Blog > Komentarze do wpisu
Co tam słychać, panie, w polityce?

    O polityce w moim blogu ani słowa, mimo iż wiem, jak ogromny wpływ wywiera ona na życie wszystkich ludzi, na moje być może też. Ale od czasów, gdy niejaki Bokassa koronował się na cesarza, wydając na tę ceremonię kwotę stanowiącą jedną trzecią budżetu swego cesarstwa, będącego jednym z najbiedniejszych krajów afrykańskich, i każąc sobie między innymi włożyć na durnowatą łepetynę koronę wysadzaną pięcioma tysiącami diamentów, cóż jeszcze sensownego można o polityce powiedzieć? Inny z władców afrykańskich podobno pożerał swoich politycznych przeciwników, smakując swój triumf kawałek po kawałku dzięki zamrażarce, gdzie mógł podzielonych na porcje wrogów składować, co jest jedynie potwierdzeniem tego, co o politykach zawsze myślałem: wszyscy oni są ludożercami, nawet jeśli nie zawsze w dosłownym tego słowa znaczeniu. Żerują bowiem na ludziach, a ściślej na ich głupocie, wpierw robiąc im wodę z mózgu, który dzięki temu socjotechnicznemu zabiegowi staje się móżdżkiem w kulinarnym tego słowa znaczeniu. Oto jeden z niezawodnych przepisów mojej babci:    

Na rozgrzanym tłuszczu podsmażamy cebulkę, którą po podsmażeniu przekładamy na talerz, a na ten sam tłuszcz wrzucamy móżdżek. Rozgniatamy go i pilnujemy, by ładnie obsmażył się z każdej strony. Następnie dodajemy lekko zmiksowane jajka i mieszamy, a gdy zaczynają się ścinać, dodajemy wcześniej przygotowaną cebulkę. Mieszamy całość, póki nie otrzymamy w miarę stałej konsystencji. 

     Powinienem powiedzieć „smacznego!”, względnie „guten Appetit!” etc., zamierzałem jednak mówić o polityce, co jak widać do niczego sensownego mnie nie prowadzi. A może w tym moim pozornym szaleństwie jest jakaś metoda? Jakiś ukryty cel? Nie ukrywam bowiem, że szlag mnie trafia, gdy porównuję liczniki odwiedzin na moim blogu i blogu niejakiego Marcinkiewicza, wyciągniętego kiedyś przez Prezesa Kaczyńskiego jak królik z kapelusza, dzięki czemu został premierem, czyli znanym politykiem. Ale nawet teraz, gdy jest przecież politykiem zdymisjonowanym, niejako w służbie biernej, nadal jest bardziej znany ode mnie, pisarza w służbie czynnej jednak, i mimo iż w przeciwieństwie do mnie plecie w swoich postach, co mu ślinie na język przyniesie, na jego blog wlazło już grubo ponad trzy miliony gości, a na mój zaledwie dziewięciuset pięćdziesięciu! Statystyka komentarzy jest równie miażdżąca dla mego nie najlepszego w tej sytuacji samopoczucia: jego wypociny skomentowano prawie sześćdziesiąt tysięcy razy, a moje tematy trudne tylko dziesięciokrotnie – i żadne wyliczenia związane z naszymi stażami blogowymi (moim zaledwie półtoramiesięcznym) statystyki tej znacząco na moją korzyść nie poprawią! Mógłbym wprawdzie zakląć się na wszystkie świętości, że wolę jeden mądry komentarz od tysiąca głupich, a te dziesięć na moim blogu należy do tych pierwszych, nie oznacza to jednak, niestety, że moje dotychczasowe posty skomentowano dziesięć tysięcy razy.  Więc czy to, co naskrobałem dzisiaj w swoim notesie, jadąc na nartach po lesie, może mi przynieść ulgę w tym moim strapieniu? Oto ta notka: „Głos mam też podobno piękniejszy od tych, które wychodzą z kiepsko nastrojonych instrumentów głosowych wielu gwiazd estrady, a na moje koncerty w lesie nie przychodzi nawet pies z kulawą nogą. A pierzchające na mój widok sarny? Przecież wiadomo, że są one z natury płochliwe!” 

                  

                        Pijany polityk (poseł) chrapiący w Sejmie

   PS. W te moje rzekome cierpienia starego Wertera może jedynie uwierzyć ktoś, kto mnie nie zna – życie jest teatrem, więc najważniejsze jest, żeby się dobrze bawić, nawet  swoim kosztem!

poniedziałek, 16 marca 2009, jbroszkowski

Komentarze
2009/03/16 02:32:17
Januszu Drogi

cóż, możnaby dość banalnie skonstatować, że nie ilość a jakość, ale to tylko część prawdy, bo iluż mamy mądrych ludzi zupełnie światu (mówiąc światu mam na myśłi ten najbliższy lokalny: gmina, województwo czy samą tylko Polskę) nie znanych poza wąskim gronem znajomych, obywateli, którzy nie mają żadnego wpływu na życie społeczne czy polityczne, pozostający poza jego nawiasem, żyjacy swoim życiem? czy byłoby lepiej dla nich i dla kraju, gdyby w wyniku splotu różnych okoliczności nagle dostąpili objęcia władzy i w ten sposób mieli możłiwość realnego wpływu na np. stopy procentowe Banku Centralnego, lektur w szkole (zauważ, że aktualna minister pani Hall bez żadnego sprzeciwu uczniów i nauczycieli czy ZNP wyrzuciła z lektur obowiązkowych Gombrowicza zostawiając jedynie Brunona S. i co? gdy Giertych zrobił to samo to pamiętasz co się działo! protesty uczniów - wrzućmy worek do rzeki z Giertychem w środku. jawna hipokryzja i tyle w tym temacie) itd. czy nie okazało by się który to juz raz w historii, że miejsce patrzenia zależy od miejsca siedzenia. czy warto tę nudną lekcje odbierać i po raz niezliczony dochodzić do niezmiennego wniosku? szkoda czasu januszu i zgryzot lepiej sobie oszczędzić. spacer, rozmowa z panią dr od farmaceutyki (czy w końcu zajrzała na twój blog?), patrzenie w niebo, śnieżne płatki spadające w czarowny sposób (niektórzy mówią, że to anioły strzepują łupież z piór), dobre myśłenie o przeżytym w spokoju ducha dniu itd. czasem sobie myślę, że jakkolwiek jak to napisałeś "nic sobie z tego nie robisz, bo życie jest teatrem" co oznaczać musi niejako, że wszyscy na tej scenie pomieścić się nie mogą i co w takiej sytuacji zrobić z widownią? wiem, że były teorie i że powstanie ich jeszcze tysiące, że nie ma różnicy pomiędzy aktorem a widzem lub że tę różnice należy jak nie zredukować to zmniejszyć do skali nie widocznej i nie odczuwanej przez odbiorcę itd. to problem pozostaje wciąż żywy i mimo wszystko jest boleśnie odczuwany przez ciebie. zawiść? to nie ty. żal, że dlaczego On a nie ja? nie ma się co wstydzić czy budować jakiś swoich teorii usprawiedliwiających podły stan duszy wynikający z niesprawiedliowści tego świata, by poprawić sobie humor. Worhol wyraził pogląd, że każdy ma swoje pięć czy piętnaście minut, ale nie powiedział kiedy wpuszczą na scenę. myślę, że w swoim życiu miałeś dane więcej niż piętnaście minut. dużo więcej...może limit nie został jeszcze przekroczony i może poprzez długie trwanie zdobędziesz na tyle dużo swoich zwolenników i zwolenniczek (ta druga ewentualność jest bardziej nęcąca), że Kazio M. były Premier i niedoszły Prezydent miasta stołecznego, postawi dość retoryczne pytanie na swoim blogu: - a kim jest ten Janusz Roszkowski, że go jeszcze nie znam? co ty na to?

Krzysztof
-
2009/03/16 04:39:55
Krzysztofie drogi! Wróciłem z nocnego obchodu górek w nastroju dość minorowym, bo nieoczekiwanie (dla mnie, ponieważ nie oglądam prognoz pogody, dzienników telewizyjnych etc.) się rozpadało, co oznacza, że jutro nie będzie czego szukać (śniegu) nawet na Przymiarkach, no, ale po przyjściu do domu humor mi się poprawił, bo dwa Twoje komentarze spadły mi jak z nieba - dzięki nim mogłem poprawić znacząco statystykę odwiedzin na moim blogu, usuwając "osiem", a wstawiając "dziesięć"! Mądre komentarze (u mnie są, jak już napisałem, jedynie mądre), co mnie tym bardziej cieszy! Ściskam Cię wraz z Twoją bardzo ciepłą Małżonką (może masz inne zdanie, ale moje opiera się na dotyku Jej dłoni, nawet gorącej) z nadzieją, że jeszcze kiedyś wpadniesz na mój blog. Prawie bliźniaczy blog prowadzę w onecie, z przypadku, o czym niedługo napiszę, tam natychmiast Twoje komentarze też przeniosłem, stąd dziesięć, jest to bowiem dla mnie blog wzorcowy (są tam nawet fotki obrazów Maćka, tego od diabłoaniołów, oraz Anki Sobol, która pokrzepiła mnie kiedyś pysznymi w sobie Meluzynami), który stanie się w przyszłości podstawą mojej blogowej książki.
-
2009/05/02 17:16:14
Krzysztofie Drogi, gdybym miał cierpieć z tego powodu, że niejaki Marcinkiewicz mnie nie dostrzega, to miałbyś prawo przypuszczać, że cierpię co najmniej na poważną demencję starczą! To, że resztkę zdrowego rozsądku i jako takie poczucie humoru udało mi się zachować, świadczy fakt, że te moje rzekome cierpienia nazwałem cierpieniami starego Wertera! Mój Boże, kiedyś cierpiałem, co prawda, z tego powodu, że miliony czytelników nie sięgają po moje książki, bo dopiero później zrozumiałem, że te miliony czytelników, które w swoim czasie rozdrapały na drzazgi dom Maeterlincka, już dawno wymarły wraz z dinozaurami etc. jbroszkowski, 2009-03-15 03:21