajmuje; znosiłem rozmowę jedynie jako przykrość konieczną, a wówczas ożywiałem ją nieustannym dowcipkowaniem, które czyniło mi przymus mniej nużącym i pomagało ukryć prawdziwe myśli. Stąd pewien brak swobody, jaki dziś jeszcze przyjaciele mają mi za złe, oraz trudność rozmawiania poważnie, jaką zaledwie mogę przezwyciężyć. Równocześnie wynikło stąd żarliwe pragnienie niezależności, bunt przeciw więzom, jakie wyczuwałem dookoła, niezwalczona obawa nałożenia sobie nowych. Czułem się dobrze tylko sam. Usposobienie to zostało mi do dziś dnia; tak dalece, iż w lada okolicznościach, kiedy mi trzeba wybierać, towarzystwo ludzkie nuży mnie i naturalnym mym pędem jest uciekać przed nim, aby się skupić w spokoju i samotności”.

 

http://jbr.blox.pl/resource/BenjaminConstant.jpg http://jbr.blox.pl/resource/Adolf.jpg

 

Równie nudna była jej publicystyka społeczno-polityczna. Natomiast Constant położył podwaliny pod rozwój teorii demokracji liberalnej, a wielkimi zwolennikami jego tez konstytucyjnych byli między innymi kaliszanie – szlacheckie stronnictwo liberalne działające w Sejmie Królestwa Kongresowego (lata 20. XIX wieku). W okresie powstania listopadowego, jeden z przywódców kaliszan Wincenty Niemojewski opublikował w roku 1831 wybór pism politycznych Benjamina Constanta pod tytułem O monarchii konstytucyjney i rękoymiach publicznych. Ale czy jego przemyślenia polityczne nie odnoszą się również do spraw aktualnych? Można by je dedykować na przykład Prezesowi PIS: „Dla człowieka, który chce zostać wybrany przez lud, głupcy są korporacją szacowną, bo zawsze stanowią większość”. Źródło: Dzienniki poufne, tłum. Joanna Guze, Czytelnik, Warszawa 1980, str. 236. Czy to: „Kraj, który ocalenie swoje miałby zawdzięczać jedynie takiemu czy innemu człowiekowi, nie zostałby ocalony na długo, nawet przez tego człowieka, a poza tym nie zasługiwałby na ocalenie”].

 

 

 „W miłości jedynym zwycięstwem jest ucieczka” (Napoleon).

[Powołanie się przez Constanta na Napoleona musiało szczególnie mocno ubodnąć Madame de Staël, tym bardziej że snute przez byłego kochanka psychologiczne rozważania na temat miłości miały niewątpliwie jakieś odniesienie do ich związku. Od siebie dodam, że przed miłością uciec można, ale przed sobą raczej nie; chyba że w kolejną miłość, w kolejną iluzję miłości].

 

…jak gdybyśmy się chcieli zemścić na własnych uczuciach za ten ból, że nie możemy ich objawić!

[Ulga po objawieniu uczuć przeradza się w pewnym momencie w ból jeszcze bardziej dojmujący, bo okazuje się, że lepiej było je skryć; ujawnia się w tym sprzeczność z zasadą przyjemności, której człowiek oddałby się bez reszty, gdyby do głosu nie dochodziła zasada rzeczywistości. Prosta dążność do optymalnego zaspokojenia popędów ściera się tu z niezwykle złożonymi wymogami moralnymi, które chcą być urzeczywistnione w równie maksymalny sposób, nawet jeśli są nam z gruntu rzeczy obce, narzucone przez wzory zachowań, z jakimi zetknęliśmy się szczególnie w okresie wczesnego dzieciństwa. Patrz: Zygmunt Freud Poza zasadą przyjemności].

 

Nie żywiłem niechęci do nikogo, ale mało kto mnie interesował; otóż, obojętność uraża ludzi, przypisują ją uprzedzeniu, lub chęci zwrócenia na siebie uwagi; nie chcą wierzyć, aby po prostu można się było nudzić w ich towarzystwie.

[W dawnych czasach myślałem podobnie, póki nie zrozumiałem, że mimo wszystko lepiej jest dzielić się swoją samotnością z ludźmi, niż być samotnym wśród ludzi].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/pojeciesamotnosciwsrodtlumu3dpixmaczdjecie12172639.jpg

 

Uczucia nasze są mętne i mieszane; składają się z mnóstwa różnorodnych wrażeń, umykających się obserwacji; słowo zaś, zawsze zbyt grube i ogólnikowe, może wprawdzie je zaznaczyć, ale nigdy określić.

[Uwagi bardzo celne, z tym że słowo potrafi uczucie nie tylko określić, ale i zakreślić wokół jego centrum dowolną ilość kręgów, które zamiast na siebie zachodzić, będą się rozchodziły we wszystkich kierunkach, rzadko właściwych; przekreślić też, ale jest to już inna kwestia].

 

Nie ma zupełnej jedności w człowieku; prawie nigdy nie jest on ani zupełnie szczery, ani zupełnie przewrotny (obłudny).

[Najczęściej mówi się o jedności człowieka z Bogiem, względnie z innymi ludźmi, a niezwykle rzadko o jedności z samym sobą, chociaż bez tego nie jest możliwa jedność z czymkolwiek; reszta to fałsz i obłuda, mości panowie!].

 

Miłość jest jedynie punktem świetlnym, zdaje się nam wszelako ogarniać nas. Przed niewielu dniami nie istniała, niebawem przestanie istnieć; ale, póki istnieje, roztacza swój blask na okres, który ją poprzedzał, jak i na ten, który ma po niej nastąpić.

[Kiedy jesteśmy pogrążeni w ciemnościach, każdy punkt świetlny, nawet najbardziej nikły, wydaje się być „zbawczą jasnością rozpraszającą ziemskiej nocy mrok i cienie, wiodąc hen tam, gdzie wie­cznych zórz jarzą się święte płomienie”. Na takich poetyckich banałach opierają się uczucia, które niebanalne stają się dopiero wtedy, gdy nie rozpalają już naszych serc; w popiele, który się z nich osypuje, można dostrzec skrzący się w słońcu diamentowy pył].

 

Z chwilą, gdy istnieje tajemnica w dwojgu kochających serc, z chwilą gdy któreś z nich zdobyło się na to, aby ukryć bodaj jedną myśl, koniec już czaru, szczęścia! Uniesienie, niesprawiedliwość, przelotna zdrada nawet dadzą się naprawić, ale nieszczerość wprowadza obcy element, który znieprawia miłość i kala ją w jej własnych oczach.

[Nieszczerość znieprawia miłość, no ale przecież tej miłości musiało wcześniej zabraknąć, skoro pojawiła się nieszczerość między partnerami, a przynajmniej u jednego z nich.  Brak uczuć wynika z braku zaufania – świat stworzony przez ufność rozpada się bez niej natychmiast w gruzy].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/Kiedy_umiera_ufnosc.jpg

 

 

Chciałem obudzić jej wspaniałomyślność, jak gdyby ze wszystkich uczuć miłość nie była uczuciem najbardziej samolubnym.

[Według Oscara Wilde’a wspaniałomyślność jest istotą przyjaźni, ale miłości chyba nie. Tak przynajmniej wynika z moich doświadczeń, bo im bardziej starałem się kierować dobrem tych kobiet, które kochałem, tym więcej wyzwalałem w nich zła. Zresztą ja też tak reagowałem w stosunku do wielu kobiet, które kierowały się wobec mnie podobnymi przesłankami. Miłość dostaje się podobno za darmo – zawsze zazdrościłem szczęśliwcom, którym przypada ona w udziale bez szczególnego wysiłku z ich strony, ot tak, po prostu, mimo iż, a może właśnie dlatego, że są oni stokroć bardziej samolubni niż ja].

 

Pierwszy raz w życiu miała cel; i ponieważ rzucała się ku temu celowi na oślep, chybiała go.

[Hermann Hesse w Sidharcie (tej książki nie omawiałem) ujął tę kwestię niezwykle ciekawie: „Kiedy ktoś szuka […] wówczas łatwo może się zdarzyć, że oczy jego widzą już tylko to, czego szukają, że nie jest w stanie niczego znaleźć, nic do siebie dopuścić, bo myśli tylko o tym, czego szuka, bo ma przed sobą cel, bo jest opętany myślą o celu. Wszak szukać znaczy mieć cel. Zaś znajdować, to być wolnym, być otwartym, nie mieć żadnego celu”].

 

Straszna to rzecz związek mężczyzny, który już nie kocha, i kobiety, która wciąż chce być kochana.

[A związek kobiety, która już nie kocha, i mężczyzny, który wciąż chce być kochany, jest rzeczą mniej straszną?].

 

Smutny jest los kobiet, gdy przekroczą trzydziestkę – cóż im po wolności, skoro mogą dać jedynie to, czego nikt nie chce.

[Wydawałoby się, że po dwustu latach od chwili napisania tych słów, coś powinno się w tym względzie zmienić, tym bardziej że kobiety wyzwoliły się od tamtej pory jeszcze bardziej, ale akurat w tym zakresie, mimo wielu rewolucji obyczajowych, nie wymusiło to żadnych zmian. Może dlatego wiele młodych i atrakcyjnych kobiet próbuje ułożyć sobie życie w ogóle bez mężczyzny. Jeśli ta tendencja będzie się nasilać, to frustratami staną się nie tylko samce w habitach]. 

 

Słabość jest zbrodnią, tak samo jak bezwzględność.

[Zazwyczaj myśli się, że słabość jest zbrodnią dokonywaną na samym sobie, a bezwzględność – zbrodnią dokonywaną na  innych, ale życie nie lubi prostych schematów. Ponadto te terminy nie muszą być antonimami!].

 

Byłem w istocie wolny; nikt mnie nie kochał: byłem obcy całemu światu.

[To poczucie rzeczywistej wolności ma jednak dla nas wyjątkowo gorzki posmak; instynkt stadny jest w nas zakorzeniony tak głęboko, że nie wyobrażamy sobie życia bez czyjeś akceptacji uczuciowej, która przecież też idzie w parze z lękiem przed odrzuceniem].

 

Przewidywał zło, zanim je uczynił, a cofał się z rozpaczą po jego spełnieniu.

[Nudziarz!].

[Chyba jednak muszę otworzyć drugi nawias kwadratowy, bo ktoś, kto nie zna bon motów Oscara Wilde’a, może być zaskoczony moim komentarzem. A Oskar Wilde powiedział tak: „Absurdem jest dzielić ludzi na dobrych i złych. Ludzie są albo czarujący, albo nudni”].

 

 

http://jbr.blox.pl/resource/zlodobro.jpg

 

 

Nienawidzę tej słabości, która wini drugich o własną niemoc.

[Tym razem podeprę się znakomicie uczesaną myślą Stanisława Jerzego Leca: „Własna niemoc jest tak niebezpieczna jak obca przemoc”].

 

Próżno zrywa człowiek ze wszystkim, co jest wewnątrz niego; nie jest zdolny zerwać sam z sobą!

[Człowiek, który pragnie zerwać sam z sobą, najwidoczniej nie jest sobą! Wszelkie inne posiadanie jest iluzją, jeśli się nie posiada siebie].

 

 

                         Cdn.

 

Jako wydawca zapraszam na http://www.monsadmirabilis.beskidy.pl/.



 

 

wtorek, 10 czerwca 2014, jbroszkowski

Polecane wpisy

  • Zeszyty dawnych lektur (odc. 59)

    Dokładnie dwa lata temu chciałem napisać ten odcinek, o czym świadczyło kilka wstępnych zdań wtedy skreślonych – i aż tyle czasu minęło, żeby do niego pow

  • Adam Hanuszkiewicz, po raz ostatni (cz. 11)

    Sterroryzowany przez aż trzy czytelniczki próbowałem sklecić jeszcze jeden kawałek z tego, co akurat wpadło mi do ręki. Na przykład do Kobieto! Boski diableR

  • Adam Hanuszkiewicz, po raz ostatni (cz. 11 b)

    ~pp 20 czerwca 2017 o 18:24 Na ostatnim zdjęciu obok Olbrychskiego siedzą Joanna Dark (piosenkarka) z mężem Markiem Dutkiewiczem, autorem tekstów do kilkuset p

Komentarze
2014/06/10 21:44:41
[Skopiowałem komentarz z Onetu; zostałem nim przywołany do tablicy; zaraz pomyślę nad odpowiedzią]

~Jestemciekawa
10 czerwca 2014 o 20:07

Ja też uciekałam kilka razy od miłości. W co? W odpowiedzialność za tego człowieka, z kim jestem od prawie czterdziestu lat. Dużo napisano o małżeńskiej nudzie, sama jej doświadczyłam, szczególnie wtedy, gdy niedopasowanie seksualne stawiało pod znakiem zapytania sens kontynuacji naszego związku zawartego bez "prób przedmałżeńskich", co mądre raczej nie było, ale takie to były czasy. Szarpałam się strasznie, trzy razy zdradziłam męża, bywałam zakochana nie w nim, ale moi partnerzy też poczuwali się do odpowiedzialności za kobiety, z którymi byli połączeni, a może skuci długoletnimi więzami małżeńskimi. Nie wiem, czy pan czytał książkę Érica-Emmanuela Schmitta pt. "Małe zbrodnie małżeńskie"? Jestem ciekawa, jakie wypisy pan by z niej zrobił i jak by je pan skomentował? Ja sobie z niej wypisałam to: "Co znaczy kochać mężczyznę? To znaczy kochać go na przekór sobie, na przekór niemu, na przekór całemu światu. To znaczy kochać go w sposób, na który nikt nie ma wpływu. Kocham twoje pragnienia, a nawet twoje awersje, kocham ból, jaki mi zadajesz, ból, którego nie odczuwam jako bólu, ból, o którym natychmiast zapominam, który nie pozostawia śladów. Kochać to znaczy mieć tę wytrzymałość, która pozwala przechodzić przez wszystkie stany, od cierpienia do radości, z tą samą intensywnością". Czy mógłby pan, jako mężczyzna, zacząć od "Co znaczy kochać kobietę?"...
-
2014/06/10 22:22:55
[Nie "przywołany do tablicy", lecz wywołany, ale ad rem]
Jeśli Pani tak właśnie kocha swojego mężczyznę, to mogę mu tylko pozazdrościć, bo mnie żadna kobieta chyba tak nie kochała, chociaż na dobrą sprawę, cóż mogę wiedzieć o uczuciach, którymi darzyły mnie kobiety, w tym moje żony? Patrzyłem na własne odczucia, a te mogą być przecież mylące, ale takich kwestii nie rozpatruje się w sposób ogólny, szczególnie jeśli dotyczą nas bezpośrednio i sprawiają nam ból. W miłosno-nienawistnych układach uczuciowych z kobietami starałem się nie być ani sadystą, ani masochistą. Starałem się, ale zapewne nie zawsze mi to wychodziło. Jeśli miałbym wyjść od zdania "Co znaczy kochać kobietę?", to obawiam się, że mógłbym powtórzyć swoje pobożne życzenia brane za rzeczywistość. W rozmowach z Adamem Hanuszkiewiczem, przeprowadzonych w roku 2001 w Dźwirzynie i zawartych w książce wydanej w listopadzie 2012 u Prószyńskiego, która została opatrzona znamiennym tytułem "Kobieto! Boski diable...", można by bez trudu wyłowić moje przemyślenia na ten temat, widoczne w moich pytaniach czy komentarzach dotyczących kwestii poruszanych przez Adama, względnie przez Renatę Dymną. A na moim blogu, właśnie w "Zeszytach dawnych lektur", można znaleźć resztę moich refleksji związanych z tą kwestią. I zapewne tak będzie, dopóki będę w stanie ten blog kontynuować. Zmarły niedawno najstarszy człowiek świata, 111-letni Amerykanin polskiego pochodzenia, zachował jasność umysłu do ostatniego tchnienia. Nie tylko Pani jest ciekawa, ja też jestem ciekaw niezmiernie, czy będę żył ponad sto lat, kontynuując do końca moje pisarskie refleksje?